Główny partner portalu

fot. Thomas Klemm
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Jakie to będą rozgrywki? Ano, skoro w każdej z wyższych klas mamy sezon jaj i niespodzianek, nie spodziewałbym się niczego innego po lidze drugiej. Znajdziemy tu zawodników chimerycznych, półamatorów, niemiecki bombowiec spełniający ambicje ojca, wielkie zagadki, a także cały zestaw nieopierzonych juniorów. Ciekawym jest także, jak zachowają się w obliczu pandemicznych mistrzostw budżety klubów i drugoligowych żołnierzy.

Już za kilka dni startuje ostatnia z polskich lig żużlowych. Z racji tego, że miał być to mój trzeci sezon pracy na drugoligowych arenach, de facto są to rozgrywki, które obecnie najbardziej przyciągają mój umysł i serce. Pomimo początkowego braku wiary w to, że rozgrywki się odbędą, finalnie – jak wiadomo – wykorzystując pandemiczny brak jakiegokolwiek sportu do pokazania oraz rosnący poziom ligi, udało się niebieskim garniturom polskiego speedwaya znaleźć telewizję, która umożliwi klubom z Krosna, Poznania, Opola, czy Rawicza pokazanie się szerszej niż 50% pojemności stadionu publice. W efekcie mamy na mym ukochanym dalekim froncie prawdziwą rewolucję. Tylko sześć zespołów – w tym jeden nowy, zza zachodniej granicy. Kamery Motowizji i Joanna Cedrych w studiu. Nowa tabela biegowa, jak i nowy klub w Rzeszowie. Nowe limitery obrotów. Aż chciałoby się westchnąć z zachwytu, ale tak naprawdę nie ma ku temu powodów, gdy pomyślimy o kolejnym przymusowym novum – obciętych drugoligowych stawkach.

Jakie to będą rozgrywki? Ano, skoro w każdej z wyższych klas mamy sezon jaj i niespodzianek, nie spodziewałbym się niczego innego po lidze drugiej. Znajdziemy tu zawodników chimerycznych, lokalnych matadorów, półamatorów, niemiecki bombowiec spełniający ambicje ojca, wielkie zagadki, a także cały zestaw nieopierzonych juniorów. Ciekawym jest także, jak zachowają się w obliczu pandemicznych mistrzostw budżety klubów i drugoligowych żołnierzy. Nie są one wszak stworzone z tej samej gumy, co budżety Stali Gorzów czy Falubazu, a i zawodnicy są mniej zamożni. W obliczu mniejszego zainteresowania sponsorów połączonego z obciętymi stawkami i niepłaconymi na bieżąco fakturami może to skutkować końcem żużlowej przygody co niektórych pechowców.

A co ze mną? Toć mój pryncypał ma być jednym z liderów poznańskich Skorpionów. Ano, już odpowiadam – nic. Sezon spędzę na zmianę przed ekranem komputera i telewizora. Mego pracodawcę chwilowo opuścili wszyscy sponsorzy, pojawił się pewien prywatny problem, a skala koronawirusowych cięć spowodowała, że mój weekendowy pobyt w Poznaniu jest zwyczajnie nieopłacalny. Dość powiedzieć, że tak zwany travel dla zawodnika przedstawia w wyżej opisanym wypadku wartość oscylującą w granicach pary markowych butów.Ustna umowa więc ustną umową, ale nie zapominajmy, że zawodnicy płacą podatki, a żużel, to zwyczajny biznes. W biznesie natomiast rozchodzi się o taką kalkulację, by ostatecznie wyszło na plus. Zawodnik zatem może zakasać rękawy i własnoręcznie umyć sprzęt po treningu, a na zawody zawsze znajdzie się jakiś chłopak, który mieszka bliżej niż trzysta kilometrów od stadionu. Sad but true, takie mamy realia. Tyle z osobistych wycieczek, zacznijmy przegląd sześciu armii.

Wolfe Wittstock

Fakt, że klub Franka Mauera przystępuje do rozgrywek, to bardzo duży plus. Uważam, że dla rozwoju żużla w sąsiednich krajach powinniśmy zrobić wszystko, by nakłonić do jazdy jak najwięcej takich zespołów. Ktoś powie, że zagranicę daleko, ale do Daugavpils wszyscy posłusznie od kilkunastu dobrych lat jeżdżą. Nie jesteśmy w USA czy Chinach, gdzie odległości są kolosalne, a dojazd choćby do Pragi lub na Ukrainę nie powinien stanowić potwornego obciążenia dla budżetów. Jeśli można kontraktować zawodników o niemałych wymaganiach finansowych, vide Dawid Lampart czy Bjarne Pedersen, można też jechać na mecz zagranicę – proste. Niestety próżno w pozostałych ościennych państwach szukać majętnych entuzjastów dyscypliny pokroju Franka Mauera i na tę chwilę Wilki z Wittstock pozostają w stawce wyjątkiem.

Prezes klubu z Wittstock budował zespół ostrożnie. Debiutancki sezon przeznaczony jest na to, by fajnie się pokazać, poczynić kalkulacje i przygotować sobie grunt pod dalsze kroki. Choć początkowo lista zakontraktowanych zawodników ciągnęła się w nieskończoność, brakowało mi, szczerze powiedziawszy, jednego nazwiska – Kevina Woelberta. Wprawdzie panowie mieli pewne nieporozumienia, ale wiem, że jeśli dwie osoby pragną się dogadać, wszystkie zaszłości da się zepchnąć w otchłań niepamięci. Mocne nazwisko i popularność Kevina w krajach związkowych byłego DDR z pewnością przyciągnęłaby sponsorów i kibiców na stadion, wysyłając przy tym sygnał, że Mauer chce czegoś więcej, niźli szczerzenia kłów przed własną budą – używając tu kynologicznej analogii. Tak się jednak nie stało, a ów spis wittstockowych rekrutów zawierał choćby tak egzotyczne pozycje, jak Geert Bruinsma, czy, z całym szacunkiem, Ondrej Smetana. Największe armaty stanowić miał Meklemburczyk Tobias Busch oraz uwielbiany w Gdańsku Renat Gafurow, spore nadzieje pokładano także w rozwojowym Marcinie Kościelskim.

W wyniku pandemicznej zawieruchy i nowych regulacji kadra została mocno okrojona. Zostali w zasadzie sami Niemcy plus nasz wysoki rodzynek Kościelski. I, rzecz jasna, jeżdżący szkoleniowiec Marcin „Sekcio” Sekula. Niestety nie udało się utrzymać Tobiego Buscha – ten, jako żużlowiec nie w pełni profesjonalny, zdecydował się w bieżącym sezonie poświęcić czas na pracę pozwalającą mu godnie utrzymać rodzinę, nie ryzykując przy tym zdrowiem i bankructwem. Zachodnie Wilki, to przede wszystkim młodzieńczy zew pod opieką weterana Gafurowa. Niemiecka drużyna z pewnością będzie najmłodszą, prócz rawickiego Kolejarza, w lidze. Wasserman, Fienhage, Lukas Baumann, Dominik Moser, Ben Ernst, Marcin Kościelski, czy wreszcie krótkowłosa niewiasta Celina Liebmann – to wszystko są zawodnicy poniżej 25. roku życia. Chwała więc Mauerowi, że stawia na młodzież – to może zrobić tylko i wyłącznie dobrze dla niemieckiego speedwaya.

Na co stać drużynę prowadzoną przez Marcina Sekulę? Z pewnością na to, by Heidering stało się obiektem nielubianym przez przyjezdnych. Tor w Wittstock, to typowe lotnisko na którym można by się ścigać i w ośmiu, a wielu zawodników z konkurencyjnych drużyn zna go jedynie z opowieści lub pojedynczych występów sprzed X lat. Niemcy natomiast są weń mocno wjeżdżeni i będzie to ich sporym atutem. Kolejne, to zgranie, atmosfera i całkowity brak presji. Oni nie muszą, a z pewnością bardzo chcą. I potrafią, bo każdy z wyżej wymienionych zawodników ma już na swoim rozkładzie poważne nazwiska. Sukcesem dla drużyny z Meklemburgii-Przedmorza będą zwycięstwa u siebie, kibice na stadionie, a także rozbudzenie zainteresowania sponsorów. I o to w tym wszystkim chodzi. Znając niemiecką pasję do speedwaya jestem święcie przekonany, że drużyna znajdzie wielu fanów i darczyńców gotowych wesprzeć ten projekt, a sami zawodnicy nie przyniosą sobie wstydu i przyciągną atencję polskich klubów. Miejsce w tabeli? Niestety, obawiam się, że jeśli Kolejarz Rawicz będzie miał sposobność sięgnięcia po leszczyńskie wsparcie, to Wolfe Wittstock zabraknie armat, by przebić wielkopolską kanonadę. Jednak gdy patrzę w dal, widzę solidny zespół, który, hipotetycznie wzmocniony najlepszymi żużlowcami wschodnich Niemiec – Woelbertem i Buschem – mógłby sporo namieszać. Mam również nadzieję, że w lidze zadebiutuje weteran niemieckich torów – Mirko Wolter. Uczestnika Grand Prix w Berlinie z 2001r spotkała w zimę najgorsza z możliwych tragedii – śmierć syna. Niech więc Justin Lee Wolter będzie w sferach niebieskich dumny ze swego ojca, że ten doczekał się pod koniec swej bogatej kariery startów w Polsce.

Mój skład na ślepo:

  1. Steven Mauer
  2. Lukas Fienhage
  3. Marcin Kościelski
  4. Sandro Wassermann
  5. Renat Gafurow
  6. Ben Ernst
  7. Lukas Baumann

Metalika Recycling Kolejarz Rawicz

Choć było sporo niewiadomych, udało się uratować rawicko-leszczyńską kolaborację. Mało tego, Niedźwiadki startować będą pod nowym, budzącym gitarowe skojarzenia, brandem. Odświeżone logo rawiczan prezentuje się równie ciekawie, co kilka perełek, którymi dysponować będzie Roman Jankowski. Oczy leszczyńskich działaczy z pewnością skierowane będą na Keynana Rew i Andersa Rowe – w nadziei, że rozwiną się równie szybko co Jaimon Lidsey. Drugi z Australijczyków także miał rok temu tylko objeżdżać się w drugiej lidze, tymczasem pod koniec roku zadebiutował w elicie, by w bieżącym sezonie bezpardonowo wyrzucić ze składu pewną rudowłosą postać noszącą przypadkiem nazwisko głównego antagonisty Jądra Ciemności Josepha Conrada. Keynana Rew widziałem już trzy lata temu w Danii. Opalony Aussie przebywa na wietrznych wyspach od kilkudziesięciu miesięcy, aby przysposabiać się do europejskiego speedwaya. W zeszłym roku na treningach w Slangerup był naprawdę szybki, a i w polskiej lidze pokazał się obiecująco – zważywszy, że ma dopiero 17 lat. Szkoda ubiegłorocznej potwornej kontuzji, jednak jestem święcie przekonany, że się podniesie i przywiezie do mety niejedną trójkę. Anders Rowe? Chłopaka nie znam, ale jeśli Unia Leszno bierze go do Rawicza i ładuje z miejsca do składu, można być pewnym, że gość wie, na czym polega jazda w lewo. Prócz tej dwójki w zimowej kadrze zespołu znajdowało się jeszcze dwóch ciekawych młodzieńców – Paweł Nagibin i Matthew Gilmore. O tym drugim słyszałem jedynie, że spory talent, choć me własne oczy tego nie ujrzały. Dziś jednak próżno szukać tych dwóch nazwisk w kadrze zespołu i nie mam pojęcia, czym jest to podyktowane.

Doświadczona przeciwwaga dla młodych Anglosasów, to nieśmiertelny Bali, waleczny, gryzący tory Arkadiusz Pawlak i Max Dilger – niemiecki wyrobnik, który miewał w zeszłym roku całkiem fajne występy dla Polonii Piła, choć – szczerze powiedziawszy – dla mnie jest to jeden z zawodników, którzy prezentują się dużo lepiej niż jeżdżą. Wiecie, szeroki team, koszulki, czapeczki, dopieszczony design, wielki, oklejony bus. A poważnej prędkości brak. Myślę, że stanowić on będzie zaplecze seniorskie, gdyby nie dało się skorzystać akurat z usług Baliego, Pawlaka, czy leszczyńskiego zaciągu.

I tu dochodzimy do sedna. Kubera, Smektała, Lidsey… Czy nie jest to aby lekka przesada? Ja rozumiem, że Kolejarz jest z Unią niejako połączony i dzięki niej przetrwał, ale osobiście uważam, że wystawianie zawodników „pełną gębą ekstraligowych” w meczach drugiej ligi rozmija się nieco z zasadami fair play. Szymon Szlauderbach – owszem, zapraszamy. To wciąż junior, nie zdobył jeszcze powyżej sześciu punktów w meczu. Pludra? Sadurski? Picz? Zapraszamy serdecznie, utalentowani młodzieżowcy, którzy nie mieszczą się w pierwszej kadrze Unii. Niech się rozwijają, jeżdżą i punktują (w tym aspekcie bardzo, bardzo liczę na Kacpra Pludrę) ku chwale polskiego żużla. Ale Kubera, Smyk i Lidsey? Zawodnicy, którzy oscylują w granicy średniej biegopunktowej 1.7-2.0? Nie, moi mili państwo, to jest moim zdaniem trochę niesprawiedliwe. Popatrzmy, czy młodzieżowe drużyny z obu stron Manchesteru wystawiały do kluczowych spotkań kolejno Masona Greenwooda lub Phila Fodena, żeby tylko dokopać rywalom? No niekoniecznie. Albo ktoś jest w rezerwach, albo w pierwszym zespole, proste.

Regulamin jest jednak jaki jest i nie mnie z nim polemizować. Ważne, że rawicki ośrodek nie umarł i na stadionie im. Floriana Kapały mamy kolejny rok z rzędu mecze, które nie są do jednej bramki. Uważam, że Metalika Recycling Kolejarz Rawicz zagra na nerwach niejednemu rywalowi i z pewnością nie zajmie ostatniej pozycji w ligowej tabeli. Leszczyńskie działa, specyficzny obiekt, ręka Jankesa i wielkie pokłady talentu drzemiące w najmłodszej drużynie ligi stanowią rękojmię mej tezy.

Mój skład w ciemno:

  1. Damian Baliński
  2. Keynan Rew
  3. Szymon Szlauderbach
  4. Arkadiusz Pawlak
  5. Jaimon Lidsey (Smektała, Kubera)
  6. Krzysztof Sadurski
  7. Kacper Pludra

SpecHouse PSŻ Poznań

Tak, nadeszła kolej na klub o barwach identycznych, jak duńskie Slangerup. Klub, dla którego jeździ – nomen omen – mój zawodnik, którego to w wyniku takich a nie innych okoliczności popisy obserwować zamierzam przed telewizorem. Wiem, że wspominam o tym już drugi raz, ale gryzie mnie to, jak drobinki włosów pozostałe na koszulce po wizycie u fryzjera. Boli, piecze, pobudza do rozmyślań. Trudno, widocznie bogowie chcieli, by moje wspomnienia z Poznania wciąż lawirowały wokół współorganizowanego przez Stowarzyszenie Reprezentacja Polski Bezdomnych w 2013 roku eventu Homeless World Cup – najpiękniejszych dwóch tygodni mojego życia. Eventu, którego wszystkich uczestników w tym momencie serdecznie pozdrawiam. PSŻ Poznań, tak.

Stolica Wielkopolski żyje Lechem, oprócz tego Lechem, poza tym jeszcze Lechem, trochę Wartą Poznań, a gdzieś tam w tle są Skorpiony rozgrywające żużlowe pojedynki na zalesionym, nudnym Golaju. Pierwsza rzecz jest taka, że Golaj przeszedł w zimę serwis i podobno ma już nie być nudnym, kurzącym się lotniskiem. Oby, bo fajnych torów nigdy za wiele.

PSŻ Poznań w środowisku – co tu dużo gadać – ma opinię klubu, który średnio stoi finansowo. Po niespodziewanym rozgromieniu bydgoskiej Polonii w zeszłorocznym finale play-off, stali przed nieoczekiwaną i niewyobrażalną tym samym szansą na awans, jednak nieziemsko to spartolili. Warto jednak zastanowić się, czy nie było to działanie w pewnym sensie umyślne? To znaczy, czy w Poznaniu tak naprawdę komukolwiek zależało, by awansować? Trener ugadany w Toruniu, Bellego i tak skoczyłby ligę wyżej. O tłumy na stadionie równie trudno, co o poważnych sponsorów i mijanki. Z ubiegłorocznej kadry w klubie został w zasadzie tylko Zbigniew Suchecki i niezatapialny kapitan-kombinator, Marcel Kajzer. Zespół na ten sezon skrojono na miarę możliwości. Gwarant punktów w postaci Woelberta, zadomowiony na stałe w Poznaniu Kajzer. Robert Miśkowiak, Nick Morris i Nicklas Porsing. Krajowi seniorzy w postaci Larsa Skupienia i Zbigniewa Sucheckiego – zawodnicy, którzy mogą zrobić dychę albo zero. Juniorzy widmo, których nazwiska długi czas pozostawały w odmętach domysłów. I wreszcie Marcus Birkemose – młody duński supertalent, który sensacyjnie zdobywał dwucyfrówki w poprzednim sezonie Metal Speedway Ligi. Skład, który nie wróżył ani ostatniego miejsca, ani bezpośredniej walki o awans.

Aneksów nie podpisała trójka zawodników: Morris, Porsing i Miśkowiak. Każdy z nich w obliczu drastycznego cięcia stawek zapewne ma inne, bardziej opłacalne, rzeczy do roboty. Podobnie mógł uczynić świetnie przygotowany do sezonu Kevin Woelbert, ale jest tak głodny trójek i jazdy po tym jak został w Opolu odstawiony od składu, że koniec końców zdecydował się parafować deal i, mimo wielu przeciwności i odchyleń od pierwotnego planu, uczestniczyć w transmitowanych przez Motowizję rozgrywkach II Ligi.

Piotr Paluch dysponować będzie kadrą siedmiu seniorów. Oprócz wymienionych już Kajzera, Suchego, Larsa, Marcusa Birkemose i Woelberta kontrakty parafowali także Filip Hjelmland i Bartosz Szymura. Hjelmland ma problem w tym, by zabłysnąć poza Vetlandą i wróżę mu walkę o skład z Larsem Skupieniem. Bartosz Szymura natomiast, to chyba ostatni reprezentant straconego dla polskiego speedwaya rocznika 1989. Patrzę na jego starty z wielkim sentymentem i kibicuję mu, bo to historia podobna do Michała Łopaczewskiego – obaj ze sporym talentem, obaj biedni, obaj stawili czoła przeciwnościom i obaj kilkukrotnie wracali do speedwaya. „Honda”, jak jeszcze czternaście lat temu na Szymurę mawiano, ma na pewno serce do walki, ale do podstawowego składu przebić mu się będzie ciężko. Choć kto wie? Wszak to sezon jaj i niespodzianek. Pawlaszczyk, Mitko, bracia Flegerowie, Bartosz Szymura. Piekarski, Miturski, Romańczuk, Damian Baliński Jr, wspomniany wcześniej Łopata. Na torach pozostał sam Szymura. Kibiców z Rybnika proszę o gorące wsparcie dla chłopaka.

PSŻ ma drużynę, która może każdy mecz – przy odpowiednich okolicznościach – wygrać lub przegrać. Zawodnicy – zagadki. Jedyny konstans i pewnik, to Kevin Woelbert, będący trzy sezony z rzędu w czołowej trójce ligowej klasyfikacji. Tak jak wszyscy, czekam również niecierpliwie na Birkemose. Nieprzewidywalny Duńczyk może sprawić kibicom wielki zawód, a może wozić po 13 punktów i szybciutko pojawić się pod ósemką w Stali Gorzów. Na własne oczy go nie widziałem, ale menadżer pewnego duńskiego klubu powiedział mi, że choć chłopak jest niespokojny i problemowy, ma przeogromny talent i lekkość, porównywalne do młodego Darcy’ego Warda. Pozostaje nam wszystkim czekać, oby Marcus się nie spalił. Do mocnych punktów PSŻ-u zaliczyć można także juniorów, o ile obaj będą dostępni. Mateusz Panicz ma fantastyczną sylwetkę i myślę, że niejedną parę oczy w tym roku zadziwi. Wiktor Jasiński robi kolosalne postępy i punktuje w Ekstralidze, więc o jego zdobycze na drugoligowych arenach byłbym spokojny. Dopełnienie składu to trójka jeżdżących w kratkę seniorów i to ich postawa będzie zapewne w wypadku Skorpionów decydująca. Ponadto, na plus nawiązanie współpracy ze Stalą Gorzów. Powinno to pomóc Poznaniakom w tak zwanym „ogarnięciu”, gdyż z tego, co zdążyłem zaobserwować choćby w zimę – klub ma w tej materii sporo do poprawy. Czekam zatem na mecze mojego „niedoszłego” klubu z chłodną niecierpliwością, choć to niewątpliwie oksymoron.

Przewidywany skład:

  1. Marcel Kajzer
  2. Lars Skupień
  3. Zbigniew Suchecki
  4. Marcus Birkemose
  5. Kevin Woelbert
  6. Mateusz Panicz
  7. Wiktor Jasiński

CDN.

DAMIAN KLOS

3 komentarze on Raport z dalekiego frontu, czyli przegląd drugoligowych wojsk przed inauguracją (cz.1)
    Piotr Pyszny;)
    30 Jul 2020
    12:49pm

    Zapowiada się ciekawie-nieprzewidywalnie a to wszyscy lubimy. Ekstraliga wieje nudą: albo włodarze żużla zmienią radykalnie dyscyplinę albo mogą wprowadzić przepis o zmniejszeniu liczby okrążeń z 4 do 1 – bo na pozostałych 3 i tak nic się nie dzieje; szkoda czasu, paliwa, sprzętu.

    Rozpoczyna się bitwa sześciu armii, czyli przegląd drugoligowych wojsk przed inauguracją (cz.2) | PoBandzie
    31 Jul 2020
    10:11am

    […] Raport z dalekiego frontu, czyli przegląd drugoligowych wojsk przed inauguracją (cz.1) […]

Skomentuj

3 komentarze on Raport z dalekiego frontu, czyli przegląd drugoligowych wojsk przed inauguracją (cz.1)
    Piotr Pyszny;)
    30 Jul 2020
    12:49pm

    Zapowiada się ciekawie-nieprzewidywalnie a to wszyscy lubimy. Ekstraliga wieje nudą: albo włodarze żużla zmienią radykalnie dyscyplinę albo mogą wprowadzić przepis o zmniejszeniu liczby okrążeń z 4 do 1 – bo na pozostałych 3 i tak nic się nie dzieje; szkoda czasu, paliwa, sprzętu.

    Rozpoczyna się bitwa sześciu armii, czyli przegląd drugoligowych wojsk przed inauguracją (cz.2) | PoBandzie
    31 Jul 2020
    10:11am

    […] Raport z dalekiego frontu, czyli przegląd drugoligowych wojsk przed inauguracją (cz.1) […]

Skomentuj