lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Przemysław Wołowiec zgromadził ponad 130 figurek żużlowych. Fot: archiwum własne P. Wołowiec

Przemysław Wołowiec: Zaczarowałem Sajfutdinowa w Pradze

Na co dzień student kierunku medycznego na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Zabrzu. Przemysław Wołowiec to kibic Unii Tarnów i kolejna kolorowa postać świata kibicowskiego. Jego rodzina ma żużlowe korzenie, a on sam bardzo pokaźną kolekcję figurek żużlowych. Poznajcie historię 25-latka, pochodzącego z Tarnowa i uwielbiającego Tomasza Golloba.

Przemku, skąd zamiłowanie u Ciebie do sportu żużlowego?

Nie będę tutaj oryginalny, niestety. Na żużel pierwszy raz zabrał mnie tata, gdy byłem małym chłopcem i tak mi zostało do dzisiaj. Dodatkowo ten sport jest u mnie w rodzinie bardzo zakorzeniony, ponieważ obecny trener Unii Tarnów, Paweł Baran jest moim wujkiem. Można śmiało powiedzieć, że żużlem interesuję się od zawsze.

Niektórzy kibice zbierają programy żużlowe, zdjęcia czy plastrony. Ty masz kolekcję figurek żużlowych…

Zbieranie figurek zaczęło się zanim jeszcze na ten żużel poszedłem. Pierwszą figurkę kupił mi nie kto inny jak mój tata. Była to figurka Stanisława Burzy. Tak mi się spodobała, że postanowiłem sam zacząć kolekcjonować. Najpierw nabywałem figurki tylko na meczach tarnowskich Jaskółek. Potem już kupowałem po całej Polsce. Żeby zdobyć pieniądze na moje hobby, kosiłem na przykład trawę rodzicom.

Wśród kolekcji znajduje się cała światowa czołówka. Żadna z figurek się nie powtarza.

Jak pokaźną masz kolekcję?

W sumie jest ich 133 i, co bardzo ważne, żadna się nie powtarza. Mam wśród nich dwie duże – szczególnie dla mnie ważne – przedstawiające Tomasza Golloba w kevlarze Unii Tarnów z 2004 roku. Unia Tarnów zdobyła wtedy po raz pierwszy DMP. Natomiast druga przedstawia Tony’ego Rickardssona z 2005 roku w kevlarze, w którym wywalczył szósty tytuł indywidualnego mistrza świata. Mam wszystkie figurki złotej tarnowskiej drużyny z sezonów 2004 i 2005. Ponadto w mojej kolekcji są tacy niszowi zawodnicy jak Freddie Eriksson, niegdyś jeździec Orła Łódź.

Liczyłeś, ile wydałeś na swoją pasję?

Kupowałem średnie figurki za 135 zł, a te duże za 80 zł. Zaczynałem od 12 zł za figurkę i doszedłem do 18 zł.

Przemysław Wołowiec to kibic Unii Tarnów i student kierunku medycznego w Zabrzu

Figurki kupujesz tylko na stoiskach przed stadionami czy również za pośrednictwem Internetu?

Zdecydowaną większość kupiłem na stoiskach bądź w sklepach stacjonarnych. Pamiętam, jaką czułem ekscytację, gdy planowałem dokupić następną. Co tym razem dostanę nowego? Było to cudowne uczucie. Dzisiaj figurki są już mniej popularne i trudniej dostępne. Ponadto jakość wykonania tych figurek znacznie się pogorszyła, ale to wszystko zależy od miejscowości, w której się kupuje.

Pamiętasz jakąś zabawną historię związaną z zakupem danej figurki?

Owszem, pamiętam – było to, gdy kupiłem figurkę Emila Sajfutdinowa w 2009 roku w czeskiej Pradze. Jak się później okazało, Emil te zawody wygrał, a że figurkę kupiłem przed zawodami, to czułem się wtedy szczególnie. Z tymi figurkami to mam w ogóle fajne wspomnienia. One służyły kiedyś do zabawy na grze planszowej. Pamiętam, jak z sąsiadem urządzaliśmy rozgrywki ligowe, które niejednokrotnie kończyły się iście sportowymi emocjami (śmiech).

Jak długo planujesz jeszcze zbierać?

Chyba zaczynam pomalutku z tego wyrastać. Mam coraz więcej obowiązków i nie zawsze udaje mi się być na zawodach żużlowych. Mam kilka figurek, których nie chciałbym się nigdy pozbywać, ale gdyby znalazł się ktoś podobny do mnie, to chętnie porozmawiam i wymienię się na inną figurkę, także jestem otwarty na propozycje.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiał ŁUKASZ BRUNACKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.