Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

To jest dobry trener, tylko wyników nie ma. A siatkarek mi nie żal

Przemysław Sierakowski, autor tekstu

Jeszcze nie ucichły echa porażki naszych siatkarek w półfinale kwalifikacji olimpijskich, a już zdecydowana większość kibiców opłakuje, współczuje i pociesza, że przecież za cztery lata nowa szansa. A ja im nie współczuję. W sporcie zawodowym liczy się wyłącznie tu i teraz. Nie ma drugiej, piątej, czy dziesiątej szansy. Albo potrafisz wykorzystać nadarzającą się sposobność, albo nie masz prawa mienić się zawodowcem. Amatorstwo, to tyle co profesjonalizm wykonywany z pasji, zamiłowania i tylko dla satysfakcji. To co nasze panie odstawiły w holenderskim Apeldoorn, podczas spotkania z Turcją, to była czysta amatorszczyzna. Nie chciały i nie umiały wygrać, to i przegrały. Mnie ich nie żal.

Kiedy Hubert Jerzy Wagner, trener z dorobkiem i charyzmą, zwany w środowisku „Katem”, nie bez przyczyny, jechał z drużyną na igrzyska do Montrealu, buńczucznie i odważnie, bez ogródek, zapowiadał: „Interesuje mnie tylko złoto”. I owo złoto zdobył, po finałowym, zwycięskim boju z ekipą ZSRR. Do dziś, mimo że byłem wówczas dzieckiem, pamiętam jak cała Polska nie spała, czekając na finał. Pokonać „Ruskich”, to było w tamtym czasie, jak wygrać Bitwę Warszawską 1920 roku. Do tego stawką olimpijskie złoto. Cóż to były za emocje! Zacięty, pięciosetowy horror i na koniec triumf „mistrzów piątego seta”, jak mówiono o naszej ekipie. I ten dudniący w uszach, emocjonalny krzyk telewizyjnego sprawozdawcy, przy ostatniej akcji meczu: „Czernyszow, aut, aut! (…) Wagner. Ten szarlatan. Powiedział interesuje mnie tylko złoto”.

Oj działo się wtedy. Nie dość, że nasi wygrali igrzyska, to jeszcze dokopali sowietom.

Wiele lat później było bardzo podobnie. Gdy Andrzej Niemczyk wybierał się z kobiecą reprezentacją, na poziomie zbliżonym do współczesnej, miał odwagę głośno i kategorycznie zapowiedzieć: „Jadę naprawić to, co spieprzyłem poprzednio”. Za nic miał krytykę i nieprzychylne komentarze. Ta pewność siebie i przekonanie o własnej wartości udzielały się drużynie. Ani jedna podopieczna Niemczyka nie ośmieliła się „wyskoczyć” z proroctwami w rodzaju „a zobaczymy, a spróbujemy, a powalczymy” i takimi tam oznakami niepewności i niewiary. Niemczyk był pewny swego i tego na co stać nasze późniejsze „złotka”. Miał charyzmę, warsztat i dorobek, zaś ową wrodzoną bezkompromisowością roztaczał wokół aurę pewnego i nieugiętego fachowca, którego nie sposób okpić. To dodawało skrzydeł naszym dziewczynom i żadnej nie przyszło do głowy grymaszenie, czy pisanie listów. Musiały się podporządkować. Były przy tym spokojne i opanowane, a wiarę w siebie przenosiły potem na parkiet, wygrywając tytuł i rozpętując w Polsce swoistą „złotkomanię”. A trener? Do przyjemniaczków nie należał. Miał jednak wiedzę, doświadczenie i praktykę, poparte wynikami podopiecznych. Czym od tej dwójki różni się obecny coach Jacek Nawrocki? Zdecydowanie brakiem charyzmy. Jak mawiał nieodżałowany Kazimierz Górski, trener piłkarskiej reprezentacji mistrzów olimpijskich i trzeciej drużyny świata: „To jest dobry trener, tylko wyników nie ma”.

Nawrocki jadąc do Apeldoorn mocno asekurował się w mediach. Mamy potencjał. Powalczymy, ale rywalki mocne i takie tam. Trochę jak dziewica przed pierwszym razem, co to i chciałaby i się boi. Do tego konflikt w kadrze tuż przed. Nie rozstrzygam kto miał rację, nie znam podłoża, ale sam fakt, że do buntu doszło, stanowi kolejny dowód braku cech przywódczych u trenera. Kto chce rządzić ludźmi, winien sprawić, by podążali za nim, nie zaś gnać ich batem przed sobą, jak mawiał francuski filozof Montesquieu. Tego Nawrocki nie umiał osiągnąć i wzorem byłego prezesa żużlowego klubu z Rzeszowa o tym samym nazwisku, doprowadził ostatecznie do katastrofy. Czym innym bowiem przerżnąć 0:3 bez powąchania szansy, a czym innym zupełnie oddać wygrane spotkanie po tie-breaku.

W spotkaniu z Turczynkami Polki miały wszystko podane na tacy. Znakomity początek i wysoko wygrany inauguracyjny set. Wychodziło wszystko. Zagrywka, atak, nawet kiwki. Nerwy u przeciwniczek. Mocny, pewny zespół natychmiast wykorzystałby okazję i bezwzględnie, z zimną krwią dobił zranione rywalki. U nas w drugiej partii plaża i „haj lajf”, bo teraz to “samo” się wygra i zdziwienie, że trzeba trzymać wysoki poziom, bo Turczynki nie zamierzały się położyć. Nim się nasze połapały, role już zdążyły się odwrócić. Teraz to podopieczne Giovanniego Guidettiego przejęły kontrolę. One miały już w tym turnieju wcześniej wszystko. Od porażki z Niemkami, po zwycięską pięciosetówkę z Belgią o pozostanie w grze. Polki podały im rękę w tym secie, więc natychmiast skorzystały, mimo iż nie był to najdoskonalszy mecz w ich wykonaniu. Nasz trener także nie pomógł dziewczynom. Grał schematem. Kiedy było już po secie, w końcówce, przy przesądzonym wyniku, dopiero „odważył” się wpuścić rezerwowe. Nie po to, by odwrócić losy rywalizacji, tylko po to, by podstawowe zawodniczki złapały oddech. Zmienniczki pograły dość długo punkt za punkt i w zasadzie na tym epizodzie zakończyły udział w spotkaniu.

Dalsze rotacje w kolejnych odsłonach były najwyżej symboliczne. Zatem schemat, a można było reagować i wcześniej i skuteczniej i nieszablonowo, jak choćby włoski trener Turczynek w czwartej partii, ale też w zasadzie przez całe spotkanie. Trzecia partia to dobry, wyrównany początek, powrót do własnej gry i znakomity środek seta, a potem paraliż w końcówce i trwonienie wcześniejszego dorobku. Zbyt łatwe trwonienie. Szczęście, że topniejącą przewagę udało się dowieźć, dzięki video weryfikacji, bo przy grze na przewagi mogło być i pewnie byłoby odwrotnie. Strach, panika, niepewność, to rzucało się w oczy po naszej stronie w końcówce seta. Tak na parkiecie, jak na ławce. Wreszcie czwarta, decydująca odsłona, wydawała się pod kontrolą naszych, aż do… końcówki. I tu znowu. Zamiast zimnej kalkulacji, spokojnej głowy, sprytu, polotu i bezwzględnego dobicia krwawiących rywalek – miękkie nogi, sztywne ręce, strach i panika w oczach. Paraliżujący strach. Nie szło od początku dotychczasowej liderce Smarzek-Godek, a mimo to dostawała większość piłek, nie udźwignęła roli przywódczyni młoda Stysiak, wzorem Małgosi Glinki wiele lat wcześniej, dostarczanie piłki przy zagrywce, brak odbioru, wymuszone akcje i znowu podajemy rękę przeciwniczkom, a te mimo słabej gry jak na ich poziom i możliwości, skwapliwie z prezentu korzystają. Nie same. W trakcie całego spotkania bardzo pomaga trener. Wszelkimi metodami. Kłóci się z sędziami, gestykuluje, głośno komentuje wydarzenia, bierze czasy, weryfikacje w oczywiście przegranych sytuacjach, rotuje składem, wszystko, by pomóc zespołowi i wybić Polki z dobrego rytmu. U profesjonalistek takie postępowanie wywołałoby najwyżej uśmiech politowania. U naszych doprowadziło do panicznego strachu, przerażenia i stresu. O taki efekt chodziło Guidettiemu. Stary lis wiedział, co robi. Do tego potrafił potrząsnąć swoimi jak należy podczas czasów i nie używał parlamentarnych określeń. Ten cel osiągnął jak wytrawny gracz. A Nawrocki? Sparaliżowany obawą przed ogromną szansą, jak cały zespół, tylko się temu bezszelestnie przyglądał. Kilka piłek meczowych w górze dla Polski i wszystkie praktycznie do zmęczonej ciągłymi atakami i wciąż nieskutecznej Malwiny. Z ławki cisza. Żadnej sensownej podpowiedzi, pobudzenia, pomysłu. Żadnej próby gry przez środek, kiwki z drugiej piłki, przeniesienia ataku.

Turczynki do Smarzek skakały niemal w ciemno podwójnym blokiem. Totalna niemoc po naszej stronie siatki. To musiało skończyć się klęską. Jeśli podają ci przeciwnika na tacy, a ty nie chcesz bądź nie umiesz wziąć co swoje, to nie ma się co dziwić skutkom. Ostatni set wyraźnie dla przeciwniczek, znowu po tym jak odjechały w końcówce. I znowu brak choćby próby pomocy z ławki. Chaos. Kolejny etap katastrofy w wygranym, a jednak ostatecznie przegranym spotkaniu. Polska – Turcja 2:3. Nawrocki vs Guidetti 0:3.

Mnie trenera nie żal. Nie żal mi też dziewczyn. Skoro potrafiły rozpętać epistolograficzną burzę tuż przed wyjazdem, a potem zwiesiły głowy i grzecznie pojechały na turniej z rzekomo złym i niechcianym szkoleniowcem, to kogo tu żałować? Pokazały w ten sposób swą niedojrzałość co najwyżej. Niedojrzałość do sukcesu. Profesjonalizm nie polega na gorzkich żalach i wylewaniu krokodylich łez po porażce. Wie o tym Giovanni Guidetti, szkoleniowiec Turczynek. On ten turniej rozegrał po mistrzowsku, deklasując w finale Niemki, którym wcześniej uległ. Deklasując, mimo słabej obiektywnie, formy własnego zespołu. Jednak w najważniejszych momentach batalii, z Belgią, Polską, a na koniec Niemkami pomógł przełamać niemoc. Tu górą i to bez najmniejszych złudzeń, stary lis. I to on jedzie do Tokio, bo zwyczajnie ten wyjazd sobie i ekipie wypracował. Bo potrafił „przyaktorzyć” kiedy nie szło, opieprzyć kiedy zasłużyły i wstrząsnąć gdy zawalały.

Tego cwaniactwa zabrakło u nas. Na parkiecie i na ławce. Wyrachowania i instynktu mordercy. A opowieści, że za 4 lata, to między Andersena a Brzechwę na półkę z bajkami. Za 4 lata to będą zupełnie inne drużyny, inna będzie geografia żeńskiej siatkówki i kompletnie różne zespoły, przemeblowane po igrzyskach. W sporcie profesjonalnym nic nikomu się nie należy. Trzeba wydrapać co możliwe tu i teraz, póki mamy okazję, przez krew, pot i łzy. A jeżeli ktoś, jak nasze dziewczyny i ich trener, oddaje walkowerem szansę spełnienia marzeń, to nie powód, by ich żałować i pocieszać, tylko opier… lić na czym świat stoi, za brak determinacji, pewności i wiary w siebie, a przede wszystkim, niezbędnej w profesjonalnym sporcie bezczelności.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

CZYTAJ TAKŻE:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.