Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Po bandzie. Wampir w Szklarskiej, samotność żużlowca i czołowe media

Rozmawiałem ostatnio z Andrzejem Zieją, byłym zawodnikiem WTS-u, Kolejarza Opole, Kolejarza Rawicz, Startu Gniezno. A więc w kilku żużlowych ośrodkach ślad swojej opony zostawił. Chłopak zbłądził i jest mu w życie źle. O Fundacji PZM nie słyszał, o stowarzyszeniu „Metanol” również. On tam pomocy nie szukał, a i nikt z branży mu takiej nie oferował. Czy to słabość środowiska?

Andrzeja, dziś niespełna 40 lat, zgubił i oszukał alkohol. Część życia spędził na dnie, część w puszce. Obecnie bezrobotny. Jest ostatnim polskim żużlowcem, który przywiózł w naszej lidze wielkiego Hansa Nielsena. Rzecz działa się w 1999 roku, przy okazji pilsko-wrocławskiego finału DMP. Problem alkoholowy to nie prosta sprawa, a każdy ma przecież masę swoich problemów, prawda? No a ci, którzy nałogowo wprowadzają baśniowy element w szarą rzeczywistość, muszą też, w pierwszej kolejności, chcieć pomóc sobie sami. Niemniej to symptomatyczne, że taki Andrzejek, jeden z Was, jeden z żużlowego środowiska, żyje sobie gdzieś z boku i milcząco woła o pomoc. Taki niemy krzyk.

Bez wątpienia osiągamy dziewicze i niedostępne dla innych szczyty profesjonalizmu w sporcie żużlowym, gdy chodzi, dla przykładu, o kolor gaci gracarza z pierwszego łuku. I dobrze. Niemniej warto też zauważyć kogoś, kto biznesowo opłaci się Wam średnio. To nie przytyk, lecz sugestia jak najbardziej. Bo ja również należę do grupy ludzi, która uważa, że w dużym stopniu sami wpływamy na swój los, a jeśli ktoś w sile wieku nie próbuje wykorzystać swego potencjału, to on zostaje z problemem, nie my. Dlatego nie twierdzę, że mamy się teraz zrzucać na chleb dla byłego żużlowca, zresztą on sam o to nie prosi. Niemniej każdy zasługuje na drugą szansę. Na to, by podstawić mu jakąś drabinkę, po której łatwiej się wygramolić na powierzchnię. A czy po drodze starczy sił, to już zależy w dużym stopniu od samego zainteresowanego. Żeby daleko nie szukać, Tomkowi Skrzypkowi udało się pokonać siebie.

Trzymaj się, Andrzejku, mamy Cię na oku. I pamiętaj, co w swojej biografii napisał słynny George Best, legenda Manchesteru United, bo się za smutno zrobiło. Brzmiało to mniej więcej tak: „Na kobiety i alkohol wydałem setki tysięcy funtów. Na szczęście… nie straciłem tych pieniędzy.

Ktoś spróbuje podać wędkę?

Tymczasem członkowie obecnej reprezentacji Polski, zgrupowani ostatnio w Szklarskiej Porębie, wysłuchali tam wykładu delegata Polskiej Agencji Antydopingowej. A im bardziej słuchali, tym mocniej pot mógł występować im na czole. Bo wielu się dowiedziało, ile to razy coś zrobiło nie tak. Choćby wcinając w dniu meczu bułkę z makiem. Albo kawał seromaka. Tak, siedzieli tam sobie chłopaki i mogli pomyśleć “o k…, ale fart”. No ale dosyć, ja sygnalistą nie jestem!

To też a propos tego, rzekomo, wszechogarniającego speedway profesjonalizmu.

Wiecie, kogo nazywają sportowcy wampirami? Pracowników Światowej Agencji Antydopingowej (WADA – teraz szefuje jest Witold Bańka, wcześniej minister sportu). Bo nawiedzają swoje ofiary o poranku, by utoczyć z nich nieco krwi. Do badania, rzecz jasna. A z tym makiem to nie bujdy. Otóż niedawno pewnej Amerykance zabroniono zabrać ze szpitala nowonarodzoną córeczkę, bo w jej organizmie wykryto opiaty, czyli ślady narkotyku. Nie mogła uwierzyć. Przypomniała sobie jednak, że dzień zaczęła od bułki z makiem właśnie. Gdy poprosiła o ponowne testy narkotykowe, usłyszała, że jest już za późno. Że władze stanowe zostały już poinformowane o matce, który zgłosiła się na poród pod wpływem narkotyków. Trzeba bowiem wiedzieć, że – tak twierdzą biegli w temacie – ziarno maku używanego w piekarnictwie pochodzi z rośliny maku lekarskiego. Tej samej, która trafia do morfiny czy heroiny. Te nasiona nie uzależniają i nie zabierają w krainę beztroskiej szczęśliwości, jednak badanie krwi nie jest w stanie ich odróżnić. 

Swego czasu opisywałem przypadek pewnego oszczepnika ze Zgorzelca, któremu tak powiało na zawodach w Bydgoszczy, że biedak wbił się na listy światowe z drugim wynikiem sezonu. A to pół-amator był, na co dzień instalator anten satelitarnych czy specjalista od napraw sprzętu RTV, nie pamiętam już dobrze. No i wciągnęli go do systemu ADAMS (Anti-Doping Administration & Management System), musiał informować WADA na kilkanaście tygodni wprzód o miejscu swojego planowanego pobytu. By go mogły wampiry obudzić o poranku. – Panie, a skąd on ma wiedzieć, w czyim domu będzie akurat telewizor naprawiał – tłumaczył mi obrazowo jego trener. Całkiem słusznie zresztą.

I na koniec. Koledzy mnie pytają, czy widziałem, że ktoś w konkurencji napisał, iż ta konkurencja to „czołowe media”. Jednocześnie lekceważąco się wyrażając o innych mediach, które tańczą, jak im Janowski zagra, czy też jedzą mu z ręki. Jakoś tak to szło. I dlatego to z nimi pan Magic gada, a z tymi „czołowymi mediami” pan Magic gadać nie chce. No i pytają mnie, czy ja się z takimi słowami godzę.

Cóż. Pawełek Zarzeczny miał zawsze pod ręką taką ulubioną anegdotkę, mianowicie pewien francuski dyplomata Talleyrand, minister Napoleona, spóźnił się raz na przyjęcie. Gospodyni, zakłopotana, zaczyna przepraszać i się kajać, że honorowe miejsce jest już zajęte.

– Nie, nie, Madame. Honorowe miejsce jest tam, gdzie ja siedzę…

I podobnie jest z tymi czołowymi mediami. Każdy uważa, że są tam, gdzie on siedzi. Ja też.

WOJCIECH KOERBER

CZYTAJ TAKŻE:

CASH BROKER

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.