lotto partner główny serwisu
wt. Maj 21, 2019

Zdjęcie: fb/richardsonracing

To już 7 lat…

13 maja 2012 roku… niby dzień jak każdy inny, ale jednak nie dla kibiców żużla. W tym dniu Lee Richardson brał udział w swoim ostatnim wyścigu w życiu…

W sezonie 2012 “Rico” był (ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że mówimy o Nim w czasie przeszłym) zawodnikiem klubu z Rzeszowa. Wtedy właśnie pojechał z drużyną do Wrocławia na mecz ligowy. Niestety, jak już dzisiaj wiemy, 3. bieg z tego spotkania zakończył się tragicznie…

Gdy napłynęła wiadomość z wrocławskiego szpitala, chyba nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Żużlowy świat był po prostu w szoku. Lee był znakomitym zawodnikiem, ale przede wszystkim bardzo sympatycznym facetem.

Z tej strony chciałbym go dzisiaj troszkę przypomnieć, choć nie sądzę, by jakikolwiek kibic zapomniał “Rico”, bo to chyba po prostu niemożliwe. Brytyjczyk miał w sobie to coś, co sprawiało, że był po prostu bardzo lubiany.

Choć w sporcie różnie bywało, to jednak Lee zawsze miał czas dla kibiców czy dziennikarzy i właśnie z takiego zachowania zapamiętali go chyba wszyscy.

Pamiętam, gdy rozmawialiśmy przed sezonem 2012 – “Rico” przyznał, że zastanawiał się w zimie czy zostać w Rzeszowie, ale stwierdził, iż ostatni rok (2011 dop. aut.) nie był dla niego udany i jest coś winien rzeszowskim kibicom i działaczom.

Bardzo zależało mu, by się zrehabilitować. Niestety, wypadek we Wrocławiu przerwał karierę i życie Lee Richardsona. Miał zaledwie 33 lata…

MICHAŁ CZAJKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.