Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Żużel. Aleksandra Majewska: Gdy mąż wychodzi do pracy w marcu, wraca w październiku. To wulkan energii, a nie ciepła klucha

Fot. Archiwum Aleksandry Majewskiej.

Z reguły partnerki żużlowców narzekają na brak wspólnego czasu spędzonego z drugą połową. Sezon żużlowy “pochłania” również prezenterów telewizyjnych, którzy od kwietnia do października, w każdy weekend obecni są na zawodach. Marcin Majewski, szef żużla w Canal+ jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Żona Aleksandra przyznaje w rozmowie z naszym portalem, że gdy jej mąż wychodzi do pracy w marcu, wraca dopiero w październiku. Zapraszamy na kolejną odsłonę rozmów z kobietami żużla. W roli głównej Aleksandra Majewska.

Olu, zacznę standardowo od tego w jakich okolicznościach i kiedy poznałaś swojego obecnego męża, Marcina?

Gdy go poznałam, był chłopakiem mojej koleżanki. Ona opowiadała mi o nim w samych superlatywach, ale szczerze mówiąc… Nie rozumiałam co ona w nim widzi (śmiech). Kompletnie mi się nie podobał, co oczywiście później uległo zmianie (śmiech). Potem on rozstał się ze swoją dziewczyną i spotkaliśmy się na Uniwersytecie Warszawskim na jednym wykładzie pomimo faktu, że jest ode mnie 3 lata starszy. On miał dziekankę, a ja zaliczałam dwa lata studiów w ciągu jednego roku i tak się złożyło, że wylądowaliśmy razem na jednych zajęciach. Od naszej pierwszej randki minęło już 20 lat, natomiast małżeństwem jesteśmy od 2003 roku.

Czym w życiu Marcin najbardziej Cię zaskoczył?

Pamiętam, że kiedyś odebrał mnie z pracy, spakował mi jakieś wygodne rzeczy na przebranie i zupełnie bez planowania udaliśmy się na kolację do Kazimierza Dolnego. Bardzo miło to wspominam, ponieważ był to całkowity “spontan”. Pojechaliśmy tam tylko po to, aby zjeść wspólnie kolację i wrócić. Innym razem, choć był to już zaplanowany wyjazd, wspólnie z naszym najmłodszym synkiem polecieliśmy razem do Australii na finał Grand Prix w Melbourne. Australia to zdecydowanie ulubiona destynacja mojego męża. Było iście magicznie! A przy okazji nasz syn zaliczył chyba najbardziej spektakularny debiut na trybunach stadionu żużlowego. W wieku 8 miesięcy poleciał na finał sezonu do Australii.

Fot. Archiwum Aleksandry Majewskiej.

Dlaczego akurat Australia jest ulubioną destynacją Marcina?

To tak jak z żużlem miłość od dzieciństwa. Zaczęło się od książki Alfreda Szklarskiego „Tomek w krainie kangurów”. No i nadal tak jest, że dla Marcina numer jeden to żużel, numer dwa Australia, a ja, mam nadzieje, jestem numerem trzy. Wciąż jednak jestem na podium, a więc całkiem nieźle (śmiech).

Wiem już czym Cię zaskakiwał w przeszłości. Czym zatem skradł Twoje serce, skoro pierwsze wrażenie było zupełnie odmienne?

Przede wszystkim dobrocią serca. Marcin jest bardzo dobrym i ciepłym człowiekiem, a do tego niezwykle opiekuńczym oraz troskliwym. Choć muszę przyznać, że zdarza mu się być również narwanym i porywczym, choć może na takiego nie wygląda. Świetnie się maskuje. To też mi się jednak podoba, bo przynajmniej nie jest nudno.

Oglądając Marcina w telewizji można odnieść wrażenie, że nie ma bardziej stonowanego i opanowanego prezentera telewizyjnego…

Uwierz, że ja też dałam się na to kiedyś nabrać (śmiech). To wulkan energii i tytan pracy w opakowaniu angielskiego dżentelmena.

A w jaki sposób Marcin Ci się oświadczył? Spodziewałaś się takiego ruchu, a może było to kompletne zaskoczenie?

Z pewnością wykazał się kreatywnością, ale muszę powiedzieć, że spodziewałam się, że ma taki plan. Pojechaliśmy wówczas do Pragi. Pamiętam, że spacerowaliśmy po jednym z tamtejszych pięknych parków i wówczas łamiącym się ze stresu głosem wydusił z siebie tradycyjne zapytanie czy za niego wyjdę. Oczywiście się zgodziłam. Ale żadnej armaty ani żużlowego motocykla przy tym nie było.

Fot. Archiwum Aleksandry Majewskiej.
Fot. Archiwum Aleksandry Majewskiej.

Gdybyś miała wymienić dwie wady oraz dwie zalety męża…

Zacznijmy od wad. Z pewnością wspomniana wcześniej porywczość. Marcin często najpierw coś zrobi, a dopiero później pomyśli. Drugą wadą, choć też zaletą, może być fakt, że Marcin jest niezwykle wymagającą osobą, zarówno od siebie jak i od innych. Jeżeli chodzi natomiast o zalety trzeba wspomnieć, że jest bardzo odpowiedzialny oraz opiekuńczy.

Zostawmy na moment temat Marcina. Czym Ty zajmujesz się zawodowo? Również dziennikarstwem?

Pomimo faktu, że studiowałam dziennikarstwo, nie zajmuję się tą profesją. Może to i dobrze, bo ktoś musi mieć czas na przebywanie w domowym zaciszu (śmiech). Ja mam swoją własną firmę, związaną z moją pasją, czyli z branżą nieruchomości. Obsługuję zarówno deweloperów, ale także doradzam przy zakupie mieszkań z rynku wtórnego. Bardzo to lubię, no i zarówno w nazwie jak i w działaniu zawsze jest “fair play”.

Jakie są Wasze ulubione zajęcia w wolnym czasie, gdy już uda się go znaleźć?

Ja uwielbiam wędrówki po górach, o każdej porze roku. Marcina też zaraziłam miłością do gór. Naszym ulubionym miejscem w Polsce są Bieszczady. Oprócz tego bardzo lubimy zwykłe spacery po okolicznych lasach w pobliżu miejsca zamieszkania, czyli w otulinie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

Praca jaką wykonuje Marcin niejako zmusza go do częstych wyjazdów. Czy Tobie przeszkadza jego “wieczna” nieobecność w domu w trakcie trwania sezonu żużlowego?

Po tylu latach po prostu musiałam się do tego przyzwyczaić. Odkąd pamiętam mój mąż pracował w weekendy oraz święta, nawet w czasach gdy jeszcze nie zajmował się stricte żużlem. Nie ukrywam, że jest to bardzo trudne, szczególnie dla naszych dzieci, które tęsknią za ojcem. Jedyną odskocznią są tak naprawdę wakacje, które planujemy z dużym wyprzedzeniem, tak aby wstrzelić się w przerwę od zmagań żużlowych. Jak doskonale jednak wiadomo, wiele spotkań nie odbywa się w pierwotnym terminie, a wówczas w grę wchodzą tak zwane terminy rezerwowe. Tym samym z naszych zaplanowanych, dwutygodniowych wakacji pozostają… dwudniowe (śmiech). Na to jednak wpływu nie mamy, a ja musiałam ów fakt zaakceptować. Przywykłam, że gdy mój mąż wychodzi do pracy w marcu, to wraca dopiero w październiku.

Czy wobec powyższego przepadasz za sportem jakim jest żużel? Interesujesz się, śledzisz na bieżąco zmagania?

Po raz pierwszy na meczu żużlowym byłam oczywiście z moim mężem. To on jest moim nauczycielem w tym temacie. Na zawodach, jako kibic Marcin zachowuje się tak, jakby był nienormalny. Bardzo emocjonuje się każdym wyścigiem, choć w telewizji tych emocji nie zobaczycie, ponieważ występując przed kamerą musi zachować powagę. Mnie żużel “kręci” w kontekście widowiska, z udziałem kibiców, całej tej otoczki, która towarzyszy samemu wydarzeniu. Moim zdaniem żużel można pokochać oglądając go na żywo, przezywając te emocje z kibicami. W telewizji nie uraczysz tego w takim stopniu.

Fot. Archiwum Aleksandry Majewskiej.

Czy Marcin lubi gdy oglądasz go w telewizji? Prosi Cię czasami o ocenę jego występów?

Bardzo rzadko oceniam go od strony wizualnej, natomiast często zdarza mi się oceniać w kontekście merytorycznym. Wiem, że mąż bardzo ceni sobie moje zdanie. Czasami wspólnie opiniujemy rozmaite aspekty.

Być może obecnie mniej, ale jeszcze kilka lat temu kibice często zarzucali Marcinowi Majewskiemu brak emocji, żartobliwie wytykali mu, że prezentuje “ciepłe kluchy”. Czy tego typu krytyka w jakiś sposób go dotykała? Przejmował się oceną innych?

Przez te wszystkie lata Marcin nauczył się nie przejmować komentarzami pod jego adresem. Uprawia ten zawód bardzo długo, a więc skórę ma już grubą. On sam zawsze powtarza, że swoje obowiązki wykonuje najlepiej jak potrafi. Ma świadomość, że nie wszystkim spodoba się sposób, w jaki przekazuje informacje na wizji. Ja, jako osoba, która spędziła u jego boku już 20 lat mogę z pełną świadomością powiedzieć, że nie jest “ciepłą kluchą”.

Jak Marcin realizuje się w obowiązkach domowych? Jakie ma podejście do dzieci?

Z pewnością jest bardzo dobrym ojcem, choć równie bardzo wymagającym. Jeżeli chodzi o prace domowe, uwielbia spędzać czas w ogrodzie, o który dba jak o własne królestwo. Każde źdźbło trawy musi być idealnie przystrzyżone. To jest jego główny obszar działania. W domu, jeśli już weźmie się za sprzątanie, to jako osoba pedantyczna robi to perfekcyjnie. W chwili obecnej staramy się jednak do zadań porządkowych delegować dzieci.

Fot. Archiwum Aleksandry Majewskiej.

Nie jest tajemnicą, że dni w telewizji są dla każdego policzone. W końcu przyjdzie dzień, że Marcin zniknie z ekranów telewizorów. Czy ma już sprecyzowane plany na przyszłość?

Ma plany sprecyzowane. Marcin jest osobą, która zawsze planuje z dużym wyprzedzeniem. Możliwe, że będziemy pracować razem w branży nieruchomości, kto wie. Mąż również interesuje się tymi tematami.

Gdy wypowiem słowo “żużel” jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie?

Mijanki.

Gdybyś mogła zmienić w swoim życiu jedną rzecz, decyzję bądź wspomnienie. Co by to było?

Chciałbym móc zamieszkać w jakimś ciepłym kraju, gdzie słońce świeci każdego dnia.

Jakie jest Wasze wspólne życiowe hobby i pasja?

Nieruchomości, naprawdę bardzo to lubimy, interesujemy się rynkiem, projektami. A z takich niezawodowych czynności oboje uwielbiamy podróże. Gdyby nie praca, najchętniej całe życie spędzilibyśmy podróżując. Im dalej tym lepiej (śmiech). Mój mąż, poza Antarktydą, zwiedził każdy kontynent, czego trochę mu zazdroszczę.

Czy zdarza Wam się w domu rozmawiać na tematy zawodowe? A może dom jest azylem i odskocznią?

Bardzo często rozmawiamy o pracy, ale rzeczywiście staramy się tego unikać. W 100% jednak się nie da.

Czy Marcin ma jakiegoś swojego ulubieńca jeżeli chodzi o żużel? Komuś szczególnie kibicuje?

Wiem, że dla Marcina liczy się nie tylko wynik sportowy, ale również sposób bycia, jaki dana osoba prezentuje. Pod tym względem imponuje mu Bartosz Zmarzlik, którego żartobliwie nazywa “Bartula”. Nie zauważyłam jednak, aby szczególnie kibicował danemu zawodnikowi czy klubowi.

Na koniec, jakie jest Twoje największe marzenie w życiu?

Marzy mi się zaliczenie kilku ciekawych tras górskich, zarówno w Europie, jak i w Azji czy Ameryce. Jednym z moich planów jest Machu Picchu.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję i pozdrawiam.

Rozmawiał SEBASTIAN SIREK

LVBET

36 odpowiedzi

  1. Wszystko ładnie, pięknie, cukierkowo i kolorowo ale niestety pan Marcin jest najsłabszym ogniwem tego redakcyjno-żużlowego łańcuszka.

    1. Dlatego jest tam managerem. Jak coś umiesz, wiesz co powiedzieć, to to robisz. Jak nic nie umiesz to zostaje być nauczycielem. Jak nie łapiesz się na nauczyciela to zostaje tylko manager.

  2. Dziś rano zauważyłem nowy wywiad i to z kim? Z żoną pana Marcina Majewskiego .. i to jest fajne spojrzenie, oczami osoby z pobocza sportu a jednak najbliższej komuś kto w tym tkwi. Dodam, że byłem pewny podpisu pana Malaki a tu …zonk – pan Sirek!!

    Wspaniale się to zbiegło, gdyż zainspirowały mnie wypowiedzi user’ów z artykułu o Grześku Zengocie, krytykujące Mirka Jabłońskiego jako komentatora i już tam miałem coś dopisać, acz powstrzymała mnie .. intuicja? 😉

    Drodzy kibice. Większość z Was uczęszczała, do roku ubiegłego, na mecze swoich ukochanych drużyn żużlowych. Idąc na stadion, mieliście możliwość zobaczenia tego na własne oczy a rozgrywki innych drużyn, lub tej waszej na wyjeździe, oglądaliście sporadycznie w TV, lub w relacji pisanej “life”.
    Sytuacja się zmieniła. Dziś większość z was, wykupiła abonamenty stacji pokazujących speedway, czy to w telewizji satelitarnej, internetowej czy kablowej. Co się z tym wiąże? Nagle poznaliście głosy, twarze komentatorów, ekspertów, prowadzących programy z trzech różnych stacji.

    Proponuję by któryś z was, KRYTYKUJĄCY KIBICE, wyłączył głos z transmisji meczu żużlowego i spróbował własnych sił, albo nagrał (telefonem) rozmowę z kolegami podczas, albo po meczu.

    Łatwo jest krytykować tych ludzi, wkładających cały swój czas (jak napisała pani Ola: wychodzi do pracy w marcu, wraca dopiero w październiku) i pewno całe swoje serce.

    Mnie się jednak wydaje, że należy im DZIĘKOWAĆ za kawał dobrej roboty, pomimo że jeden się jąka, inny głupio śmieje, ona ma mało wiedzy, ale zgrabne nogi i buzię, lecz potrafi fajnie prowadzić rozmowę a jeszcze inny podchodzi zbyt emocjonalnie do relacji. Wszyscy oni wypowiadają się na ŻYWO, nie ma możliwości zastanowienia się, powtórki, zmiany – takie dziennikarstwo jest sztuką.

    Dziennikarzom telewizyjnym należy bić BRAWO!!!

    1. Muchomor, ty musisz być ze ściany wschodniej, zawsze głosującej na jednych…
      Daj tym dziennikarzom jeszcze 13, 14, 15 pensję za to, że wychodzą do pracy w marcu i wracają w październiku. Im się to po prostu należy!!!

      1. Ty to pewno ze ściany zachodniej, czyli potomek pochodzący z tych z granicy Polski z Rumunią, albo głębokiej Ukrainy.
        gupku ja nie jestem Muchomor, ale Muchomorek. Masz jakieś problemy z postrzeganiem rzeczywistości i czytaniem tekstu pisanego?

        1. Taki jesteś wrażliwy na kalumnie wyzwiska mowę nienawiści obrażanie a sam wyzywasz kogoś od głupków i piszesz ordynarnie w dodatku nie na temat o co tez często bijesz pianę. Czyżby podwójne standardy?

        2. @Machomorek
          “czyli potomek pochodzący z tych z granicy Polski z Rumunią, albo głębokiej Ukrainy.”
          To ze patrzysz skad kto przyszedl, a nie kim jest bardzo zle o tobie swiadczy. Mylisz sie tez absolutnie co do tego kto glownie zasiedlil Ziemi Odzyskane. Budujesz swoja wiedze jak niestety wiekszosc ludzi w dzisiejszych czasach na przekazie filmowym i to jak mniemam tym komediowym. Kazdy wiec o co chodzi. Otoz wyobraz sobie, ze osiedlili sie na tych ziemiach glownie ci, ktorzy mieli do tych ziem najblizej. A wiec byl to prosty i naturalny proces. W przypadku Dolnego Slaska najwiecej mieszkancow pochodzilo z Wielkopolski, Lodzkiego, Czestochowskiego. Kresowianie tez oczywiscie byli mocno obecni, ale w zaden sposob nie mogli dorownac liczebnoscia grupom wymienionym powyzej. Byli natomiast widoczni ze wzgledu na mowe i odrebnosc kulturowa, pokazana w wiadomo jakim filmie. Pomijam tu pozniejsze fale imigracyjne gdzie “za chlebem” lub uciekajac przez przeszloscia przyjechali ludzie ludzie z innych rejonow Polski. Ale to juz calkiem inna historia. Po wiecej informacji odsylam cie do literatury jesli czytanie cie nie myczy. Nie pozdrawiam i zycze wiecej rozumu.

          1. Właśnie o to chodzi, że czytanie mnie nie męczy, gdyż pochodzę z pokolenia które nie znało internetu, więc książka, czy biblioteka jest dla mnie czymś naturalnym.
            Swoją wiedzę, bardziej czerpie ze znikomych publikacji, niż przekłamanej historii znanej wam, młodym z internetu i tego co się w nim znajduje. Co gorsza Polska edukacja szkolna wstydliwie omija stuletnią historię, która najbardziej wpłynęła na czasy w których aktualnie jesteśmy.
            Proponuję poczytać jeszcze raz z bardziej miarodajnych źródeł.

            Odniosę się także do zarzutów odnośnie kto, skąd itd. Zauważ, że to nie ja zacząłem ten podział na Polskę A, B, C i związane z tym wyzwiska.

            A tak gwoli informacji, to przypisywanie mnie do ściany wschodniej, zachodniej, południowej, centrum czy pomorza całkowicie jest nietrafione. Da to do myślenia?

            A ja pozdrawiam acz rozumu też życzę więcej i nie ma w tym nic złośliwego.

      2. Ja ze wschodu rodowity lublinianin (u nas lubelak)
        A Ty pewnie jesteś potomkiem “juzków” lub “kaziuków”
        Tak, że nie sadź się, zbadaj swoje korzenie i nie obrażaj

    2. Pytanie, czym ich praca różni się od tej przed pandemią? Zarówno wtedy i teraz oczekuje się od dziennikarzy profesjonalizmu i kompetencji. Nie rozumiem więc za co niby mam im być właśnie teraz jakoś szczególnie wdzięczny. Doceniam ich pracę tak jak piekarza, mechanika i każdego innego ale mam prawo do krytyki bo płacę niemałe pieniądze i oczekuję mimo wszystko czegoś więcej niż prezentuje pan Marcin nota bene bardzo sympatyczny człowiek. A argument wyłącz głos i się nagraj sam jakoś do mnie nie przemawia bo jest po prostu głupi i sofistyczny.

  3. Nic mnie w nim tak nie wkurza, jak chwila kiedy zadaje komuś w studio pytanie, które wymaga rozbudowanej, szerszej odpowiedzi i gość zaczyna odpowiadać, a ten mu już po dwóch zdaniach sygnalizuje uniesionym długopisem, że zaraz mu przerwie tą odpowiedź.
    To po co zadawać pytanie?

    1. Nie czaisz, że transmisja idzie na żywo i w parku maszyn jest zawodnik, na którym wymusza się wywiad? Większość żużlowców nie jest z tego zadowolona, ale tego wymagają stacje TV i jest to zapisane w ich kontraktach.
      Majewski musi przerwać rozmowę z “ekspertami”. Stąd się biorą te 244 bardzo duże bańki złociszy dofinansowania żużla!

    2. Co byś zrobił, gdyby w słuchawce zaćwierkał by ci głos: Wywiad z parku maszyn ze Zmarzlikiem czeka!!!

      1. Pan Marcin robi to notorycznie, nawet w pomeczowych programach, gdzie już nic nie ćwierka w słuchawce (może jedynie tyka zegarek).
        Nawet kiedy dyskutant jest ciekawy i widać, że nie duka, tylko mógłby powiedzieć coś ciekawego – to nie ma pola do popisu, bo zostaje zagadany.

  4. Kiedyś oglądając z kumplami kopaną wyłączaliśmy dźwięk jak komentował Szpakowski
    No i któregoś razu kolega, “po cichu” nagrał nasze komenty (ZK-140 wiecie co to za wynalazek ?)
    Po odsłuchaniu doszliśmy do wniosku, że marnujemy się i powinni natychmiast zatrudnić nas w tv hahahaha
    A poważnie to kumpel zrobił karierę w radiu

      1. Chyba nie…..pisze merytorycznie, ale jak ktoś nastąpi na “odcisk” ??? (i po co ?)
        Sam bym się wq……ł, ja jako niesłychanie spokojny człowiek hahahaha

  5. Myślę, że koniec tematu…
    Muchomorka nikt nie zaorał !!!
    Natomiast dla mnie to jest doopa wklejanie zdjęć (prywatnych?) dziennikarza ?
    Sirek, to jest tekst sponsorowany ???
    Jak tak, to na drzewo prostować banany

    1. A pan Sirek to twój kumpel od wódki, że go tak nazywasz, czy tak o po prostu brakiem elementarnego szacunku się wykazujesz? Już pomijam to zdanie o zdjęciach, bo po 22, pewnie coś mocniejszego wjechało – nie ma się co czepiać

  6. Choć nie przepadam za panem Majewskim, to wywiad fajnie się czytało. O pewne rzeczy, o których mówi pani Aleksandra, raczej bym nie posądzał jej męża…..a tu proszę.
    W mojej opinii jest wielu znacznie bardziej utalentowanych dziennikarzy sportowych niż pan Marcin, dla mnie jest zwyczajnie irytujący, ale to tylko moje zdanie. Natomiast rodzinkę ma bardzo fajną, zwłaszcza żona, pani Ola wydaje się być mądrą i inteligentną kobietą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.