Bartosz Smektała kolekcja
lotto partner główny serwisu
betard
nie. Lut 23, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Wiktor Lampart ma za sobą bardzo udany sezon. fot. FB Speed Car Motor Lublin

new

Wiktor Lampart: Tytuł mistrza świata jest moim marzeniem

W poniedziałkowy wieczór kibice w programie Czarny Charakter, emitowanym na antenie nSport, mieli okazję poznać bliżej historię Dawida i Wiktora Lampartów. Widzowie dowiedzieli się między innymi jak zaczynały się obiecujące kariery braci, co robią w wolnym czasie i jakie są ich pasje.

Żużel był zawsze obecny w domu braci Lampartów. Na stadion chodzili tata, dziadek i wujek. Tradycji zawodniczych jednak w rodzinie nie było. Z tego powodu o zgodę mamy na uprawianie czarnego sportu starszy z braci musiał dość długo zabiegać – Na samym początku chciałam zrobić z Dawida muzyka, ponieważ mój brat grał w zespole muzycznym i mi się to zawsze podobało. Dawid nawet skończył szkołę muzyczną pierwszego stopnia, grał na keyboardzie, bardzo dobrze mu szło, jeździł na występy, ale nie dał się przekonać, aby kontynuować karierę muzyczną. Mówił, że on po prostu musi jeździć na żużlu, bo on to czuje – wspominała Ewa Lampart, mama Dawida i Wiktora w programie Czarny Charakter. Śladami Lampartów, wyemitowanym w poniedziałkowy wieczór na antenie nSport plus.

Od początku przygody z czarnym sportem w Dawidzie dostrzegano duży potencjał. – Jak przyszedł do szkółki było widać, że ma predyspozycje. Po trzecim, piątym treningu jeździł już ślizgiem. Miał smykałkę, słuchał, co się do niego mówi, był szybki progres – powiedział Janusz Stachyra, pierwszy trener Dawida i Wiktora. – On i Mateusz Szostek mieli zastąpić poprzednią, bardzo silną dwójkę rzeszowskich juniorów: Paweł Miesiąc – Dawid Stachyra. Dawid (Lampart) był zawodnikiem walecznym, niepokornym, miał swoje zdanie, był nieustępliwy. On nigdy nie kalkulował, zawsze starał się walczyć o wszystko, co można osiągnąć w danym wyścigu – dodał Jacek Ziółkowski, były kierownik drużyny Stali Rzeszów.

Obaj bracia stawiali swoje pierwsze żużlowe kroki pod okiem Janusza Stachyry i to jemu dużo zawdzięczają – Janusz Stachyra nauczył mnie jeździć na żużlu i myślę, że to on w dużej mierze najbardziej przyczynił się do tego, że tej techniki jazdy potem nabrałem. Trener słynął z tego, że miał bardzo dobre starty i jakoś mi to tak przekazał, że starty też mam bardzo dobre. Poza tym trudne tory, jakie przygotowywał były dużym plusem. Co prawda męczyliśmy się trochę, ale później kiedy przychodziły mecze, mieliśmy tę przewagę, że potrafiliśmy jechać. I do tej pory tak zostało, że jak jest tor bardziej wymagający i przyczepny lepiej mi się jeździ, a jak jest równo, płasko, twardo to już tak kolorowo nie jest – wspominał Dawid Lampart.

Choć trudno może być dzisiaj w to uwierzyć, młodszy z braci początkowo raczej unikał żużla. – Na początku Wiktor w ogóle nie chciał jeździć na stadion. On był alergikiem, astmatykiem. Zawsze twierdził, że tam jest nudno, że jemu tam jest duszno. Dopiero jak pojechał z Dawidem na któryś z rzędu trening i Dawid stwierdził, że musi go przewieźć na swoim motocyklu, coś się zmieniło – wspominała mama.

Siostra chciała zarazić Wiktora pasją do tańca, ale ostatecznie to starszy brat zaszczepił w nim miłość do czarnego sportu. – Jak byłem mały, to miałem swoje różne plany, że będę kucharzem albo wojskowym. Pierwszy motor, hondę 50-tkę, przywiózł mi Dawid. Jeździłem na niej codziennie. Za kasę z komunii kupiłem sobie kawasaki 65, a dopiero później miałem pitbike’a. Wcześniej zajmowałem się innymi rzeczami, raczej nie lubiłem patrzeć jak ktoś coś robi, tylko wolałem brać w tym udział. Ja umiałem już jeździć na motorze, więc chciałem sam się przejechać. Wcześniej grałem na komputerze, w piłkę nożną, a potem zobaczyłem, że większą przyjemność sprawia mi jazda na żużlu – opowiadał Wiktor.

Poza żużlem obaj bracia są zafascynowani jazdą na pitbike’ach i jeździe w w stylu enduro. Jak mówią ich bliscy – to sposób na relaks i odreagowanie stresu. Wspólnie organizują wyprawy motocyklowe, na których atrakcji i przygód nie brakuje. Na jedną z nich wybrał się Oskar Bober, który zakończył ją ubłocony po uszy, po tym jak jego motocykl wpadł w głęboką kałużę.

– Jak pojechałem z nimi to cieszę się, że wróciłem – wspominał z uśmiechem zawodnik Speed Car Motoru Lublin. Podczas wyprawy po bezdrożach Rumunii w zarośnięte trawą bagno wjechał z kolei Wiktor. Spadając z motocykla zahaczył udami o kierownicę. Po upadku, ze względu na brak dostępu do profesjonalnej pomocy medycznej, skorzystał z naturalnych metod łagodzenia bólu i przez 2 minuty chłodził obolałe nogi w górskim potoku.

Choć to Dawid wprowadził Wiktora w świat czarnego sportu, pieczę nad młodszym z braci sprawuje Rafał Trojanowski. To on doradza Wiktorowi jakie przełożenia dobrać, jak wystartować oraz na bieżąco analizuje z nim poszczególne biegi. Stworzył także cały team Wiktora. O swoim podopiecznym mówi: – Nie przejmuje się słabszymi zawodami, komentarzami. Ma bardzo dobrą psychikę do uprawiania sportu żużlowego.

W sezonie 2020 Wiktor ma jasno określone cele. Chciałby awansować do finału IMŚJ. Nie kryje również, co jest celem w dłużej perspektywie. – Jazda w GP i zdobycie tytułu mistrza świata jest moim marzeniem – powiedział młodszy z braci.

Co na to starszy brat? – Grunt, że kiedy są te cieplarniane warunki i jest ten czas, gdzie wszystko się ma i można robić to, co się kocha i jeździć na super poziomie, żeby tego nie zaprzepaścić, żeby nie było wody sodowej, żeby już się nie poczuć nie wiadomo jaką gwiazdą, tylko żeby dalej ciężko pracować i iść w dobrym kierunku. Wielu było takich i ja na swoim przykładzie też mogę to powiedzieć, że ja w pewnym momencie też miałem wszystko podane na tacy, a potem gdzieś to się rozmyło. Życzę mu, żeby jego kariera po tym brązie MIMP potoczyła się lepiej niż moja, bo ma papiery na jazdę. Ma talent, ma zaplecze, bardzo dużo samozaparcia, jest zabezpieczony finansowo, sprzętowo. Ma wszystkie asy i narzędzia, aby mistrzem zostać – zakończył Dawid Lampart.

KAMILA JANKOWSKA