lotto partner główny serwisu
pt. Sie 23, 2019

Z warsztatu Egona Müllera (4): O Smolinskim i promocji słów kilka

Witam Was ponownie. Ostatnio wspominałem, że ubolewam nad tym, iż nasz niemiecki żużel, niestety, nie idzie do przodu. W życiu jest tak, i to w każdym jego aspekcie, że jeżeli nie posuwasz się naprzód, to nie stoisz w miejscu, ale się cofasz. Pisałem też o tym, jak ważne są w tym sporcie motywacja  i dobre otoczenie obok każdego zawodnika. Pociągnę wątek, ale już na konkretnym przykładzie. 

Kilka dobrych lat temu przyjechał do mnie jeden z naszych niemieckich zawodników i zaczął się mocno użalać nad swoim ówczesnym położeniem. Nie miał sponsorów, były problemy sprzętowe, jeden z klubów zagranicznych w ogóle mu nie płacił. Był tak naprawdę nastawiony na zakończenie swojej kariery. Postanowiłem z nim na spokojnie porozmawiać i doszliśmy do wniosku, że pomogę mu. Że zaczniemy cały proces zawodowy od zera. Zająłem się jego wizerunkiem, szukałem sponsorów. Nawet udało mi się, dzięki moim kontaktom, paru znaczących pozyskać. No i przygotowałem mu motocykle.

Wiecie, o kim mowa? Nie uwierzycie – o Martinie Smolińskim. Z dnia na dzień stałem się jego, nazwijmy to, alfą i omegą. Poskutkowało tym, że sezon 2014 spędził już jako uczestnik cyklu Grand Prix. W dodatku, stały. Nie wspomnę już o tym, że wygrał wtedy Grand Prix Nowej Zelandii w Auckland. Niestety, ze względu na swoje inne zajęcia, nie mogłem się poświęcić w pełni Martinowi i po prostu w pewnym momencie zabrakło mu kogoś oddanego z boku. Inna sprawa, że zawodnik zawsze powinien brać pod uwagę słowa swojego doradcy, bo ten nigdy nie chce dla niego źle. Smolinski nie zawsze to robił.

Mam nadzieję, że Martin pokaże jeszcze, na co go stać i na torze klasycznym będzie mu szło tak dobrze jak na długim. Nie ukrywajmy jednak, że wiek gra w żużlu ogromną rolę. Kiedy przekraczasz 35 lat, głowa zaczyna inaczej pracować i każdy z zawodników nie podejmuje już wielkiego ryzyka. O znaczący wynik jest wtedy trudniej, choć zdarzają się wyjątki jak Hancock, Hamill czy Gollob. Przykład Martina pokazuje, że wynik nie bierze się z d…, ale w momencie kiedy masz wszystko poukładane obok siebie, a nie doradcę w cudzysłowie, który żeruje na twojej punktówce.

Co ma Martin wspólnego z promocją? Ano tyle, że gdy jeździł wtedy w Grand Prix, to ja komentowałem zawody dla niemieckiego Eurosportu. Ludzie oglądali, a ja za pozwoleniem producentów wrzucałem zajawki imprez, które miały odbyć się w najbliższym czasie na niemieckich torach. I, uwierzcie, frekwencja w naszym kraju poszła wtedy znacznie w górę. Pokazuje nam to jedno, że oprócz jedności działaczy niemieckich i ich spójnego myślenia potrzebujemy jak najszybciej jakiegoś zawodnika, który skutecznie będzie się ścigał na torze klasycznym. Poprzez jego dobre wyniki na arenie światowej również o naszym żużlu zrobi się głośniej. Rodzi się tylko pytanie, czy jeszcze się taki znajdzie, który będzie w stanie poświęcić dyscyplinie tyle, co Smoliński w latach, kiedy był pod moją opieką.

Wasz EGON 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.