lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Z warsztatu Egona Müllera (2): Przez Golloba stałem na granicy

Witam ponownie wszystkich czytelników Po-bandzie.com.pl. Jako że tak naprawdę szykuję się do sylwestra, będzie luźno, ale z polskim, interesującym Was akcentem. Kończymy rok 2018. Czas na jakieś podsumowanie. Ja jestem Egon Müller i podsumowanie nie będzie typowe. Będzie polsko-niemieckie.

Poruszę tylko dwa wątki. Pierwszy to ten polski, a dotyczy Waszego Tomasza Golloba. Bardzo często o nim myślę i jeśli ktoś zapyta, z czym w 2018 roku kojarzyła mi się Polska, odpowiadam – wyłącznie z Tomaszem Gollobem. To, co go spotkało, to z mojego punktu widzenia duża niesprawiedliwość. Nie zasłużył na taki koniec kariery. Absolutnie. Życie jednak często sprawia, że wszystko się zmienia z minuty na minutę i Tomek właśnie tego doświadczył. Z tego miejsca serdecznie go pozdrawiam. Sporo pracowałem z Gollobem w czasie swojej kariery i powiem Wam krótko – to jeden z najwybitniejszych zawodników, jaki kiedykolwiek ścigał się na żużlu. Tomek powinien być mistrzem świata co najmniej kilka razy, nie raz. To zawodnik – a wiem, co mówię – który nigdy nie jechał na sto procent swoich możliwości. W tym sensie, że często – mimo swoich licznych ataków – odrzucał te, które mógł przeprowadzić, lecz były obarczone ryzykiem spotkania z bandą.

Mówcie sobie o Tomaszu, co chcecie, ale on najlepiej myślał na torze. Nie był żadnym kamikadze, natomiast najwybitniejszym zawodnikiem, gdy chodzi o widowiskowość. Unikał zagrożeń i tym bardziej nie mogę zrozumieć tego, co go spotkało. Parę razy woziłem mu silniki, jeszcze gdy były granice, i każdorazowo gdy mówiłem o tym służbom, to stałem. Bo musiałem tłumaczyć, czy Gollob wygra i dlaczego lub kto będzie najgroźniejszym rywalem. Wszyscy traktowali go jak ikonę, choć, muszę przyznać, raz jakiś celnik powiedział, że Gollob to dla niego dupek i kibicuje komuś innemu. Pomagajcie Tomkowi jak możecie, bo to taki odpowiednik Michaela Schumachera, który jeździł widowiskowo, ale z głową, a jego karierę zakończył… wypadek na nartach.

Drugi wątek jest niemiecki. Kolejny rok minął i tak naprawdę nasz żużel się nie odradza. Brak marketingu, każdy klub ciągnie w swoją stroną, brak solidarności i z roku na rok żużla u nas coraz mniej. Kiedyś, po zakończeniu kariery, zaprosiłem wszystkich działaczy i nakreśliłem plan rozwoju dyscypliny od strony sportowej oraz marketingowej. 80 procent uczestników powiedziało – mamy w d… współpracę z Tobą, bo chcesz na nas zarobić, bo jesteś nienażarty, jeśli chodzi o pieniądze. Bzdura totalna. Chciałem pomóc i pewne rzeczy firmować swoim nazwiskiem, ponieważ nawet jeszcze dziś jest ono znane. Te 80 procent poszło swoją drogą. Dziś mają oni tylko marny tor, ledwo wiążą koniec z końcem i robią turnieje z mizerną obsadą, a reklamują jako wielkie show. Pozostali posłuchali i współpracujemy do dziś. Jeśli spojrzycie na to, kogo reklamuję w swoich mediach społecznościowych, będziecie wiedzieli, którzy klubowi działacze mieli olej w głowie. Tak, 2018 rok w Niemczech to była bolączka, jeśli chodzi o poziom i rozwój naszego speedwaya.

Dobra, wystarczy, bo tłumacz nie wyrobiłby się do Nowego Roku… Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, życzę najlepszego w nowym roku, a jutro super zabawy. Nie pospadajcie pod stoły. Wiecie, jakie ja mam życzenie związane z Polską? Jesteśmy sąsiadami. Chciałbym zostać zaproszony przez polskie władze żużlowe na jakiś turniej Grand Prix w Waszym kraju, a przed nim spotkać się z polskimi kibicami i pogadać o swojej karierze, o żużlu. To moje życzenie. O tłumacza się nie martwcie, ten, co tłumaczy moje felietony, gada jak Niemiec, a i po polsku umie. Kibice! Zabawy, radości, no i po mojemu – w sylwestra odrobiny trzeźwości, bo dzień po bywa tragiczny. Niemcy nie gorsi od Was, też potrafią się bawić.

Do następnego! 

Wasz Egon 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.