Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Swego czasu fora internetowe, toruńskie puby i media społecznościowe płonęły od dyskusji Musielak vs Miedziński. eWinner Apator Toruń postawił na tego drugiego i choć nie wiadomo, jak wypadłby ten pierwszy, to wychowanek klubu z grodu Kopernika z pewnością nie zawiódł Tomasza Bajerskiego.

 

Remis 45:45 przy Hallera 4 w Grudziądzu sprawił, że eWinner Apator Toruń jest na pole position w walce o utrzymanie w PGE Ekstralidze. Dwa niezwykle cenne punkty dała m.in. dobra postawa Adriana Miedzińskiego (8+1). Ktoś powie, że nie zdobywał punktów na potentatach i pewnie nie okrzykniemy go szaleńcem. „Miedziak” miał na rozkładzie wolniutkiego jak żółw Kennetha Bjerre, juniorów Gołębi i Przemysława Pawlickiego. Ten ostatni zapamięta go na długo. Kibice ostatnimi czasy kojarzą wychowanka Apatora jako tego, który pod presją rywali gubił koncentrację, co niekiedy kończyło się nawet upadkami. Tym razem było inaczej. W decydującym, piętnastym (!) biegu to Miedziński tak umiejętnie kąsał krajowego lidera GKM-u, że ten stracił pozycję, a później szukając riposty wylądował na torze. Nie będzie wielką przesadą jak napiszę, że tym biegiem doświadczony wychowanek dał Aniołom miejsce w strefie komfortu.

Idąc dalej – eWinner Apator rozgrywał kluczowe mecze w Trójkącie Bermudzkim z Marwis.pl Falubazem i rzeczonym ZOOleszcz DPV Logistic GKM-em Grudziądz. Niewyraźny „Miedziak” był tylko raz – przy Wrocławskiej w Zielonej Górze. A i tam niektórzy bronią, uprawiając gdybologię i przypominając, że na tor wyjechał tylko raz. Pozostałe mecze? 8+1 w Grudziądzu, 9+1 na Motoarenie z Falubazem i 9+1 w twierdzy torunian z Gołębiami. Dobrze? Oczywiście, że dobrze. W tych kluczowych momentach był skuteczny, a straszyć u siebie umiał także Fogo Unię Leszno (9+1). Od samego początku kampanii 2021 sternicy KS Toruń i trener Tomasz Bajerski mówili jasno – kluczem są domowe mecze i tutaj wystawiam Miedzińskiemu wysoką notę.

Po (prawdopodobnie) udanej misji o nazwie utrzymanie w elicie, trzeba jednak będzie dokonać pewnego wyboru. O ile stawianie na wychowanka ma w sobie pożądany przez wielu romantyzm, o tyle w przyszłym roku Apator musi iść do przodu. Jeżeli chce przyciągnąć na Motoarenę fanów, to pora pomyśleć o walce o czołową czwórkę. Są co najmniej dwie korekty, które od razu przychodzą człowiekowi do głowy. Chris Holder i Adrian Miedziński. Jest jeszcze sprawa juniora, ale to temat rzeka, o którym można by rozprawiać godzinami. Skupmy się jednak na pozycjach seniorskich. Dwaj panowie starsi, o których mowa wyżej przez lata dawali drużynie i klubowi bardzo wiele, postanowili też pomóc na niższym szczeblu. Nikt tych zasług nie zapomni, ale pora odciąć pępowinę nim będzie za późno.

Oczywiście zmieniając nieco ulubione hasło komentatorów Eleven Sports – wszystko zweryfikuje rynek. Zawodnicy zdają sobie sprawę z gigantycznego strzału finansowego, jaki otrzymają kluby z elity i pewnie chętnie będą się zgłaszać z proponowanymi przez siebie konkretnymi stawkami. Mam nieodparte wrażenie, że tegoroczny okres transferowy będzie przypominać przeciąganie liny i torunianie będą ważnym aktorem tego widowiska. No chyba, że jak w „Piłkarskim Pokerze” będziemy mieli niedzielę cudów i trzeba będzie cały tekst wyrzucić do kosza. No może prawie cały, bo fragmenty o „Miedziaku” powinny pozostać aktualnymi.

KONRAD MARZEC