lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Paweł Przedpełski odpadł dziś w Abensbergu, zajmując piąte miejsce za Smolinskim, Łoktajewem, Bjerrem i Lahtim.

Top 8. To oni zatrzęsą PGE Ekstraligą

W naszym, całkowicie subiektywnym, zestawieniu postanowiliśmy przyjrzeć się żużlowcom, którzy mają papiery, by już w nadchodzących rozgrywkach być tzw. objawieniem. Klucz był jasny – po jednym zawodniku z każdego klubu, choć… raz złamaliśmy tę zasadę.

Grzegorz Zengota (Speed Car Motor Lublin)

Kusiło, by na pierwszy plan wyciągnąć kogoś z młodych, zdolnych, zagranicznych, tzn. Brytyjczyka Roberta Lamberta lub Duńczyka Mikkela Michelsena. Dlaczego Zengota? Bo ma większe doświadczenie. Bo, choć ostatni sezon mu nie wyszedł, to przecież potrafi jeździć, o czym przypomniał choćby w roku 2016, w którym wykręcił  21. średnią: 1,83 pkt/bieg. – Na pewno był to dla mnie sezon (2018 – przyp. jh), który obfitował w różne doświadczenia. Nie ukrywam, należał do sezonów z kategorii – trudne. Cieszę się, że moim zdaniem wyszedłem z niego na koniec obronną ręką. Wyciągnąłem swoje wnioski i staram się trzymać w pamięci tylko dobre chwile. Skupiam się na tym, co będzie – powiedział w rozmowie z naszym portalem. To inteligentny zawodnik. Wierzymy, że w kolejnym roku będzie wiodącą postacią drużyny, która, co tu kryć, zewsząd skazywana jest na spadek. W dotychczasowej karierze Zengota po przeprowadzkach do kolejnych klubów notował lepsze wyniki. Tak było po pierwszym opuszczeniu Zielonej Góry (w Częstochowie) oraz w pierwszym roku startów dla Leszna. Czy podobnie będzie tym razem w Lublinie?

Michael Jepsen Jensen (Falubaz Zielona Góra)

Zielonogórzanie, jak wiadomo, zmontowali wyjątkowo silną ekipę. Nowymi są w końcu Duńczyk Nicki Pedersen oraz Słowak Martin Vaculik. Obaj mają być liderami zespołu Adama Skórnickiego. Skąd zatem wziął się Jepsen Jensen? Rodak Pedersena nie należy do zawodników specjalnie efektownych. Ot, solidny rzemieślnik, lubujący się zwłaszcza w przyczepnych torach. Takiego „rzemieślnika” z drugiej linii chciałby jednak niejeden menedżer, nawet mimo czasem zmiennej, nierównej formy. W obliczu słabszej dyspozycji tych, na których ciąży szczególnie mocno uwierająca presja na wynik, to właśnie opanowany Jensen jest w stanie „pociągnąć” wynik drużyny. Z pewnością stać go na średnią równą 2 pkt/bieg.

Przemysław Pawlicki (MrGarden GKM Grudziądz)

Starszy z braci, jak się wydaje, znajduje się w idealnym miejscu swojej kariery. Chodzi nie tylko o Grudziądz jako klub-miejsce rozwoju żużlowego, ale wiek. 27 lat na liczniku to wynik w sam raz, by osiągnąć wyższe cele. Jest się jednocześnie i doświadczonym, i nadal młodym. A Pawlicki ma w dodatku talent. I – przez odpadnięcie z absorbującego, ale też sporo uczącego cyklu Grand Prix – mniej kosztownych obowiązków. Skrzydeł dodać mu może także świeżo powiększona o synka Axela rodzina.

Maksymilian Bogdanowicz (Get Well Toruń)

Obecność 20-latka w naszym zestawieniu może trochę dziwić. Czy na pewno? Oczywiście przejście z Nice 1. Ligi do PGE Ekstraligi, w dodatku w ostatnim juniorskim roku startów, może okazać się wyjątkowo trudnym zadaniem. Trzeba przyzwyczaić się choćby do większej presji otoczenia. Urodzony w Szwecji Bogdanowicz ma opinię twardziela. Po krótkotrwałym szoku, może z miejsca stać się pupilem toruńskiej publiki. Ma niezłe umiejętności, refleks na starcie i spore ambicje. Chodzi o to, by tę mieszankę w odpowiednich proporcjach wymieszać. Tak, żeby „jestem w stanie to zrobić” przeważało nad „chcę to zrobić”. Juniorzy w Get Well mają być zaopatrywani przez silniki od, w tej chwili najlepszego tunera świata, Ryszarda Kowalskiego. A to oznacza wielką szansę dla debiutującego w Ekstralidze Bogdanowicza.

Paweł Przedpełski (forBET Włókniarz Częstochowa)

Pod Jasną Górą przebywa obecnie więcej torunian niż w Get Well… Przedpełski dołączył bowiem do Adriana Miedzińskiego. I tak, jak on, w zespole Marka Cieślaka ma się odrodzić. Złapać kolejny oddech, ustabilizować formę na wyższym poziomie, z dala od dobrze znanych, toruńskich kątów. W przypadku „Miedziaka” eksperyment z opuszczeniem po wielu latach macierzy powiódł się. Czy podobnie będzie z Przedpełskim? Kluczowe będzie to, by 23-latek myślał tylko i wyłącznie o żużlu, skupiał się na swojej robocie. Z jednym i drugim miał w ubiegłym sezonie wyraźne problemy. A talentu mu przecież nie brakuje.

Gleb Czugunow (Betard Sparta Wrocław)

Młody Rosjanin, uznawany za wyjątkowo utalentowanego, nie mógł zaliczyć ubiegłego sezonu do udanych. Powodem była koszmarna kontuzja. Podczas mało istotnych zawodów indywidualnych w Czechach, 19-latek doznał skomplikowanego złamania prawej nogi. Ból musiał być potworny. Podobnie jak strach przed przyszłością, ale – jak zapewnił w niedawnym wywiadzie – nie przed ponownym wyjazdem na tor. Od pierwszego dnia żmudnej rehabilitacji przyświecała mu myśl: wrócić, wrócić na tor za wszelką cenę. I wrócił. W trudnym momencie, bo w rewanżowym półfinale w Lesznie. Wygrywając jeden z biegów, potwierdził tylko, jak wielki drzemie w nim potencjał.

Anders Thomsen (Cash Broker Stal Gorzów)

Szczerze mówiąc, w przypadku 25-latka mieliśmy najwięcej wątpliwości. Wicemistrz świata juniorów z 2015 roku to bez wątpienia jedna z nadziei duńskiego żużla. Czy jednak nie już trochę przebrzmiała? 25 lat to w końcu już nie młokos. Thomsen po trzech, udanych latach w pierwszoligowym Gdańsku, zdecydował się wreszcie na przeprowadzkę do „najlepszej żużlowej ligi świata”. I dobrze zrobił, bo nad morzem się nieco zasiedział. W przemeblowanym Gorzowie –  po odejściu Vaculika – może stać się ważnym zawodnikiem. Wątpliwości są dwie. Pierwsza dotyczy toru. Specyficzny, gorzowski często brutalnie weryfikuje umiejętności zawodników. Thomsen będzie musiał sporo czasu poświecić na treningach, by go rozgryźć. Druga sprawa, to jego „gotowanie się” podczas meczów. Duńczyk jest znany z gwałtownych reakcji i czasami nietypowych akcji torowych. W rozedrganej PGE Ekstralidze chłodniejsza głowa przydaje się bardziej niż gdziekolwiek.

Juniorzy (Fogo Unia Leszno)

Jak w zespole, w którym aż buzuje od gorących żużlowo nazwisk znaleźć te, które mogą – jako nowe –  wryć się w kibicowską pamięć? To proste. Wystarczy spojrzeć na zestawienie młodzieżowców. I nie mówimy tu o już dawno uznanych Bartoszu Smektale, czy Dominiku Kuberze. Wydawało się, że zastąpienie w przyszłości takich juniorów to zadanie z kategorii pod tytułem: najtrudniejsze. Okazuje się, że nie w Lesznie. Pod fachowym okiem Romana Jankowskiego już rosną potencjalne gwiazdy. Kacper Pludra, Krzysztof Sadurski, Szymon Szlauderbach – o nich może być już niedługo głośno. Choć – z drugiej strony – na tym etapie ich karier lepiej, żeby nie było aż tak. Zbyt wielu okrzykniętych jako „talenty” przepadło w tym biznesie po tym, jak szum wokół nich zrobił się zbyt słyszalny.

JACEK HAFKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.