Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Tako rzecze Slammer, czyli po kimś Torres musi być czupurny

foto. JAREK PABIJAN [email protected] tel. +48 601 83 62 58

Evergreeny, wiecznie zielone złote myśli, z tych słynął Drabol w trakcie i po zakończeniu kariery. Dwa wątki były jego ulubionymi. Alkohol i fajki z jednej oraz… babcia z drugiej mańki. Miał też dar do nadawania ksywek, niekoniecznie charakterystycznym postaciom. Po mistrzowsku wyłapywał cechy, przywary, dzięki którym pseudo lgnęło do obdarowanego. Syn Maksym swoją ksywkę Torres takoż zawdzięcza ojcu. Nie od znanego kopacza nadmuchanej skóry, zwanego mordercą o twarzy dziecka, lecz od Dany’ego Torresa, jednego z najlepszych Europejczyków w motocrossowym freestyle.

Z synem Maksymem. 2000 rok. FOT. JAREK PABIJAN

Barwny wesołek, luzacki typ, amerykańskie podejście i poczucie humoru. To pozory. Slammer lubił drwić z początkujących żurnalistów, najbardziej tych przejętych rolą. To był łatwy kąsek. Z gwiazdami, na czas jednej imprezy przemianowanymi na znawców speedwaya, też potrafił inteligentnie pojechać. Nikogo nie obrażał, nikogo nie unikał, ale jak już wkręcił delikwenta, to nie było po czym zamiatać.

O swym dzieciństwie opowiadał kiedyś, jak to u niego, na luzie i ze specyficznym poczuciem humoru, acz między wierszami można się wiele dowiedzieć: – Wszędzie było mnie pełno. Wychowywałem się w takich czasach, że jak miałeś dwójkę, to w domu byłeś gościem. Wszystko działo się na zewnątrz. Jakaś piłka, rowery, odpalało się crossa. Często spędzaliśmy czas w sadzie u sąsiada. Od starszego przyjęło się kilka razy, inna bajka. Mieliśmy dzikie pomysły. Brało się karbid, beczkę i się strzelało, wtedy był bardzo popularny. Saletrą to żeśmy nawet zatrzymywali auta. Robiłeś ścieżki i tfuu! Po hamulcach. Nie mieli z nami też lekko kierowcy autobusów. Mieszkałem na Ikara, tam akurat była zajezdnia. Kładliśmy butelkę z wodą pod przód, autobus ruszał i bum! Na szczęście obyło się bez wypadków. Najlepszy był numer z robieniem paczek. Ładne pudełeczko, a w środku kupka krowy lub konia. Jak ktoś zapierdzielał 200-300 na godzinę, to rzucaliśmy paczkę na deptak. W sadzie u sąsiada kopało się ziemniaki i udawało Tarzana, wtedy był na topie. Raz spłynąłem po gałęzi, źle obliczyłem i gleba. Jego mać! Dwie złamane ręce, trzy kręgi… Budowa na ulicy, to my co? Oczywiście wymyśliliśmy skoki do piachu. Nie wzięliśmy poprawki, że tam może być twardo. Noga trzask! Z takimi sprawami chodziło się do Kempy. Niesamowity koleś, naprawdę fachowiec. Mama mnie do niego zabierała. Wybity palec, skręcona, spuchnięta, noga. Wziął, dotknął, trach! Od ręki mogłeś chodzić, po 2-3 dniach nie było śladu. W szpitalu z marszu by ci zagipsowali, a on nastawiał takie rzeczy. Po co zaglądać do środka, jak można ruszyć z zewnątrz? Jakie do Kempy były kolejki… Setki osób z całej Polski tłoczyły się na placu. Kempa traktowany był w środowisku lekarzy jak czarna owca. Zamiast chodzić do profesorów, ludzie uderzali do niego. Był niewygodny, chcieli go załatwić. Wyłapał temat i wyskoczył. Przekazał wiedzę córkom, te przejęły fach.

Tomasz Gollob wyginał śmiało ciało i robił wszystko, by dopaść Drabika.

Nawet gdy bolało, po solidnym dzwonie, Drabik nie tracił rezonu: – W Opolu po starciu z Piotrem Świstem przydzwoniłem zdrowo, plecami w płot. Był już na tyle wiekowy, że została dziura. Film mi  ucięło, w karetce. Myślałem, że z bólu. W szpitalu okazało się, że mam wstrząs mózgu. Kolejny raz to Częstochowa, impreza dla dzieciaków. Nie wiedziałem, że Miturski weźmie sobie te zawody aż tak do serca, że zapomni się złożyć. Człowiek z lasu. Walnął flesza, a ja z nim. Konkret był także w 2006, pojechałem walczyć o GP w Slanym. Tam dziura w płocie była na pewno, bo wystawili mi fakturę. Sczepiliśmy się w trzech motorami. Potem w szpitalu odwiedził mnie promotor z Czech, widział mnie u siebie. Ja pozapinany, aparatura chodzi. “Powiedz co chcesz, wszystko przyniosę”. Jedynie to mam ochotę na piwko.”Nie ma problemu”. Wraca ze sklepu, stawia browary. Otwieram, a tu wchodzi lekarz. Od razu go pogonił.

Tomasz Gollob kontra Sławomir Drabik

Dzisiaj Slammer z powodzeniem szkoli częstochowskie lwiątka, ale swego czasu odpowiadał inaczej na pytania o plany po zakończeniu kariery, zapytany przez dziennikarza: – Jeśli nie żużel to co? Jak myślisz, czym byś się zajmował?

– Pewnie zbieraniem butelek.

A tak poważnie? dociekał mistrz pióra:

– No właśnie. To jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, co gdybym był słabszy i się nie przebił. Wyszło – odpowiadał Sławek.

– Kosztem edukacji. Szkół nie skończyłeś – nie ustępował dziennikarz.

– Tego nie pogodzisz. Młody ma ten sam problem. Albo szkoła, albo żużel. Wiadomo, że w speedwayu zdrowe odżywianie, trzymanie wagi to bardzo ważne tematy. Szczególnie przy tak wyrównanym poziomie. „Torres” buduje jednak swoje nazwisko, jeździ na swoje konto. Ileś lat temu wzorowałem się na Eriku Gundersenie, miałem nawet jego „skórę”. Ale przychodzi czas, że wbijasz w swoje tory.

I jeszcze jeden pojedynek Gollob kontra Drabik. FOT. JAREK PABIJAN

Drabol potrafił też być… patriotą. Gdy stranieri oskarżał Polaków, on dorzucał do pieca bez ogródek. To spotkało choćby Hansa Andersena. Nadział się na ripostę. Andersen miał rzucić kiedyś do kolejnego obcokrajowca: – Na pewno zabrałeś wszystko z szatni? Tu jest Polska.

Drabol szybko skwitował: – Ale kto to powiedział. Duńczyk, prawda? No i zamykamy temat. Tam zostawiłeś rękawiczki, pięć sekund i nie ma. Zapytałbym go, czy kiedykolwiek coś mu u nas zginęło. Wtedy moglibyśmy pogadać.

Wątek alkoholu i fajek przewijał się w wypowiedziach Drabika regularnie, tym bardziej, że sam podkręcał temat, a do tego chodził “w parze” z Joe Screenem. O ich wyczynach do dziś krążą legendy. Próbki możliwości Slammera? Proszę bardzo.

Dziennikarz: Jak wygląda życie żużlowca?

Sławek: – Zawody, ostro w beret, zawody, ostro w beret…

Albo inny przykład. Dziennikarz: – Panie Sławku, czemu tak często słyszy się o sprawach alkoholowych, których pan jest głównym bohaterem?

– A, bo może jakiś sponsor od wina się zakręci…

Sławomir Drabik, człowiek, który kocha whisky, fajki i ściganie na torze. Wojciechowi Kowalczykowi wrodzy kibice rzucali papierosy. On odkrzykiwał: – Rzućcie też zapalniczkę, chętnie zapalę.

Co mówił o rzekomym zamiłowaniu do używek sam Slammer? – Któregoś dnia nie wyszedł mi mecz, Częstochowa. A wiadomo, ten balon był już tak napompowany. Grupka zebrała się nad parkingiem i krzyczy: „Drabik, a może Marlboro? A może whisky?”. „Panowie, zapraszam. Nie ma problemu”. Zdezorientowani zaczęli się rozglądać i odpuścili. Nie ma co iść w ostre łubu-dubu. Co się działo, gdy do „Łabędzia” (Adam Łabędzki) wyskoczyła jakaś dupa? Zębatki… Nie o to chodzi, żeby jeszcze bardziej nakręcać atmosferę. Płaci i wymaga – tak trzeba odbierać kibica.

Przyznacie, że pomijając lekką formę wypowiedzi, podejście Drabik miał zdrowe. Zatem kolejny raz potwierdza się stara prawda, że inteligencja nie ma nic wspólnego z wykształceniem.

Z kolegami z toru też potrafił Drabol pojechać. Ukochał Leszka Matysiaka ze Świętochłowic: – Leszek. Kompletnie się odcinał. To były Węgry, tam jest taki parking jak w Rzeszowie, na górze, trzeba zjechać. Podprowadzający go klepie, głupia sytuacja. Rękawiczki, plastron, a kasku zapomniał, z nim zawsze było wesoło. To był facet, który na turnieju w Świętochłowicach po swoim pierwszym biegu zjechał do boksu i zamieniał głowice. Tak, te palące głowice – barwnie relacjonował Sławek. 

FOT. Jarek Pabijan

Przed jedną z rund GP poproszono Drabika o wskazanie kandydata do przydzielenia „dzikiej karty”. Oto co odpowiedział: – Wskazałbym na Matysiaka, z nim było by najlepsze show. Raz w lidze gościu wyjechał do biegu bez plastronu. Pamiętam, że kiedyś jeździliśmy w Tarnowie, a on pod taśmą pojawił się bez kasku. Cofnął go kierownik startu. Na pewno Matysiaka będzie brakować w GP we Wrocławiu.

A babcia? Jak sam wspominał: – Ja u babci miałem siedzibę, mieszkałem tam. Wszystko się działo na jej podwórku. Także podpisywanie umów ze sponsorami. Pamiętam, przyjechał jeden. Poważny koleś, w eleganckiej koszuli. Babcia pyta: „Może jakąś herbatkę, kawkę?”. Zasuwa z tacą, a ja jej od tyłu fuu! W dół spódnicę. Sponsor zbaraniał. Nie wiedział czy się ma śmiać, czy uciekać. Później wszystkim o tym opowiadał. A babcia, 70 lat, tylko: „Ha, ha. Ten Sławek to ma pomysły”.

Najbarwniejsze perełki z tekstów Drabola? Było tego sporo. Choćby wypowiedź znajdującego się w szpitalu żużlowca, po karambolu w kwalifikacjach do IMŚ, kiedy nabawił się kontuzji kręgosłupa. Dziennikarz: – Jak się pan czuje? Sławek: – Jest fajnie, dużo mnie tu szprycują.

Albo kilka innych wejść i odzywek. Panie Sławku, można powiedzieć, że jest Pan czarnym koniem zawodów… . Sławek: – Jest za gorąco, żeby być czarnym. Dziennikarz: Jaki typujesz wynik? Slammer: –  Włókniarz wygra w karnych. Dziennikarz: – Slammer jak pojedziesz w tym biegu? Drabik: – Standardowo, najpierw prosto, a potem trochę w lewo. Żurnalista: – Dlaczego tak dobrze pan jeździ? – Pomagają mi jogurciki podawane przez babunię w topless. Jogurciki? – Bardziej ten topless. I wreszcie. Skąd tym razem tak słaba postawa na torze? – Wytrzeźwiałem! Albo w tym samym klimacie, pytany przez dziennikarza: – Co cię postawiło na nogi? Odpalił: – Zimna kąpiel na izbie wytrzeźwień. Dziennikarz: Jakie tory sprawiają Ci najwięcej trudności? Sławek: – Kwadratowe. To chyba zwieńczenie.

FOT. JAREK PABIJAN

Wspomnienie karambolu w Czechach w wersji Drabola, proszę bardzo: – No, kupa była konkretna. Ale taką mam robotę, a nie inną. Moment nieuwagi i po zabawie. Nic nie mogłem poradzić. To tak, jakbyś stał na światłach nowym Mercedesem, a tu ktoś nagle wali cię w dupę Syreną Bosto, a na łeb spada ci cylinder… Teraz mi do śmiechu, ale wtedy nie było.

Screena też wspominał raczej dobrze. Pytany o relacje z Anglikiem mówił: – Nie ukrywam, że lekko się z nim prowadzałem. Później było: „Drabik, Screen – dmuchanie!”. Gdzie byśmy nie jechali na ligę. Od razu w radiowóz, „tych dwóch panów”. Nie było, że losowo dwa nazwiska, my już byliśmy na liście. Mam nawet taką fotę – Toruń, my na tle radiowozu a la polonez. A, i policjant z policjantką. On mówi: „Drabik, dmuchaj”. – Tą panią?

FOT. Jarek Pabijan

Było więc kolorowo. Jedni rozumieli i znali Slammera. Inni obruszali się mocno. Kumple chętnie zaś odwiedzali galę lodową Drabika, dopóty, dopóki kluby nie… zakazały, bo za duże ryzyko. To jednak, ta frekwencja, świadczyło, że Drabol wrogów raczej w żużlowym środowisku nie miał. Wśród kolegów z toru był i jest szanowany. Może dlatego, że miał odwagę walić prosto z mostu, ubrany w strój żartownisia? A potrafił. Dziennikarz: – Czy pamięta Pan kiedy ostatnio zdobył szesnaście punktów w lidze? Sławek: – To musiało być zaraz po wyzwoleniu, wtedy tor w Zielonej Górze był jeszcze zaminowany.  Czatowicz: – Zmieniłeś klub, ale opiekun twojego sprzętu nie zmienił się? Sławek: – Oczywiście, że nie. Babcia wie, o co chodzi. Do sezonu jest przygotowana perfekt. Zakupiłem jej reformy oraz góralskie skarpety. Powinno być dobrze. I znowu o babci. Dziennikarz: – We Wrocławiu sprzęt przygotowywała Ci babcia, czy coś się zmieniło w tym temacie? Drabik: – Babcia się trochę roztyła i teraz jest poważny problem, bo nie mieści się w warsztacie…

Potrafił także z innej beczki. Dziennikarz: – Sławku, a freestyle ala Travis Pastrana uprawiasz? Odpowiedź: – A jak! Tylko ostatnio zapomniałem do basenu gąbek załadować i był dzwon na plecy. Dziennikarz: – Panie Sławku, niedawno zmienił Pan stan cywilny, jak zapatruje się Pańska małżonka na to wszystko? Sławek: – Wie pan, jak jadę to się rozglądam gdzie siedzi, ale jadę tak szybko, że jej nie widzę. Pytany “co pan pije?”, odpalił: – Kwas z akumulatorów.

Z młodym Bartoszem Zmarzlikiem. Szykuje się dłuższa podróż. FOT. Jarek Pabijan

Absolutną rewelacją, rodem z “Rejsu” Piwowskiego, było słynne “brum, brum”. O co idzie? Drabik zapytany jak chodzą motory, odpowiedział,niemal plując w mikrofon: – Brrrrrr brym brym bryyyyyyymmmm. I pod tym względem nic się nie zmieniło. Ani z motocyklami, ani ze Sławkiem Slammerem Drabikiem. Na szczęście.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

FOT. JAREK PABIJAN
FOT. Jarek Pabijan

ZOBACZ TAKŻE:

7 Responses

  1. Zgadza się córki Kępy przejęły po ojcu fach doświadczyłem to na własnej skórze. Fajnie się czyta te opowieści tym bardziej że żyło się w tych samych stronach i kibicowało Skanerowi i jego kompanom z drużyny.

  2. Zgadza się córki Kępy przejęły po ojcu fach doświadczyłem to na własnej skórze. Fajnie się czyta te opowieści tym bardziej że żyło się w tych samych stronach i kibicowało Skamerowi i jego kompanom z drużyny.

  3. Jak fajnie, że mogę poczytać coś luźnego o Drabiku…a nie moralitety, kto komu powinien podziękować na Facebooku…

  4. Pamiętam jeszcze jak wypowiadał się o torze w Krsko (chyba?), że jest tak przyczepny, że wystają tylko kaski zawodników.

  5. Sławka nie określiłbym jego stylu jako amerykański zdecydowanie wolę złotousty działa wybrane lub genialne myśli Sławka Drabika:
    -O torze w Lublanie wiem tylko tyle,że jest tak przyczepny,iż wystają tylko kaski zawodników- powiedział Drabik przed półfinałem kontynentalnym IMŚ 1999 roku.
    – Kiedyś po zawodach w których udało Mu się nieźle pojechać: Przyjechałem tu zająć szesnaste miejsce,to przypadek ,że byłem drugi.
    – Mecz ligowy Toruń – Wrocław.Ekipa toruńska w trakcie meczu zgłosiła zastrzeżenia do przepustowości wrocławskich maszyn. Sędzia sprawdził motocykle Drabika i Miśkowiaka,ale nic nieregulaminowego w nich nie znalazł.- Chyba niepotrzebnie w wywiadzie telewizyjnym powiedziałem ,że jeżdżę na “850”- skomentował zajście w swoim stylu Drabik.
    – Upalny dzień finału IMP(nie pamiętam który rok) dziennikarka relacjonującej zawody telewizji: Panie Sławku,można powiedzieć,że jest Pan czarnym koniem zawodów…
    Sławek:Jest za gorąco, żeby być czarnym.
    -Dziennikarz: jaki typujesz wynik?
    Sławek: Tradycyjnie piłkarski .3:1.
    W innej wersji-Włókniarz wygra w karnych.
    Źródło: czestochowaforum.pl

  6. I jeszcze jeden słynny tekst “- panie Sławku gdzie pan robi aktualnie silniki ? Może u Otto Weisa jak reszta czołówki ligowej ? , – W POM-ie u Don Pedra!!”👍🤣

  7. Facet, którego talent mógł zaprowadzić na fotel mistrza świata.

    Przypominam sobie kilka jeszcze anegdotek Sławka / o Sławku… Kiedyś dziennikarz zapytał go, po okropnie wyglądającym wypadku po którym otrzepał się i wstał;
    – Panie Sławku, jak pan wyszedł cało z tego karambolu?
    – Przez lufcik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.