lotto partner główny serwisu
wt. Lip 16, 2019

Autor tekstu podczas przepytywania Tomasza Golloba.

Sierakowski: Królowie polowania nie musieli wcale… polować

Za nami początek sezonu. Wszyscy pokazali działa i działka. Część bardzo skutecznie, inni mniej ekstrawagancko, a jeszcze inni wciąż muszą przekonywać, że to nie fajerwerki i działa odpalą, gdy przyjdzie czas. Pora więc na pierwsze refleksje i komentarze.

Kraina mlekiem i miodem płynąca, prawdziwe Eldorado dla młodych sportowców. NBA. Tam gra ten, kogo zwyczajnie na to stać. Nie ma stresujących spadków i awansów, a możni wspomagają finansowo i personalnie maluczkich, bo bez nich nie byliby możni. Tamże obowiązuje draft. To taka lista rankingowa dla kandydatów do gry. Wcześniej, między sezonami, organizowane są campy, turnieje i tam młodzi bądź jeszcze nie odkryci, a już wiekowi próbują swych sił.

Pierwszy cel to dostać się do draftu. Najlepiej jak najwyżej. Potem “pozwolić” się wybrać. Dostać wielomilionowy kontrakt, bo tylko takie tam obowiązują i nie pozwolić się wypchnąć następnym chętnym za rok. Nie ma pucharów, nie ma limitów. Jest tylko liga i mistrzowskie pierścienie, a że cenniejsze od mistrzostwa świata, to już inna bajka. Dziś maluczcy wybierają jako pierwsi, bo władze ligi działają dalekowzrocznie. Dzisiejszy słabeusz, przegrywający wysoko z tuzami, jutro ma być równorzędnym rywalem. Trzeba mu w tym więc odrobinę sztucznie pomóc. Przed wyborem kluby handlują nieco prawami wyboru. Za numer jeden można dostać choćby dwa numery z pierwszej i drugiej dziesiątki – ich decyzja co wezmą i kogo potem będą mieli szansę skusić. Pamiętam, jak kilka lat temu mocno dopingowałem Golden State Warriors. Współcześnie to mistrzowie, ale wtedy wlekli się w ogonie dywizji i całej konferencji. Długo czekałem na każde zwycięstwo. Nikt jednak nie pomstował, że są słabi, że mecze nudne, do jednego kosza i że powinno się ich usunąć z ligi. Po kilku latach, z wysokim draftem i dobrymi wyborami, tudzież udanymi wymianami graczy, GSW są w czubie. Rzucają po niemal 150 punktów w meczu, w ogóle nie bronią, są widowiskowi i skuteczni. Kibice ich uwielbiają, a jeszcze kilka lat temu…

W rodzimym żużlu takoż obowiązują amerykańskie zasady. Do, rzekomo, najlepszej ligi świata dostać się można dzięki wolnej amerykance. Żadnych draftów, bo popyt znacznie przewyższa podaż, żadnych zasad, bo limity zarobków łatwo obejść kontraktami sponsorskim i szaleją najbogatsi, przy okazji rykoszetem, psując rynek tym mniej zamożnym. Najtrudniej zawsze u beniaminków, ale tym, którzy właśnie spadli też niełatwo. Beniaminek, nawet z kasą, nie przebije oferty “stabilnego” ligowca, bo zawodnik woli awans do play-off i kilka wypłat więcej, niż walkę o byt, a z czasem często też pieniądze, bo po euforii awansu, przychodzi marazm, zniechęcenie kolejnymi porażkami, a w efekcie braki w kasie. Spadkowicz to zazwyczaj zaś najlepsze źródło pozyskania riderów. Piętro niżej sportowo, to już kilka pięter finansowych i nawet najbogatszym trudno zatrzymać liderów. Do tego relatywnie ciężej zbudować pozycję w kolejnych negocjacjach, startując w niższej lidze. A co, jeśli w “domowym” klubie kasiura się skończy? I tak oto cały ten cyrk kręci się wokół kasy, niemal wyłącznie.

W bieżącym sezonie królem polowania wydaje się Leszno, bo… nie musiało polować. Byki utrzymały ubiegłoroczny skład, mają kompletny zespół, który mimo początkowego braku Jarka Hampela, chwilowych kłopotów Janka Kołodzieja i delikatnej obniżki formy Brady’ego Kurtza, wygrywa jak leci. Braki łatają “Smyk” i Kubera – juniorzy, do tego objawił się Lidsey, a w odwodzie Pludra, Szlauderbach i kilku innych na stażu w Rawiczu. Zadziwiające jak Leszno mogło zarobić karę za brak szkolenia, ale to pytanie nie do mnie.

Największe pieniądze i największe żniwo jak dotąd w Zielonej. Właściciele spisali sławne kontrakty sponsorskie z gwiazdami, więc zabrakło na młodych. Czwórka seniorów daje radę, póki co, a gdy wróci po zimowym śnie MJJ, w piątkę będzie jeszcze skuteczniej. Falubaz spija śmietankę, a raczej gęstą śmietanę po zimowych inwestycjach i ma nadzieję oraz szanse zamieszać nawet bez juniorów. Nikomu źle nie życzę, ale pokrzyżować mocarstwowe zapędy może jedynie kontuzja i brak alternatywy dla gwiazdy, która wypadnie ze składu.

Na plus także Lublin i Grudziądz. Beniaminek wciąż bazuje na euforii po awansie i głodzie speedwaya w Kozim Grodzie. Każda kolejna porażka może ów entuzjazm studzić. Trafili z Michelsenem, “odrestaurowali” Miesiąca, do tego więcej niż solidna młodzież to atuty. W odwodzie “Griszka” i “Zengi” to też na plus. Na minus Jonsson i zagubiony w ekstralipie Lambert.

GKM z kolei to od lat ubogi krewny z prowincji, przy finansowych tuzach z większych i znacznie większych ośrodków. Chwała włodarzom GKM-u za to, co osiągają minimalnym kosztem. Wypracowali sobie opinię solidnego płatnika, nie szarpią się z bogatymi, tylko cierpliwie czekają na swoją kolej i starają się celować tanio, a dobrze. I trafiają. Kilka sezonów nie potrafili “naumieć się”, że podstawą w składzie jest solidna młodzież. Te punkciki oddawali darmo. Teraz Rolnicki z Turowskim nie przegrywają starcia z rówieśnikami, coś urwą w trakcie meczu, więc seniorom łatwiej.

Zrezygnowano zimą z duetu Pieszczek, Huckenbeck na rzecz Bjerre i… przyznam, że byłem sceptyczny. Wolałem Michelsena. Lublin wziął Mikkela, więc Grudziądzowi pozostał Bjerre, Thomsen i Kildemand nie byli alternatywą. “Kenio” jedzie fajnie, trzyma poziom i oby jak najdłużej. Jak najdłużej w tym roku i następnych, bo dobre, wieloletnie kontakty GKM-u z zawodnikami to znak firmowy Grudziądza. Prawda, Artiom?

Padły dwa duńskie nazwiska, więc o minusach teraz nieco. Gorzów wymienił Vaculika na Thomsena i Kildemanda. Chyba marnie. Co do “Pająka”, nie miałem wątpliwości, że to strzał kulą w płot. Jakoś nie wierzyłem w jego odrodzenie. Andersa stać na lepsze wyniki i pewnie z czasem zacznie je poprawiać. Sumując jednak obu Hamletów i jednego Słowaka, górą sąsiedzi. Vacul jedzie regularnie dwucyfrówki, więc przy nim nawet słabeusz coś by uciułał i razem daliby więcej drużynie niż dwaj Duńczycy z Gorzowa.

Na minus także Toruń. Kaczmarek, importowany junior, skończył wiek i… odszedł. W Get Well szansy nie dostał. Podobnie wychowanek, młody wciąż Przedpełski, którego skreślono po słabszym sezonie w gronie seniorów i który podążył śladem kolegi z miasta “Aniołów” do cierpliwego Cieślaka pod Jasną Górę. W to miejsce bardziej niż doświadczony, choć nie ekstraligowo, Kościuch. Lubię gościa, bo to ułożony, waleczny i widowiskowy jeździec, ale czy ekstraligowy? Jeśli zaś sprowadzono “Norbiego” jako kevlar, to uczciwie było uprzedzić chłopaka, żeby nie robił sobie złudzeń. Zatem Toruń także na minus. Holta, starszy Holder, z różnych przyczyn, to były i są znaki zapytania. Młody Holder nie gwarantuje stabilności. Juniorów brak, bo szkolenie Karola Ząbika pewnie przyniesie efekty, ale najwcześniej za trzy, może cztery lata, a Frątczak i spółka, mimo pełnego trzosika, nie potrafili zabezpieczyć się, sprowadzając kogoś wymiernie solidnego bądź choćby perspektywicznego. Słabo.

Wrocław i Częstochowa podobnie jak w poprzednim sezonie. Personalnie zmieniły się po dwa, trzy nazwiska, ale zasada budowania składu pozostaje niezmienna. Zważywszy zaś, że niebawem Drabikowi przybędzie wiosen i bogate WTS zapragnie nowego, mocnego młodzieżowca – drżyjcie szkolący pasjonaci bez kasy, bo już wróg czuwa. Włókniarz zabezpieczył się na dłużej młodym Miśkowiakiem, więc Wrocław musi się dobrze przyglądać, bo o nowego Maksia będzie trudno.

Królem polowania zatem ten, kto na ambonę wyszedł bez strzelby. W Lesznie zachowali zbilansowany skład i nie wyrzucili, wzorem niecierpliwych, mądrego menedżera Barona, to daje efekty. Wszystko naturalnie przy założeniu, że sezon minie bez urazów (osobistych także) i kontuzji. Pamiętajmy wszakże, że w każdym wyścigu pod taśmą staje czterech gladiatorów. Ambitnych, walecznych sportowców. Tylko jeden może zwyciężyć, a ktoś musi być… ostatni.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

1 thought on “Sierakowski: Królowie polowania nie musieli wcale… polować

  1. Jedno jest pewne, mimo tego co sie gdzieniegdzie mowilo: kazdy zasluzyl by w tej ekstralidze byc. Moja osobista teoria, jeszcze z czasow gdy GKM-u nie bylo w Elidze, byla taka, aby zastanowic sie nad utrzymaniem dotychczasowych ekip na sezon/dwa, wpuszczac zwyciezce 1 ligi, nikogo nie spuszczac do 1 ligi, pierw 9 ekip potem 10. A nastepny etap na kolejne lata to ulozenie tej struktury w okolicach 5 sezonow, gdzie po sprawdzeniu innych osrodkow czy sie nadaja, zrobic kolejny krok czyli 12. Dla mnie 12 ekip to byloby to. Taki moj poglad. Oczywiscie ktos powie, ale przeciez mamy malo zawodnikow ktorzy mogliby namieszac…oj ja bym sie z tym nie zgodzil, spojrzmy na RKM, tam mamy paru zawodnikow ktorzy nawet w ubieglorocznym barazu pokazali ze nie sa chlopakami z lapanki mam tu na mysli np Mateusza Szczepaniaka, Kacpra Woryne, a nawet Batchelor bylby w stanie byc skuteczniejszy od np. Jonssona. Dodajac do tego np. Lahtiego, Hancocka (na pewno byloby go stac na odpowiednia jazde, wiadomo klopoty osobiste, 3mamy kciuki za powodzenie w ciekiej chwili) Grisza Laguta dojdzie, a przeciez mial byc w 1 lidze, Lebiediew, to medalista ME, Ljung tez potrafilby lepiej jezdzic niz Kildemand (teraz co by bylo gdyby Tarnow postawil na tego goscia, w ubieglym roku?) Takze nie ma co przekreslac zawodnikow ze sobie rady nie dadza, a to pokazuje, wysmiany i wskazany palcem przed sezonem jakis tam Pawel Miesiac, 2 ligowiec, no moze 1 ligowiec, i w ogole 1 ligowa jak dotychczas ekipa koziołków. Koziołki nie takie matołki, gdy ogonem mają rakiety a nie osiołki 🙂 Z 2 str, prosze zauwazyc, jaki piekny obrazek mamy wlasnie odnosnie Lublina. Czy taka radosc, nie jest elegancka? Nie ma nic lepszego oprocz dobrej zabawy, a tam to naprawde jest obecnie na poziomie nr 1 w Polsce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.