PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – MrGarden GKM Grudziądz

2020-07-10 20:30:00

Planowana relacja

Przejdź

PGE Ekstraliga: PGG ROW Rybnik – Fogo Unia Leszno

2020-07-10 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Tauron SEC: 2. finał w Bydgoszczy

2020-07-08 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Północ – Południe 42:48

2020-07-06 18:45:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: MrGarden GKM Grudziądz – Fogo Unia Leszno 42:48

2020-07-05 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław- RM Solar Falubaz Zielona Góra 45:45

2020-07-05 16:30:00

Po bandzie. O wyższości kibica nad dziennikarzem

Im więcej przybywa człowiekowi lat, tym bardziej się cofa do tych najbardziej odległych. W poszukiwaniu romantyzmu utraconego. Starsi kibice też tak mają, żużlowi zwłaszcza. Kiedyś to było…

Zimowy okres w żużlu sprzyja retrospekcji. To jest właśnie ten czas, gdy zaglądamy przeszłości głęboko do gardła, wyrażając tęsknotę za dawnymi doznaniami. Wspominamy idoli z okresu dzieciństwa, złorzeczymy, że dziś takich swojaków już nie ma. I stawiamy tezę, że kiedyś to był żużel. Szczerze? Zerknijmy sobie na te mecze z przełomu lat 80. i 90., porównajmy z dzisiejszymi. Często jazda gęsiego, stumetrowe wyrwy między kolejnymi kierowcami, ewentualnie dwóch w kontakcie z przodu, a dwóch następnych też w kontakcie, lecz pół okrążenia dalej. Taka mniej więcej była wtedy różnica między gwiazdami z zagranicy i lokalnymi matadorami. I taka też była różnica sprzętowa. Dziś naprawdę nie mamy na co narzekać. Można całą stawkę nakryć czapką bez daszku. Bartkowiak ogrywa Pawlickiego w Lesznie, Pawliczak – Kołodzieja, a Liszka – Kasprzaka w Gorzowie i Hampela. Niemal każdy może ustrzelić każdego. W każdym razie sprzętowo jest na to gotowy.

Co zatem sprawia, że tamte czasy wspominamy z rozrzewnieniem, nazywając pięknymi i romantycznymi, a obecne to w naszym pojęciu biznes i komercja? Bo tamte były dziewicze, to fakt. Język angielski i kolorowe kevlary zastępowały dopiero regionalne dialekty i czarne, wysłużone kombinezony wołające o choćby jedno sponsorskie logo. Silników nie szykował jeszcze tuner, tylko majster. Wojciech Załuski i Henryk Piekarski nie trzymali jeszcze bidonu w ręku, tylko fajkę w gębie. I nie dostawali kar ani od klubu za niesportowy tryb życia, ani od władz ligi za szarganie jej wizerunku… Ale i my byliśmy po prostu młodsi. Stąd też patrzyliśmy na świat przez różowe okulary. Patrzyliśmy częściej sercem, aniżeli oczami. To, co widzieliśmy, potrafiliśmy idealizować.  

W moim przypadku jeszcze jedna okoliczność sprawiła, że kompletnie przestałem kibicować klubom, a zacząłem jednostkom i zjawiskom. Mam na myśli zmianę krzesełka i przebranżowienie  – z kibica w dziennikarza. Otóż dawno, dawno temu stałem jeszcze po drugiej stronie siatki, z nosem między kratami i bez dostępu do ulubieńców. Była to krata oddzielająca miejsca stojące od parku maszyn na Stadionie Olimpijskim. Tam się właśnie przychodziło i ze dwie godziny przed zawodami, by obserwować, jak się ten parking z wolna zapełnia idolami. I by móc zerknąć na idoli, gdy mają jeszcze twarze… Bez kasków. Zwłaszcza że wtedy była to jeszcze klatka dla kolorowych ptaków. W spersonalizowanych kombinezonach i własnych, cywilnych wdziankach. Jedynych, niepowtarzalnych. Tak, to były piękne czasy, gdy otwarcie bramy do raju pozostawało w sferze marzeń… Gdy dzięki tej kracie wokół nosa wetkniętego w płot mogłeś sobie wyobrażać, jak po drugiej stronie jest pięknie. W końcu jednak człowiek znalazł klucz do bramy – w jednej z redakcji, do której się najął. I muszę Wam powiedzieć, że zawód dziennikarza szybko zmienia postrzeganie świata. Pozwala dostrzec, jak tam po drugiej stronie jest naprawdę. Dziś mogę się tylko uśmiechnąć pod nosem, gdy jakiś przekonany o swojej nieomylności hejter zarzuca mi albo miłość, albo nienawiść do danego klubu. Bo na większość sportowych rozstrzygnięć patrzę bardzo beznamiętnie. Czemu na większość, a nie na wszystkie? To proste. Bo sport wciąż bardzo kocham, przy czym nie kibicuję już klubom, a jednostkom i zjawiskom. Często tym, których nie zdążyłem jeszcze poznać z bliska… I dlatego właśnie do tego bliższego poznania absolutnie nie dążę. By się nie zawieść. By zostawić sobie namiastkę romantyzmu. Choć, rzecz jasna, trzymam też kciuki za tych, co dali się poznać z dobrej strony.

Gwiazdy miewają swoje fochy, przywary, czasem gorsze dni. Zdarzało się zatem, że jeden cię oszukał, drugi ofukał, a trzeci próbował zabierać za bliską ci osobę. I ty o tym wiesz. A mam tak, że klasa mistrzowska w sporcie nie jest dla mnie żadną wartością dodaną. Żadną. Szybko się do takich osób zniechęcam, bez względu na zdobyte tytuły, z tytułem mistrza świata włącznie, a nawet na czele. I przy całym zrozumieniu dla specyfiki trudnej dyscypliny, jaką jest żużel. Przecież ci zawodnicy jadą często na zawody jakby szli na wojnę. Niekiedy nawet na bój ostatni. Media muszą to czuć i wiedzieć, co oraz kiedy można, a czego unikać, by nie dostać z liścia i nie być wielce zdziwionym. Ale to zupełnie inny temat. Nie każdy to czuje, wpatrzony w swoje potrzeby. Choć i żużlowcy to w sporej mierze grupa bardzo egoistyczna, mająca szacunek dla jednej tylko pracy. Swojej. No ale to egoiści właśnie osiągają najwyższe szczyty.   

A więc zawód dziennikarza ma plusy, ale też spore wady. Szybko odziera z dziecięcych emocji i wyobrażeń. Zmienia postrzeganie rzeczywistości. Na szczęście jednak nie odbiera miłości do sportu. Wciąż każe poszukiwać postaw płaskich, które należy piętnować, ale też pięknych, które warto eksponować.

Zachowane obrazy z dzieciństwa. Im człowiek był mniejszy, tym bardziej masywne wydawały mu się żużlowe sylwetki. Otóż na próbę toru wyjeżdżali z reguły ci najbardziej doświadczeni, a przy okazji najokrąglejsi, by dostojnie pokonać dwa kółeczka przy krawężniku i dwa nieco szerzej. Nazywali się, dla przykładu, Kuźniar, Kępa, Kędziora, Gomólski, Pogorzelski, Kasprzak… W niższej lidze, na którą jako wrocławianin byłem wówczas skazany, dość popularna okazywała się też funkcja tzw. jeżdżącego trenera. Z reguły był nim ten łysiejący i najbardziej przy kości właśnie. Dziś to już nie do pogodzenia – obowiązki zawodnicze i trenerskie. W tamtych czasach wielu borykało się też z innym problemem, mianowicie gorzałka nie uchodziła za wroga, lecz przyjaciela o działaniu leczniczym, dopiero później zastąpiona została przez… psychologów. Stąd też brali się m.in. mistrzowie dwóch kółek na dwa kółka, a wierni kibice, wciąż żyjący nadzieją, kręcili głowami: „Nooo, gdyby nie pił, byłby mistrzem świata!” Takie krążyły wówczas legendy i niemal wszystkie żużlowe ośrodki miały na stanie tego typu niedoszłych championów, niespełnionych bohaterów regionalnych legend.

Świat sportu to jednak nie tylko rozkapryszone gwiazdy i cudowne media. Ba! Te żużlowe w krajowym wydaniu odbieram wręcz jako najbardziej agresywne. Zatem każdy kij ma dwa końce, bo kręcenie afer to ich specjalność. Ostatnio przekonywano, że ekstraliga wynosi się z Rybnickiego Okręgu Węglowego – po to tylko, by zamieszać w kotle. Zaczęto już nawet dokonywać personalnego rozbioru klubu. Mało to razy przeżywaliśmy podobne historie w innych ośrodkach? W samym Wrocławiu wiele razy, gdy klub próbował wywrzeć jakąś presję na mieście bądź też Akademii Wychowania Fizycznego, swego czasu będącej właścicielem Stadionu Olimpijskiego. Puszczało się zatem w świat baloniki i zwoływało konferencje prasowe. Koniec końców zapewnił jednak uśmiechnięty prezes Mrozek, przy choince, że elita w Rybniku będzie, dyskredytując tym samym doniesienia mediów, które sprawę pomogły wcześniej nagłośnić. Jeśli dobrze pamiętam, przed rokiem o tej porze rozkręcono dyskusję akademicką, czy oto Unia Leszno nie popełnia błędu, nie dokonując żadnych zmian w składzie. A niby po co rozpieprzać tak świetnie zbilansowaną grupę? Co zresztą przyszłość pokazała.

Żeby zatem nie było – jak wszędzie, tak i w tym środowisku można trafić na mnóstwo wspaniałych ludzi. Lub na takich, którzy po prostu szanują inną profesję od swojej własnej. Kimś takim jest choćby Jakub Jamróg, co z pewnością potwierdzi wielu pismaków. Albo Szymon Woźniak. A to ktoś, kto ostatnim razem, już jakiś czas temu,… odmówił mi wywiadu. Bo taki przykaz dostali wszyscy spartanie – nie gadać z Koerberem. Wspaniałomyślnie patrzę jednak na tę sprawę szerzej – tą odmową pokazał przecież zawodnik lojalność wobec obecnego pracodawcy, czysty profesjonalizm. Nie liczyła się jego prywatna opinia na pewne sprawy, lecz zasady. I ja to rozumiem. Dopóki gdzieś pracujesz, znaczy, że respektujesz regulamin zakładu. Jeśli zaczyna cię uwierać, nie marudzisz, lecz odchodzisz.

Lubię rozmawiać z mechanikami gwiazd. Rafał Lewicki, Darek Sajdak, Tomek Suskiewicz, Michał Przybylski. Bo to ludzie, którzy widzieli od kuchni, jak się tworzy historia. Jak się wykuwa najszczersze złoto o zasięgu globalnym. Byli świadkami tego, co dla mas niedostępne. O „Czarnym” od Hampelka, Michale Przybylskim, wspominałem ostatnio, bo parę tworzą już 21 lat. Że drugiej z takim stażem nie znajdziesz. Na co odzywa się „Protas” i śmieje się, że on zna taką parę, która wytrzymuje ze sobą dłużej, bo 23 lata. No pacz pan, faktycznie. Zupełnie zapomniałem o rodzinnych teamach, jakby inaczej traktując takie familijne relacje. A przecież ten „Protas” to w ogóle… ludzki pan. 23 lata z bratem Grzegorzem, 23 lata z Markiem Stachowiczem, szefem Pentela, i 25 z żoną Kasią.

A więc życzę Wam łutu szczęścia, gdy zdecydujecie się podejść do idola. I mnóstwo szczęścia w nowym roku. Kazimierz Górski mawiał, że gdy szczęście zaczyna się powtarzać, to już nie jest to szczęście…

WOJCIECH KOERBER

CASH BROKER

3 Odpowiedzi

  1. Owego “rozbioru” rybnickiej drużyny, a także pozbawienia jej miejsca w Ekstralidze, dokonali “ci” którzy właśnie nie czują żadnego romantyzmu, nie bywają na stadionach, nie poczuli nigdy metanolu, nie dostali szprycą po dziobie. Dla “nich” żużel to tylko cyferki, średnie, statystyki, kasa, jej liczenie w cudzych kieszeniach, zestawienia top – top afer, top rozczarowań sezonu, top niewypałów… Dla nich żużel to jedynie platforma do generowania śmieciowych treści – najczęściej niedbale, z mnóstwem literówek, poprzekręcanych faktów… Platforma do obrażania sportowców niewyważonymi wyrokami i osądami.

    Czekam z utęsknieniem na to, który z kierowców motocyklistow odważy się pierwszy i sporządzi wobec “nich” gruby akt oskarżenia o zniesławienie oraz złamanie etyki dziennikarskiej i z mocno doświadczonym zapleczem prawniczym, agresywnie rozegra sprawę sądową zmiatając pozwanego pod dywan.

  2. Szanowny Panie Redaktorze jak zwykle od jakiegoś czasu wszystko Pan spłyca lub też na dany temat z starannością się nie wypowiada. Ach prawda należy pamiętać ,że na terminowanie u bardziej doświadczonych dziennikarzy niema czasu. Czytam po raz kolejny Pana felieton w utwierdzeniu,że historia na temat żużla jakoś z czasem tak cudownie pięknieje w znaczeniu niezgodną z rzeczywistością.
    “Język angielski i kolorowe kevlary zastępowały dopiero regionalne dialekty i czarne, wysłużone kombinezony wołające o choćby jedno sponsorskie logo”
    – Czarne kombinezony- uzupełnię skórzane kombinezony a czarne bo kolor nawierzchni był inny poza tym czarne bo wyglądało to mistycznie czy nawet diabolicznie.
    Literatura do uzupełnienia – kto już jeździł w białym skórzanym kombinezonie a kto w innych kolorach jednolitych lub kilku kolorowych?
    “I muszę Wam powiedzieć, że zawód dziennikarza szybko zmienia postrzeganie świata” Tak to prawda te spłycanie te prowokacje te domniemania,są irytujące.
    “Można całą stawkę nakryć czapką bez daszku. Bartkowiak ogrywa Pawlickiego w Lesznie, Pawliczak – Kołodzieja, a Liszka – Kasprzaka w Gorzowie i Hampela.”
    Ta czapka- oj popłynęło.
    I z tego robi Pan sensacje- gloryfikuje nikt z zawodników nie jest maszyną ma też złe dni,problemy czy niedopasowany sprzęt. W wcześniejszych czasach też tak było tylko gdzie Ci młodzi potem byli zapomniani bez kolejnej szansy pokończyli kariery-czy historia zatoczy koło?? Oby nie!
    (…)
    Podzielam pogląd w komentarzu R2R z jednym zastrzeżeniem o “zapachu metanolu” to nie metanol jako (metylowy alkohol) ja pamiętam inny zapach który od dość dawna już na zawodach żużlowych nie występuje.
    (…)
    “Czekam z utęsknieniem na to, który z kierowców motocyklistów odważy się pierwszy i sporządzi wobec “nich” gruby akt oskarżenia o zniesławienie oraz złamanie etyki dziennikarskiej i z mocno doświadczonym zapleczem prawniczym, agresywnie rozegra sprawę sądową zmiatając pozwanego pod dywan.”
    Ja też czekam to powinny już dawno sporządzić pozew też kluby bo tracą na reklamach ,sponsorach jak już na początku sezonu w czasach zaprzeszłych jaśnie Oświecony Dobromir jechał a to po Unii Tarnów a to Apatorze oraz innych klubach oraz zawodnikach.
    – Dobre sobie ubliżanie,obrażanie,urąganie komuś zastąpione zostało anglojęzycznym bzdetem “hejt” bo tak wygodnie to ukryć.

  3. Ja żużlem nie interesuje się już, bo w moim nowym mieście nie ma żużla, TV którą mam nie nadaje żużla, a brak hałasu przez nowe tłumiki sprawił, że nie ma parcia do wyjazdu na stadion. Mi się po prostu nie podoba dźwięk kosiarki. Mam w pamięci inny dźwięk – dźwięk żużlowy. Uruchamiam się tylko wtedy kiedy ktoś bezpodstawnie atakuje żużel, tak jak dziś zaatakowano Bartosza Zmarzlika, a zrobiły to dwie znane osoby. Dziennikarz Krzysztof Stanowski oraz były piłkarz Wojciech Kowalczyk (na portalu gdzie się ćwierka). Nie oburzali się oni natomiast wtedy kiedy plebiscyt wygrywał Małysz czy Stoch, gdzie skoki są uprawiane przez jeszcze mniej ludzi niż żużel i są na podobnym poziomie zainteresowania ogólnoświatowego. Ci Panowie zasługują na obiektywny artykuł Panie Krzysztofie. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.