Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Trener Apatora o braciach Holderach: Gdyby przed sezonem odeszli, to teraz bym żałował

fot. Jędrzej Zawierucha

Statystyki pokazują, że bracia Holderowie to obok Wiktora Kułakowa główne motory napędowe eWinner Apatora Toruń w tegorocznych zmaganiach na pierwszoligowym froncie. Zawodnicy z dalekich Antypodów na przestrzeni całego sezonu wywiązują się ze swojego zadania i mają spory udział we wprowadzeniu torunian z powrotem na ekstraligowe salony. Jeszcze kilka miesięcy temu australijscy „rajderzy” nie mogli być pewni miejsca w drużynie, ale wszystko wskazuje na to, że warto było na nich postawić.

Rozgrywki powoli dobiegają jednak końca, więc niebawem przekonamy się czy obaj żużlowcy będą mieli możliwość startów z aniołem na piersi również w kolejnym sezonie. W podjęciu ostatecznych decyzji włodarzom toruńskiego klubu mogą pomóc gościnne występy braci w PGE Ekstralidze, które w pewnym sensie dają do myślenia, ale jednocześnie mają skłaniać do kontynuowania współpracy z obydwoma zawodnikami.

– Bracia Holderowie już przed końcem poprzedniego sezonu zadeklarowali, że chcą zostać w Toruniu. Jako pierwszy na ten temat wypowiedział się Chris, a potem dołączył do niego Jack. Inicjatywa wyszła ze strony zawodników, a klub postanowił na to przystać. Chłopacy zdawali sobie sprawę, że byli częścią drużyny, która spadła, więc chcieli pomóc w uzyskaniu awansu. Przekonałem się, że oni są naprawdę mocno zżyci z naszym klubem i nie wyobrażali sobie innego rozwiązania – mówi trener „Aniołów”, Tomasz Bajerski o kulisach zeszłorocznych negocjacji. – Chciałbym jednak podkreślić, że mieliśmy różne koncepcje składu, również bez braci Holderów. Było wiele wariantów, dlatego czekaliśmy, kto ostatecznie zdecyduje się podpisać kontrakt – dodaje szkoleniowiec.

Chris i Jack Holderowie, fot. IG KS Toruń

Postawienie na australijskich braci było obłożone pewnego rodzaju ryzykiem, ponieważ obaj mieli za sobą nienajlepszy sezon, podczas którego wielokrotnie notowali wyniki poniżej oczekiwań. Chris po raz kolejny nie zanotował widocznego progresu, jednakże najbardziej zaskakiwało znaczące obniżenie skuteczności Jacka, który wcześniej był postrzegany jako joker w toruńskiej talii i jedno z objawień ligi. Nie było pewności, że Australijczycy zdołają nagle odbudować formę, ale jednocześnie wiele osób nie wyobrażało sobie bez nich anielskiego składu. Z jednej strony to był dobry moment, żeby się rozstać, jednakże wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę jak wiele dla żużlowego Torunia znaczą bracia Holderowie. Niektórzy wychodzili z założenia, że jazda w niższej klasie rozgrywkowej może pomóc odzyskać równowagę, więc trzeba było postawić wszystko na jedną kartę i liczyć, że to przyniesie spodziewane efekty.

– W przypadku każdego transferu można mówić o jakimś ryzyku. Ja jednak szybko zdałem sobie sprawę, że możemy spokojnie wyczekiwać sezonu i nie musimy się martwić. Od samego początku pozostawałem w stałym kontakcie z braćmi Holderami. Pisaliśmy do siebie za pośrednictwem różnego rodzaju mediów społecznościowych czy rozmawialiśmy przy pomocy kamerek internetowych. Dyskutowaliśmy trochę o przeszłości, ale przede wszystkim skupialiśmy się na sprawach bieżących. Widziałem, że chłopacy mają wszystko bardzo dobrze poukładane i będą gotowi do jazdy na wysokim poziomie. Potem mieliśmy okazję porozmawiać sobie jeszcze w cztery oczy, co tylko utwierdziło mnie we wcześniejszych przekonaniach. Ja jestem człowiekiem, który wolał odkreślić przeszłość grubą linią i nie pamiętać o tym, co było złe. Nie chciałem koncentrować się na wcześniejszej postawie braci, tylko wolałem pracować na lepszą przyszłość. Myślę, że od samego początku to wszystko szło w naprawdę dobrym kierunku – opowiada „Bajer”.

Pierwszoligowa dominacja

Okazuje się, że wszelkie obawy przed sezonem rzeczywiście były niepotrzebne. Wyniki braci w eWinner 1. Lidze Żużlowej na pewno mogą się podobać, ponieważ pokazują, że zawodnicy nie zatopili się w przeciętności po trudniejszych miesiącach i nadal mogą mieć sporo do powiedzenia w rozgrywkach ligowych. – Postawa chłopaków jest naprawdę świetna. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Jack ma kosmiczną średnią i jest najskuteczniejszym zawodnikiem pierwszej ligi, a Chris cały czas kręci się w czołowej trójce. Z tego co widziałem, ostatnio był drugi, a teraz przesunął się na trzecie miejsce. Od samego początku wiedziałem, że chłopacy są bardzo dobrze przygotowani do sezonu pod względem sprzętowym, psychicznym i fizycznym, więc trudno byłoby to zepsuć i nie wykorzystać na torze. Prawda jest taka, że bracia zmienili trochę podejście do niektórych tematów i wszystko znacznie lepiej poukładali. W tym momencie mogę już powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy z powodu obecności tych zawodników w naszym zespole. Gdyby oni odeszli, to teraz na pewno mocno bym tego żałował – ocenia Bajerski.

Trzeba sobie jednak uczciwie powiedzieć, że to są występy na zapleczu najlepszej żużlowej ligi świata, więc takie wyniki nie powinny szczególnie dziwić, zwłaszcza jeżeli myślimy o zawodnikach ze sporym potencjałem i wysokimi aspiracjami, którymi bez wątpienia są bracia Holderowie. Tak naprawdę każdy oczekiwał od nich takiej postawy, zatem można pokusić się o stwierdzenie, że obaj jadą na miarę własnych możliwości. Gdyby rezultaty osiągane przez australijskich żużlowców były słabsze, to zapewne można by mówić o sporym rozczarowaniu. Panowie z Antypodów wiedzieli, że przez cały sezon muszą wybijać się na tle pozostałych pierwszoligowych zawodników, żeby nie przekreślić swoich szans na ponowne starty w elicie i nie zapalić wielu lampek ostrzegawczych u kibiców oraz włodarzy poszczególnych klubów.

fot. Paweł Prochowski

Należy jednak zaznaczyć, że prawdziwą furorę na pierwszoligowym froncie robi młodszy z braci, czyli Jack, który regularnie notuje pokaźne zdobycze punktowe, często ociera się o komplet, a niekiedy kończy zawody z maksymalną liczbą punktów na koncie. W przypadku jego brata wielokrotnie wygląda to bardzo podobnie, jednakże trzeba wspomnieć, że Chrisowi od czasu do czasu zdarzają się nieco słabsze biegi czy spotkania zakończone bez dwucyfrówki na koncie, zarówno u siebie, jak również na wyjeździe. Australijczykowi nie wyszedł chociażby niedawny mecz w Łodzi, podczas którego nie był w stanie zbyt wiele zdziałać na torze i pogubił sporo punktów. – Zawsze znajdzie się coś do poprawienia, dlatego będziemy nad tym pracować i szukać przyczyn – stwierdza stanowczo Bajerski.

Widać, że Chrisowi chyba nie do końca udało się wyeliminować wahania formy obserwowane również w poprzednich sezonach. Teraz być może nie są one już tak wielkie jak przed laty, ale mimo wszystko nadal się zdarzają. W tej chwili znacznie większą stabilność gwarantuje Jack, który zanotował spory progres i prezentuje znacznie lepszy styl jazdy niż jeszcze jakiś czas temu. – Jack staje się coraz starszy i ma dużo więcej doświadczenia. Na pewno znacznie lepiej radzi sobie z odczytywaniem nawierzchni, a poza tym wyciąga trafne wnioski dotyczące przygotowania sprzętu i dobrania właściwych ustawień. W tym tkwi sekret jego dobrych wyników. Wygląda na to, że Jack podbudował wiele rzeczy w pierwszej lidze, dzięki czemu teraz ma spokojniejszą głowę i może myśleć o przebijaniu się coraz wyżej – analizuje trener toruńskiego klubu.

Tomasz Bajerski w ostatnim czasie znacznie lepiej poznał braci Holderów. – Wcześniej znaliśmy się na zasadzie wymiany uprzejmości przy powitaniu. Byliśmy tylko znajomymi i nie mieliśmy okazji rozwinąć naszych relacji. W tym roku możemy współpracować, dlatego wszystko nadrobiliśmy. Pandemia koronawirusa spowodowała, że chłopacy mieszkają obecnie w Toruniu, zatem widzimy się praktycznie codziennie i dużo rozmawiamy. Już w okresie zimowym pozostawaliśmy w kontakcie i bardzo dobrze się dogadywaliśmy – opowiada Bajerski. Jaką osobowość mają bracia Holderowie? – Przekonałem się, że to są naprawdę dobrzy ludzie, z którymi można się pośmiać, popracować i miło spędzić czas. Wiadomo, że czasami potrafią się zdenerwować, ale to wynika z ich ambicji. Po chwili wszystko wraca do normy i nie ma rozpamiętywania negatywnych rzeczy – dodaje były zawodnik.

Niektórym może się wydawać, że australijscy bracia trzymają się trochę na uboczu drużyny, ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. – Chłopacy mają boksy obok siebie i dużo dyskutują między sobą, ale to jest całkowicie normalne. Chciałbym jednak podkreślić, że jeżeli coś się dzieje, albo potrzeba pomocy, to obaj zawsze zjawiają się tam, gdzie trzeba i zgłaszają gotowość do działania. Za każdym razem potrafią podejść do kolegów, udzielić jakiejś wskazówki albo po prostu poklepać po ramieniu, żeby pogratulować dobrego występu lub zmotywować do jeszcze lepszej jazdy. Na pewno nie można odmówić im zaangażowania. Kiedy wymaga tego sytuacja, to bracia są bardzo aktywni i żyją razem z drużyną, ale momentami potrzebują też czasu dla siebie. Nie widzę w tym nic dziwnego – ocenia „Bajer”.

fot. Paweł Prochowski

Ekstraligowa weryfikacja

Wygląda na to, że braciom Holderom opłaciło się podpisanie kontraktów w pierwszoligowym Toruniu, ponieważ nowe przepisy wprowadzone pod wpływem pandemii koronawirusa spowodowały, że w tym roku mogą łączyć starty na zapleczu z występami na zasadzie gościa w PGE Ekstralidze, co wcześniej nie było możliwe. W ten sposób zyskali dodatkowe starty, które w tym nietypowym sezonie są na wagę złota, a poza tym nie stracili kontaktu i możliwości rywalizacji ze światową czołówką. – Można powiedzieć, że dzięki pewnego rodzaju zbiegowi okoliczności pieką w tym sezonie dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony pomagają swojej podstawowej drużynie w uzyskaniu awansu, a jednocześnie nadal ścigają się wśród najlepszych. Dla nich to jest wręcz idealne i bardzo pomocne rozwiązanie – zauważa Bajerski.

Nowe przepisy w zamyśle miały być zabezpieczeniem dla klubów na wypadek zachorowania któregoś z zawodników lub nieudanych renegocjacji kontraktowych przed rozpoczęciem rozgrywek, ale w rzeczywistości stały się furtką dla zespołów, które potrzebowały nagłych wzmocnień. Bracia Holderowie postanowili z tego skorzystać, żeby wyciągnąć absolutne maksimum z tego sezonu ligowego, który poza Polską praktycznie dla nich nie istnieje.

Toruński klub również może na tym zyskać, ponieważ włodarze mają możliwość porównywania wyników braci na dwóch szczeblach ligowych, a dzięki temu mogą ocenić ich przydatność dla zespołu w kontekście kolejnego sezonu i nadchodzących startów w żużlowej elicie. Wiadomo, że bardzo dobre wyniki na zapleczu nie muszą oznaczać, że dany zawodnik będzie równie dobrze spisywał się w najwyższej klasie rozgrywkowej, zatem warto przekonać się jak wielkie pojawiają się różnice. – Nie ukrywam, że uważnie oglądam te mecze, bo jestem ciekawy postawy chłopaków. Na drugi dzień zawsze się widzimy i rozmawiamy o tym jak było, co poszło nie tak, co można było poprawić lub zrobić lepiej. Mamy bardzo dobry kontakt, więc trudno byłoby nie poruszać tego tematu. Za każdym razem chcemy wyciągać jak najwięcej wniosków. Na pewno nie zachowujemy się tak, jakby tych meczów w ogóle nie było – zdradza „Bajer”.

Bracia Holderowie od samego początku byli łakomymi kąskami dla ekstraligowych klubów, ponieważ nadal postrzegano ich jako zawodników stojących na wysokim poziomie, jednakże musieli potwierdzić swoją wartość na torze. Wystarczy wspomnieć, że wszyscy seniorzy eWinner Apatora Toruń mieli okazję zaprezentować się w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale tylko Australijczycy utrzymali się w składach swoich drużyn na stałe. To na pewno o czymś świadczy, aczkolwiek warto zagłębić się w szczegóły, które mówią znacznie więcej.

Chris Holder. Foto: Róża Koźlikowska – @FotRose

Chris Holder trafił do Betard Sparty Wrocław, która w 2007 roku była jego pierwszym polskim klubem. Były kapitan toruńskiej drużyny od samego początku dostarcza punkty, których brakowało ekipie z województwa dolnośląskiego ze względu na bolesne zderzenie z najwyższą klasą rozgrywkową młodego Brytyjczyka Daniela Bewley’a czy nierówną i momentami nienajlepszą formę Maksa Fricke’a oraz Maksyma Drabika. Należy podkreślić, że „Chrispy” wywiązuje się ze swojego zadania, ale jednocześnie nie jest zawodnikiem odgrywającym pierwszoplanową rolę w spartańskiej drużynie. – Chris na pewno nie jest liderem tego zespołu, ale pamiętajmy, że tam nie brakuje porządnych motorów napędowych. Przy takich kolegach jak Maciej Janowski czy Tai Woffinden trudno z marszu stać się numerem jeden, dlatego trzeba robić swoje, stojąc trochę z boku. Prawda jest taka, że gdyby nie Chris, to nie wiadomo, gdzie dzisiaj byłby Wrocław – tłumaczy Bajerski.

Chris na pewno jest gwarantem punktów dla trenera Dariusza Śledzia, ale można zauważyć, że jego zdobycze w PGE Ekstralidze troszeczkę odbiegają od wyników w eWinner 1. Lidze Żużlowej, co może delikatnie martwić włodarzy toruńskiego klubu. – Być może przydawałyby się ze dwa lub trzy punkciki więcej, ale jeżeli Chris zostanie z nami na dłużej, to mam nadzieję, że w przyszłym roku to wszystko nadrobi – stwierdza z uśmiechem Bajerski. Statystyki wskazują, że starszy z braci Holderów jeździ we Wrocławiu na podobnym poziomie, jak we wcześniejszych sezonach w Grodzie Kopernika. W Sparcie to raczej wystarcza, ponieważ zawodnik jest traktowany jako dopełnienie składu, ale w Toruniu wielokrotnie był postrzegany jako jeden z liderów, więc automatycznie pojawiał się niedosyt. Być może torunianie będą musieli nieco zweryfikować swoje oczekiwania względem Chrisa, jeżeli zdecydują się kontynuować z nim współpracę. Skoro zawodnik od kilku sezonów nie przeskakuje pewnego poziomu, to znaczy, że to nie jest żaden przypadek czy jednoroczna tendencja wynikająca z różnych okoliczności, tylko pewna prawidłowość.

Znacznie lepiej w najwyższej klasie rozgrywkowej radzi sobie Jack, który trafił do Moje Bermudy Stali Gorzów. Ekipa z województwa lubuskiego od początku sezonu musiała zmagać się z nienajlepszą formą wielu swoich zawodników, dlatego potrzebowała kogoś, kto poda trochę tlenu i zagwarantuje konkretne zdobycze punktowe. Wydaje się, że młodszy z australijskich braci okazał się takim żużlowcem i pomógł podbudować pozycję żółto-niebieskich. Największy atut Jacka Holdera polega na tym, że zawodnik potrafi przełożyć świetną dyspozycję z eWinner 1. Ligi Żużlowej na rozgrywki ekstraligowe i jest naprawdę silnym punktem swojej drużyny. – Można powiedzieć, że Jack jedzie praktycznie na tym samym poziomie, co w pierwszej lidze. Należy jednak pamiętać, że w ekstralidze jest znacznie trudniej o wysokie zdobycze punktowe. Być może ostatnio zaliczył jeden czy dwa nieco słabsze mecze, ale wynika to z faktu, że w Gorzowie coraz częściej przebudzają się pozostali zawodnicy i drużyna się wyrównuje – wyjaśnia szkoleniowiec eWinner Apatora Toruń.

Jack Holder w ośmiu meczach rundy zasadniczej wypracował średnią powyżej dwóch punktów na bieg i uplasował się w czołowej dziesiątce najskuteczniejszych zawodników PGE Ekstraligi. W przypadku tego zawodnika to wyraźny skok jakościowy w porównaniu z jego wcześniejszymi sezonami, który pozwala torunianom upatrywać w nim jednego z potencjalnych liderów ekstraligowej drużyny. – Dla mnie to nie jest żadna wielka niespodzianka. Od samego początku widziałem bardzo profesjonalne zachowanie Jacka na treningach czy meczach pierwszoligowych. Ten chłopak za każdym razem obierał korzystny tor jazdy oraz potrafił dobrze korygować ustawienia motocykla. Byłem pewien, że to musi znaleźć odzwierciedlenie w najwyższej klasie rozgrywkowej – zdradza Bajerski.

Co będzie dalej?

Obiektywnie jednak patrząc, obaj bracia okazali się wartością dodaną swoich drużyn i pomogli osiągnąć upragniony awans do play-off, dzięki czemu teraz walczą o medale, o których w Toruniu mogli ostatnio jedynie pomarzyć. Przydatność każdego z nich uwidacznia się w nieco inny sposób, ale obaj mają konkretne zadania, z których potrafią się wywiązać. Wiele osób zastanawia się jak będzie wyglądała przyszłość braci Holderów w polskiej lidze? – Na pewno chciałbym mieć ich nadal w swojej drużynie, ale na konkretne decyzje i rozmowy dopiero przyjdzie czas – ucina temat trener „Aniołów”.

Dla torunian priorytetem bez wątpienia będzie zatrzymanie Jacka, jednakże włodarze będą musieli się porządnie zastanowić, czy Chris zdoła zagwarantować wystarczająco dużo drużynie, która wystartuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Trzeba będzie rozważyć również, czy klub może sobie pozwolić na powierzenie byłemu Mistrzowi Świata roli dopasowanej do jego aktualnych możliwości, czy jednak będzie potrzebował kogoś mocniejszego. Nie można wykluczyć, że starszy z braci po latach pożegna się z Apatorem, co będzie historycznym wydarzeniem, jednakże należy wspomnieć, że w niedawnym magazynie „Bez hamulców” Prezes Ilona Termińska zapowiedziała, że Chris raczej zostanie w Toruniu, więc być może wszelkie przemyślenia włodarze mają już za sobą.

Chris Holder. fot. Jarosław Pabijan

Warto jednak pamiętać, że bracia Holderowie znajdują się w tym momencie na zupełnie innych etapach swoich przygód z czarnym sportem. Chris ma już trochę osiągnięć na koncie, a teraz walczy o powrót do dawnej skuteczności po poważnej kontuzji z 2013 roku oraz wielu perturbacjach w życiu osobistym, z kolei Jack dopiero napędza swoją karierę i zaczyna budować własną pozycję w żużlowym światku. Obu na pewno nie brakuje motywacji, ale chyba znacznie większa determinacja oraz głód sukcesu występują u Jacka, który wciąż ma jeszcze wiele do ugrania i cały czas chciałby przebijać się coraz wyżej. Czego zdaniem Tomasza Bajerskiego możemy spodziewać się po Australijczykach w najbliższej przyszłości?

– Chris jeździ naprawdę fantastycznie pod względem technicznym, więc jeżeli poczekamy jeszcze z rok lub dwa, to może znowu będziemy cieszyć się jego wyśmienitą postawą. Jack jest zawodnikiem, który ma ciekawe perspektywy na przyszłość i może wiele osiągnąć. Prawda jest taka, że on na każdym kroku chce być lepszy od swojego brata. To jest bardzo zdrowa rywalizacja, która tylko go napędza. Wiadomo, że chłopacy prywatnie są bardzo blisko i wzajemnie sobie pomagają, ale w aspektach sportowych nie ma żadnego odpuszczania. Powiem szczerze, że w przypadku obu zawodników jestem pełen optymizmu i niecierpliwie czekam na ich popisy w kolejnych sezonach – zakończył nasz rozmówca.

KAROL ŚLIWIŃSKI

3 Odpowiedzi

  1. Uważam, że na jakość jazdy braci Holderów miała wpływ jazda w formie gościa w drużynach ekstraligowych. Poprzedni ich sezon nie można równać do tego co pokazali w tym sezonie w drużynie toruńskiej.

  2. Bez zawodników z topu, bez atutu własnego toru czyli bez walki o mistrzostwo a jedynie o utrzymanie. Czy kibice wypełnią Motoarenę aby oglądać odgrzany kotlecik z 2019?
    Wątpię. Myślę że będziemy zgrzytać zębami oglądając jak Chrisa objeżdżają juniorzy.

    1. Zgadzam się w 100%.Chris nic w elicie nie wniesie. Jako gość we Wrocku jechał przeciętnie. Myślę a nawet jestem pewien, że bez niego też byśmy awansowali. Został tylko dlatego, że dostał mega kontrakt jak na pierwszą ligę. A Bajer robi teraz z niego zbawcę. Przemek odmówił, Paweł dogadany w Czewie to kogo wezmą? Słabo to widzę. Jak widać to Bajer i właściciele myślą, że Lambert z Żupińskim wszystko nadrobi. Słabo to widzę. Walka o utrzymanie od pierwszego meczu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.