Niels Kristian Iversen
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Kiedy kurz po sezonie żużlowym opada, zaczyna się wyczekiwanie na okno transferowe. Wielu spekuluje, wróży z fusów i liczy na “bomby transferowe”. Tymczasem w listopadzie potwierdza się jedynie to, co było wiadome wcześniej. W żużlu transferowe hity są rzadkością z prostej przyczyny. Nie ma zbyt wielu zawodników i na dodatek część z nich odchodzi od cosezonowej zmiany barw. Mimo tego wszystkiego trafiło się kilka perełek, na które szczególnie zwróciliśmy uwagę. 

5. Andrzej Lebiediew – PGG ROW Rybnik (przejście z Lokomotiv Daugavpils)
Andrzej Lebiediew jest żużlowcem, którego sympatykom żużla nie trzeba przedstawiać. Powraca do ścigania w PGE Ekstralidze po roku przerwy. Ostatni sezon spędził w łotewskim Lokomotivie, który w zakończonym sezonie długo walczył o miejsce gwarantujące utrzymanie w Nice 1. Lidze Żużlowej. Kibice z Rybnika znają go bardzo dobrze i braku ambicji Łotyszowi z pewnością nie zarzucą. Wielokrotnie przewodził swojej drużynie, a jeśli coś nie szło, nie bał się wziąć winy na siebie. Jego ponowne przejście do Ekstraligi można traktować jako sporą niewiadomą. Nie każdy lider z 1. ligi odnajduje się w Ekstralidze. Podchodzimy tak jednak do każdego żużlowca, który wchodzi na najwyższy pułap żużla w naszym kraju. Przed rokiem w ten sposób potraktowaliśmy Andersa Thomsena, czy Mikkela Michelsena. Chcielibyśmy, żeby historia się powtórzyła. Ekstraliga potrzebuje “nowych” twarzy.

Wyświetl ten post na Instagramie.

@row1932rybnik for 2020 season ???

Post udostępniony przez Andžejs Lebedevs (@andzejlebedev1)

4. Greg Hancock – PGG ROW Rybnik (bez klubu)
Na powrót Amerykanina czekało wielu. Szczególnie w Rybniku. Wiele wskazuje na to, że Greg Hancock wiosną zakończy swój roczny rozbrat z żużlem i dwuletni z PGE Ekstraligą. Wielu fanów rybnickiego klubu liczy właśnie na 4-krotnego mistrza świata. Choć Greg Hancocok w czerwcu skończy 50 lat, to należy sądzić, że pomoże ekipie z Rybnika. Beniaminek w Ekstralidze jednak nie ma łatwego życia. Najpierw musi się zmierzyć z transferową rzeczywistością, czyli zbiera to, co zostaje na rynku. Później przez większość jest spisywany na straty. Na całe szczęście żużel jest na tyle nieprzewidywalny, że mało rzeczy można zaplanować. My byśmy Rybnika nie skreślali, lecz poczekali do wiosny. Pamiętajmy, że takiej klasy zawodnik jak Greg Hancock nie zapomina jak się jeździ i zapewne wie o żużlu więcej niż niejeden „młodzieniaszek”. Może drżeć przed nim już zbyt wielu nie będzie, ale Greg Hancock to klasa sama w sobie i może pomóc chociażby złotymi radami w parku maszyn. W końcu jest to jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w naszej lidze. 

3. Niels Kristian Iversen – truly.work Stal Gorzów (przejście z Get Well Toruń)
Historyczny spadek drużyny z Torunia mocno wstrząsnął giełdą żużlową. Zapowiadany przez Adama Krużyńskiego katharsis sprawił, że po składzie z sezonu 2019 niewiele zostało. Na migrację zdecydował się Niels Kristian Iversen, który z pewnością pluł sobie w brodę za miniony sezon. Mecz z Leszna z pewnością śni się Duńczykowi po nocach. Zdecydował się na powrót nad Wartę, czyli tam gdzie przed kilkoma laty odżył. W czasie pobytu w Gorzowie osiągnął najwięcej. Sam podkreśla, że Gorzów to dla niego drugi dom. Stal Gorzów właśnie takich zawodników potrzebuje. Po sezonie, w którym musiała walczyć o swój byt w PGE Ekstralidze nie może ryzykować. Wiele wskazuje na, że obie strony skorzystają z tego transferu. Ambitne cele Duńczyka z pewnością pozytywnie odbiją się na gorzowskiej drużynie. Jeśli Duńczyk będzie prezentował to, co kilka lat temu, to kibice z pewnością zapomną mu tę krótką emigrację do Torunia. Człowiek uczy się całe życie.

2. Nicki Pedersen – MRGarden GKM Grudziądz (przejście ze Stelmet Falubazu Zielona Góra)
Wiadomo nie od dziś, że Duńczyk łagodnego usposobienia nie ma. Prawdziwy wulkan energii, ale także prawdziwy walczak na torze. Często indywidualista podczas zawodów drużynowych. Z tym wszystkim musi się zmierzyć drużyna, z którą związał się Nicki Pedersen. GKM Grudziądz zatrudnił zawodnika, który potrafi bardzo dużo. Zdobywa ważne punkty w każdym meczu. Przed rokiem jego transfer do Zielonej Góry wywołał podobne poruszenie, jak jego przejście do Grudziądza. Skład drużyny prowadzonej przez Roberta Kempińskiego prezentuje się bardzo obiecująco. Co roku dobijają się do ścisłej czołówki i z każdym rokiem brakuje mniej. Przerwali serię 21 lat bez wyjazdowego zwycięstwa w najwyższej klasie rozgrywkowej, a fazę play-off przegrali w samej końcówce rundy zasadniczej. Nicki Pedersen tak często zmienia kluby, więc z aklimatyzacją nie powinien mieć problemów. Powinien dość szybko wkomponować się w wyrównaną drużynę z Grudziądza. Czy przynisie to grudziądzanom wyczekiwaną fazę play-off? Czas pokaże. Na pewno nie będzie można tej drużyny lekceważyć. 

Wyświetl ten post na Instagramie.

Two years deal in Poland for Nicki ?? In the next two years Nicki will race in the colours of GKM Grudziadz in the Polish League ???? Nicki says “A great contract with a great club. I’m really looking forward to the next two years in GKM Grudziadz. I have been doing really great and I have really enjoyed racing at the track in Grudziadz” Stay tuned for more news about next year for Nicki. Clubs 2020 so fare : ?? GKM Grudziadz ?? Holsted Tigers ?? Rospiggarna Hallstavik ….. ? Wielki powrót do Grudziądza stał się faktem. Po niemal 20 latach @nickipedersen ponownie w @gkmgrudziadzsa!? Duńczyk związał się z naszym klubem dwuletnim kontraktem i będzie reprezentował żółto-niebieskie barwy w sezonach 2020 i 2021!?✍️ #transfery #NickiPedersen #gkm #grudziądz #sezon2020 #pgeekstraliga #speedway

Post udostępniony przez Nicki Pedersen ? (@nickipedersen)

1. Jason Doyle – forBet Włókniarz Częstochowa (przejście z Get Well Toruń)
Australijczyk jest kolejnym “spadochroniarzem” z Get Well Toruń. Odkąd wiadomym było, że toruńskie Anioły nie utrzymają się w PGE Ekstralidze, pewne stało się również odejście Jasona Doyle’a. Pytanie nurtujące wielu było krótkie: “dokąd”? Opcji z pewnością było wiele. Stawki równie intratne. Ostatecznie mistrz świata z 2017 roku zdecydował się parafować kontrakt w Częstochowie. Duży wpływ na decyzję miała osoba trenera Marka Cieślaka. Panowie znają się chociażby z sezonu 2017, kiedy obaj pracowali w zielonogórskim Falubazie. To właśnie wtedy Jason Doyle zdobył upragniony tytuł indywidualnego mistrza świata. W 2020 roku dołączy do częstochowskich Lwów jako trzeci zagraniczny filar. Kogo jak kogo, ale zagranicznych zawodników pod Jasną Górą mają świetnych. Wnioskujemy to oczywiście z występów Leona Madsena i Fredrika Lindgrena w minionym sezonie. Trener Cieślak nie raz podkreślał, że chciałby mieć takiego zawodnika jak Jason Doyle. Widać, marzenia się spełniają i to nie tylko w okresie świątecznym. Australijczyk wspominał, że czynnikiem, który będzie miał wpływ na wybór nowego pracodawcy będą juniorzy. Nie chciał jeździć w klubie, w którym wynik trzeba gonić od drugiego wyścigu. Włókniarz w swoich szeregach ma obiecującego Jakuba Miśkowiaka. Szkółka w Częstochowie również rozwija się obiecująco. Srebro Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów jest tego doskonałym dowodem. Jedyną niewiadomą będzie polska formacja, ale na wyroki i sądy przyjdzie czas wiosną.  

Największym marzeniem kibiców oraz dziennikarzy są niekończące się emocje. Okienko transferowe pobudziło apetyty wielu, ale na wiosnę jeszcze trochę poczekamy. Niewątpliwie będzie to ciekawy sezon i jedyny w swoim rodzaju. W końcu, jak to mawiała Wisława Szymborska, “nic nie zdarza się dwa razy.” 

KINGA SYLWESTRZAK