Główny partner portalu

fot. Speedway Grand Prix
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W Europie powoli zaczyna się „rozmrażanie” gospodarki i wszystkich gałęzi życia, które zostały wstrzymane przez pandemię koronawirusa. Kluby sportowe wracają do treningów – oczywiście z zachowaniem wszelkich środków ostrożności – a działacze szacują, kiedy możliwe będzie wznowienie rozgrywek. Nie inaczej jest z żużlem, choć we wtorek prezydent Wrocławia zapowiedział, że w stolicy Dolnego Śląska imprezy sportowe nie będą odbywały się do końca sierpnia. To z kolei może postawić wrocławską rundę Grand Prix pod znakiem zapytania.

– Wycofujemy się ze wszystkich przedsięwzięć sportowych i kulturalnych do końca sierpnia. Takie są zalecenia i zamierzam się do tych wytycznych WHO dostosować, tym bardziej, że mamy stałe ograniczenia w międzynarodowym ruchu lotniczym – powiedział we wtorek prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk.

Mowa oczywiście o imprezach sportowych organizowanych przez miasto, a takimi są m.in. biegi masowe, jak odwołany już wcześniej czerwcowy półmaraton. Mecze PGE Ekstraligi powinny się zatem we Wrocławiu odbyć (o ile wcześniej liga zostanie wznowiona), wszak miasto Wrocław nie jest ich organizatorem, podobnie zresztą jak Grand Prix, choć w przypadku tej drugiej miasto wykłada część pieniędzy na organizację. Bardzo możliwe, że właśnie Grand Prix będzie pierwszą imprezą masową – wyjątkiem od zapowiedzianego wycofywania się – która odbędzie się planowo, jednak należy spodziewać się wprowadzenia szczególnych środków ostrożności. Bo jest imprezą cykliczną, z trzyletnią umową (2019-2021).

Niewykluczone, że w Polsce zostanie skopiowany model czeski, który zakłada, że sportowe życie w kraju wróci do normy na początku czerwca. Z tym jednak zastrzeżeniem, że początkowo podczas meczów na trybunach będzie mogło przebywać jednocześnie maksymalnie kilkudziesięciu kibiców. Do sierpnia ta liczba może się znacząco zwiększyć. Może, choć nie musi.