lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Tai Woffinden: Rodzina moją ostoją, czwarty tytuł celem

Tai Woffinden od lat należy do ścisłej światowej czołówki. W Polsce od 2012 roku nieprzerwanie broni barw wrocławskiego zespołu. W ostatnich sześciu sezonach aż trzykrotnie został indywidualnym mistrzem świata. Ostatni tytuł wywalczony w bieżącym roku sprawił, że został również pierwszym Brytyjczykiem, który trzykrotnie zdobył najcenniejszy tytuł. Do tej pory dwa tytuły na swoim koncie miał Peter Craven.

Najlepszy weekend 

Młodzieżowy mistrz Anglii sprzed równej dekady (2008) nie ukrywa, że trzeci tytuł, przypieczętowany na Motoarenie w Toruniu, dostarczył mu niespotykanej do tej pory satysfakcji.

– Na pewno jest do dziś we mnie jeszcze ogromna radość, ponieważ plan na ten sezon udało się w stu procentach zrealizować. Do końca naciskał mnie Bartek (Zmarzlik – dop. red.), ale końcówkę sezonu miałem lepszą i to ja sięgnąłem po złoto. Jestem jedynym Anglikiem, który ma na swoim koncie trzy złote medale indywidualnych mistrzostw świata – mówi  Woffinden.

Mało kto wie, że plan kolekcjonowania kolejnych tytułów zrodził się w dość nietypowych okolicznościach. – Kiedy wywalczyłem pierwsze swoje złoto w 2013 roku, zostałem zaproszony do programu telewizyjnego. Oprócz mnie pojawili się Jason Crump, Nicki Pedersen oraz Greg Hancock. Byłem jedynym, który miał na koncie tylko jedno mistrzostwo. Wtedy pomyślałem, że byłoby fajnie w kolejnych latach jeszcze jakiś tytuł do swojej kolekcji dołożyć. Z Jasonem i Nickim po wywalczeniu złota w tym sezonie już się zrównałem. Ten weekend, gdy zdobyłem trzeci tytuł, był bez wątpienia najlepszy w mojej dotychczasowej karierze. Mimo lekkiej kontuzji nogi zdobyłem ostatecznie tytuł, wygrałem ostatni turniej Grand Prix 2018, a następnego dnia była wygrana w turnieju Tomasza Golloba, którego podziwiam i bardzo szanuję – podkreśla fan numeru 108.

tai2

 Pomoc otoczenia 

Tai należy do nielicznej grupy zawodników, którzy nie noszą głowy wysoko i starają się nie obrastać w piórka. W swoim zachowaniu stara się być daleki od gwiazdorstwa. Anglik  doskonale wie, że walka o tytuł mistrza świata wymaga bardzo wielu wyrzeczeń i samozaparcia, a mimo spełnienia tych warunków nigdy nie ma pewności iż wszystko pójdzie zgodnie z założonym planem.

– Oczywiście, sam zawodnik musi być przygotowany na walkę o najcenniejszy tytuł. To wszystko wydaje się łatwe tylko z boku. Żużel to, niestety, taki sport, że nigdy nie wiadomo, co cię czeka za rogiem czy za zakrętem. Jeden defekt, zły silnik czy kontuzja i plany biorą w łeb. Tylko ja wiem, ile wysiłku mnie to kosztowało. Wykonałem dużo pracy nad sobą w sensie fizycznym, psychicznym oraz mentalnym. Walka o tytuł to jak układanie puzzli. Zgubisz jeden element, nie ułożysz nic do końca, choć reszta idealnie pasuje do siebie. Nie dotarłbym tam, gdzie teraz jestem bez pomocy innych osób, które zazwyczaj pozostają w cieniu moich  sukcesów. Nie mam słów, aby wyrazić wdzięczność tym, którzy pracują na mój sukces. Mam tu na myśli osoby w moim boksie. Moi mechanicy to w przenośni moja lewa i prawa ręka. Oczywiście, osobne słowo „dziękuję” należy się Ryszardowi i Danielowi Kowalskim, którzy czuwali nad moimi silnikami. Do tego, aby być gotowym na walkę o najwyższe cele, potrzebne jest również grono oddanych sponsorów. Takie posiadam, doceniam i dzięki nim mogę być doskonale przygotowany do zawodów – mówi zawodnik wrocławskiej Betard Sparty.

Adams 

Na osobne wyróżnienie od Taia zasługuje bez wątpienia Peter Adams. Menadżer zespołu Wolverhampton Wolves zna się na żużlu jak mało kto. Nie jest tajemnicą, że pochodzący z West Midlands Adams miał duży wpływ na trzy złote medale wywalczone przez Woffindena. To ten starszy pan siedzący często skromnie w rogu boksu Anglika jest jego osobistym mentorem. Zdaniem wielu skutecznie wypełnił lukę po śmierci ojca Taia – Roba.

Adams był już obok Taiu przy pierwszych dwóch tytułach w 2013 oraz 2015 roku. Współpraca została zawieszona po sezonie 2016, kiedy to zawodnik  rozpoczął poszukiwania nowego doradcy. W sezonie 2018 powrócili do siebie i owocem pojednania obu panów był trzeci tytuł mistrzowski.

– W żużlu najważniejsze są powtarzalność i wolna głowa. Te elementy są po prostu  nieodzownie potrzebne do sukcesów. Jeśli Tai jest w pełni skoncentrowany na ściganiu, wolny od innych myśli, może naprawdę osiągnąć wszystko. Rok 2017 nie był dla niego najlepszy. Zmiana miejsca zamieszkania, dziecko – to nie czyniło głowy wolnej od natłoku myśli. Pomimo tego Tai wywalczył brązowy medal. Dużą odporność psychiczną pokazał podczas ostatniego tegorocznego Grand Prix w Toruniu. Wytrzymał ciśnienie. Osobiście mocno przypuszczałem i mówiłem to otwarcie przed zawodami, że Zmarzlik ze swoimi umiejętnościami i na torze w Polsce bez większych problemów może zdobyć 21 punktów. Tai podołał presji. Do momentu kiedy będzie wciąż czerpał radość z jazdy i obędzie się bez innych problemów, może zdobyć nie tylko wymarzony czwarty tytuł, ale i kolejny. Dlaczego nie? To bardzo ambitny chłopak z wielkim talentem do speedway” – podsumowuje Adams.

tai4

Scunthorpe – tam zaczynał mistrz 

Woffinden urodził się w angielskim Scunthorpe, należącym administracyjnie do hrabstwa Licolnshire. Parę lat później wyjechał do Australii i mało kto przypuszczał, że powróci do Scunthorpe, aby tu stawiać swoje pierwsze żużlowe kroki.

– Znałem się z ojcem Taia – Robem. Rob nawiązał ze mną kontakt i zapytał, czy jeśli ściągnie syna z Australii, dam im możliwość trenowania na naszym torze w Scunthorpe. Nie było to dla mnie problemem. Tai wrócił do Anglii i zaczęła się jego żużlowa przygoda. Jeśli się nie mylę, jego idolem był na początku Sean Wilson. Parę tygodni szykowali sprzęt i któregoś dnia pojechali na pierwszy trening na torze. Pamiętam, że dojechałem na stadion i zobaczyłem jak Rob naprawia bandę. Spytałem, co się stało. Powiedział, że Tai przeleciał przez bandę, połamał palce i pojechał do szpitala. Takie były początki. Tai rozwijał się bardzo szybko i było naturalne, że któregoś dnia odejdzie do klubu startującego wyżej. Najwięcej dla jego kariery zrobili rodzice. Poświęcili się bardzo mocno. Dom w Australii zamienili w pewnym momencie na życie w vanie tylko po to, aby ich syn mógł realizować marzenia. Z Robem byli najlepszymi kumplami. Wielka szkoda, że nie dożył on największych sukcesów Taia – ubolewa właściciel klubu z Scunthorpe, Rob Godfrey.

Motywacją rodzina 

Talent i wystarczające środki na inwestycje sprzętowe to nie wszystko, co zapewni zawodnikowi odpowiedni poziom na torze i osiągnięcie zakładanego celu. Nieodzowny jest spokój ducha i ułożone życie osobiste. Wielu zawodnikom na przeszkodzie do zdobycia upragnionych celów stawały właśnie sprawy prywatne. Mimo młodego wieku, 28-letni zawodnik z należytą estymą i powagą  podchodzi do swojego życia osobistego. Najważniejsze dla niego  osoby to żona Faye oraz córka Rylee-Cue. Te dwie kobiety są największą motywacją dla Taia oraz wsparciem w trudnych dla niego momentach.

– Mam wspaniałą kobietę
u swojego boku i jestem szczęśliwy. To najlepsza  przyjaciółka, żona, kumpelka. Wszystko w jednym. Bardzo mi pomaga. Zajmuje się domem, a także sprawami związanymi z moją karierą. Faye odpowiada za rachunkowość czy też rezerwację hoteli, przelotów. Tak naprawdę to mózg tego związku. Jesteśmy dla siebie partnerami, dbamy o siebie i o to chyba w miłości chodzi. Niewskazane jest, aby jedno z nas dominowało nad drugą osobą. Często mam wrażenie, że my to dwie dobrze naoliwione maszyny, idealnie  funkcjonujące ze sobą. Faye jest ze mną przy moich porażkach i triumfach. Pocieszała po katastrofalnym występie w Grand Prix Słowenii, radowała się ze mną w Toruniu. Niekiedy i u nas bywają gorsze momenty, jak w każdym związku. Tracimy wtedy poczucie bycia dla siebie mężem i żoną. Kiedyś przyjechałem do domu, wszedłem i po prostu spytałem – Faye, zarezerwowałaś mi hotel? Nie przytuliłem jej ani nie pocałowałem po okresie mojej  nieobecności. Szybko mnie wyprostowała. Generalnie jest nam wspaniale ze sobą, a córka Rylee to moje oczko w głowie. Jest wspaniała i uwielbiam spędzać z nią każdą możliwą chwilę. Dużo dla nas obojga znaczą również rodzice Faye -Sean, Tracy oraz moja mama. Zawsze możemy na nich liczyć. Tak powinno być w każdej rodzinie. Rodzina to moja ostoja i akumulator ładujący moją energię – mówi Brytyjczyk.

Farma 

Jak większość zawodników, Tai ma w sezonie terminarz swoich startów mocno napięty. Bardzo ciężko wtedy o wolną chwilą dla siebie i odskocznię do swojej prywatności. Swoistym azylem dla Taia jest farma wielkości 24 akrów, na której obecnie wraz z żoną mieszkają. Ciężko uwierzyć, że młody Brytyjczyk jeszcze dziesięć lat temu pomieszkiwał w Anglii w swoim busie, myśląc przed zaśnięciem na siedzeniu, jak tu zacząć realizować marzenia o byciu światowej klasy zawodnikiem. Farma jest szarmancka i charyzmatyczna – idealnie tym samym pasuje do charakteru jej posiadacza.

– Tak, ta farma to mój azyl od żużla. Jeśli gdzieś jestem daleko od domu, to często myślę o żonie, dziecku i właśnie farmie. W jakimś stopniu to realizacja moich marzeń. Chciałem zawsze mieć dużo przestrzeni, którą dysponowałem w Australii. Tam się wychowałem i cały czas wszystko porównuję do tego, co miałem w dzieciństwie. Już myślimy z Faye o owcach, koniach i w przyszłości na pewno one na farmie będą. Nie ma nic wspanialszego niż wracać do domu,  siadać na sofie, głaskać koty i obserwować wszystko, co dzieje się na zewnątrz przestrzeni okalającej dom. Bardzo dużo tu zrobiliśmy w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy. Ciężko uwierzyć, ile pracy zostało włożone. Mogę się pochwalić, że parę rzeczy wykańczałem sam. Chciałem mieć swój wkład, a ludzie, którzy pracowali, nie zawsze robili wszystko jak należy. Brałem, jeśli czas oczywiście na to pozwalał, sprawy w swoje ręce. Cieszy mnie m.in. własny tor do mini-bików. Mieszkają z nami na farmie moi teściowie ze szwagrem Laynem. Nie ukrywam, mnie to pasuje, że jest nas więcej. Są korzyści. Przykładowo – teść doskonale gotuje, a lodówka jest zawsze pełna – uśmiecha się Woffinden.

Ambasador angielskiego żużla 

Tai do swojej pracy podchodzi bardzo profesjonalnie. Oprócz sumienności na torze, dużą wagę przywiązuje również do relacji z mediami. Tym samym stara się zwrócić uwagę, że żużel wciąż w Anglii istnieje i próbuje mu choć w części nadać należyty blask. Jeśli tylko czas pozwala, stara się również udzielać charytatywnie.

– Pomaganie innym jest szlachetne. Jeśli można, należy się dobrem dzielić. Tak też staram się robić – mówi Woffinden. – Tai jest naszym wielkim ambasadorem angielskiego speedwaya, choć korzenie ma australijskie. Trzeci tytuł mistrza świata sprawił, że na moment zrobiło się o naszym żużlu bardzo głośno. Nie pamiętam, o kim z angielskiego żużla mówiło się ostatnio tak dużo. Tytuł Marka Lorama też miał wprawdzie swój rozgłos, ale absolutnie nie można tych dwóch rzeczy równać ze sobą – podkreśla angielski komentator żużla, były stranieri wrocławskiej Sparty – Kelvin Tatum.

Plany 

Sezon 2018 dobiegł końca dawno temu. Co dalej?

– Sportowy cel jest dla mnie jeden. Chcę obronić tytuł mistrzowski. Tym samym zrównałbym się z Gregiem Hancockiem. Wiem jednak z autopsji, że tytułu  broni się o wiele trudniej, aniżeli go zdobywa. Będę jednak robił wszystko, aby  podołać zadaniu. Łatwo nie będzie. Bartosz Zmarzlik będzie ponownie bardzo groźnym rywalem, o Hancocku czy Lindgrenie nie zapominając. Tak naprawdę każdy z piętnastu zawodników na starcie cyklu ma podobne szanse na tytuł. Wszystko rozstrzyga się na torze, nazwiska czy zdobyte tytuły nie jeżdżą. Prywatnie życzę sobie, aby moje życie było takie jak teraz. Przy boku moich dwóch cudownych kobiet jest mi wspaniale. Chciałbym, aby tylko omijały  nas problemy i dopisywało nam zdrowie, ponieważ to ono jest w życiu najważniejsze, o czym często nie pamiętamy – kończy aktualny mistrz świata.

Materiał na podstawie publikacji “Woffy, Woffy, Woffy” – wydanej przez Speedway Star.

Łukasz Malaka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.