Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Wiktor Balzarek: Sala samobójców. Hejter

Włóczyłem się niedawno po Petersburgu. Było paskudnie, deszcz padał poziomo, wiatr urywał głowy i blichtr minionego mieszał się z syfem teraźniejszego. Jeszcze ta ruska prowizorka, wyłażąca z podwórek, czająca się w zakamarkach. Wymarzona pogoda, żeby dowlec się do hotelu Angleterre i napić wódki za Sergiusza Jesienina. Wybitnego poetę. I pomyśleć jak wyglądało to miejsce 18 grudnia 1925 roku, gdy powiesił się na rurze grzewczej, w jednym z pokoi.

Prowincjusz, porzucony przez rodziców, wychowany na wsi przez dziadków. Przesiąknięty tą wsią, swojskością. Cholernie wrażliwy, zbyt wrażliwy. Uczeń Błoka, utalentowany ponad miarę, wyprzedzający świat literatury i jemu współczesnych. Ale także skandalista, alkoholik, dziwkarz. Nieodporny na krytykę egocentryk.

Zamawiam najdroższe pół litra w życiu i szukam w smartfonie dawno nieczytanych wierszy. I nagle, przypadkiem, trafiam na zdjęcie, już chyba kiedyś widziane, ale… Jesienin. Tylko jakby… ktoś inny.

Jest takie zdjęcie Rafała Kurmańskiego: siedzi na motocyklu, fryzura na grzybka, zawadiackie spojrzenie niczym Eugenia z „Jasminum” Kolskiego („a ty co się dziwisz?!”) – i gdyby nie fakt, że fotka jest w kolorze, można by pomylić twarze. Nie wiem ile Rafał miał wzrostu, Jesienin podobno 168 cm, ale był szczupły, wątły, dziecięcy. Patrzę to na jednego, to na drugiego. Jak bracia. Obaj powiesili się w hotelach, obaj nietrzeźwi. Jesienin napisał wiersz pożegnalny krwią, Kurmański ponoć dwa zdania. Nie musiał więcej. To o nim pisali. Prostytutki, alkohol, jakieś pobicia, jazda pod wpływem – ile w tym prawdy, to nie ma znaczenia. Bo nie było wyników, czasem tak jest. Im bardziej chcesz, tym gorzej wychodzi. Mówił, że cieszy go tylko jazda poza Polską, u siebie siada na motocykl za karę, bo jak znowu nie wyjdzie, zaraz oplują, zwyzywają, zlinczują. Od lokalnego bohatera, następcy Golloba, do zera. Ambitnemu, wrażliwemu, chłopakowi bez żadnego wykształcenia, nie sposób było to ogarnąć. A Rafał był prostym chłopakiem z trudnego środowiska i znał tylko nieskomplikowane rozwiązania. Na torze cholernie ambitny, świetny technik, ale także rozsądny gość, umiał kalkulować ryzyko. Gdy ściągał kask, było odwrotnie. Tej nocy znów złapali go po wódzie za kierownicą. Przed ważnym meczem z Unią Leszno. Nie miał już siły na kolejny hejt, głupie pytania i głupie odpowiedzi. Kiedyś chciał prostować informacje na swój temat, tłumaczyć. Teraz wiedział już, że to jak gadanie z głuchym. Bez sensu. „Więc panienka na koniec pieśni” i pasek od spodni, klamka. Bez do widzenia. Hotel Qubus, 1600 kilometrów stąd i prawie 16 lat temu.

Lokalna legenda, lokalna tragedia. Twoje zdrowie, Kurmanek!

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy zabił się Robert Dados. Internet mówi, że miesiąc przed Kurmańskim. Internet kłamie. Dados zabił się cztery lata wcześniej, gdy podczas wypadku na ścigaczu doznał makabrycznych obrażeń. Na tor wrócił chyba po dwóch miesiącach, mimo że normalny człowiek już nigdy nie wróciłby do sportu. A ten, były mistrz świata juniorów, już bez płuca i jeżdżąc na bezdechu, wciąż chciał spełnić przepowiednie kumpla, Billy’ego Hamilla i zdobyć złoto w Grand Prix.  Tak długo, jak rokował nadzieje na punkty w lidze, dawano mu szansę. Tak długo był potrzebny. Ale DaDi wysyłał co rusz dramatyczne apele o pomoc. Zaginął w Szwecji, nie dotarł na któreś zawody, ukradł paliwo z CPN-u, przyjechał na ligę motocyklem, mimo że miał zakaz jazdy na jednośladzie, dostał karę meczu za jakiś wybryk… Depresja? Skądże! Nie wiem czy nikt nie potrafił mu pomóc, czy nikt nie chciał mu pomóc, czy nikt nie znał sposobu jak trafić do trudnej głowy…? Ale wiem, że ktoś podbijał książeczkę zdrowia, wpisywał „zdolny do czynnego uprawiania sportu” i potem spokojnie patrzył w lustro, żył. A Robert żyć nie chciał. Dwa nieudane samobóje w 2003 roku. I co? I nic. Rok później znów „zdolny do czynnego uprawiania sportu”. Tyle, że już w rodzimym Lublinie, bo we Wrocławiu mieli go dość. Tak jak on miał dość. Presji, oczekiwań i tych tysięcy oczu czekających na kolejny odcinek historii pt. co znowu odwali „czubek”. Bo taką miał ksywę na trybunach pod koniec przygody ze Spartą. A Dados odwalił kitę. Do trzech razy sztuka.

Miał takie motto: życie to jazda. W połowie butelki, w rosyjską deszczową noc, trudno jest zrozumieć proste słowa. Życie to jazda… I za to Robert, i za twoje demony – na zdrowie!

Kiedy odchodzą Kurmański i Dados, swoje największe sukcesy święci Łukasz Romanek. Mistrz Polski juniorów indywidualnie, w parach, z drużyną, mistrz Europy. Chłopak tak zupełnie różny od tamtych dwóch. Nie pije, nie pali, dobrze się prowadzi. Szybko staje się bożyszczem tłumów, jednym z kilku młodych rybnickich synków, którzy mają poprowadzić legendarny ROW do medali w ekstralidze. Ale nagle coś idzie nie tak, coś się zacina. Z jednego zawodnika robi się dwóch. Jeden startuje w zawodach indywidualnych i potrafi pokonać każdego. Drugi jedzie w lidze i potrafi z każdym przegrać. Gołym okiem widać, że chłopak nie dźwiga presji. Ponoć ojciec nie zgadza się na współpracę z psychologiem. Bo to wstyd. W rolę specjalistów wcielają się kibice. Tacy, co to wszystko wiedzą najlepiej, wszędzie są, pozjadali rozumy. Więc sumiennemu, pracowitemu dzieciakowi przypisują wszystkie grzechy świata. Nawet te najdurniejsze. Dostaje ksywę „Rasialdo” od piłkarza Rasiaka – że niby jedzie sztywno jakby połknął kij, jak – nie ubliżając – Henio Piekarski na Olimpijskim lat temu kilkanaście. Oczywiście nikt w Rybniku nie pamięta kim był Henio Piekarski, ale nieważne. Lokalnemu Rasialdo ktoś grozi spaleniem samochodu, ktoś inny ubliża na mieście, albo… Albo zarzuca, że zawodnik ma klub w dupie i zależy mu tylko na karierze indywidualnej. I to był strzał w dziesiątkę, tak sobie myślę. Serce Romanka było numerem dziesiątym. Dzieciak, który chciał tak bardzo punktować dla swojej drużyny w lidze, że przez tę obsesję momentami przypominał szkółkowicza, jest posądzany o nielojalność. Za dużo. Czerwiec 2006, bliscy znajdują ciało powieszonego Łukasza w przydomowym garażu.

Wkrótce potem kibice palą setki zniczy na rybnickim stadionie. Wkrótce potem. Twoje zdrowie, dzieciaku!

No a Tomek Jędrzejak? Pamiętam takie banery jak się wjeżdżało do Ostrowa od strony Wrocławia: „Tu mieszkam – Tomasz Jędrzejak”. We Wrocławiu nie mogliśmy tego zrozumieć. Niby serce oddaje Sparcie, a „tu mieszka”… Ogóra w ogóle ciężko było zrozumieć. Małomówny, skryty, często drażniący swoim stylem bycia. Mocno ciągnięty za uszy podczas swej pierwszej przygody we Wrocławiu, zwykle bez efektów, zwykle kosztem innych zawodników. Więc gdy odszedł na sezon 2004 do Ostrowa, pojechaliśmy za nim. Dobrze już wstawiony darłem mordę na cały głos: „co Ogór, ekstraklasy się zachciało, a teraz cię, kurwa, Rajkowski objedzie!” I chyba rzeczywiście objechał. Wtedy, dwie ławki obok, lokalny kibol rozmiar XXL, podniósł się i spokojnie pomaszerował w moim kierunku. Cicho się zrobiło. Toś się idioto doigrał… Ale nie. Gość podszedł i wypalił: „Nie znam cię, ale zajebiście kibicujesz. Pozwól, że postawię ci piwo”. To, co wtedy się stało, zrozumiałem dopiero wiele lat potem. W późne, upalne popołudnie, siedziałem w hotelu w Biszkeku, ubrany w niewygodne ciuchy enduro. Ostatni raz spojrzałem na telefon, nie spodziewając się zasięgu przez kolejne dni. „Ogór się zabił” – donosił sms od przyjaciela z Rybnika. Zmroziło. Sprawdziłem, info było już oficjalne. Kilka godzin później siedziałem nad Issyk-kul. I to była noc perseid. Niesamowity widok. Lokalny koniak nie wchodził. Gardło było ściśnięte. Popłakałem się. Tak jak on, kiedy nieoczekiwanie zdobył złoto IMP. Cóż to była za radość! W Zielonej Górze nie był faworytem, nigdy w sumie nie był w tych zawodach. Ale jechał pięknie! Ta zadziorna sylwetka, niepodrabialna. Nie wierzyłem, że wytrzyma ciśnienie do końca – wytrzymał. A to co zrobił, gdy już przekroczył metę, to było… sam nie wiem, surrealistycznie piękne?! Takiej radości, takiej eksplozji, tego całowania toru – nie widziałem nigdy wcześniej ani później. Od tego czasu zostałem jego kibicem.

Powinienem w tym miejscu napisać, że sześć lat później Tomasz Jędrzejak popełnił samobójstwo. Ale nie. No ni chuja. Tomka zabiliśmy my. Ten kibol od piwa i ja sprzed wielu lat. I tacy jak my, hordy takich jak my – wtedy. Stadiony pełne takich jak on i ja. I klakierzy, którzy wtórowali. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, tak? No to ja, po kilku piwach i pół litra w hotelu Angleterre, nie mam amunicji. Jędrzejakowi zniszczono busa, pisano donosy do skarbówki, a na zbliżającym się meczu, w którym miał przyjechać do rodzinnego Ostrowa jako lider Stali Rzeszów, ktoś zapowiedział obrzucenie chłopaka fekaliami. Bo wybrał lepszą finansowo ofertę innego klubu. O tym, że jest w nim oszukiwany na grube pieniądze, jeszcze głośno się nie mówiło. Ale Ogór nie powiesił się przez kasę. To ostatnie o czym wtedy myślał.

Przepraszam Tomek. Na zdrowie!

Ale to nie będzie koniec. Drzwi do sali samobójców już skrzypią, kilku młodych chłopaków stoi u wrót. Jest taki jeden Belzebub, niektórzy mówią „dziennikarz”, który nominuje następnych dzieciaków. Wielki brat. Niszczy ich, insynuuje, opluwa, wymyśla niestworzone historie i do gara podłości wrzuca cały swój jad, żółć i zbierane latami kompleksy. A potem stoi nad tym kotłem całą zimę, miesza i odgrzewa niestrawne kotlety.

Pierwszy w kolejce do kotła – Maciej Janowski. Multimedalista, kapitan reprezentacji Polski, facet który ojczyznę reprezentował dokładając do interesu, bo nie od zawsze miał sponsorów. Wtedy na nogawkach kombinezonu wyszył sobie „MAMA” na lewej i „TATA” na prawej. Nigdy nie odmawiał selekcjonerom. Pech chciał, że odmówił Belzebubowi. Wywiadu. Raz i drugi. Nie chciał czytać rzeczy, których nie powiedział. I się zaczęło. Hejter wpadł w amok. Liczba artykułów szkalujących zawodnika, prowokacji i wojenek podjazdowych dziwi nawet tych, którzy za Janowskim nie przepadają. Tylko jest jeden problem. Maciej jest typem luzaka, on kocha uśmiech, pozytywne klimaty i nie będzie tracił czasu na jakiegoś błazna. Cytując ekstraligowego prezesa – ma na ciebie wyjebane, Belzebubie.

Ale, ale… Tak sobie myślę, że jest chłopak, który może mieć problem z hejtem. Maksym Drabik. Ma dużo konotacji z tymi, których już nie ma. Niby jest uśmiechnięty, niby ma w genach luz po ojcu. Ale nie ma. Już kilka razy zachowywał się dziwnie. To nie jest dzieciak, po którym wszystko spływa, nawet jeśli umie przyjąć czasem poker – face. Wrażliwiec. Na zgrupowanie Sparty nie pojechał, czasem powie coś dziwnego, czasem nic nie powie… Zawieszenie za „doping” i publiczne grillowanie musi boleć. Te zaocznie wydawane surowe wyroki, te rozprawki piętnujące, ci „eksperci” dobierani pod kątem jednowymiarowych wypowiedzi. Oby Maks dobrze wjechał w sezon. Tak w ogóle. I z przytupem. Obym nigdy nie wypił za jego zdrowie poniewczasie. I obyś ty, paranoiczny życiowy hejtrze – nie smażył za jakiś czas artykułów, że tylko chciałeś ustrzec, mądrością swą otoczyć, dobrą radą wspomóc.

Tak sobie myślałem, dopijając pustawą butelkę, w paskudną petersburską noc. Gdzieś obok, poczułem, przemknął Nocny Gość. To był Jesienin z wiersza Władysława Broniewskiego. Na dużej bani, tak bywa, przychodzi. Broniewski długo nie mógł, nie potrafił, pożegnać wierszem rosyjskiego kolegi, chociaż reszta współczesnych poetów zrobiła to niemal natychmiast. Najlepiej chyba Majakowski. Pisał: „po cóż powiększać liczbę samobójstw? / Lepiej zwiększ produkcję atramentu!” I zastrzelił się, pięć lat później.

Tak, drzwi do sali samobójców skrzypią. Dopijam. Mam dość.

Zniknęli czort z listopadem
Rozwiali się. Gdzie? Bo ja wiem
A ja na podłogę padam
W barze „Pod zdechłym psem”
Szumi alkohol i wieczność
Mruczą – Zalał się gość –
A ja – Zgódźcie na drogę mleczną
Taksówkę, ja już mam dość

Władysław Broniewski, fragment wiersza „Bar pod zdechłym psem”.

WIKTOR BALZAREK

CASH BROKER

43 Odpowiedzi

  1. Belzebub czuje się mocny bo jest poklepywany i inspirowany przez drugiego Belzebuba z nsport+. Zygać się chce widząc tych,, dziennikarzy,,.
    Dzięki za tekst, wspomnienia, temat… TWOJE ZDROWIE.

  2. Zaciekawil mnie ten artykul…ale najlepsze bylo na koncu.Cala prawda o syfiarzu.Nie pochwalam odmowy jazdy dla reprezentacji ale ten hejt ze strony dariusza*redaktora pff* jest nie do opisania. Gosc sie wzial nie wiadomo skad,gowno wie o zuzlu a daje rady jakby nie wiem kim byl. Brawo dla tego portalu.wkoncu mozna wejsc i poczytac o zuzlu.

  3. CPN-“Centrala Produktow Naftowych”. Jak Dados wtedy zatankowal i sp%$#@il,to CPNu juz nie bylo. Nazwa istniala do 1999 roku. Bardzo dobry tekst. Pzdr.

    1. No widzę, że w końcu “starzy znajomi” z pudelkowatych faktów także zaczynają tu zaglądać i komentować. Brawo Panowie i (P)ozdro z Bydzi.

  4. Bardzo fajny artykuł sama prawda.Chciałem jeszcze dodać że co do Łukasza Romanka to całe złozaczeło sie od koszmarnego upadku na zawodach w Lesznie i według wielu opinii zbyt szybkim powrocie na tor zaledwie po miesiącu,a upadek był fatalny z utratą przytomności .Od tej pory to był inny Łukasz a wielu tego nie rozumiało i sami kibice jeśli ich tak można nazwać go zaszczuli

  5. Kiedys dawno temu jeden wybitny sportowiec po przejsciach postanowil zakomunikowac swojej zonie ze jednak poznana niedawno dziewczyna z rocznika 1987 jest ta osoba z ktora zamierza spedzic zycie . Zapomnij ze zobaczysz kiedykolwiek syna odpowiedziala malzonka . To ja sie zabije odpowiedzial on . . Czy w tej historii jest choc ziarnko prawdy ? Agnieszka zmienila stan cywilny nim cialo Dadiego przestalo sie dymic . Nie zebym mial zamiar kogos oskarzac albo bronic . W koncu na mojej zmianie w metropolis w niepolda gwiazde zuzla zabrala karetka gdy wegorze weszly zbyt mocno . Ot jeden z tych poznanych blizej sportowcow ktorego klasa spotowa byla odwrotnie proporcjonalna do tego jakim czlowiekiem byl . Oczywiscie najwybytniejszy trener kadry tez nie pomogl mowiac ze albo On Dados albo Ja Cieslak . Mimo tego ze jak bylo trzeba to sadzal Robcia na motocykl po dawce diazepanow ktora sprawila ze normalny czlowiek nie moze wstac z dywanu .
    Co do Belzebuba zwanego mlodym Marianem to mysle ze Magicowi jest troche wstyd . Bo jego niechec do obecnego miejsca pracy Mariana Juniora zaczela sie w czasach kiedy kierowal nim sp redaktor Gapinski . A teraz jest po prostu konsekwentny . I moze byc mu troche glupio bo to byl wtedy jednak inny portal a roznica miedzy red Ostafinskim a Gapinskim oddaja fraszka Sztaudyngera ktora przypomnial trener Probierz . Ze Darku oprocz tego ze rozni was klasa to zes pan kutas a Damian mial kutasa .

  6. Fantastyczny artykuł, który chce się aż czytać.
    Coś pięknego.
    A Belzebub Dariusz niech się uczy jak powinno wyglądać dziennikarstwo, a nie pudelkowaty hejt i usuwanie nie wygodnych komentarzy.
    Redakcjo Po Bandzie tak trzymać!!!

  7. Nic tylko przyklasnac a na belzebuba szkoda czasu i zdrowia, on jest niereforowalny. Zycie wyrowna typkowi za krzywdy ,ktore wyrzadza swoim postepowaniem. Stare mowi, ze jaka bronia walczysz od takiej podniesz.

    1. Coś mi się wydaje, że portal po-bandzie zacznie się bardziej rozwijać, teraz gdy na SyF w dziale żużlowym jest taka beznadziejna sytuacja za sprawą ich naczelnego “redaktora”. Wzrośnie tu oglądalność a co za tym idzie zaczną się komentarze. Zmiany są konieczne. Mam nadzieję, że to widzicie. Może zapytajcie się użytkowników co by chcieli?

  8. Takich tekstów, czy felietonów chyba, to się zbyt często nie dostaje na żużlowych portalach. Może czasem Czekański (przy okazji, Panie Bartku ok wszystko w tym temacie u Pana??), Dryła, albo Drozd, napiszą coś w podobnym stylu. Mocne i bez cenzury. Ja osobiście jako kibic już dawno wyciągnąłem wnioski i nie krytykuję zawodników zbyt przesadnie. Co by nie powiedzieć na Nich złego, to jednak wykonują swój zawód (chcieliśmy profesjonalizmu, to mamy) i do tego ryzykują życiem. Niech zarabiają jak najwięcej. Kolejnych samobójstw niestety ale doczekamy. Ten sport niesie za duże napięcie emocjonalne. Ryzyko pod taśmą i na torze, niedorozwinięci emocjonalnie kibole i system wynagradzania, który może zrobić z zawodnika milionera, ale rok później też i bankruta. Jestem z Ostrowa, zatem śmierć Tomka dotknęła mnie mocno i nadal boli. Na ten mecz co nie dojechał, czekałem na Niego i miałem zamiar bić Mu brawo. Żałowałem, że nie jeździ dla nas, ale rozumiałem wybór. Podobnie jak np. prezesi klubu Ostrovia. Chciałem tylko, aby na torze nie wygrał biegu decydującego o przegranej Ostrowa z Rzeszowem i nie był “winny” naszego braku awansu, bo wtedy jego mit najlepszego ostrowskiego żużlowca, dla wielu zostałby niesłusznie zniszczony. Cóż, stało się zupełnie inaczej. Nawrocki Go oszukał i Jego życie ma na swoim sumieniu, Ostrów przegrał ligę, bez winy Tomka a i tak awansował, a Rzeszów po awansie nie dostał licencji. To wszystko takie mało ważne w sumie przecież, a Jego życia przez to już niestety nie ma…

  9. To jest mocne, może nawet zbyt mocne. Wprowadzenie, rozwinięcie i … pointa?
    Nie wiem czemu belzebub, ja mówię gluciarz i wiem że to brzmi “niesmacznie” (ale jak ktoś zjada swoje gluty na wizji – to jest gluciarz!).
    Jednak nie jestem za wojnami kogoś tam z kimś, to nie jest potrzebne bo i tak wiadomo, że zwycięży … głupszy – ale bardziej bezwzględny, ograniczony – ale bez zahamowań moralnych, także słabszy – ale bardziej podstępny.
    Jednak może przyszedł czas by zło zwalczyć tylko … innym, mocniejszym ZŁEM. ⚠

  10. Świetny artykuł.W przypadku śp.Tomka Jędrzejaka bardzo wiele ciężkich upadów we wcześniejszych latach kariery.Grube dzwony!Nie było dmuchanych.Młody Drabik jak w artykule tuszuje i tłumi w sobie hejt nakręconego świra „redaktora” ze S.F.Najlapsze wyjście to wrócić do współpracy z ojcem,który na żużlu „zjadł zęby” i zawsze chciał dla Niego jak najlepiej.

  11. Najwieksza satysfakcja jest jak jedzie się po byłym przełożonym !
    Tak trzymać! Troche wiem jak to smakuje 🙂
    Wiadomo, ze alkohol sprzyja wulgaryzmom ale…
    Wyczekuje następnych artykulow i pozdrawiam

  12. chciałem zbesztać piszącego ten artykuł za bezmyślne kibolowanie. Pod koniec nieco się wybielił, uderzył w pierś, choć dla Jędrzejaka już za późno. Dobrze, że taki artykuł powstał, może kilku jeszcze myślących siedzących na stadionie (kibic jest z klubem / zawodnikiem na dobre i złe) i niezapijaczonych wstrzyma się od wyzwisk, o gorszych objawach własnych frustracji nie wspominając.

  13. Bardzo pouczający i obiektywny artykuł.Gratulacje . ;Belzebubów; promujących w swoich sportowych artykułach starych komuchów nam nie potrzeba.

  14. Nastoletnie grafomanstwo sugerujace, ze kazdy jest potencjalmym samobojca bo otrzyma slowa krytyki. Mysle, ze zanim pisze sie takie teksty trzeba poczytac cos wiecej o Kurmanku, Dadosie, Jedrzejaku. Mysle, ze nawet opinie lekarskie po wypadku motocyklowym Dadosa wystarczyloby przeczytac by choc odrobine zaczac myslec. Kompletnie nawet nie porownuje spolecznego pochodzenia calej trojki i ich sytuacji zyciowej do kozakow co nie chcieli jechac w reprezentacji. Mimo, ze moim zdaniem Reprezentacja Polski na zuzlu to jest jeden wielki zart, tak jak caly SoN.

  15. Takie felietony czyta się z zaciekawieniem i szczyptą emocji. Zdrowych emocji, bo o chorych przypomniał nam autor opisując wulgarne i podłe oblicze kibiców. Polaków mieniących się patriotami, a rzucających kalumnie i groźby swoim dawnym idolom. Także lub przede wszystkim tym, którzy podżegają do takich zachowań. To jest niestety obraz i przekrój naszego słabego i zakłamanego społeczeństwa. Zagubionego w gąszczu otaczającego ścieku kłamstw i plugastw. Szczególnie płynących ze środowisk rządzących krajem. Tych, które w założeniu powinny dawać obywatelom dobry przykład. Oczywiście jest to z mojej strony duże uproszczenie tematu, ale tacy w dużej ilości jesteśmy my Polacy. Chciwi, zawistni, podli. Bardzo łatwi do zmanipulowania. Nie tracąc nadziei, że więcej jest wśród nas przyzwoitych ludzi, dziękuję za ciekawy artykuł. Pzdr!

  16. Szanowny autorze. Nie odrobił pan lekcji… Nie było żadnego paska od spodni, jeśli chodzi o Kurmanka. To, że poczytał Pan kilka artykułów powielających nieprawdę, nie oznacza, że ma pan prawo do nierzetelności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.