Główny partner portalu

Włodzimierz Łuczak: Podziwiam chłopaków, pieniędzy mi nie żal. Mogę, to pomagam

Włodzimierz Łuczak (z prawej) i Bartosz Smektała.
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Pomimo przerwy w rozgrywkach kontynuujemy przedstawianie mecenasów żużla. Dziś rozmawiamy z Włodzimierzem Łuczakiem, właścicielem firmy Włodzimierz Łuczak – Wykończenia Wnętrz, który wspomaga m.in. Grzegorza Zengotę i Bartosza Smektałę. Skąd pasja do żużla? Co warto zmienić?  

Panie Włodzimierzu, to skąd się wzięło zamiłowanie do żużla?

Jak to w życiu najczęściej bywa. Najpierw jeździłem ze swoim tatą na zawody żużlowe do Leszna. To było jakieś trzydzieści lat temu. Później już te swoje wyjazdy kontynuowałem z kolegą ze szkolnej klasy. 

Co Pana pociąga w tym sporcie?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Mnie pociągały, jak zaczynałem swoją przygodę z tym sportem, sukcesy Unii Leszno. Oczywiście można powiedzieć, że żużel to sport niezwykle familijny oraz emocjonujący. Powiem szczerze, że jak byłem małym chłopcem, to marzyłem, aby być żużlowcem, niestety warunki finansowe wówczas na to nie pozwoliły. 

Zawodowo prowadzi Pan firmę budowlaną?

Zgadza się. Prowadzę firmę zajmującą się pracami budowlanymi i wykańczaniem wnętrz. 

Od paru lat reklamę Pana firmy było widać u Grzegorza Zengoty. Jak ta Wasza współpraca się zaczęła?

Tak. Grzesiek był pierwszym zawodnikiem. Pamiętam, że od Grześka kupiłem motocykl i później zaczęła się już nasza współpraca, która trwa do dzisiaj. Pierwsze nasze spotkanie odbyło się w jakiejś restauracji. Rozmawialiśmy. Zauważyłem, że Grzegorz to fajny, poukładany chłopak. Który nie wywodzi się z żużlowej rodziny. Nie wiem czy dobrze liczę, ale nasza współpraca trwa chyba pięć lat. 

Po Grześku Zengocie był Bartosz Smektała?

Dokładnie. Z Bartkiem pracuję drugi sezon. To też przesympatyczny i, co ważne, skromny chłopak. Też ta nasza, można powiedzieć już, przyjaźń zaczęła się od zwykłego spotkania. 

Oprócz sponsorowania tych dwóch zawodników wspiera Pan amatorski klub żużlowy Tasmania Racing. 

Zgadza się. Czynnie udzielam się w funkcjonowaniu klubu. Zostałem namówiony na dołączenie do Stowarzyszenia, aby przeszło pod względem wymogów prawnych rejestrację. Zaangażowałem się w ten klub i duchowo i finansowo i tak już zostało po dzień dzisiejszy. 

Jakie plany rozwoju przed Waszym amatorskim klubem?

Licencji pewnie tam nigdy nie będziemy mieli. Robimy wszystko, aby nasze aktywności na tym torze odbywały się jak najczęściej i aby też miały charytatywny wymiar. Grunt to łączyć w życiu pasję z czymś pożytecznym dla innych. Na pewno będziemy chcieli jako Tasmania Racing wciąż się rozwijać, a czy i jak to się uda, pokaże przyszłość. 

Czemu w ogóle wspiera Pan żużel? Nie żal wydawanych pieniędzy?

Podziwiam tych chłopaków. Wiem, ile ten sport kosztuje i po prostu kocham ten sport. Pieniędzy nie żal. Mogę, to pomagam.

Z tego co mi wiadomo, oprócz żużla wspiera Pan również wiele innych przedsięwzięć .

Pewnie tak, jest ale nie chciałbym o tym mówić i proszę to uszanować. Kiedyś sobie powiedziałem, że jak będzie mnie stać, to będę starał się wspierać innych i po prostu to robię. Rozgłos do tego nie jest mi potrzebny. 

Jak Pan ocenia obecny żużel? Jest w nim coś do zmiany?

Nie wiem. Jak tak patrzę na ostatnie lata, to z grubsza wszystko jest ok. Jedyne czego mi żal to brak Drużynowego Pucharu Świata. 

Nie uważa Pan, że żużlowcy zarabiają za dużo?

Pytanie, co znaczy za dużo. Zawodnicy ponoszą duże koszty uprawiania tego sportu. Rozmawiam z zawodnikami i wiem, ile muszą inwestować w przygotowanie sprzętowe. Zdarzają się im gorsze sezony pod kątem formy –  wtedy, proszę mi wierzyć, ten plus na koncie nie jest zbyt duży. 

Wierzy Pan, że doczekamy się żużla tym roku?

Szczerze to nie wierzę. Nie wiadomo, kiedy ta sytuacja w Europie się unormuje i umożliwi ściganie. Pod tym względem jestem, niestety, pesymistą. 

Włodzimierz Łuczak prywatnie to…

Zapracowany człowiek i szczęśliwy mąż oraz ojciec trójki dzieci. Mam dwóch synów oraz córkę. 

Synów nie ciągnęło do żużla?

Jeden z synów trenował w Lesznie, ale po upadku ostatecznie zrezygnował z tego sportu. 

Dziękuję za rozmowę. 

Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich fanów żużla.