Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Żużel. Wiktor Jasiński: Będziemy dalej współpracować z Hollowayem (WYWIAD)

Wiktor Jasiński. fot. Facebook Stali Gorzów

Sezon 2020 był dla Wiktora Jasińskiego sezonem debiutów. Młodzieżowiec Moje Bermudy Stali Gorzów po raz pierwszy w karierze wyjechał do biegów w PGE Ekstralidze i cyklu Grand Prix, a także zaliczył premierowy komplet w meczu 2. Ligi Żużlowej. W obszernym wywiadzie z naszym portalem 20-latek mówi o tym, jak doświadczenia z motocrossu pomogły mu oswoić się ze startami w indywidualnych mistrzostwach świata na żużlu, opowiada o współpracy z Ashleyem Hollowayem, a także zdradza co nieco na temat rywalizacji o miejsce w formacji juniorskiej gorzowskiej ekipy.

Mimo tego, że był to tak naprawdę Twój pierwszy sezon w PGE Ekstralidze, to w tym roku sporo się najeździłeś. Jak podsumujesz swoje występy w tegorocznych rozgrywkach?

Ten rok na pewno był dla mnie bardzo intensywny. Przejechałem sporo meczów w PGE Ekstralidze, a do tego ścigałem się w 2. Lidze Żużlowej. Na pewno bardzo się cieszę, że dość szybko wskoczyłem do składu Stali Gorzów, bo jazda w najwyższej lidze to duże wyróżnienie i prestiż. Udało mi się też wystartować w Grand Prix, zapunktować, więc z tego sezonu mogę być zadowolony. Moim celem było to, żeby w każdych zawodach przywozić punkty. Nie zawsze się to udawało, ale myślę, że źle nie było.

Czym zaskoczyła Cię PGE Ekstraliga?

Szczerze mówiąc to z wszystkich opowieści zawsze wynikało, że jazda w PGE Ekstralidze wiąże się z dużą presją. Ja jakoś tej wielkiej presji tak bardzo nie odczuwałem. W sumie to myślałem też, że będzie trochę trudniej, a udawało mi się walczyć z rywalami. Oczywiście jeszcze bardzo dużo pracy przede mną, ale myślę, że te zaskoczenia były raczej pozytywne.

W minionym sezonie konkurencja w formacji juniorskiej Moje Bermudy Stali była naprawdę spora. Musiałeś trochę się napracować, aby przebić się do składu…

Na początku było nas czterech. O skład walczyliśmy razem z Rafałem Karczmarzem, Mateuszem Bartkowiakiem i Kamilem Nowackim. Najpierw trener wolał postawić na zawodników, którzy już jeździli w PGE Ekstralidze, czyli na Rafała i Mateusza. Dostaliśmy informację, że poziom na treningach jest wyrównany, więc trener postawi na doświadczenie. Ja na treningach często radziłem sobie z Mateuszem, zdarzało mi się też wygrywać z Bartkiem Zmarzlikiem, więc czekałem na swoją szansę.

Wiktor Jasiński. Foto: Radek Kalina/Stal Gorzów

Tę szansę dostałeś w Rybniku.

Tak. Zrobiłem tam fajne punkty, trener zaczął na mnie stawiać i zadomowiłem się w tym składzie. Wcześniej do Rybnika wypożyczony został Kamil, więc rywalizowaliśmy w trójkę. Później poważną kontuzję złapał Mateusz zatem już do końca jeździliśmy ja i Rafał.

Za te dobre mecze zostałeś wynagrodzony rolą rezerwowego w cyklu Grand Prix. Co działo się w Twojej głowie, gdy zobaczyłeś, że masz wyjeżdżać do tego jedenastego biegu?

Ja byłem gotowy do tego startu. Jak zobaczyłem, że Rafał jako pierwszy rezerwowy wyjeżdża do biegu, to już się szykowałem jak do normalnego biegu. Potem Rafał wjechał w taśmę i ja dostałem szansę. Walczyłem o punkt z Maxem Fricke najmocniej jak tylko się dało. Dojechałem do mety przed nim i byłem przeszczęśliwy. Potem pojechałem jeszcze raz, jednak już się tych punktów nie udało zdobyć. Fajnie, że chociaż ten jeden wywalczyłem.

Poczułeś, że udział w Grand Prix to jednak coś innego niż starty ligowe?

Trochę tak, głównie przez to, że tym zawodom towarzyszy nieco inna otoczka. Miałem już jednak do czynienia z podobną rangą zawodów gdy startowałem w motocrossie. Te bardzo duże zawody jak mistrzostwa świata juniorów można policzyć na palcach jednej ręki, ale jednak z podobnymi imprezami już się spotkałem.

Wiktor Jasiński po pokonaniu Maxa Fricke. fot. Jarosław Pabijan

Doświadczenia z motocrossu pomogły Ci w tych pierwszych startach w Grand Prix?

Myślę, że w pewnym sensie tak. Bardziej właśnie, żeby się nie przytłoczyć tym wszystkim dookoła. Na zawodach motocrossowych też mieliśmy takie briefingi prasowe, specjalne spotkania z sędziami. Wyglądało to trochę podobnie. Może nie jestem w tym obyty, ale też nie było to dla mnie zupełnie nowe.

Jak już mówimy o tych Twoich tegorocznych debiutach, to nie sposób nie wspomnieć również o pierwszym komplecie. W meczu SpecHouse PSŻ-u Poznań z Rzeszowskim Towarzystwem Żużlowym przywiozłeś 15 punktów. Jakie to uczucie przez cały mecz dojeżdżać do mety przed resztą stawki?

Te zawody na pewno sprawiły mi dużą radość.  Był to w sumie taki mecz, który znów miał być dla mnie przetarciem przed kolejnymi meczami w PGE Ekstralidze. Wygrałem jeden bieg, potem drugi, a następnie trener zaczął mną zastępować innych zawodników. Ostatecznie skończyło się kompletem, a do tego jako drużyna z Poznania wygraliśmy ten mecz. Fajne uczucie i mam nadzieję, że podobny mecz niebawem przydarzy mi się w PGE Ekstralidze.

Wiem, że w tym meczu startowałeś na silniku od Ashleya Hollowaya, czyli jednego z najlepszych tunerów na świecie. Jak doszło do tej współpracy?

Zgadza się. Tak dokładniej to dostałem od niego dwa silniki. Ten sprzęt ściągnął dla mnie klub z Gorzowa. Silnik, na którym startowałem w tym meczu był zaraz po serwisie i naprawdę świetnie się spisywał.

W kolejnym sezonie również będziesz jeździł na tych silnikach?

Tak, będziemy kontynuować współpracę. Jestem z niej bardzo zadowolony. Zdarzył mi się na nich jeden defekt, ale było to z mojej winy.

Wszystko wskazuje na to, że w kolejnym sezonie rywalizacja o miejsce w formacji juniorskiej Stali Gorzów znów będzie bardzo zacięta. Poza Tobą chętni do jazdy będą Mateusz Bartkowiak, Kamil Nowacki i Kamil Pytlewski. Po przejechaniu niemal całych rozgrywek czujesz, że masz jakąś przewagę nad kolegami z drużyny?

Z tego co słyszałem, to ja mam być podstawowym juniorem, a do mnie ma być dobrany kolejny z młodzieżowców. Wszystko jednak okaże się na treningach oraz meczach. Jeśli będę słabo jeździł, to koledzy z drużyny na pewno wskoczą za mnie do składu. Liczę więc na to, że będę się dobrze spisywał i tego miejsca w składzie nie oddam.

Co zmieni się w Twoich przygotowaniach do sezonu na kolejny rok?

Zdałem sobie ostatnio sprawę, że w zeszłym roku jakoś mało jeździłem na motocrossie, a przecież uwielbiam też tę dyscyplinę. Tego będzie więcej. Trenowałem już trochę nawet z Bartkiem Zmarzlikiem. Poza tym przygotowania kondycyjne będzie prowadził klub. Zapewne jakieś nowości tam będziemy mieli.

Gdzie udajecie się na te treningi motocrossowe?

Ogólnie to trenujemy pod Gorzowem, a z Bartkiem i trenerem Stanisławem Chomskim wybraliśmy się pod Szczecin. Tam otwierano nowy klub i przyszło trochę młodych chłopaków. W ten sposób chcieliśmy ich też zachęcić do spróbowania swoich sił w tym sporcie.

Jakieś talenty wyłowiliście?

A to się dopiero okaże. Bardziej w takiego scouta to bawił się trener. Rozdaliśmy trochę kontaktów, zobaczymy jak to będzie.

Jakie masz plany na ten okres zimowy? Dalekie podróże raczej odpadają…

Niestety tak. Chciałem udać się na jakieś wakacje, ale koronawirus pokrzyżował plany. Okres zimowy pewnie spędzę na motocyklu i w domu, przy kominku.

Rozmawiał BARTOSZ RABENDA

2 Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.