Główny partner portalu

Skocznia w Oberstdorfie. Fot. pixabay.com
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Już od dziś, przez kolejne weekendy, aż do końca marca polscy kibice będą zasiadać przed telewizorami (albo pod skoczniami) i dopingować zawodników w walce o Kryształową Kulę – trofeum dla zwycięzcy Pucharu Świata w skokach narciarskich. Nadchodzący sezon przyniesie także również inne zawody szczebla mistrzowskiego. Zobaczmy, jak będą wyglądać nadchodzące miesiące.

 

Na początek słowo o skoczkach, którzy mogą odgrywać kluczowe role na skoczniach całego świata. Królem ubiegłej zimy był Halvor Egner Granerud. Zwycięstwo Norwega w Pucharze Świata nie podlegało dyskusji, lecz podczas mistrzostw świata (gdzie przechodził zakażenie koronawirusem) oraz Turnieju Czterech Skoczni zawiódł – czas więc pokazać, że potrafi walczyć pod presją. Kandydatami do końcowej wiktorii powinni być też dwukrotny mistrz świata z tego roku Stefan Kraft (choć on sensacyjnie odpadł w kwalifikacjach do pierwszego konkursu sezonu w Niżnym Tagile), Ryoyu Kobayashi, czy Karl Geiger. Nie zapominajmy również o Polakach. Świetne wejście w sezon zaliczył Kamil Stoch, wygrywając kwalifikacje do dzisiejszego konkursu. Co prawda optymizmem nie napawały wyniki innych naszych zawodników, jednak doświadczenie i sukcesy Piotra Żyły i Dawida Kubackiego każą nam myśleć, że i oni powinni z czasem walczyć o czołowe lokaty. A oto jak wygląda kalendarz zimy:

Puchar Świata (20 listopada – 27 marca)

Cykl zawodów, którym będziemy się raczyć niemalże co tydzień. Start już dziś – inauguracja po raz pierwszy odbędzie się w rosyjskim Niżnym Tagile. Dwukrotnie konkursy odbędą się w naszym kraju. W weekend 4-5 grudnia najlepszych skoczków będzie gościć Wisła, a 15 i 16 stycznia Zakopane. Oba ośrodki zorganizują po jednym konkursie indywidualnym i drużynowym. Koniec sezonu jak zwykle zaplanowano w Planicy, na skoczni mamuciej. Tydzień wcześniej skoczkowie powalczą w Oberstdorfie: te dwa weekendy będą składały się na rywalizację w pucharze świata w lotach narciarskich.

Turniej Czterech Skoczni (29 grudnia – 6 stycznia) i Raw Air (3-6 marca)

Niemiecko-austriacka impreza będzie obchodzić swój jubileusz. W grudniu rozpocznie się już po raz 70. Będzie to także pierwsza poważna próba sił przed Igrzyskami Olimpijskimi. Patent na wygrywanie w zawodach na przełomie roku mają ostatnio Polacy. Na 5 ostatnich edycji trzykrotnie zwyciężył Kamil Stoch (tylko dwóch ludzi w historii wygrywało TCS więcej razy), a raz Dawid Kubacki. Do tego w 2018 roku Stoch jako drugi skoczek w historii tryumfował we wszystkich czterech konkursach Turnieju. Rok później jego wyczyn powtórzył Ryoyu Kobayashi. Z kolei Raw Air ma krótszą historię, ale też jest uważany w światku narciarskim za prestiżowy, głównie w związku z wysokimi gratyfikacjami finansowymi, jakie otrzymują zwycięzcy i specyficznym sposobem liczenia punktów, uwzględniającym również wyniki z konkursów drużynowych i kwalifikacji. Przyszłoroczny turniej będzie wyjątkowy, bowiem powróci do kalendarza po rocznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa i będzie rozgrywany tylko na dwóch skoczniach – w Lillehammer i Oslo.

Igrzyska Olimpijskie (4-20 lutego)

Wiadomo, nie ma cenniejszego lauru dla sportowca niż stanięcie na najwyższym stopniu olimpijskiego podium, nawet jeśli będą to igrzyska w dobie pandemii, z mocno ograniczoną widownią i wieloma innymi utrudnieniami. Tym razem najważniejsza impreza czterolecia odbędzie się w Chinach (w Pekinie, a konkretnie zawody narciarskie odbędą się w Zhangjiakou), kraju który wydaje się dość egzotycznym jeśli chodzi o rywalizację w skokach – choć w Pucharze Świata startuje w tym roku jeden rodzynek z państwa środka, Song Qiwu. Jeśli igrzyska, to należy wspomnieć o dwóch pomnikowych postaciach. Szwajcar Simon Ammann, czterokrotny indywidualny mistrz olimpijski, mający już 40 lat na karku, ma szansę wyjechać na już siódme zawody tej rangi, a polski mistrz Kamil Stoch, mający póki co tylko jedno złoto mniej od Ammanna, może powalczyć o jeszcze większe wyśrubowanie swojej pozycji w klasyfikacji wszech czasów.

Mistrzostwa Świata w Lotach (11-13 marca)

Najbardziej widowiskowa odmiana skoków narciarskich będzie miała swój czempionat w norweskim Vikersund, zaledwie kilkanaście miesięcy po odbywających się w grudniu 2020 roku mistrzostwach w Planicy – tu również spustoszenie w kalendarzu zrobił covid. Dlaczego MŚ w lotach mogą być tak ważne z perspektywy polskiego kibica? Ponieważ to jedyne poważne zawody, których w swojej karierze jeszcze nie wygrał Kamil Stoch. Gdyby orzeł z Zębu został najlepszym lotnikiem globu, to wyrównałby osiągnięcie Mattiego Nykanena. Fin jako jedyny w historii wywalczył mistrzostwo olimpijskie, świata, wygrał Kryształową Kulę, Turniej Czterech Skoczni i Mistrzostwa Świata w Lotach.

A zatem karuzela rusza już dziś i kręcić się będzie przez kolejne ponad cztery miesiące. Początek zarówno sobotnich, jak i niedzielnych zmagań w Niżnym Tagile o godzinie 16.00. Transmisje z zawodów przeprowadzą TVN oraz Eurosport 1.

JAKUB SZABUNIA