Główny partner portalu

Radosław Strzelczyk. fot. media klubowe Ostrovii Ostrów
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Radosław Strzelczyk, prezes zarządu Ostrovii Ostrów Wielkopolski, zapomniał już o przegranym pierwszym spotkaniu półfinałowym w Gnieźnie. Zapewnia jednak, że jego drużyna będzie solidnie przygotowana do meczu rewanżowego. Zawodnicy trenują, a prezes zastanawia się, ile powinien przygotować… tytoniu.

Po meczu w Gnieźnie, patrząc na wynik Twojej drużyny, możesz być chyba umiarkowanie zadowolony. Oczywiście, trudno cieszyć się z porażki (40:49), ale wynik w sumie nie jest najgorszy. Z drugiej zaś strony, trochę punktów potraciliście na trasie.

No tak. My już na próbie toru wiedzieliśmy, że będzie to trudne spotkanie. Całe szczęście, że zwłaszcza na początku trzymaliśmy się dzielnie. Faktycznie, brakło trochę końcówki i tam zgubionych punktów. Mogę być umiarkowanie zadowolony, chociaż dziewięć punktów to sporo. Sporo dlatego, że trzeba będzie, jak ja to mówię, trochę garba nagiąć, by to odrobić, ale w sumie nie wygląda to źle. Nie jesteśmy na straconej pozycji.

Czy jako drużyna planujecie jakieś szczególne przygotowania do rewanżu?

My przygotujemy się bardzo dobrze do tego meczu. I mentalnie, i sprzętowo. Najważniejsze będzie, by dobrze wejść w to spotkanie. O sukcesie, jak w każdym spotkaniu, będzie jednak decydowała dyspozycja dnia. Nie mamy jednak nic do stracenia, a sporo do zyskania. Jazda w ewentualnym finale, dla nas, jako beniaminka tych rozgrywek, to byłaby wielka sprawa.

Rozumiem też, że nie bierzecie pod uwagę pierwszego Waszego meczu z Gnieznem z rundy zasadniczej, kiedy goście nie mieli nic do powiedzenia?

O tym meczu już nie pamiętamy. Zresztą, o żadnym, który był, nie pamiętamy. Powtarzam, że dyspozycja dnia, warunki torowe, sprzętowe, pogoda, która czasem rozdaje karty, decydują o ewentualnym sukcesie w spotkaniu. W sporcie żużlowym wiele czynników zewnętrznych ma wpływ. Poza tym, przyjedzie do nas już inna drużyna z Gniezna. Na początku jechali faktycznie kiepsko. Są już jednak poukładani, jadą świetnie. Są zmotywowani i będą chcieli wygrać tak samo, jak my. Ostrovia jednak tanio skóry nie sprzeda, zatem zapowiada się dobry mecz. W każdym układzie drużyna z Wielkopolski będzie w finale, zatem kibicowsko, dla fanów żużla z tej części Polski, to spory plus.

Muszę Cię zapytać o bieg 14. Część fanów zarzucała Wam po meczu, że można było skorzystać z rezerwy taktycznej. Czy celowo z niej nie skorzystaliście, czy myśleliście o tym, ale zaufaliście innym zawodnikom?

Nie, faktycznie to był błąd. Mariusz (Staszewski, trener – dop. red.) przyznał po meczu, że to był błąd. Ja z Waldkiem (Górskim, wiceprezesem – dop. red) też po meczu się zorientowaliśmy, że można było zrobić inaczej, choć w czasie spotkania była taka myśl. My jednak mamy tutaj taką zasadę, że rozmawiamy przed spotkaniem i po. W trakcie meczu nie wtrącamy się trenerowi do roboty, którą wykonuje. Chociaż, akurat wtedy, Mariusz przyznał, że mogliśmy mu podpowiedzieć. No nic, nasz błąd, to się zdarza w ferworze walki. Nie myli się ten, kto nic nie robi. Trudno, stało się. W Gnieźnie też było ciśnienie na wynik w pewnym momencie, trochę nerwówki z polewaniem toru…

No właśnie. Nawet komentatorzy telewizyjni twierdzili, że coś chyba nie do końca pasuje z tą polewaczką.

No tak, rozmów i dywagacji, zdań różnych osób było dużo. Było, minęło, nie ma sensu do tego wracać. Jestem dumny z trenera, drużyny, bo przed sezonem nikt nas chyba nie widział na tym etapie rozgrywek. Nie chcę już o tym meczu pamiętać. Jasne, że fajnie, że niektórzy zwracają uwagę na nasze błędy, ale trzeba umieć posypać głowę popiołem, co uczyniliśmy. Wierzę w drużynę, jedziemy po swoje i ufam, że tą stratę odrobimy.

No właśnie, gdyby ktoś powiedział przed sezonem , że Ostrów będzie w okolicach finału, chyba popukałbyś się w głowę. Nie jesteście w klubie bardzo długo, a ma on płynność finansową, macie dobry wynik sportowy, świetny marketing, każdy zna swoje miejsce i obowiązki. Czy jest recepta na to, by w tak stosunkowo krótkim czasie stworzyć klub, tak doskonale poukładany?

Nie ma recepty. U nas jest normalnie. Zacznę od zawodników. Każdy zawodnik, z którym podpisujemy kontrakt jest kimś, komu ufamy i pokładamy duże nadzieje. Dajemy mu z jednej strony swobodę, z drugiej musimy to zestawić z naszymi oczekiwaniami. Nie z presją, a z oczekiwaniami.

Wejdę ci w słowo, bo od razu przypomniały mi się słowa Grzegorza Walaska, który niedawno powiedział, że w Ostrowie czuje się po prostu potrzebny drużynie.

No tak. Tak to musi wyglądać. Oni muszą czuć, że są potrzebni. I są. A najtrudniejsze jest, kiedy przegrywasz. Pamiętasz doskonale, jaki łomot dostaliśmy w Rybniku. Po meczu, usiedliśmy do wspólnej kolacji i mimo to, że nastroje były dalekie od dobrych, potrafiliśmy o tym normalnie, w fajnej atmosferze pogadać. Bez wyrzucania sobie tego czy tamtego. Widzisz, zawsze uważałem, że cokolwiek robisz, zawsze w życiu trzeba być człowiekiem. Struktury klubu się rozrastają i trzeba pamiętać o tym, że każdy jego pracownik jest ważny. I dla każdego trzeba znaleźć czas. Dla mnie tak samo ważni są zawodnicy, jak i Pani, która dba o czystość w naszym klubie. To jedność. Trzeba porozmawiać, wysłuchać, czasem konstruktywnej krytyki. I to jest szalenie istotne. To, że akurat ja jestem prezesem, nie ma większego znaczenia. Nie ukrywam, że życzyłbym sobie takiej sytuacji w każdym klubie i zarazem każdej firmie.

Piękne to, co mówisz, ale są kluby, w których tak nie jest. I nie ma poszanowania dla nikogo.

Nie pociągnę tego wątku dalej (śmiech).

Ostrovia w PGE Ekstralidze? Czy to możliwe?

Życzyłbym sobie tego. Przede wszystkim, też takiego sponsora dużego, żeby dał się przekonać, że u nas w Ostrowie jest po prostu normalnie. Może i z czasem miasto nas wesprze w większej części, chociaż bardzo dziękujemy za to, co mamy. I wtedy dopiero to będzie możliwe. Bo marzenia marzeniami, ale trzeba stąpać twardo po ziemi.

Udało się Wam jednak zbudować solidną markę.

Wiesz, chyba wiem, jaka jest nie recepta, bo nie lubię tego słowa, ale nasz sposób na to. Zawsze dobieramy ludzi z charakterem. Swoim zdaniem. Ale ludzi, którzy wnoszą do klubu coś. Nie potrzebujemy indywidualności, choćby nie wiem, jak dobrych. Dobieramy tak ludzi, by po porażkach, których trochę było, a pewnie jeszcze będzie, na drugi wstać i robić swoje. Nie płakać. To nie ma sensu. W Ostrowie nie ma wytykania palcem, śmiechów po kątach z siebie, wyzwisk. To niedopuszczalne. Stawiamy na dobrą atmosferę i normalność. Siadamy i wspólnie wyciągamy wnioski z naszych niepowodzeń. Dziś ja coś zawalę, jutro ty. No i co? I nic. Sztuką jest nie powtarzać błędów.

Czasem jednak wszyscy zapominają, że to przede wszystkim sport.

Wyjąłeś mi to z ust. To przede wszystkim sport. Wiele osób o tym zapomina. Kibice widzą przede wszystkim żużlowców i trenera, ewentualnie zarząd. A klub tworzy wiele osób, funkcyjni na przykład, którym należy się ogromny szacunek. Każdy dokłada swoją cegiełkę do tego sukcesu, ale każdy też obarczony jest porażkami. To tak jak w życiu. Uważam, że nie ma miejsca na jakieś obrażanie się, nie odzywanie, ciche dni. To bez sensu. Wkładamy we wszystko co robimy ciężką pracę i wierzymy, że ta ciężka praca kiedyś zaowocuje. Jesteśmy przecież w półfinale ligi, a to, jak już powiedziałem, też wynik naszych starań. Bardzo bym chciał, by spotkanie z Gnieznem nie było naszym ostatnim meczem w tym sezonie. Ale znów wracam do tego, co mówiłem. To jest sport.

Niby jesteś jeszcze spokojny, ale wyczuwam już zwiększone emocje.

Masz rację. Nie ukrywam, że chciałbym już, żeby było po. Teraz jest jeszcze w miarę, ale w niedzielę będzie już chyba stan przedzawałowy. Szczerze, to czuję już napięcie przed niedzielą. Szkoda mi tylko wiceprezesa. Muszę jakoś przemycić mu na stadion dużą ilość tytoniu. Zastanawiam się tylko ile, bo Waldemar Górski wypala wagon już na próbie toru (śmiech).

To może warto w takim układzie zapalić coś bardziej odprężającego.

Myślę, że warto już chyba zakończyć tę rozmowę (śmiech).

Bardzo Ci więc dziękuję i życzę powodzenia w półfinale.

Również dziękuję.