Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Ojciec bohatera wywiadu grał w jednym zespole z legendarnym Bobbym Moore’m. Nic dziwnego zatem, że w młodości Tony McDonald pragnął zostać piłkarzem. Ostatecznie został jednym z najlepszych żużlowych dziennikarzy. Od pół wieku publikuje wywiady z legendami tego sportu, pisze biografie zawodników i prowadzi wydawnictwo. O prywatnych obliczach legend speedwaya, o tym jak napisać dobrą żużlową biografię, czy o tym dlaczego Zenon Plech nie został mistrzem świata w poniższej rozmowie z obecnym redaktorem Speedway Star.

 

Tony, jesteś znany w Polsce jako dziennikarz piszący o historii żużla. Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie tą dyscypliną sportu i kto był Twoim pierwszym idolem?

Urodziłem się w Stepney, we wschodnim Londynie, w kwietniu 1960 roku. Mój ojciec, Terry, był zawodowym piłkarzem, który zaczynał w West Ham United, występując w ich młodzieżowych i rezerwowych drużynach. Grał w jednym zespole z między innymi ikoną reprezentacji Anglii, zdobywcą Pucharu Świata Bobbym Moore’em. Później tato przeniósł się do Leyton Orient. Nadal jest dobrze znany i ciepło wspominany przez fanów tej drużyny, dzięki golom strzelonym przeciwko Liverpoolowi, w dniu moich urodzin, i Manchesterowi United we wrześniu 1962 r. Oczywiście, gdy dorastałem, marzyłem o zostaniu takim piłkarzem jak on, ale jak się okazało nie byłem wystarczająco dobry w kopaniu piłki.

Potem zakochałem się w żużlu. Kiedy mieszkałem w hrabstwie Essex, na obrzeżach wschodniego Londynu, nasz sąsiad, Brian Bond, był fanatykiem żużla. Miał dwie córki i bawiliśmy się razem jako dzieci. W 1970 roku miałem zaledwie 10 lat. Chodziłem do ich domu i kupowałem po drodze dla Briana co tydzień Speedway Star. Brian zabierał nas wieczorami na żużel. Pierwszym spotkaniem na żywo, jakie widziałem, był indywidualny turniej Mike Letch Trophy w Rye House, rozegrany w niedzielę 18 października 1970 roku, który wygrał gwiazdor Ipswich, John Louis. Moimi pierwszymi idolami w dzieciństwie byli Szwedzi – mały Christer Lofqvist, ze względu na swój  spektakularny styl jazdy, i doskonały technik Bengt Jansson. Któregoś wieczoru kupiłem w Hackney chłopięcą kurtkę wyścigową i jeździłem na rowerze po lokalnych ulicach, udając, że jestem właśnie „Bengą” Janssonem! Na przestrzeni lat straciłem kontakt z Brianem Bondem i jego rodziną, ale uwierz, że kiedy w 2004 roku założyłem Retro Speedway, on niespodziewanie zadzwonił do naszego biura i został prenumeratorem obu naszych magazynów, „Backtrack i „Classic Speedway”!

Rok 1972. TonyMcDonald otrzymujący autograf od jednego ze swoich idoli, Boby’ego Younga

Jak długo zajmujesz się dziennikarstwem żużlowym? Pamiętasz pierwszy artykuł napisany przez siebie?

Od 1971 roku co tydzień kupowałem Speedway Star. Dwa lata później kupowałem też Speedway Mail. Kupowałem też każdą nową książkę jaka ukazywała o żużlu. Byłem jak gąbka, chłonąc wszystko, co było dostępne o tym sporcie. Jedynymi przedmiotami, z których szło mi dobrze w szkole było czytanie i pisanie. Jak tylko nadarzyła się okazja, dołączyłem jako asystent redakcyjny do Speedway Mail w wieku lat 18. Redaktor, Ian MacDonald, miał ogromną wiedzę na temat polskiego i wschodnioeuropejskiego żużla, ale właśnie odchodził z redakcji i  żałowałem, że nie mogłem się od niego uczyć. Nie skończyłem studiów dziennikarskich, ani nie zdobyłem żadnych kwalifikacji w tym kierunku. Jestem samoukiem. Im więcej czytasz, tym lepiej będziesz pisać. W dziennikarstwie nie liczy się tylko samo pisanie, ale i pomysły. Z latami przychodziło doświadczenie. Pamiętam, że moje pierwsze artykuły wymagały wielu poprawek. Pracowałem w Speedway Mail przez około czternaście lat, od 1978 do 1992. Moim ostatnim artykułem dla Mail była relacja z wygranej Havelocka w finale światowym we Wrocławiu w 1992 roku. 

Przez wiele lat prowadziłeś również magazyn „Backtrack”, piszący głównie o historii żużla. Skąd w ogóle wzięła się inspiracja do jego założenia?

Po odejściu ze Speedway Mail przez kolejne lata byłem redaktorem i wydawcą wielu magazynów sportowych. Firma, w której przez pewien czas pracowałem wydawała oficjalne miesięczniki dla siedmiu klubów piłkarskiej Premier League z Arsenalem i Manchesterem City na czele. Wydaliśmy także specjalne publikacje na temat krykieta, rugby, hokeja na lodzie, koszykówki i futbolu amerykańskiego. Straciłem w tym okresie mocno kontakt z żużlem. W 1998 roku moja przyszła żona Susie i ja założyliśmy własną firmę o nazwie Football World, ponieważ chciałem wydawać magazyn, który mógłby na rynku konkurować z cieszącym się od dawna wielką popularnością miesięcznikiem World Soccer. Wydaliśmy około 30 wydań Football World Magazine, w tym krótko przetłumaczoną wersję dla polskiego wydawnictwa w Warszawie. Jednak nie mieliśmy wystarczającego zaplecza finansowego i po około czterech latach nie byliśmy w stanie kontynuować działalności. Mieliśmy świetne pomysły, stworzyliśmy wysokiej jakości, błyszczący, kolorowy magazyn, ale w końcu zabrakło nam środków na opłacenie rachunków za druk.

Pewnej niedzieli 2002 roku zabrałem trójkę moich dzieci na tor Rye House Speedway i tam spotkał mnie Peter Lipscombe, współwłaściciel magazynu „Vintage Speedway Magazine” (VSM). Jego redaktor, John Chaplin, miał właśnie odejść z redakcji. Peter zapytał mnie, czy przejmę po nim obowiązki. Był to tylko kwartalnik, więc z łatwością mogłem go wkomponować w mój regularny harmonogram pracy, nadal wydając miesięczniki piłkarskie między innymi dla West Ham, Tottenham Spurs i Birmingham City. Postanowiłem ponownie powrócić do ukochanego żużla. Nowa praca sprawiała mi przyjemność, ale uważałem, że magazyn poświęca zbyt wiele miejsca przedwojennej historii żużla. Wtedy właśnie, na początku 2004 roku, wpadłem na pomysł założenia nowego magazynu, który skupiałby się wyłącznie na złotej erze żużla, czyli latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Tak właśnie narodził się „Backtrack”. W międzyczasie Pete Lipscombe postanowił przejść na emeryturę i wyjechać za granicę, więc przekazał VSM mi i Susie. Nie podobała nam się jednak jego nazwa ponieważ brzmiała „staro”, więc w 2008 roku zmieniliśmy ją na „Classic Speedway”.

Pierwszy numer Classic Speedway, a w nim wywiad z Ivanem Maugerem

Wydawanie magazynu „Backtrack” okazało się początkowo dobrym wyborem. O ile wiem, miał on swoje rzesze czytelników. Dlaczego zniknął po latach z rynku wydawnictw żużlowych?

Pierwszy numer „Backtrack” ukazał się w marcu 2004. Bruce Penhall odwiedził Anglię, aby przeprowadzić z nim sesję pytań i odpowiedzi w Midlands. Zdecydowałem, że dwukrotny mistrz świata będzie naszym pierwszym człowiekiem z okładki i głównym rozmówcą. Wkrótce liczba czytelników każdego numeru naszego dwumiesięcznika sięgała 1500, ale nigdy nie przekroczyła tej liczby, pomimo naszych starań i wszystkich wielkich postaci żużla, z którymi na naszych łamach szczegółowo rozmawialiśmy. Patrząc wstecz, prawdopodobnie powinniśmy byli od pierwszego dnia uczynić go magazynem pełnokolorowym, a nie czarno-białym. Prawdopodobnie popełniliśmy także błąd, umieszczając w każdym numerze zbyt wiele wywiadów. We wrześniu 2022 roku, po 18 latach i 111 numerach, niechętnie podjęliśmy decyzję o zaprzestaniu wydawania obu magazynów. Kłopot w tym, że celowaliśmy w starzejący się rynek – wielu naszych czytelników miało ponad 60 lat, niektórzy ponad 80, a kiedy umierali lub zachorowali, niezwykle trudno było ich zastąpić nowymi. Młodsi czytelnicy historią nie byli zainteresowani. Liczba abonentów obu magazynów spadła do mniej niż 1000, więc sprzedaż spadała. Dawaliśmy sobie z tym radę, ale wymagało to dużo pracy za niewielkie wynagrodzenie. To był właściwy moment, żeby to zakończyć.

Podczas gdy ja zajmowałem się wszystkimi artykułami redakcyjnymi i sporo pisałem, moja żona zajmowała się wszystkimi sprawami administracyjnymi – takimi jak subskrypcje, dystrybucja, płacenie rachunków itp. Stanowiliśmy zgrany wydawniczy zespół – mąż i żona. Ale oboje mamy teraz po 60 lat, a latem 2019 roku, kiedy mieszkaliśmy we Francji, miałem problemy zdrowotne. Przeszedłem łagodny udar i zawał serca. Należało zatem zwolnić. Mniej więcej w czasie, gdy miałem problemy z sercem i udar, miałem też odklejoną siatkówkę i pomimo dwóch operacji całkowicie straciłem wzrok w lewym oku. Chociaż bycie na wpół niewidomym nie przeszkadza mi w pracy, to moje oko męczy się po wielu godzinach pisania i patrzenia na ekran komputera. Drugi problem jest taki, że z jednym sprawnym okiem nie mogę już prowadzić samochodu. Generalnie więc mój entuzjazm wydawniczy odnośnie magazynów osłabł. Nie ukrywam, że byłem rozczarowany, bo myślałem, że zasługujemy na więcej czytelników, niż faktycznie mieliśmy. Byłem też zawiedziony, że więcej byłych zawodników i innych osób, które żyły w okresie boomu speedwaya w latach 70. i 80., nie zostało naszymi stałymi czytelnikami. Myślę, że wielu woli oszczędzać pieniądze i spędzać czas w mediach społecznościowych, głównie na Facebooku, przeglądając mnóstwo treści w stylu retro za darmo. Największym rywalem większości publikacji jest obecnie  internet, ale postępu nie da się zatrzymać. Chcieliśmy przekazać wydawanie obu magazynów praktycznie za darmo, ale pomimo paru spotkań nikt się tego nie podjął.

„Backtrack” miał swoich czytelników w Polsce ?

Niestety nie mieliśmy zbyt wielu abonentów za granicą. Chociaż przeprowadziliśmy wywiady z praktycznie wszystkimi czołowymi polskimi zawodnikami, którzy jeździli w Wielkiej Brytanii w latach 70. i 80, jak Zenek Plech czy Marek Cieślak, to nasz magazyn kupowało tylko kilku Polaków. Muszę tutaj wspomnieć o Romanie Chyle, Polaku, który przeprowadził się do Anglii i którego poznałem na Hackney jeszcze w czasach, gdy w drużynie Hawks startowali jednocześnie Zenon Plech, Roman Jankowski i Andrzej Huszcza. Pan Chyla zawsze był dla nas bardzo pomocny, zbierając informacje i pisząc artykuły. To zabawne, ale powiem Ci, że obecnie bardzo duża grupa Polaków mieszka w tej części wschodniego Londynu, gdzie kiedyś znajdował się tor Hackney . Gdyby lokalna polska społeczność była tam tak silna na przełomie lat 70. i 80., kiedy Plech był u szczytu swojej kariery, wyobrażam sobie, że tłumy na stadionie byłyby znacznie większe!

Przez lata swojej pracy przeprowadziłeś setki wywiadów. Które z nich sprawiły Ci najwięcej satysfakcji, a które z rozmów uważasz za najlepsze?

Zacznę od tego, że dla mnie była to absolutna przyjemność poznać osobiście wielu moich bohaterów z dzieciństwa, mieć szansę zapytać ich o przebieg karier zawodniczych. Warto nadmienić, że wszyscy byli dla mnie bardzo pomocni i chętnie współpracowali. Pamiętam, że kiedyś poleciałem specjalnie do Skandynawii, aby przeprowadzić wywiad z Andersem Michankiem w jego domu, na pięknej małej wyspie w Szwecji. Anders zabrał mnie wtedy swoją łódką do znakomitej restauracji na lunch. Miałem „dostęp” do prywatnych domów Ole Olsena i Erika Gundersena w Danii, a także do tak wielkich postaci żużla, jak Ivan Mauger, Peter Collins czy Hans Nielsen. Kiedy pojechałem do Ole, to nie mógł zrozumieć, dlaczego w ogóle chcę przeprowadzić z nim wywiad. Kiedy na początku rozmawialiśmy przez telefon, powiedział, że ludzie nie będą zainteresowani czytaniem o jego przeszłości. – Kogo dziś obchodzi Tony, co ja zrobiłem w 1971 roku? Myślę tylko o przyszłości – powiedział. Ostatecznie jednak udało mi się go przekonać, że się myli. Na koniec rozmowy powiedział: „No cóż, jeśli uważasz, że warto, możesz mnie odwiedzić tutaj, w Danii”. Tak zrobiłem. Jego żona Ulla podała nam wszystkim pysznego marynowanego śledzia na lunch po tym, jak Ole i ja rozmawialiśmy przez godziny w jego biurze.

Z kolei Erik Gundersen zabrał mnie na lunch w pobliżu swojego duńskiego domu, a potem do późna w nocy piliśmy u niego piwo, kontynuując żużlowe wspomnienia. Bardzo otwarcie mówił wtedy o wypadku, który w 1989 roku zakończył jego błyskotliwą karierę. Przy pierwszym wywiadzie Peter Collins odebrał mnie swoją niebieską furgonetką z najbliższej stacji kolejowej, kiedy odwiedzałem jego dom w Cheshire. Później robiłem to wielokrotnie. Barry Briggs zrobił to samo, kiedy pojechałem do jego domu w Surrey. Jako wielki fan Petera Collinsa, to on był prawdopodobnie moim ulubionym rozmówcą wszechczasów. Był podczas kariery tak spektakularny i ekscytujący, że oglądało się go z wielką przyjemnością. Byłem w Katowicach, w 1976 roku, i widziałem jak zdobywa tytuł mistrza świata. Pojechałem tam z firmą turystyczną, która wyczarterowała wtedy własny pociąg, który przewiózł około 800 brytyjskich fanów z Londynu do Chorzowa przez Berlin Zachodni. W dniu finału miałem na koszulce biało-niebiesko-żółtą rozetkę Zenona Plecha. Przyznam, że chciałem, aby polski „cudowny chłopiec” zdobył tytuł, ale po wywalczeniu złota przez Collinsa byłem równie szczęśliwy. Mój bohater z Hackney, Zenon Plech, odebrał mnie z lotniska w Gdańsku, kiedy przyleciałem, aby przeprowadzić z nim wywiad w 2012 roku. Zenon był jednym z najbardziej przyjaznych facetów, jakich można było  w żużlu spotkać. Obwiózł mnie po Gdańsku, pokazując wszystkie zabytki, potem załatwił mi hotel i zjedliśmy razem kolację. Był niezwykle przyjaznym, bardzo skromnym człowiekiem. Byłem bardzo podekscytowany, kiedy następnego dnia zabrał mnie na żużel w Gdańsku, abym obejrzał mecz Ekstraligi – jedyny, jaki kiedykolwiek widziałem. Bardzo miło było widzieć, jak fani, obecni żużlowcy i działacze traktują go z wielkim szacunkiem. Przed meczem godzinami rozmawialiśmy w klubowym biurze o jego karierze. Cały materiał ukazał się w formie wywiadu na DVD. 

Rok 1976. Dworzec PKP w Katowicach. TonyMcDonald i angielscy kibice w drodze na chorzowski finał IMŚ

Czy nie uważasz, że byli żużlowcy po latach od zakończenia swoich karier są lepszym materiałem do rozmów niż w ich trakcie? Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. 

Dokładnie tak jest. Masz rację. To jednak dotyczy chyba nie tylko żużlowców. Myślę, że może wiek sprawia, że nabywa się mądrości i inaczej patrzy na pewne rzeczy. Obecnie z aktualnymi  zawodnikami rozmawia się dużo trudniej. Są znacznie bardziej powściągliwi w tym, co mówią mediom i niechętnie wyrażają otwarcie  swoje myśli, a to sprawia, że ​​wiele wywiadów jest obecnie bardzo przewidywalnych i nudnych. Dziwią mnie bardzo obecne tajemnice. Pytasz zawodnika kto jest Twoim tunerem, a odpowiedź: „tajemnica”. Mam wrażenie jakby żyli jeszcze w komunistycznym reżimie i wszyscy mają podpisany papier o zachowaniu tajemnicy służbowej. Po co to robią? Jak żużel przetrwa, a oni nie zmienią podejścia, to za dwie, trzy dekady nikt nie będzie sobie zawracał głowy, aby robić z nimi jakieś wywiady. 

Jak docierasz do rozmówców, którzy startowali przed wieloma laty? Nie masz z tym problemu? Czy ktoś z jakiegoś powodu odmówił udzielenia wywiadu?

Od wielu lat, co może wydać się dziwne, przechowuję książki telefoniczne czy notatniki. Bywają pomocne. Dobrym sposobem na łapanie kontaktów jest również obecnie Facebook. Jedynym zawodnikiem, który odmówił mi wywiadu był nie kto inny jak Ivan Mauger. To było w 1980 roku jak mu nie poszło w eliminacjach światowych. To była niedziela i musiałem go złapać, aby oddać materiał do poniedziałku, aby się ukazał w najnowszym numerze Speedway Mail. Podszedłem do niego po zawodach, kiedy pakował sprzęt do samochodu, poprosiłem o rozmowę, ale odmówił. Przyznam, że rozumiałem, bo właśnie po raz pierwszy od piętnastu lat nie zakwalifikował się do finału światowego. Jak to mówią, w życiu zawsze spotykasz się dwa razy. W 1985 roku, kiedy organizował pożegnalne spotkania zadzwonił i grzecznie poprosił o pomoc w promocji spotkania. O tym, co było przed pięcioma laty zapomnieliśmy. Od tamtej pory doskonale się dogadywaliśmy. Kiedy w 2005 roku robiłem z nim materiał dla „Backtrack” to spotkaliśmy się dokładnie naprzeciwko stadionu Wimbledonu, gdzie przecież zaczynał w Anglii jako nowicjusz w 1957 roku. Mam zdjęcie, na którym są Barry Briggs, Ronnie Moore oraz Nowozelandczyk Mardon. Miałem swego czasu na nim podpisy dwóch pierwszych. Ivan zaproponował, że zabierze zdjęcie do Australii i jak spotka się z Mardonem, to da mu do podpisania. Wiesz co? Ivan zdjęcie odesłał, ale nie zapomniał włożyć do koperty długopisu, który mu dałem. Zależało mi, aby wszystkie podpisy były jednakowe. Nie musiał tego robić, ale jak się okazuje, Ivan doceniał tradycję i dbanie o historię żużla.

Rok 2007 TonyMcDonald i Malcolm Simmons po premierze kontrowersyjnej autobiografii

Tony, z jakimi polskimi zawodnikami miałeś okazję rozmawiać?

Paru ich było, ale jak już Ci mówiłem, moim numerem jeden był i pozostanie do końca Zenon Plech. Zrobiłem z nim bardzo osobistą rozmowę, w której opowiada o wielu nieznanych faktach czy tragicznym odejściu swojego przyjaciela Eddiego Jancarza w 1993 roku. Powiem Ci, że gdyby PZM pozwolił Plechowi na wcześniejsze starty w Anglii, w 1973 roku, to uważam że na pewno  zostałby mistrzem świata. On za późno trafił do Anglii. W 1976 roku jechałem razem z Zenonem na mecz do Belle Vue. Podróż trwała trzy godziny, a Zenon przespał twardo całą drogę skulony na tylnym siedzeniu. Przed samym meczem wraz z Peterem Collinsem, Chrisem Mortonem jeździli i zderzali się jak dzieciaki samochodzikami w wesołym miasteczku. Dzisiaj takie historie są nie do pomyślenia.

Jako specjalista od wywiadów, pewnie udzielisz młodym adeptom dziennikarstwa paru rad na temat tego, jak zrobić dobry wywiad…

Możemy spróbować (śmiech -dop.red.). Na pewno trzeba mieć dobre przygotowanie merytoryczne i tym samym znać jak najwięcej faktów o rozmówcy. Podstawa dobrej rozmowy to sztuka słuchania i umiejętność nieprzerywania. Jak słuchasz, nie myśl nigdy o następnym pytaniu. Generalnie należy być jak najlepiej przygotowanym i każdemu okazywać szacunek. Jeśli ktoś ci mówi o członkach rodziny, zapytaj o ich imiona. Mnie strasznie denerwuje jak ktoś pózniej notorycznie pisze: jego mama, jego tata, bez imion. No i podstawa całej sprawy. Najtrudniejsze pytania na koniec. Inaczej może być tak, że rozmowa się skończy zanim się tak naprawdę zacznie. Nie ma dobrego materiału bez dobrego przygotowania. Jak tego ostatniego nie masz, to jak mówi Ole Olsen, bez przygotowania jesteś przygotowany, ale na porażkę. 

Najbardziej zaskakująca historia, jaką usłyszałeś od swojego  rozmówcy, a o której wcześniej nie miałeś pojęcia?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ przez prawie pół wieku przeprowadziłem wywiady z bardzo wieloma osobami. Dla mnie  zawsze ciekawie jest przeprowadzać wywiad z kimś po raz pierwszy, ponieważ spora część z tego, co mówi, to prawdopodobnie rzeczy, których wcześniej jeszcze nie słyszałem.

Rok 1984 TonyMcDonald w rozmowie z Simonem Wiggiem po finale Drużynowych Mistrzostw Świata na torze w Lesznie.

Zgadzasz się z teorią, że kibice nadal cenią sobie czytanie o historii żużla?

Z pewnością tak. Z własnego doświadczenia oraz z tego, co obecnie widzę i czytam w internecie, oczywiste jest, że szczególnie lata 70. i 80. zajmują szczególne miejsce w sercach brytyjskich fanów żużla. Nie wiem jak jest w Polsce. Myślę, że polscy kibice najbardziej cenią sobie erę postkomunistyczną, kiedy żużel eksplodował i w Polsce pojawiały się światowe gwiazdy.  

Jesteś także autorem wielu książek o żużlu. Kiedy ukazała się pierwsza część i o czym była?

Pierwszą książką, opublikowaną przez Retro Speedway – a od 2005 roku wydaliśmy ich około 20 – były wyznania promotora żużla autorstwa Johna Berry’ego, byłego managera Ipswich i Anglii, który zmarł na atak serca w 2012 roku. Przez siedem lat Berry był naszym głównym felietonistą w „Backtrack” i już na początku naszej współpracy zwrócił się do nas z pomysłem opublikowania historii swojego życia i tym właśnie są „Wyznania”. John był inteligentnym człowiekiem i dobrym pisarzem, ale nie wszyscy go lubili. Potrafił zjadliwie krytykować osoby, których nie lubił i nie szanował. Zawsze mówił jak było. Każdy, kto go znał, nawet ci, którzy go nienawidzili, z pewnością uznają jego zdolności jako jednego z najlepszych i odnoszących największe sukcesy promotorów w Wielkiej Brytanii. O ile pamiętam, ​​pierwsza książka Johna sprzedała się w liczbie około 4000 egzemplarzy, z czego wszyscy byliśmy zadowoleni.

Która z Twoich książek jest według Ciebie najlepsza i dlaczego? Biografia Simona Wigga?

To nie ja, to inni mają ocenić, która książka jest ich zdaniem najlepsza. Ta, która sprzedała się najlepiej, zebrała najlepsze recenzje i wzbudziła największą reakcję wśród czytelników to „Tragedia: Kenny Carter”, którą napisałem i opublikowałem w 2007 roku. Była to książka najtrudniejsza do napisania ze względu na delikatny charakter tej straszliwie tragicznej książki. To tak naprawdę, jak wiesz, opowieść o niepotrzebnej i brutalnej stracie dwójki młodych istnień. W niektóre noce podczas jej pisania nie mogłem spać. Specjalnie też pojechałem  do Halifaxu w zachodnim Yorkshire, gdzie urodzili się i wychowali Kenny i Pam, jego żona, aby naprawdę poczuć to miejsce. Widziałem gospodarstwo wiejskie w  Bradshaw, gdzie w maju 1986 r. miała miejsce podwójna strzelanina, i odwiedziłem grób w pobliskim kościele, gdzie razem pochowano Kenny’ego i jego biedną Pam. Wydrukowaliśmy dwa wydania tej książki i oba zostały wyprzedane, a część dochodu przekazaliśmy dwóm osieroconym dzieciom pary, które obecnie mają po 40 lat.

Jeśli ktoś nadal chce przeczytać tę historię (tylko w języku angielskim), nadal można ją pobrać tutaj.

O wiele przyjemniejszą do napisania książką była dla mnie autobiografia Malcolma Simmonsa, zatytułowana „Simmo: The Whole Truth”. Założyłem sobie, że pomogę byłemu zawodnikowi w opowiedzeniu jego historii życia tylko wtedy, gdy będzie gotowy być ze sobą kompletnie  szczery, a „Simmo” z pewnością taki był. Po raz pierwszy przyznał się do wielu rzeczy, w tym do ustawiania wyścigów podczas meczów. Książkę „Simmo” można również pobrać na stronie SIMMO: The Whole Truth eBook: Simmons, Malcolm, McDonald, Tony: Amazon.co.uk: Kindle Store. Michael Lee również brutalnie szczerze przyznał się do swojego zaangażowania w narkotyki, co doprowadziło do pobytu w więzieniu, w autoryzowanej biografii zatytułowanej „Back From The Brink”. „Mike the Bike” pozwolił mi rozmawiać z kimkolwiek chciałem o jego przeszłości, w tym z obojgiem rodziców i jego ówczesną partnerką. Oprócz tego, że był świetnym jeźdźcem, Mike jest także wbrew opiniom dobrym facetem. Lubię go. Dzięki niemu napisanie jego historii było dla mnie bardzo łatwe, ponieważ dał mi całkowitą swobodę pisania tego, co chcę o nim, bez względu na to, jak źle to wyglądało. Nie próbował nikomu uniemożliwiać wypowiadania się na jego temat, nawet swoim najostrzejszym krytykom. To bardzo szczera opowieść o jego ciekawym i burzliwym życiu.

Nie uważam naszej książki Simona Wigga za jedną z naszych najlepszych po prostu dlatego, że jest ona niekompletna. Oryginalny autor zaczął nad nią pracować z Simonem, ale nigdy nie nagrał na taśmę całej kariery i historii życia. Simon niestety zmarł w 2000 roku, więc historia opisana słowami Simona sięga tylko tak daleko, jak było to możliwe na podstawie nagrań. Uzupełniliśmy ją, dodając wywiady z przyjaciółmi Wiggy’ego, dawnymi rywalami i innymi osobami, które dobrze go znały. Tym, co czyni tę książkę wyjątkowym, jest na pewno  bolesny rozdział napisany przez wdowę po nim, Charlie, która była dla nas bardzo pomocna. Biografia Wigga generalnie była ok, została wyprzedana, ale dla mnie nie jest taka jaka być powinna. Nasza najnowsza książka, która ukazała się w 2022 roku, to autobiografia Petera Collinsa. Był ostatnim z prawdziwych mistrzów złotej ery światowego żużla lat 70. i 80., który nie napisał historii swojego życia, więc byliśmy zachwyceni, gdy się z nami skontaktował i poprosił nas o opublikowanie tego w jego imieniu i poprosił mnie o współpracę. Zainwestowaliśmy dużo pieniędzy w ten projekt, ponieważ jest w całości kolorowy, koszt druku był bardzo wysoki. Książka jest tak obszerna, bo Peterowi zależało, aby znalazło się w niej jak najwięcej  szczegółów. Uwierz mi Łukasz, ja musiałem powstrzymywać Petera od pisania i chęci dodawania kolejnych rzeczy.

Okładka biografii Kenny’ego Cartera

Która pozycja sprawiła Ci najwięcej problemów pod względem gromadzenia materiałów i czasu pisania?

Zwykle udaje mi się napisać książkę w ciągu około sześciu miesięcy, przy jednoczesnym wykonywaniu wszystkich moich codziennych obowiązków. Przez około trzy dni w tygodniu jestem zajęty pracą dla Speedway Star. W przypadku książki pierwszym zadaniem jest zgromadzenie materiałów, a następnie przeprowadzenie wywiadu z bohaterem. W przypadku Petera Collinsa oznaczało to dwanaście  oddzielnych wizyt w jego domu na sesje nagraniowe. To było dość intensywny okres. Wszystko zajęło mi dziewięć miesięcy. Jednak dla mnie praca nie kończy się wraz z publikacją książki. Potem mamy podpisywanie książek, a Peter i ja jeździliśmy po całym kraju, Następnie jest marketing i promocja we wszystkich mediach społecznościowych, co robię już ja sam. Nie ma sensu spędzać większości roku na publikowaniu książki, a potem nie zawracać sobie głowy jej odpowiednim promowaniem. Wielu leniwych autorów po prostu pozostawia wydawcy wykonanie tej ważnej pracy. W tym właśnie punkcie Retro Speedway ma przewagę nad innymi wydawcami, którzy mogą być znacznie więksi od nas, ale nie znają i nie rozumieją żużla i tym samym nie wiedzą jak najlepiej dotrzeć do potencjalnych czytelników.

Czy masz pomysły na nowe książki, a może właśnie pracujesz nad jakąś?

Kocham książki, kolekcjonuję je i dużo czytam. Biografie sportowe i kryminały to moje ulubione pozycje. Chciałabym kiedyś napisać kryminał, ale zajęłoby mi to sporo czasu, a poza tym tak sobie niekiedy myślę, że chyba nie mam do tego zdolności. Lubię myśleć, że znam się na tym co robię, czyli na rozmowach z ludźmi. Pisarzem wybitnym chyba nie jestem. Mam kilka pomysłów na kolejne książki o żużlu. Jedną z nich, nad którą już zacząłem pracować, są największe kontrowersje w historii tego sportu. Jest wiele do napisania ponieważ przez dekady wydarzyło się wiele szalonych rzeczy, które trafiły na pierwsze strony gazet. Kolejną książką, którą mam na myśli, to pozycja z cytatami żużlowymi – zbiór najciekawszych, kontrowersyjnych, a czasem bzdurnych rzeczy, które powiedzieli zawodnicy, promotorzy, menadżerowie zespołów czy dziennikarze. Lubię czytać cytaty przypisywane sławnym osobom, a zbioru żużlowych cytatów jeszcze nie widziałem.

Zapowiedź wywiadu Tony’ego McDonalda na łamach ActionReplay z legendą futbolu, Georgem Bestem

Czy w Anglii można zarabiać na książkach żużlowych?

Jeśli w ogóle. to niewiele. Ci, którzy piszą książki o żużlu w Wielkiej Brytanii, robią to z miłości. My w Retro Speedway musimy robić to jako biznes. Dlatego nie zgodzilibyśmy się na publikację książki, która nie sprzedałaby się w nakładzie co najmniej 2000 egzemplarzy. Kilka osób – byłych zawodników i promotorów – zwróciło się do nas z propozycją pracy nad książką o ich karierach, ale odrzuciliśmy je, ponieważ po prostu nie odniosłoby sukcesu finansowego. Nie mogę sobie pozwolić na marnowanie czasu nad rzeczami, które nie wypalą.

Są tacy zawodnicy, z którymi nie udało Ci się porozmawiać i wciąż „czekają” w „kolejce”?

Od czasu zamknięcia naszych dwóch magazynów w 2022 r. nie musiałem przeprowadzać już wywiadów z żadnymi byłymi zawodnikami. Dwóch najważniejszych zawodników, których przegapiliśmy jeśli chodzi o wywiady, to Tommy Knudsen i Per Jonsson. Szkoda, że ​​nigdy nie trafiły ich historie do „Backtrack”.

Pytanie na koniec. Są zawodnicy, którzy lubią poczytać o historii sportu, który uprawiają czy uprawiali?

Osobiście chciałbym, żeby wszyscy lubili, ale co zrozumiałe dla sporej części to praca, czyli coś, co robią lub robili, aby mieć pieniądze. Są jednak tacy, którzy naprawdę lubią. Największy z nich to nie kto inny jak Peter Collins. Peter ma raczej wszystkie programy meczowe Belle Vue od 1928 roku i kolekcję ponad stu motocykli. Historię żużla lubił również Ivan Mauger. Moje wydawnictwa prenumerował Jason Crump. Historia to ważna rzecz i powinno się ją pielęgnować. Macie w Polsce muzeum żużla? Jeśli nie, uważam, że przy popularności tego sportu w Polsce takowe, z prawdziwego zdarzenia powinno powstać, z kolekcjami motocykli, plastronów, kevlarów itd. Gdyby je umieścić na stadionie, gdzie jest rozgrywana runda Grand Prix, to przy jej okazji byłoby odwiedzane przez kibiców z całego świata. 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również i serdecznie pozdrawiam wszystkich kibiców żużla.

Więcej informacji o historii i publikacjach TonyMcDonalda tutaj