Główny partner portalu

fot. Falubaz Zielona Góra
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

– W ostatnim meczu przeciwko Stali, kiedy tor był niewątpliwie atutem Falubazu, Antonio Lindbaeck zanotował najgorszy, nie licząc meczu z Włókniarzem, występ w tym sezonie. To jest dziwne, bo widać, że nie komponuje się z zespołem w porównywalnych warunkach. Myślę, że to jest właśnie obszar, w którym mógłby się odnaleźć Grzegorz Walasek – uważa Jacek Frątczak, były menadżer RM Solar Falubazu Zielona Góra i eWinner Apatora Toruń. Frątczak w rozmowie z naszym portalem podsumował dotychczasowe dokonania zielonogórzan w tym sezonie.

Po pięciu kolejkach RM Solar Falubaz zajmuje drugie miejsce w tabeli PGE Ekstraligi. Czy uważa Pan, że taką postawę zespołu należy rozpatrywać w kategorii pozytywnej niespodzianki?

To dopiero pięć z czternastu spotkań dla zielonogórzan, dlatego nie ma co mówić o aspiracjach danych klubów. Po pierwsze, nie każdy jechał z każdy. Po drugie, nie wszystkie zespoły odjechały jednakową liczbę spotkań. W ten weekend Motor jedzie z GKM-em, z kolei Włókniarz ma spotkanie zaległe, które – w mojej opinii – zostanie powtórzone. Po trzecie zaś, Falubaz ma przed sobą bardzo trudne starcia w najbliższych tygodniach. Jak dotąd jechali z trzema najsłabszymi zespołami, z czego ze Stalą i z GKM-em u siebie, a teraz czekają ich trudne mecze z Unią w Lesznie i Motorem u siebie. Podsumowując, tonowałbym nastroje, choć na pewno należą się zawodnikom pochwały za, że tak to ujmę, dobre rzemiosło.

Które z dotychczasowych spotkań uważa Pan za najlepsze w wykonaniu RM Solar Falubazu?

To na Stadionie Olimpijskim. Pomijając mecz inauguracyjny z ROW-em, który był tym z kategorii „must win”, Falubaz zwyciężył z takimi rywalami, z którymi musiał wygrać. Zarówno nazwiska jak i atut własnego toru obligowały do zwycięstw z grudziądzanami i gorzowianami. Tak naprawdę, jedyną wartość dodaną dla drużyny Piotra Żyto stanowi remis we Wrocławiu. Wówczas Falubaz był lepszym zespołem od Sparty, ale i tak zabrakło punktu do zwycięstwa. Mimo wszystko wynik ten musi być traktowany jako sukces, ponieważ punkty zdobywane na wyjazdach mają kluczowe znaczenie w ostatecznym rozrachunku.

Nawiązując do wyników spotkań z MrGarden GKM-em i z Moje Bermudy Stalą, czy uważa Pan, że, odpowiednio, sześcio- i dziesięciopunktowe zwycięstwa były na tyle wysokie, iż pozwalają trenerowi i zawodnikom z Zielonej Góry myśleć o punktach bonusowych w rewanżach?

Chyba nie. Ja nigdy nie lubiłem rozmawiać o punktach bonusowych tak wcześnie. W 2018 roku wygraliśmy z KS Toruń aż pięć dwumeczów (torunianie nie uzyskali bonusów jedynie w starciach z Unią Leszno i Unią Tarnów – przyp. red.), co summa summarum sprawiło, że otarliśmy się o play-offy, ale podczas meczów pierwszej rundy nikt o tym nie myślał.
W przypadku dwumeczów Falubazu ze Stalą i z GKM-em sprawa jest otwarta. Gorzowianie jadą jak jadą i tak naprawdę nie są faworytem żadnego spotkania i to niezależnie od toru, ale do rewanżu zostały jeszcze niemal dwa miesiące. Grudziądz także nie zachwyca, a ich tor nie stanowi handicapu.

Pozostając przy temacie MrGarden GKM-u, odnoszę wrażenie, że wciąż wiele osób widzi w tym zespole kandydata do walki o medale, tymczasem w piątek mogą zanotować piątą porażkę w sezonie przy zaledwie jednym zwycięstwie – w meczu domowym z PGG ROW-em. Co sprawia, że zespół jest w tak złym położeniu?

Powiedzmy sobie szczerze – podstawowa różnica między tegorocznymi Stalą i GKM-em a ubiegłorocznym Toruniem jest taka, że, nie obrażając nikogo, pojawił się w lidze jeszcze słabszy zespół w postaci ROW-u. Nad Wisłą i tak mogą mówić o szczęściu, ponieważ spotkanie z outsiderem rozgrywek mieli już w drugiej kolejce i to u siebie, co pozwoliło zgromadzić dwa punkty w tabeli Ekstraligi.
Podstawowym problemem grudziądzan jest forma zawodników. Juniorzy jadą kompletny piach, notując w pięciu meczach może ze trzy przebłyski. Teraz czeka ich wyjazd do Lublina, gdzie – w mojej opinii – szykuje się „piątka z przodu” w dorobku Motoru.

Gdyby miał Pan wskazać zawodników, którzy robią najlepsze wrażenie w barwach RM Solar Falubazu w pierwszej fazie sezonu, to którzy z nich mogliby liczyć na najpochlebniejsze recenzje?

Zdecydowanie na pochwały zasługuje Piotr Protasiewicz. Po dwóch słabszych sezonach, kapitan Falubazu zaczyna regularnie jeździć w piętnastych wyścigach, przywozi sporo zwycięstw biegowych. Przyglądając się uważnie jego dorobkowi należy stwierdzić, że świetnie otwiera mecze, co pozwala drużynie budować odpowiednią zaliczkę punktową nad rywalami, a co najmniej nie tracić dystansu.
Piotr jest typem żużlowca, który musi dobrze wejść w sezon i to mu się na razie udaje. Kulisy jego formy wiążą się z całą masą zmian. Przede wszystkim, Protasiewicz nie ma już problemów z barkami, które hamowały go w poprzednich latach. Znam to z autopsji i co ciekawe obaj korzystamy z usług tego samego fachowca. Poza tym Piotr dokonał radykalnych zmian w swoim garażu, nabywając kilka nowych silników, oraz w jego teamie pojawiły się nowe osoby. Innym istotnym czynnikiem jest to, że Piotr to ofensywnie jeżdżący żużlowiec, narażony na urazy i przeciążenia. Wobec niewielkiej liczby startów ryzyko odniesienia kontuzji jest niewielkie, a to także działa na jego korzyść.

Drugim – obok Piotra Protasiewicza – najczęściej chwalonym żużlowcem RM Solar Falubazu jest Norbert Krakowiak. Jak Pan ocenia postawę jego i pozostałych młodzieżowców drużyny z Grodu Bachusa?

Na pewno prezentują się oni z dobrej strony, stanowiąc atut na tle rywali. Nie jest to jazda na poziomie kilkunastu punktów w meczu jednego młodzieżowca, ale właściwie tydzień w tydzień dokładają jako duet około dziesięciu oczek do zdobyczy całego Falubazu. Spójrzmy na ostatni mecz derbowy. Norbert Krakowiak zdobył cztery punkty z bonusem (2*,u/3,2 – przyp. red,), Damian Pawliczak pięć punktów (3,1,1), a juniorzy z Gorzowa Wielkopolskiego w sumie tylko dwa. Można powiedzieć, że ich zdobycz zadecydowała o dziesięciopunktowym zwycięstwie Falubazu nad Stalą.
Nie zapominajmy jednak o innej kwestii – dla tercetu Krakowiak, Pawliczak, Tonder jest to ostatni sezon w gronie młodzieżowców. W klubie nie mogą patrzyć na nich wyłącznie w kategorii „tu i teraz”, ale pora zacząć myśleć o przyszłości. Próżno szukać w kadrze młodszych juniorów z jakimkolwiek ligowym doświadczeniem.

Wydaje się, że najwięcej zastrzeżeń po dotychczas odjechanych meczach można kierować do Michaela Jepsena Jensena i Antonia Lindbaecka. Czy uważa Pan, że któregoś ze Skandynawów powinien zastąpić zakontraktowany w charakterze gościa Grzegorz Walasek?

Przed meczem z Grudziądzem gościłem w Radiu Zielona Góra i nie miałem najmniejszych wątpliwości, że należy postawić na Grzegorza i dać mu szansę. Zresztą przedsezonowe zapowiedzi trenera były takie, że Walasek ma uczestniczyć w walce o skład. Rozmawiamy o takim typie zawodnika, który zakłada, że po wygraniu startu można zrobić wszystko. Akurat przed meczem z GKM-em spadł deszcz i o wszystkim decydowały start, ewentualnie pierwszy łuk. Mało jest takich zawodników, którzy mogliby być skuteczniejsi od Walaska w tym aspekcie.
Osobiście wydaje mi się, że Antonio Lindbaeck pewnego poziomu już nie przeskoczy. W ostatnim meczu przeciwko Stali tor był niewątpliwie atutem gospodarzy, a mimo tego Szwed zanotował najgorszy – nie licząc meczu z Włókniarzem – występ w tym sezonie. To jest dziwne, bo widać, że nie komponuje się z zespołem w porównywalnych warunkach. Myślę, że to jest właśnie obszar, w którym Walasek mógłby się odnaleźć, a o jego formę nie trzeba się martwić – potwierdził ją płatnym kompletem podczas inauguracji 1. Ligi (14+1 w meczu Arged Malesa Ostrovia – Abramczyk Polonia Bydgoszcz – przyp. red.).

Podsumowując, czego spodziewa się Pan po swoim byłym klubie w najbliższych spotkaniach?

Wydaje się, że Unia Leszno jest poza zasięgiem, a już zwłaszcza na swoim obiekcie. Później do Zielonej Góry przyjedzie Motor. Drużyna ze wschodu się rozkręca, o czym świadczy nie tylko zwycięstwo w Częstochowie. Choćby Wiktor Lampart na razie jechał słabo, ale dotąd nie miał gdzie się rozpędzić. W ostatnich zawodach młodzieżowych był niedościgniony dla rywali i jeśli te zawody są zwiastunem jego postępu, to lublinianie zyskają kolejny atut. Falubaz nie stoi na straconej pozycji, ale pojedynki z zespołami kandydującymi do tytułu mistrzowskiego będą prawdziwym jego probierzem siły.

Rozmawiał JAKUB WYSOCKI

5 komentarzy on Walasek powinien zastąpić Lindbaecka? Frątczak: Antonio nie komponuje się z zespołem (wywiad)
    Slawek
    16 Jul 2020
    8:24pm

    Teoretyk i fantasta w jednym. Powinni z Krzystyniakiem założyć firmę „Wróżby i przepowiednie na każdą okazję”

    Motomysz
    16 Jul 2020
    9:38pm

    Panie wypalony jacku .twoje sukcesy pachną skarpetą robola …weź się pan za swoją „firmę” !!!a resztę zostaw sztabowi Żyty .żal czytać twoich rozważań czegoś to byś nie zrobił …

Skomentuj

5 komentarzy on Walasek powinien zastąpić Lindbaecka? Frątczak: Antonio nie komponuje się z zespołem (wywiad)
    Slawek
    16 Jul 2020
    8:24pm

    Teoretyk i fantasta w jednym. Powinni z Krzystyniakiem założyć firmę „Wróżby i przepowiednie na każdą okazję”

    Motomysz
    16 Jul 2020
    9:38pm

    Panie wypalony jacku .twoje sukcesy pachną skarpetą robola …weź się pan za swoją „firmę” !!!a resztę zostaw sztabowi Żyty .żal czytać twoich rozważań czegoś to byś nie zrobił …

Skomentuj