lotto partner główny serwisu
pt. Sie 23, 2019

Autor tekstu podczas przepytywania Tomasza Golloba.

Zabytkowe stadiony, czyli kto nie awansuje, ten… wygrał

Dały popis tarnowskie Jaskółki w Daugavpils. Oj, dały! A tyle było lamentów, że w najważniejszym, decydującym o awansie do play-off meczu sezonu zasadniczego pojadą tarnowianie bez swego lidera i tym sposobem mogą przegrać…

Z Gdańskiem u siebie owe Hiobowe wieści i proroctwa Kassandry się nie sprawdziły, zatem skoro załatwili sprawę wcześniej, to teraz ewidentnie odpuścili, urządzając swoisty przegląd wojsk przed finałową rundą. Pytanie tylko, czy zrobili to celowo, żeby w półfinale trafić na PGG ROW i… przegrać z honorem, tak by kibice nie mieli pretensji? Czy takoż z rozmysłem, by trafiając na Ślązaków, ograć ekipę Krzysztofa Mrozka, bo z nimi dobrze szło Unii w rundzie zasadniczej? W tle tych zgadywanek pojawia się wątek infrastruktury i parcia na awans.

Głośno o jakości i niedostosowaniu obiektów zrobiło się niedawno, przy okazji wywodów prezesa ekstralipy Wojciecha Stępniewskiego, o mizernym standardzie, jego zdaniem, stadionu w Lublinie i braku obiecywanych konkretów ze strony miasta. Czy były to słowa wprost i z własnej inicjatywy, czy zawoalowana, uzgodniona z klubem, próba nacisku na opieszałych rajców – nie wiem. Wiem natomiast, że wystarczyło ludożerce, by ogłosić światu spisek Stępniewskiego z Torunia z klubem Get Well, celem utrzymania tego drugiego w Ekstralidze, przy zielonym stoliku.

Tak czy siak, faktom nikt nie zaprzeczy, a te potwierdzają zabytkowe walory obiektu w Lublinie, zatem pretekst jest i to niezgorszy. Podobnie w Tarnowie. Jaskółcze Gniazdo najlepsze lata dawno ma za sobą, a z deklarowanych po awansie sprzed dwóch lat, remontów i napraw, pozostały do dziś jedynie puste słowa. Zatem ani stadion w Lublinie, ani ten tarnowski, ale też “Smoczyk” w Lesznie, nie spełniają warunków dopuszczenia do rywalizacji na poziomie Ekstraligi. Wygląda więc na to, że z jednej strony formułowane publicznie zarzuty wobec obiektu przy Alejach Zygmuntowskich są jedynie oznaką dbałości prezesa o jakość zarządzanej trzódki, tu stadionów,  z drugiej zaś cechuje Stępniewskiego poczucie, że siłą nic nie wskóra. Zbytnia drobiazgowość więc lub pieczołowitość, jak kto woli, w ocenie zgodności architektury sportowej z wymogami, może sprawić, że się kluby zniechęcą, bo właściciele – najczęściej miasta, nie będą chciały tańczyć jak im prezes ekstralipy zagra.

Tu trzeba koniecznie złotego środka, wymagającego dużej dozy dyplomacji. Dyplomacji ze świadomością, że nikt nie chce drugiego “Heysel”, o czym kibice, szczególnie ci najbardziej zainteresowani, zdają się w ogóle nie myśleć, a ich to wszak najmocniej dotyczy. My Polacy tak mamy. Wszędzie gotowi jesteśmy wietrzyć spisek i podstęp, a nawet nie pomyślimy, że ostatecznie gra toczy się o nasze bezpieczeństwo i komfort oglądania widowiska. Kwestia tylko, czy i jak strony tę partię szachów rozegrają i jak wcześnie zdołają uzyskać zamierzony, właściwy efekt. Bo prędzej czy później, a lepiej prędzej, muszą go uzyskać, pod groźbą degradacji. Dura lex, sed lex.

I może te kryteria dotyczące infrastruktury na Mościcach leżą u podstaw takiej, a nie innej postawy zespołu na Łotwie. Sezon w Ekstralidze Tarnów przejechał na kredyt. Kredyt zaufania, na bazie deklaracji, głównie ustnych i bez twardych argumentów na poparcie. Spadli, jadą kolejny rok, a stadion nadal zastraszająco niszczeje. To, co jeszcze dwa lata temu wystarczyło “podkleić”, obecnie już zupełnie się rozpadło i należy wykonać od nowa. Można naturalnie nie zgadzać się z tak krytyczną opinią, ale nawet sami tarnowianie muszą przyznać, że wędrując po obiekcie trzeba mocno stąpać i bezustannie patrzeć pod nogi, by nie skończyć jak żużlowiec, na SOR-ze.

Czy więc to jest prawdziwy powód celowego “ataku” na czwarte miejsce w tabeli i półfinałową potyczkę z faworytem, dającą fałszywe złudzenie na wskroś sportowej rywalizacji, tyle że ze góry przesądzonym rezultatem? Taka swoista gra na alibi. Być może. Jeśli jednak Jaskółki dojadą do Ekstraligi, upiory przeszłości wrócą ze zdwojoną siłą, bo nic “samo” się nie załatwi, tu nie naprawi. I co wtedy? Znowu obiecanki cacanki, a głupiemu radość? I co wówczas miałby począć Stępniewski, znowu wierzyć opowieściom niezwykłym z krainy tysiąca i jednej nocy? Jeśli byłby stanowczy i nie dopuścił, zgodnie z literą prawą, zaś z zaproszenia do przejęcia dzikiej karty skorzystałby “Jego” Toruń, to tym razem cały Tarnów rzuciłby się na prezia z prędkością i siłą wodospadu. A jeżeli udałby, że zawierzył ponownie i doszłoby do powtórki z brukselskiej katastrofy na “Heysel”? Kto, waszym zdaniem, byłby odpowiedzialny ? Tarnów miałby alibi i koronny argument – przecież warunkowo, ale dopuścili. Zatem “każdy” natychmiast przypomniałby sobie, że obowiązkiem prezesa było twarde i konsekwentne egzekwowanie wymagań, dodawałby przy tym, że sam już w 1945 pod Mełnem mówił, iż stadiony muszą być bezpieczne i nowoczesne jak rzymskie Koloseum. Myśląc tu o rzymskim systemie ewakuacji, z którego po dziś dzień czerpią budowniczowie obiektów sportowych, nie zaś wieku budowli.

Zatem do ekstraligi awansuje pewnie ROW, bo jako jedyny praktycznie kandydat spełnia wszelkie wymagania i kryteria infrastrukturalne. Konkurenci mogą w przypadku promocji jedynie obiecywać poprawę. Mogą lamentować i prosić o szczególne potraktowanie. Jednak świeżutki przykład Tarnowa, tudzież kłopoty z wyegzekwowaniem wykonania pisemnych deklaracji w Lublinie pokazują, że często to jedynie czcza gadanina obliczona na krótkotrwały “sukces”. Owszem, są zacne miejsca i postawy. Łódź, czy Toruń postawiły nowe, piękne obiekty. Wrocław ryzykował przez sezon, startując jako gospodarz na torze w Poznaniu i przeczekał kapitalny remont domowego “Olimpijskiego”. Zatem zamiast jęczeć można zakasać rękawy i być skutecznym w działaniu, a można poprzestać na zawodzeniach i czekać czy uda się utrzymać, by podjąć kolejny lament.

Bez drżenia o decyzję komisji licencyjnej może więc awansować właściwie tylko ROW. Działacze chcą i wywołują medialną presję. Pytanie tylko, czy zawodnicy też chcą, równie bezwzględnie jak ich opiekunowie. Lepiej być bogatym wśród biednych, niż biednym wśród bogatych, powiada przysłowie. Jak więc będzie z Rybnikiem? A co, jeśli promocję uzyska któryś z rywali rybniczan, zaś Komisja odmówi licencji? Ludożerka doceni, że Stępniewski cacy, bo dba o produkt, którym zarządza, przy tym jej własny komfort i bezpieczeństwo, czy opluje chłopa za to, że znalazł chytry sposób uratowania “swojego” Torunia? To jak?

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.