lotto partner główny serwisu
nie. Kwi 21, 2019

Sandra Salman: Problemy w Polsce? Język angielski i załączniki do kontraktów

Jak wspominał jeden z ekstraligowych trenerów, składy na kolejny sezon kluby zaczynają często układać już w połowie trwających rozgrywek. Rozmowy prowadzone są nie tylko z zawodnikami, ale też z ich opiekunami. O problemach i blaskach pracy z polskim klubami rozmawiamy z menedżerką żużlowej reprezentacji Danii oraz m.in. Nielsa Kristiana Iversena i Andersa Thomsena, Sandrą Salman.

W jaki sposób trafiła Pani na stałe do Danii?

Z pochodzenia jestem Polką i tam też się, oczywiście, urodziłam. Do Danii przyjechałam z rodzicami w roku bodajże 1990.

Do żużla – z tego, co mi wiadomo – przywędrowała Pani w sposób totalnie przypadkowy…

Tak, to zabawna historia. Mam kolegę, który wspierał wyścigi samochodowe i jednocześnie pomagał też jako sponsor Andersenowi Thomsenowi. Któregoś dnia powiedział mi, że jego podopieczny, czyli Anders, zaczyna profesjonalnie bawić się w żużel i tym samym potrzebuje dobrego menedżera. Powiedział, że zna mnie i chciałby, abym to właśnie ja mu pomagała. Nie bez znaczenia był fakt, że jestem prawnikiem specjalizującym się w prawie gospodarczym. Obecnie ten fakt bardzo mi pomaga w negocjacjach z klubami. Odpowiedziałam mu wtedy, że ja kompletnie na żużlu się nie znam. Tak też faktycznie było. Doszło jednak później do spotkania z tatą Andersa Thomsena, w roku 2014. Spotkaliśmy się w kawiarni w Odense, doszliśmy do porozumienia i zaczęłam się uczyć tego sportu od zera. Pamiętam, że miałam nawet kłopoty, aby napisać pierwszą informację prasową dla dziennikarzy. Dzwoniłam do Andersa i pytałam, co jest co, jeśli chodzi o sprzęt żużlowy.

Komu jeszcze Pani pomaga?

Najważniejsi, dla których obecnie pracuję, to, oczywiście, Anders Thomsen, Niels Iversen oraz startujący w tym sezonie w Gdańsku Jonas Saifert.

No i jest Pani również menedżerką reprezentacji Danii…

Miałam i mam bardzo dobre kontakty z zawodnikami. Pojawiła się propozycja pomocy reprezentacji Danii i na nią przystałam. Tak naprawdę nie odmawiam pomocy nikomu, kto się do mnie po nią zgłosi. Swoją pracę menedżera żużlowego dzielę mniej więcej tak – 90 procent czasu poświęcam swoim zawodnikom, a 10 procent reprezentacji Danii.

Jaki ma Pani zakres obowiązków jako menedżer reprezentacji Danii?

Tak naprawdę zajmuję się organizowaniem sparingów czy spotkań międzynarodowych. Oczywiście dochodzą kontakty z mediami i sprawa najważniejsza, czyli poszukiwanie sponsorów. Mamy wspólnie nakreślony plan działania i zmierzamy do tego, aby żużel w Danii powoli zaczął się odbudowywać.

Co jest czynnikiem niezbędnym do tego, aby duński żużel odzyskał swój blask?

Jest na pewno wiele warunków koniecznych do spełnienia, abyśmy znowu mieli żużel na dobrym poziomie i przy odpowiednim zainteresowaniu mediów oraz sponsorów. W Danii jest piłka nożna, później piłka ręczna, kolejne trzy sporty i dopiero żużel. Na pewno potrzebne są silne kluby działające przy wsparciu duńskiej federacji oraz, co najważniejsze, muszą nam pomóc sami zawodnicy. Szczerze musimy sobie powiedzieć jedno – kiedyś najlepsi zawodnicy jeździli do Anglii, teraz jeżdżą do Polski i musimy robić wszystko, aby zaczęli wracać do Danii. Były czasy, kiedy w lidze duńskiej startował choćby Tomasz Gollob… Jest do wykonania tytaniczna praca, jeśli chodzi o marketing tego sportu w Danii.

Ciężko jest pozyskać sponsorów dla duńskich żużlowców w ich kraju?

Powiem szczerze – wszystko zależy od tego, jaki to zawodnik. Jeśli uczestnik Grand Prix, to zadanie jest wykonalne. Jeśli chodzi o zawodników spoza cyklu IMŚ, to łatwiej o sponsorów w Polsce.

No właśnie, a jak się Pani układają kontakty z polskimi sponsorami?

Kiedy prowadzę rozmowy w Polsce, to firmy są bardziej otwarte na rozmowy. Po prostu w Polsce ten sport jest bardzo, ale to bardzo popularny. Wykonuję swoją pracę jak najlepiej i nie ukrywam, że skutecznie pomagam swoim zawodnikom.

Ostatnio krytyka spotkała w Polsce mechaników Andersa Thomsena…

Tak. Anders Thomsen ma obecnie dwóch mechaników, którzy mówią po węgiersku i po angielsku. Nie mówią, niestety, po polsku. Wiem, że już jest gadka o tym, że to będzie problem dla Andersa w Gorzowie bo trener nie rozmawia perfekcyjnie po angielsku. Ale zapewniam, że to nie problem. Po każdym treningu w Gorzowie ja osobiście  rozmawiałam z trenerem Chomskim i ustalaliśmy, co jest do zrobienia u Thomsena… Podobnie było na początku startów Andersa w Gdańsku. Powiem szczerze, że to duży problem, iż bardzo mało trenerów w Polsce rozmawia po angielsku. Nie jest to zbyt profesjonalne, jak na Ekstraligę. Kolejna ciekawa rzecz, która spotkała mnie ostatnio w Toruniu. Sponsorzy Iversena z Danii chcieli bardzo pojechać na Motoarenę, by zobaczyć Nielsa w akcji podczas meczu Ekstraligi. My z Nielsem myśleliśmy nawet o zacieśnieniu współpracy z Toruniem, a okazało się, że każdy sponsor Iversena, który przyjechałby do Torunia, sam musiałby sobie zapłacić za bilet na mecz. Powiem szczerze, że z marketingowego punktu widzenia bardzo słaba reakcja klubu…

A jak płacą Pani podopiecznym polskie kluby? Są opóźnienia w płatnościach?

Opóźnienia są bardzo często. Prawie zawsze. Najgorsza rzecz to, oczywiście, załączniki do kontraktów. Tu w kontrakcie dla PZM piszemy tyle i tyle koron, a w załączniku do naszych szuflad tyle i tyle. Resztę niech pan sobie dopowie. W Gorzowie teraz jest inaczej, to mogę powiedzieć, ale w pierwszej lidze te umowy z załącznikami są na prządku dziennym. Miałam kilku zawodników, którzy chcieli w tym sezonie jeździć w polskiej pierwszej lidze, ale nie podpisaliśmy żadnego kontraktu poza umową Seiferta w Gdańsku. Bo Gdańsk akurat płaci tak jak jest ustalone. Polskie kluby składają takie propozycje, że same wiedzą na starcie, iż ich nie zrealizują. To jest tak, jak masz milion koron duńskich na dom, a chcesz kupić sobie dom za dwa miliony. Uważam, że tę sytuację powinno jak najszybciej się uzdrowić, ale to już zadanie dla PZM.

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA

5 thoughts on “Sandra Salman: Problemy w Polsce? Język angielski i załączniki do kontraktów

  1. Bez jaj oni pracują w Polsce niech uczą się polskiego jaka ta Europą wygodna w Niemczech pracujesz masz umieć niemiecki w angli angielskiego itd ale w Polsce już nie polskiego tylko angielskiego nosz ku….nasze podwórko nasze zasady! Kto w końcu ich naprostuje!

  2. Gwoli wyjaśnienia – to Pani Manager NKI, specjalistka z zakresu „prawa gospodarczego” ma wyraźny problem z czytaniem ze zrozumieniem umów. Jeśli w umowie są określone świadczenia to nasz Klub je realizuje. A czym miałyby być darmowe wejściówki w ilości kilkudziesięciu – uwaga – karnetów na cały sezon. Darowizna? Jeden kosztuje w wersji VIP 850 złotych. Oczekiwanie Pani Manager to byłby koszt dla Klubu na poziomie – uwaga – kilkudziesieciu tysięcy złotych. Ufff… dobrze, ze Pani Manager, specjalistka od umów gospodarczych, nie zapragnęła rozdać w ramach promocji kilku tysięcy karnetów kolegom z Danii… bo byśmy z torbami poszli. A na poważnie to każdy zawodnik dysponuje pula biletów na każdy mecz. NKI tez. A jeśli ma więcej znajomych, przyjaciół, sponsorów to niestety zapraszamy do kasy. Klub musi mieć przychody z biletów/karnetów…. żeby – i tu niespodzianka dla Pani Manager – mieć z czego wypłacać wynagrodzenia m.in. NKI.

    1. Szanowny Panie Prezesie,

      Ale wystarczy odesłać Panią Manager do jednej z najlepiej zarządzanych lig na świecie; NBA, gdzie zawodnicy często jak zapraszają znajomych przyjaciół na mecze, to normalną praktyka jest to że płacą za bilety. I wydaje mi się że mówimy o gwiazdach o wiele większej miary niż NKI 🙂

  3. Fakt jest taki, ze nie chodzi o darmowki na wejście – jak już wcześniej tłumaczyłam.
    Podkreślam ze wypowiadam się tylko z doświadczenia z innych klubów żużlowych, i nawet jak chodzi o hockey czy inny sport. Zawodnik przedstawia nie tylko siebie ale także klub, tak samo jak klub przedstawia zawodnika. Chodzi jedynie o współpracę między zawodnikiem i klubem która musi i ma być korzystna dla klubu także jak dla zawodnika. Nikt nigdy nie mówił o rozdawaniu biletów na lewo i na prawo i o takich liczbach biletów jak jest napisane tu, lub o nie płaceniu ani grosza.

    Jak by jakiś klub do mnie zadzwonił- jak to już się wcześniej stało i prosił o ugoszczenie sponsora klubu- nie zawodnika- w Danii, nie patrzę wtedy czy to dla nas korzystne ale czy to korzystne dla klubu.

    Pozatym temat jest już ogarnięty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.