lotto partner główny serwisu
czw. Paź 17, 2019
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz

Oskar Bober. Czy znajdzie swoje mocne miejsce w żużlowej branży?

new

Wadera bez watahy czuje się opuszczona. Efekt? Liga szwedzka bez Szwedów

Obiecujących adeptów jakiejkolwiek profesji zwykło się określać mianem młodych wilczków. Im liczniejsze zaś stado tychże, tym większe szanse na przetrwanie watahy, pod czujnym okiem doświadczonej samicy, nazywanej waderą. Żużel to męska dziedzina, stąd trudno o matkowanie komukolwiek. Czy jednak z owym zimnym wychowem nie posuwamy się zbyt daleko? Myślę, że tak, zaś pozostawienie nielicznych wilczków własnemu losowi już odbija się czkawką.

Pulczyńscy, Polis, Łęgowik, Bober, Nowak, Niedźwiedź, Dróżdż, Zgardziński, Skupień, za chwilę Wieczorek, Rolnicki, Chmiel, Gruchalski i kilku jeszcze im podobnych. Co ich łączy? Samotna walka o przetrwanie i rozpaczliwe ruchy mające dać przedłużenie karier po krótkiej, juniorskiej przygodzie. To batalia o to, by nie popaść w żużlowy niebyt. Zauważcie, że w gronie wymienionych są ci, którzy “coś tam” w młodzieżówce jechali i coś osiągnęli. Nie byli i nie są anonimowi. Można tu jeszcze wymienić Gałę, Oskara Fajfera, Pieszczka, Gomólskiego, Czaję, Kaczmarka i kilku podobnych, ale nie rzecz w licytowaniu się znajomością nazwisk. Po udanej, albo średnio, ale mimo wszystko udanej przygodzie pośród żużlowego narybku, nie ma dla nich szans na jazdę w składach drużyn ekstralipy. Tylko dwa miejsca dla rodzimych seniorów i niedopracowany pomysł z rezerwowym pod ósemką, bez gwarancji biegów. Policzmy zatem wyścigi, w których polscy seniorzy muszą wystartować, bo to daje im regulamin. Takowej gwarancji nie ma. Z racji praktyki, czyli minimum dwóch, obowiązkowo, w zestawieniu i trzeciego ewentualnie w rezerwie, uzbierają się z konieczności trzy, cztery biegi w meczu dla trzech kandydatów.

Nie mówimy przy tym o gwiazdach pokroju Plecha, Jancarza, Golloba, czy ostatnio Zmarzlika, Dudka bądź Pitera. Oni sobie poradzili i im podobni także dadzą sobie radę, bo są wybitni. Nie każdy jednak jest i “musi być” gwiazdą. By te najjaśniejsze mogły bić, złe słowo, świecić pełnym blaskiem, potrzebne, niezbędne wręcz jest tło. Najlepiej dobre tło, a za takie uchodzą zwykle te kontrastujące. To już nie te czasy, że w zespole jechało ośmiu chłopa, a do składu dobijało się jeszcze dwóch, trzech kolejnych. Wszystko Polaków i do tego najczęściej swojaków z podwórka obok. Bywało lata temu, że na nabór do szkółki przychodziło pół miasta, a klub oferował im trzy i pół motocykla. tak było, ale nie jest i raczej już nie będzie. Z wielu przyczyn. Bogatsze, konsumpcyjne pokolenie, niechętne wysiłkowi fizycznemu i podejmowaniu ryzyka to raz. Ogromne, wciąż rosnące koszty uprawiania dyscypliny to dwa. Żeby wymienić tylko te najważniejsze czynniki.

Pośród nielicznych współczesnych kandydatów, coraz trudniej o perełki. Zatem te nieliczne diamenciki należy ostrożnie szlifować, a nie przy pierwszej okazji wyrzucać na śmietnik. Skoro całkiem przyzwoicie dawali radę “za juniora”, to twardym, stanowczym przepisem, należy zmusić kluby, także te ekstraligowe, by zapewniły w składzie jedno miejsce dla rajdera U23, gwarantując przy tym minimum 4 starty w meczu, ewentualnie na wymianę z podobnym sobie juniorem starszym, ale wyłącznie Polakiem, spod numeru 8. Że sztuczne i obniży poziom. Być może. Na chwilę z pewnością. Choć patrząc na dokonania niektórych tegorocznych ósemek, szczególnie kosztem rodzimego kevlaru (vide: J. Holder) lub po prostu brak zawodnika rezerwowego w składzie meczowym, to oczywistym staje się, że obecny system jest do du… żych i przemyślanych zmian na lepsze, żeby to ładnie zabrzmiało.

Spójrzcie jaka posucha na rynku polskich żużlowców. Zarówno wśród młokosów, jak też starszyzny plemiennej. Tych wartościowych jak na lekarstwo, deficyt aż piszczy. A my, wzorem Termińskiego, lekką ręką pozbywamy się rokujących wychowanków. Co zadziwiające, często kosztem wcale nie mocniejszych obcokrajowców. Za dwa, trzy sezony będziemy więc zmuszeni znowu drapać się w głowy i naprędce przewracać regulamin do góry nogami, w dodatku na kolanie, bo taka będzie potrzeba chwili. I co wtedy? W ogóle bez Polaków w składach? Że o kosztach wejścia we współczesny speedway nie przypomnę. To przecież dodatkowa pętla na szyi tych początkujących, sprawiająca, że nie mają równych szans w walce z utytułowanymi kolegami. Szans w  walce o kasę, czytaj sponsorów ma się rozumieć.

Póki nie wrócimy z kosztami do korzeni, jak proponuje to choćby Mirek Dudek, zawsze wylejemy dziecko z kąpielą, promując przy tym obcokrajowców, kosztem własnych chłopaków z syndromem 22. Stranieri w porządku. Nie mam nic przeciwko. Ale tylko ci najwybitniejsi, którzy zdołają się u nas wybić. A gdzie mają terminować zdobywając szlify?  Choćby w Danii, czy Anglii zapewniając tamtejszym ligom lepszy byt i odpowiednią rangę. A jak już się tam pokażą, bierzmy ich do nas na potęgę, tylko na Boga, nie kosztem nie gorszych swojaków, bo skończymy jak liga szwedzka – bez Szwedów. W ten sposób żużlowy świat może się tylko rozrosnąć, a przynajmniej nie kurczyć się jeszcze bardziej – ku chwale ojczyzny!

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.