lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Tomasz Gaszyński w teamie Jasona Doyle’a?

Wieloletni menedżer Tomasza Golloba rozmawiał na temat współpracy z australijskim mistrzem świata.

Po ostatnim sezonie dość spory ruch zapanował na transferowej giełdzie mechaników i menedżerów. Nowe porządki w swoich boksach postanowili m.in. zaprowadzić Fredrik Lindgren i Jason Doyle. Zespół Australijczyka od pięciu lat współtworzyli Dave Haynes i Johno Birks. Do niedawna jeszcze był to zespół zgrany, dobrany i efektywny, czego efektem wspólna wspinaczka na szczyt świata w 2017 roku. Zresztą, gdyby nie toruński karambol w 2016 roku, wyszłyby dwa tytuły IMŚ.

W listopadzie Doyle podziękował jednak obu kompanom za owocną współpracę, czym dał niejako do zrozumienia, że bycie którymś tam numerkiem w światowym rankingu niespecjalnie go interesuje. Że znów chciałby smakować tego, co najsłodsze. Zaczął zatem budować całkiem nowe otoczenie najbliższych współpracowników i wiemy, że ostatnio mocno negocjował z Tomaszem Gaszyńskim, w środowisku osobą świetnie znaną. To wieloletni menedżer Tomasza Golloba, z którym święcił największe triumfy z indywidualnym mistrzostwem świata włącznie. W minionym roku Gaszyński zaistniał również, przez moment, jako potencjalny menedżer MrGarden GKM-u Grudziądz, jednak z tego pomysłu szybko się wycofano.

Czy Gaszyński i Doyle dobili targu? Najbliższy czas pokaże. Pewne jest jedno – że rola menedżera inna była jeszcze kilkanaście czy kilka lat temu, a inna jest dziś, gdy rezerwacje lotów i hoteli można załatwić w kilka minut przez internet. Ale to tylko część obowiązków. Gdy chodzi o oficjalne informacje, dodajmy, że doświadczony Dave Haynes będzie teraz wspierał Denisa Zielińskiego, młodzieżowca GKM-u.

FOT. DENIS ZIELIŃSKI FANPAGE

 – Zawodnicy albo zmieniają klub, albo mechaników właśnie. I z własnego doświadczenia wiem, że to zawodnik jest szefem, a mechanik pracobiorcą. Owszem, rodzi się też jakaś bliższa relacja, nawet forma przyjaźni. Ale forma, nie przyjaźń w dosłownym tego słowa znaczeniu – mówił nam niedawno Dariusz Sajdak, który jako mechanik właśnie święcił dwa mistrzowskie tytuły z Tonym Rickardssonem i dwa z Jasonem Crumpem. Z oboma championami przeżywał też mniej udane sezony po złocie. Roboty łatwej mieć nie mógł, w końcu obcował na co dzień z dwójką agresorów, dla których liczyło się jedno – numerek jeden. Bo, jak powszechnie wiadomo, drugi to pierwszy przegrany. Ci najwięksi z takiego właśnie założenia wychodzili. Nie katowali się jazdą po czterdziestce, lecz kończyli w chwili, gdy poczuli, że zaczyna brakować ułamka determinacji w ambicjonalnej, egoistycznej gonitwie po to, co się świeci. Po złoto.

– Ja zawsze powtarzam: „Poczekaj aż stopnieje śnieg, bo może się okazać, że te silniki, które wcześniej ci nie pasowały, będą po zimie najlepsze na świecie” – dodawał Sajdak.

Nielogiczne? Sensowne jak najbardziej. 

Wojciech Koerber

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.