Główny partner portalu

Motywy żużlowe wśród tatuaży u kibiców są coraz powszechniejsze.
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Tatuaże wśród żużlowców są coraz powszechniejszym zjawiskiem i już nikogo nie dziwią. Zawodnicy za pośrednictwem mediów społecznościowych pokazują kolejne grafiki na swoich ciałach. Okazuje się, że ten temat jest także bardzo aktualny wśród kibiców, którzy coraz liczniej umieszczają na ciele różne żużlowe motywy. Historie ich powstania także są bardzo interesujące. Zresztą przekonajcie się sami.

Pewnie wielu z Was, widząc motyw konkretnego żużlowca na ciele kibica, pomyślało sobie: „Ciekawe, co zrobi, jak ten żużlowiec zmieni klub? Rękę sobie odetnie czy zmaże całkowicie?”. Otóż podczas rozmów z kibicami na potrzeby tego artykułu okazało się, że to naprawdę sympatyczni goście – mający dobrze zaplanowane to, co chcieli sobie wytatuować. Nie zamierzają także amputować sobie kończyn, gdyby któryś z ich idoli postanowił zmienić barwy klubowe. Wręcz przeciwnie – są to kibice na dobre i na złe.

– Historia tatuażu z Taiem jest związana z tym, że ostatnie 9 lat spędziłem w Wielkiej Brytanii. Na początku to był herb Wrocławia i motyw strażacki – ponieważ mój śp. tata był strażakiem. Pierwszym tatuażem żużlowym była postać Macieja Janowskiego. „Magic” to wrocławianin i bardzo mu też kibicuję. Nie denerwowałem się jak odszedł do Tarnowa. Kariera żużlowca nie trwa wiecznie. Rozumiem to. Cały czas szukam inspiracji. Chciałem to wszystko ze sobą ładnie powiązać. Ten czarno-biały kevlar Taia i to, że jest Brytyjczykiem. Podoba mi się to, że jeździ tyle lat w Sparcie, ale także pomaga innym ludziom. Cenię go także jako wartościowego człowieka. Mam jeszcze trochę miejsca i myślę, że przeznaczę go na wytatuowanie „Ogóra” – mówi 37-letni Andrzej z Wrocławia.

Tai Woffinden przypomina Andrzejowi jego pobyt na Wyspach.

Bardzo ciekawy motyw żużlowy ma Artur. Przedstawia legendę światowego speedwaya Hansa Nielsena z… godłem Polski. – Jestem pasjonatem speedwaya od dziecka, kiedy to ojciec zabierał mnie na stadion Unii Tarnów, gdyż z tego miasta pochodzę. Pomysł jest autorski i jestem pewien, że podobny nie powstanie, ponieważ sam go zaprojektowałem, a wykonał tatuażysta, który o żużlu nie ma zielonego pojęcia. Symbolizuje siłę i potęgę polskiego sportu żużlowego ponad klubowymi podziałami. Celowo nie chciałem sobie tatuować żadnych symboli oraz barw klubowych, choć od dzieciństwa jestem kibicem Unii Tarnów i nawet przeprowadzka do innego miasta tego nie zmieniła – mówi Artur. Dokładnie wiedział, co będzie przedmiotem tatuażu. – To nie było spontaniczne, ponieważ każdy tatuaż powinien być przemyślany. Chciałem na pewno wpleść wątek Polski, dlatego mam flagę biało-czerwoną. Sama postać żużlowca to Hans Nielsen. Zdjęcie zrobiono w latach 80-tych i pomyślałem, że ten wątek muszę wykorzystać. Orzełek – jako ten, który podnosi zawodników w górę. Natomiast motyw stadionu to aktualny Orła Łódź. Pozbawiony jest dachu. Pochodzę z Tarnowa, ale mieszkam koło Krakowa. Miałem konkretnie taki pomysł. Więcej motywów żużlowców nie planuję – dodaje 37-letni kibic tarnowskich Jaskółek.

Hans Nielsen na tle Orła Białego stanowi motyw na tatuażu u Artura – kibica z Tarnowa

Szymon z Leszna ma na piersi wytatuowanego Rosjanina Emila Sajfutdinowa na tle herbu Unii Leszno. – Zacząłem chodzić na mecze żużlowe w wieku 5 lat. Wtedy zabierał mnie ojciec. Tatuaż powstał dwa dni po zakończonym finale w tamtym sezonie. Akurat termin już był ustalony dużo wcześniej i pomysł powstał w trakcie sezonu, a dzięki temu, że Unia zdobyła kolejny złoty medal, można było dorobić 18. gwiazdkę. Na tatuażu jest Emil Sajfutdinow – mój idol od zawsze. Jeśli odejdzie do innego klubu, to trudno. To jest tylko sport. Jest tutaj pięć sezonów i zdobył 4 złote medale DMP. Był pomysł na Leigh Adamsa. Jest jeszcze trochę miejsca. Myślę, że dla Pitera też się coś znajdzie. Pomysł już na niego mam i myślę, że w najbliższym czasie powstanie – opowiada 36-letni leszczynianin.

Emil Sajfitdinow w barwach Fogo Unii Leszno – to dwie ogromne fascynacje Szymona z Leszna.

Trzykrotny indywidualny mistrz świata Tai Woffinden, który słynie z tatuaży praktycznie na całym ciele, jest prawdziwą inspiracją dla swoich kibiców. – Generalnie miał być żużlowiec, a w trakcie wykonywania stwierdziliśmy, że damy 71 – kierunkowy do Wrocławia. Potem okazało się, że z tym numerem jeździ Maciej Janowski, więc jak ktoś myśli, że to „Magic”, to nie zaprzeczam (śmiech). Koncepcja zrobienia sobie tatuażu chodziła za mną od wielu lat. Poznałem kiedyś na meczu wyjazdowym chłopaka, który jest menedżerem w studiu tatuażu. Od momentu pomysłu do powstania minęło ponad 10 lat. Nie mam problemu z tym, że ktoś zmienia barwy klubowe. Drugi tatuaż to śp. Tomek Jędrzejak. Nasz kapitan. Bardzo ładnie pasował do koncepcji mojego tatuażu. Kupiłem także kevlar na licytacji „Ogóra”. Pani, która zajmowała się tą całą licytacją, przekazała zdjęcie mojego tatuażu żonie Tomka – pani Karolinie, która podobno bardzo się wzruszyła, jak to zobaczyła. Żużlowego motywu już więcej nie planuję. Mam motyw nowej trybuny we Wrocławiu oraz wieżę, która symbolizuje stary stadion. To wystarczy – mówi nam Marcin, 37-letni kibic Sparty Wrocław.

Tomasz Jędrzejak jest wytatuowany na ciele Marcina – kibica z Wrocławia.

Grzegorz to kolejny wrocławski kibic. – Jestem ogromnym fanem Taia i jego talentu. Mocno mu kibicuję, bo jego charakter jest mocny i wie jak dążyć do celu. W przypadku zmiany barw klubowych pozostanę dalej jego fanem, ponieważ tatuaż jest w kevlarze prywatnym – kończy fan Brytyjczyka.

Pod wpływem zatrudnienia w Sparcie Wrocław na tatuaż Taia Woffindena zdecydował się Grzegorz z Wrocławia.

ŁUKASZ BRUNACKI