lotto partner główny serwisu
Bartosz Smektała kolekcja
betard
czw. Sty 23, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Sandra Salman: Problemy w Polsce? Język angielski i załączniki do kontraktów

Jak wspominał jeden z ekstraligowych trenerów, składy na kolejny sezon kluby zaczynają często układać już w połowie trwających rozgrywek. Rozmowy prowadzone są nie tylko z zawodnikami, ale też z ich opiekunami. O problemach i blaskach pracy z polskim klubami rozmawiamy z menedżerką żużlowej reprezentacji Danii oraz m.in. Nielsa Kristiana Iversena i Andersa Thomsena, Sandrą Salman.

W jaki sposób trafiła Pani na stałe do Danii?

Z pochodzenia jestem Polką i tam też się, oczywiście, urodziłam. Do Danii przyjechałam z rodzicami w roku bodajże 1990.

Do żużla – z tego, co mi wiadomo – przywędrowała Pani w sposób totalnie przypadkowy…

Tak, to zabawna historia. Mam kolegę, który wspierał wyścigi samochodowe i jednocześnie pomagał też jako sponsor Andersenowi Thomsenowi. Któregoś dnia powiedział mi, że jego podopieczny, czyli Anders, zaczyna profesjonalnie bawić się w żużel i tym samym potrzebuje dobrego menedżera. Powiedział, że zna mnie i chciałby, abym to właśnie ja mu pomagała. Nie bez znaczenia był fakt, że jestem prawnikiem specjalizującym się w prawie gospodarczym. Obecnie ten fakt bardzo mi pomaga w negocjacjach z klubami. Odpowiedziałam mu wtedy, że ja kompletnie na żużlu się nie znam. Tak też faktycznie było. Doszło jednak później do spotkania z tatą Andersa Thomsena, w roku 2014. Spotkaliśmy się w kawiarni w Odense, doszliśmy do porozumienia i zaczęłam się uczyć tego sportu od zera. Pamiętam, że miałam nawet kłopoty, aby napisać pierwszą informację prasową dla dziennikarzy. Dzwoniłam do Andersa i pytałam, co jest co, jeśli chodzi o sprzęt żużlowy.

Komu jeszcze Pani pomaga?

Najważniejsi, dla których obecnie pracuję, to, oczywiście, Anders Thomsen, Niels Iversen oraz startujący w tym sezonie w Gdańsku Jonas Saifert.

No i jest Pani również menedżerką reprezentacji Danii…

Miałam i mam bardzo dobre kontakty z zawodnikami. Pojawiła się propozycja pomocy reprezentacji Danii i na nią przystałam. Tak naprawdę nie odmawiam pomocy nikomu, kto się do mnie po nią zgłosi. Swoją pracę menedżera żużlowego dzielę mniej więcej tak – 90 procent czasu poświęcam swoim zawodnikom, a 10 procent reprezentacji Danii.

Jaki ma Pani zakres obowiązków jako menedżer reprezentacji Danii?

Tak naprawdę zajmuję się organizowaniem sparingów czy spotkań międzynarodowych. Oczywiście dochodzą kontakty z mediami i sprawa najważniejsza, czyli poszukiwanie sponsorów. Mamy wspólnie nakreślony plan działania i zmierzamy do tego, aby żużel w Danii powoli zaczął się odbudowywać.

Co jest czynnikiem niezbędnym do tego, aby duński żużel odzyskał swój blask?

Jest na pewno wiele warunków koniecznych do spełnienia, abyśmy znowu mieli żużel na dobrym poziomie i przy odpowiednim zainteresowaniu mediów oraz sponsorów. W Danii jest piłka nożna, później piłka ręczna, kolejne trzy sporty i dopiero żużel. Na pewno potrzebne są silne kluby działające przy wsparciu duńskiej federacji oraz, co najważniejsze, muszą nam pomóc sami zawodnicy. Szczerze musimy sobie powiedzieć jedno – kiedyś najlepsi zawodnicy jeździli do Anglii, teraz jeżdżą do Polski i musimy robić wszystko, aby zaczęli wracać do Danii. Były czasy, kiedy w lidze duńskiej startował choćby Tomasz Gollob… Jest do wykonania tytaniczna praca, jeśli chodzi o marketing tego sportu w Danii.

Ciężko jest pozyskać sponsorów dla duńskich żużlowców w ich kraju?

Powiem szczerze – wszystko zależy od tego, jaki to zawodnik. Jeśli uczestnik Grand Prix, to zadanie jest wykonalne. Jeśli chodzi o zawodników spoza cyklu IMŚ, to łatwiej o sponsorów w Polsce.

No właśnie, a jak się Pani układają kontakty z polskimi sponsorami?

Kiedy prowadzę rozmowy w Polsce, to firmy są bardziej otwarte na rozmowy. Po prostu w Polsce ten sport jest bardzo, ale to bardzo popularny. Wykonuję swoją pracę jak najlepiej i nie ukrywam, że skutecznie pomagam swoim zawodnikom.

Ostatnio krytyka spotkała w Polsce mechaników Andersa Thomsena…

Tak. Anders Thomsen ma obecnie dwóch mechaników, którzy mówią po węgiersku i po angielsku. Nie mówią, niestety, po polsku. Wiem, że już jest gadka o tym, że to będzie problem dla Andersa w Gorzowie bo trener nie rozmawia perfekcyjnie po angielsku. Ale zapewniam, że to nie problem. Po każdym treningu w Gorzowie ja osobiście  rozmawiałam z trenerem Chomskim i ustalaliśmy, co jest do zrobienia u Thomsena… Podobnie było na początku startów Andersa w Gdańsku. Powiem szczerze, że to duży problem, iż bardzo mało trenerów w Polsce rozmawia po angielsku. Nie jest to zbyt profesjonalne, jak na Ekstraligę. Kolejna ciekawa rzecz, która spotkała mnie ostatnio w Toruniu. Sponsorzy Iversena z Danii chcieli bardzo pojechać na Motoarenę, by zobaczyć Nielsa w akcji podczas meczu Ekstraligi. My z Nielsem myśleliśmy nawet o zacieśnieniu współpracy z Toruniem, a okazało się, że każdy sponsor Iversena, który przyjechałby do Torunia, sam musiałby sobie zapłacić za bilet na mecz. Powiem szczerze, że z marketingowego punktu widzenia bardzo słaba reakcja klubu…

A jak płacą Pani podopiecznym polskie kluby? Są opóźnienia w płatnościach?

Opóźnienia są bardzo często. Prawie zawsze. Najgorsza rzecz to, oczywiście, załączniki do kontraktów. Tu w kontrakcie dla PZM piszemy tyle i tyle koron, a w załączniku do naszych szuflad tyle i tyle. Resztę niech pan sobie dopowie. W Gorzowie teraz jest inaczej, to mogę powiedzieć, ale w pierwszej lidze te umowy z załącznikami są na prządku dziennym. Miałam kilku zawodników, którzy chcieli w tym sezonie jeździć w polskiej pierwszej lidze, ale nie podpisaliśmy żadnego kontraktu poza umową Seiferta w Gdańsku. Bo Gdańsk akurat płaci tak jak jest ustalone. Polskie kluby składają takie propozycje, że same wiedzą na starcie, iż ich nie zrealizują. To jest tak, jak masz milion koron duńskich na dom, a chcesz kupić sobie dom za dwa miliony. Uważam, że tę sytuację powinno jak najszybciej się uzdrowić, ale to już zadanie dla PZM.

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA