Andriej Kudriaszow. fot. Mariusz Misiek Matkowski
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Dzisiaj rano środowisko żużlowe obiegła wiadomość o śmierci rosyjskiego żużlowca, Andrieja Kudriaszowa, który zmarł po długiej chorobie. Przez wiele lat Andriej ścigał się na polskich torach, reprezentując między innymi barwy klubów z Bydgoszczy, Gniezna czy Opola. W tych dwóch ostatnich z Andriejem pracował na co dzień obecny dyrektor Włókniarza Częstochowa, Piotr Mikołajczak. 

 

– Z Andriejem nasze drogi po raz pierwszy skrzyżowały się w 2019 roku, kiedy wypożyczyłem go do Gniezna z Częstochowy. Jaki był Andriej? Najprostsza odpowiedź i najbardziej oddająca rzeczywistość to taka, że to był „człowiek dusza”. Nie ma w tym odrobiny przesady. Bardzo pomocny, spokojny i życzliwy. Duże poczucie humoru i duża inteligencja. Dla mnie Andriej to był mega chłopak. Należał do tych w środowisku z którym lubiło się spędzać czas. Potrafił zarażać pozytywną energią – zaczyna nasz rozmówca. 

Przepustką do polskiej ligi dla Kudriaszowa był turniej indywidualny rozegrany na torze w Poznaniu we wrześniu 2009 roku. Pomimo odległej pozycji to właśnie po nim znalazło się dla niego miejsce w składzie zespołu z Krakowa na kolejny sezon. Po Krakowie były kolejne polskie zespoły ligowe. Ostanim z nich był Kolejarz Opole w sezonie 2021.

– Andriej był bardzo pracowitym zawodnikiem. Jak każdy niemal Rosjanin był waleczny na torze i jechał zawsze do końca. Nie oszczędzał również na inwestowaniu w sprzęt. Dla niego nie było na torze sytuacji, w których by odpuszczał. Myślę, że błędy, które się mu przytrafiały, wynikały często po prostu ze zwykłej nieznajomości torów, a nie braku umiejętności. Pamiętam, że jak przyszedł do Gniezna, to toru się z występu na występ uczył, bo wcześniej na nim po prostu nie jeździł. Miał też dobrze „złożony” team. Andriej lubił bardzo „polatać” sobie po szerokiej. Profesjonalnie podchodził do żużla i, co chciałbym podkreślić, zawsze podczas jazdy w Polsce mógł liczyć na pomoc Anety Kuźniar, która była dla niego jak druga matka. Była oparciem 24 godziny na dobę – kontynuuje nasz rozmówca. 

Pomimo talentu i pracy, Andriejowi nie udało się przebić na wyżyny światowego żużla. Indywidualnie trzykrotnie był mistrzem Rosji. W 2011 roku na torze w Bałakowie został drużynowym mistrzem świata juniorów. Kolegą w reprezantacji był późniejszy mistrz świata, Artiom Łaguta.

– Gdy był związany umową z Polonią Bydgoszcz, to zapowiadał się wtedy lepiej, aniżeli choćby Wiktor Kułakow. Myślę że być może rozwój który uczyniłby go zawodnikiem, jak to się mówi  z „topu”, przyhamował fakt, iż niekiedy trafiał na kluby, gdzie nie zawsze miał okazję do startów. Tego się nie dowiemy. Na pewno był solidnym żużlowcem. Tu nie ma dwóch zdań – dodaje Piotr Mikołajczak. 

Sezon 2021 był ostatnim sezonem Andrieja na żużlowych torach. Od 2021 roku Rosjanin zmagał się z chorobą. Swój bieg poza torem, ten zdecydowanie najważniejszy, ponieważ o życie, przegrał. 

– Pamiętam, gdy w maju 2021 roku przyjechał na stadion i miał zawinięte kolano. Zapytałem się więc, co się stało. Andriej, jak to on, na „luźno” odpowiedział: a nic takiego się nie dzieje, coś mi się tam robi… a jak teraz wiemy, był to początek raka skóry. Aneta robiła wszystko co możliwe, aby mu pomóc i zapewnić jak najlepsze leczenie. Wasz portal również nagłaśniał u siebie akcję pomocową. Pomogli zawodnicy, między innymi Artiom Łaguta. Widywaliśmy się, pisaliśmy do siebie. Tak jak na torze, tak i w życiu, Andriej walczył do samego końca. Dla mnie na koniec wiadomość o jego śmierci to jakiś Matrix. To się po prostu nie dzieje – kończy łamiącym się głosem Piotr Mikołajczak.