Autor tekstu i Tomasz Gollob.

Przed tygodniem sugerowałem, że najlepiej byłoby zawiesić całą dyscyplinę na rok i wrócić do formuły półamatorskiej. Innymi słowy – wrócić na ziemię i zaliczyć żużel do ozdrowieńców. Oczywiście, że była to wizja w dużej mierze utopijna i sytuacja, w której nie zgadzam się sam ze sobą.

Chleba i igrzysk – tego się domagało rzymskie pospólstwo i, wierzcie mi, nic się na przestrzeni wieków nie zmieniło. Dziś mamy po prostu KSW i inne tego typu przedsięwzięcia. Mniej lub bardziej poważne, ale jednak wszystkie, co ciekawe, rentowne. Podam Wam taki przykład – otóż Stadion Olimpijski przed remontem odwiedzała kilkutysięczna garstka widzów. Prawdziwych kibiców żużla, znających się z widzenia. Którzy każdej kolejnej wiosny wyglądali jakby wyjęci z formaliny – z jedną zmarszczką więcej, ale wciąż ci sami. Po remoncie trybuny okazują się natomiast zbyt mizerne. A przecież i teraz jeżdżą Janowski, Woffinden oraz Drabik i wtedy też jeździli. Co się zmieniło? Opakowanie. Dziś siedzi się w godnych warunkach, jak w teatrze, można zabrać rodzinę i miło spędzić czas. Pokazać się na biało w ładnym miejscu. A więc to opakowanie przyciąga wielu ludzi. A ono kosztuje. Natomiast bohaterowie – by dzieci mogły patrzeć jak w obrazek – muszą tych bohaterów przypominać. Mieć czapeczkę z napisem, okulary przeciwsłoneczne, pstrokatą koszulkę, bidon w garści i ręce wytatuowane przynajmniej do łokci. Taki blichtr. Dlatego nawet jeśli przez chwilę pogadamy sobie o obniżeniu kosztów dyscypliny, to generalnie nie warto ciągnąć tematu. Bo show must go on. Nadal trzeba szyć teamowe ciuchy, a zawodnicy nadal będą malować kaski po swojemu. A że rynek opanowała wąska grupa żużlowców? Akurat im to nie przeszkadza, a plankton nie ma wiele do powiedzenia.  

Gdy jednak chodzi o najbliższy sezon, jeśli ruszy, będzie to kino nieme. Bez spikera, muzyki i telebimu. Ja bym z dwóch pierwszych rzeczy absolutnie nie rezygnował i nie dlatego, że dziewczynom pod taśmą może być trudniej złapać rytm. Po prostu uczestnikom imprezy może być trudno złapać, że widowisko już się zaczęło. Żeby jednak była jasność – w obecnej sytuacji to sprawy trzeciorzędne, nie zamierzam dołączyć do krytyków, bo tych w tym roku nie zabraknie. A cały regulamin należało w trybie pilnym spisać od nowa i rozgrywki przeorganizować. To niełatwa i niewdzięczna rola. To jasne, że punktów zapalnych jest od groma, a co człowiek, to inne zachcianki. Zakazu kąpieli po meczu też nie bardzo rozumiem, a przecież mowa o miesiącach letnich, upalnych, gdy człowiek się lepi bez żadnego wysiłku. A jakąś ranę po uślizgu przemyć albo buźkę po zjedzeniu szprycy? Też się nic nie da zrobić, panie władzo? Do domu trzeba będzie wracać na brudasa, a jak jeszcze z zerowym dorobkiem i pogiętym motorem, to za chwilę rzeczywiście zacznie mi się robić zawodników trochę żal. Mało higieniczny ten nowy reżim sanitarny, bo przecież można wejść pod prysznic w klapkach oraz z własnym żelem i niczego nie dotykając ustawić się pod strumieniem wody. No ale mam świadomość, kiedy te ustalenia zapadały i że należało pójść na daleko idące ustępstwa, by nam państwo pozwoliło tę ligę przywrócić. Jak zawsze, wypada po prostu liczyć na zdrowy rozsądek i wierzyć, że ludzie będą na tyle elastyczni, iż to, co nietrafione, będzie można szybko zmodyfikować. O ile, rzecz jasna, sezon stanie się faktem.

No ale coś za coś. Brudni, śmierdzący, za to nie będziecie musieli odpowiadać na nasze durnowate pytania po meczach.

A czy tych dziennikarzy wpuszczą na stadion jedną sztukę, pięciu czy dziesięciu – kompletnie to bez znaczenia. To, co dziennikarz będzie mógł, to usiąść sobie na krzesełku i popatrzeć, jak trening jedzie. Znaczy – mecz. Park maszyn zamknięty, dostępu do zawodników brak. A więc jedno, co można zrobić to reportażyk o żużlu w czasach zarazy. Ale raz i wystarczy. Zatem generalnie polecam kanaping, piloting i browaring przy tym fullserwisie telewizyjnym. Więcej widać, słychać i łatwiej oddychać. Bez maseczki.

O dużo rzeczy można się spierać, lecz nie ma to większego sensu. Ja też nie rozumiem, dlaczego wpuściliśmy ludzi na boiska do gier typowo kontaktowych, a wciąż nie można zorganizować treningu sportowego najbezpieczniejszego z możliwych. Treningu żużlowców, którzy na pandemię byli przygotowani od zawsze – nosząc maseczki, rękawiczki, a nawet kombinezony. Bardziej mi jednak zależy, by wróciła normalność, a nie mam pewności, że to się szybko zadzieje.

Faktem jest, że zaczęliśmy wojnę z całym żużlowym światem, strasząc, że jeśli ktoś opuści Polskę, to popamięta. To czeka go mnóstwo przykrych konsekwencji i będzie też musiał zwracać pieniądze. Rozumiem, że chodzi o pilnowanie klubowych interesów i by uniknąć paraliżu rozgrywek, niemniej takie przemawianie z pozycji siły sprawia, że druga strona zaczyna się napinać podwójnie. A gdyby zaznaczyć po prostu, że opuszczenie terenu Polski, zgodnie z obowiązującymi obecnie obostrzeniami, wiąże się z odbyciem przymusowej kwarantanny, nie wystarczyłoby? Nie pojedzie obcy, to pojedzie miejscowy, w tym sezonie nie ma to dla mnie większego znaczenia. Sprawiedliwość jest ostatnią rzeczą, na którą ktokolwiek zwróci w tym roku uwagę i której winniśmy się domagać. Generalnie liczy się ocalenie biznesu i wypłat, w końcu mowa o sporcie zawodowym. Stąd też m.in. działalność „związku zawodowego” (Cegła i jego Metanol). Gdyby chodziło o ocalenie dyscypliny w znaczeniu globalnym, świat musiałby współpracować. A współpracy nie ma, raczej niesmak na widok tego wszystkiego, co się obecnie dzieje. Choć ktoś inny powie – hej, żużel w skali globalnej to my, bo przecież my go utrzymujemy. Zatem dbając o siebie, podajemy tlen całej dyscyplinie.

Drabik? Na moje Andrzej Rusko skrupulatnie realizuje nakreślony plan. Albo sprawę wygrać, albo przeciągnąć najdłużej jak się da, mieć zawodnika w sezonie do dyspozycji. I tak się może stać, bo możliwości odwoławcze nie zostały wyczerpane. Teraz pójdzie odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu przy PKOl-u od decyzji Komitetu TUE, a jeśli sprawy nie przybiorą pozytywnego odbioru, to od końcowego werdyktu też się będzie można odwołać. Ponownie do Trybunału Arbitrażowego. Jest jeszcze WADA (Międzynarodowa Agencja Antydopingowa), która, teoretycznie, może skierować sprawę do międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS). Tak czy siak, roboty nawet i na rok, miejcie tego świadomość. W międzyczasie można się będzie przygotować na kolejny sezon, bez strat. Z Drabikiem lub bez, choć z takiego grajka niewielu by zrezygnowało. Pytanie, jak to widzi druga strona. Tego typu sytuacje potrafią scalić, ale i poróżnić. Bez znaczenia, młody człowiek swoje przeżył, grunt, by poradził sobie z sytuacją i wyszedł na prostą.

Od samego Drabika wiele już nie zależy, ale zagwozdkę może mieć Czugunow. Śmiem twierdzić, że dopiero teraz poznaje konsekwencje przyznania polskiego paszportu. Bo jeśli zechce pomóc Sparcie jako polski junior, z naszą licencją, to również z taką musi się pokazać na arenie międzynarodowej. A zakładam, że nikt jeszcze w Polskim Związku Motorowym i GKSŻ nie upadł na głowę, by nominować do tych rozgrywek (eliminacji w tym roku nie ma) Rosjanina. Kosztem Kubery, Lamparta czy Miśkowiaka. Zatem, by zrobić dobrze Sparcie, w swoim ostatnim sezonie młodzieżowych występów musiałby Czugunow zrezygnować z szansy na medal IMŚJ. Pytanie, jakie to ma dla niego znaczenie. Nie widzę natomiast większego sensu w próbach nieudolnego udowadniania, że Gleb, skądinąd bardzo sympatyczny chłopak, zrobił to wszystko z miłości do Polski. Ani on, ani klub, żadnego regulaminu nie złamał. Żadnego przestępstwa nie popełnił. Mieli pełne prawo, by stworzyć sobie dodatkowe możliwości i ewentualnie pomóc dzięki temu szczęściu. Nie oni pierwsi, nie ostatni.   

A czy Czugunow dotrze o czasie do Polski (może już jest?), by rozpocząć kwarantannę. Wrocławianie martwili się jakiś czas temu sytuacją, ale przecież Gleb jest teraz… Polakiem wracającym do kraju z zagranicy. A poważnie rzecz biorąc – tego paszportu nie ma jeszcze w ręku. Nie miał jak go odebrać, przebywając za granicą.

Przed nami podróż w nieznane, osobiście mam do niej wielki dystans i żadnych większych oczekiwań. Na pewno się wszyscy jeszcze lepiej poznają. W tym trudnym czasie.

WOJCIECH KOERBER

20 komentarzy on Po bandzie. Liga bez spikera oraz muzyki, czyli nieme kino. I w co gra Sparta
    Lucky Luke
    7 May 2020
     10:59am

    Obawiam się, że sama nauka nie wystarczy. Trzeba mieć jeszcze jakiś talent i predyspozycje do tej dziennikarskiej roboty…

    simon68
    7 May 2020
     11:23am

    Dajcie spokoj z porownywaniem do tego siedliska amatorszczyzny . Na SF zaspokajam swoje skrzywienie hejerskie {jakie kazdy ma} , tutaj jest rzetelny i profesjonalny portal . Latwiej jest wielbladowi przejsc przez ucho igielne niz Ostafinskiego nauczyc dziennikarstwa .

      bej
      7 May 2020
       11:50am

      Dodaj do niego jeszcze Pukę, który po wywołaniu zamętu na SF z Sajfudinowem, uciekł z powrotem na PS i tam nadal leczy swoje kompleksy związane z Unią Leszno i Sajfudinowem tak jak i Ostafiński na SF.

    R2R
    7 May 2020
     12:19pm

    Myślę o wielu wymienionych w artykule rzeczach. Czy będzie prezentacja? Czy zawodnicy wyjdą przed meczem i będą markować machanie do publiczności? Czy będą dziewczyny przed startem? Czy będzie spiker, który z werwą i entuzjazmem będzie gadał do mikrofonu w pustkę? Czy będzie muzyka w przerwach? Może to bzdury, ale jeśli braknie ich wszystkich naraz, to będzie naprawdę dziwny żużel. Nie gorszy, nie lepszy, ale całkowicie dziwny.

    Nίghtmare
    7 May 2020
     12:48pm

    Jak miło zaraz po obiedzie usiąść i przeczytać fajny, rzeczowy, obiektywny i na dodatek poruszający kilka tematów felieton w którym nie znajdziemy zawoalowanych bluzgów, wyzwisk i obraźliwych określeń, czy zachowań w stosunku do wszystkich – zawodników, trenerów, działaczy czy nas, kibiców czarnego sportu.
    Tutaj na Po-bandzie znajdziemy pełen profesjonalizm dziennikarski. ☑

    mateo71
    7 May 2020
     2:36pm

    Bardzo fajny, wyważony i pełen ciekawych przemyśleń artykuł. Oczywiście dystans i nutka szydery musi być. Nie wiem czy jestem „prawdziwym kibicem”, ponieważ jako bardzo młody fan tej dyscypliny, jeszcze „nienachapany” czarnym sportem i dość późno jak na swój wiek pochłonąłem się tym uzależnieniem. Może nie każdy rasowy kibic by mnie poczęstował swoim słonecznikiem, ale liznąłem starego klimatu Stadionu Olimpijskiego. Dziś żałuję, że nie było wcześniej mi dane i po drodze na stadion we Wrocławiu, poza jednym razem wcześniej, bodajże w 2007 roku, kiedy przyjaciel namówił mnie na Grand Prix, a wygrał wtedy Nicki Pedersen. Z ligą tak na dobre zacząłem przygodę w 2014 roku. Ten sam przyjaciel bardzo mnie namawiał na to, by pójść z nim na mecz ligowy. Powiedział coś w stylu „Mógłbyś pójść ze mną na mecz. Sparta walczy teraz bardziej o utrzymanie się, więc zobaczyłbyś tę Ekstraligę…” Chciał, żebym poszedł, żeby raz – posmakować tego sportu, dwa – by mieć do kogo „gębę” otworzyć i by był towarzysz do kibicowania, komentowania i wypicia zimnego piwka w upalny dzień. To były pojedyncze mecze. Sparta utrzymała się. I tak w 2015 roku było tego żużla już znacznie więcej, choć jeszcze jako „biedny student” nie zawsze mogłem pogodzić te „śmieszne finanse” (z dzisiejszej perspektywy), jak i konieczność bycia na uczelni co drugi weekend. To wszystko jednak wystarczyło, by w końcu… zarazić się. Nawet kiedy siedziało się na trybunie wschodniej i centralnie rażące słońce z przeciwnej strony oślepiało widok na przeciwległą i start, to klimat, emocje i poboczna trybuna sektora ultrasów oraz ich motywowanie do kibcowania innych dopingujących naszą piękną polszczyzną, powodowały że co raz częściej nie mogłem się doczekać niedzielnego Święta. Święta Żużla. W tym okresie jeszcze tak nie ogarniałem wszystkich żużlowców, zarówno Sparty, jak i z klubów przyjezdnych, ale kumpel przy każdym meczu zawsze musiał mi coś napomknąć na temat każdego zawodnika, zasad, wyjaśniania – dlaczego teraz kibice zaczęli buczeć? Bo sędzia przetrzymał start, bo kierownik drużyny przeciwnej wyszedł na tor i czegoś szuka, bo jeden drugiego wywiózł pod bandę itp. Bardzo chciałem ogarniać te wszystkie osobistości i potrafić z daleka określić żużlowca, to po motocyklu, po kasku, sponsorach itd. W celu poznawania żużlowców nie tylko po kasku, ale i też po twarzy, no i oczywiście by mieć pamiątkę, często wybiegaliśmy od razu po 15 biegu, nie po to by szybko dolecieć Pod Dęby na poczatku bram, na piwko i kiełbachę z grilla, lecz by zapuszczonymi terenami przy stadionie dostać się na tyły, od Parku Maszyn. Tam właśnie trzaskałem swoje pierwsze zdjęcia z żużlowcami i innymi osobistościami (jakie tylko się trafiły). Na pierwszy plan od razu, bez problemu i z uśmiechem poszedł czterokrotny Mistrz Świata, Greg Hancock. Cieszę się, że wtedy nie były mi znane takie określenia na temat tego sympatycznego gościa, jak: „Złotówa” lub „Zdrajca”. Później już szło taśmowo (Nicki Pedersen, Emil Sayfoutdinov, Piotr Skórnicki, Grigorij Łaguta – do którego powiedziałem po fotce „Thank You” a on z moim kumplem popadli w śmiech i Grigorij do mnie „Nie ma za co”, Tomasz Gollob, Jason Doyle, Leon Madsen, a nawet mistrz komentarza Tomasz Dryła. Oczywiście także Spartanie byli wywoływani do obiektywu, w tym bombowa fotka z młodym Maksem Drabikiem z Toi-Toi’em w tle obok). Nawet krata oddzielająca nie była nam straszna. Na koniec sezonu przyszło mi się pożegnać ze starym Olimpijskim, co zwiastowało remont obiektu i zamknięcie zachdoniej trybuny już w bieżącym sezonie. Nie mogłem przeżyć, że w 2016 roku już tramwaj na domowy mecz nie wystarczy, tylko pociąg PKP lub wyjazd autokarem z kibicami, na Golęcin, do Poznania. Zanim to nastąpiło, to pokręciliśmy się po jeszcze starym obiekcie, po ostatnim meczu. Wyprosiliśmy sympatycznego gościa, by móc sobie wejść na tor przez Park Maszyn, pozbierać zabłocone zrywki i cyknąć fotki na pamiątkę ze stadionu, nim przeszedł metamorfozę. Powrót na zmodernizowany stadion budził mieszane uczucia. Kumpel, jako kibic od co najmniej 4 roku życia, zabierany na żużel przez swojego Ojca, uwielbiał ten żużel za to jaki był za czasów starego stadionu jak i starych lat i ten dużo bardziej wyluzowany klimat. A jego wspomnienia, gdy Ojciec X kat temu z kamerką sobie chodził po Parku Maszyn i zagadywał do Tomka Golloba były już czymś odległym jak Księżyc. Obiekt w swoiej przemianie ucywilizował się. Na tyłach pojawiła się podwójna krata, więc o zdjęciach na zapleczu można było zapomnieć. Jednak największą ciekawość budził tor, który zgodnie z planem został przebudowany i miał odmienić jakość żużla na Olimpijskim. Do tamtej pory spotykałem się często z określeniami „Starta Wrocław” i że we Wrocku jest nuda, bo liczy się start i później już jazda gęsiego do mety. No i okazało się, że wcale nie było rewolucji w ściganiu i to jeszcze bardziej ochłodziło przyjęcie nowego obiektu. Jednak, jak się później okazało, poprzedni trener Rafał Dobrucki chciał zmienić nieco nawierzchnię, ale nie dostał zgody, o czym nie wiedziałem. Fakt, że rok 2017 z Nowym Olimpijskim wydawał mi się najbliższym zdobycia Mistrzostwa Polski przez Spartę. Niestety, nie udało się, lecz apetyty były jeszcze bardziej wyostrzone. W 2018 trener Dobrucki dopiął swego, udało się dosypać do nawierzchni mączki ceglanej bodajże, przez co barwa toru zrobiła się czerwonawa i to był strzał w 10! Od tamtego sezonu Stadion Olimpijski = gwarancja emocji i ścigania, co na koniec sezonu potwierdzała statystyka z największą ilością mijanek. Dziś, rzeczywiście, zasiadam już na nowej, przebudowanej trybunie zachodniej. Apetyt urósł. Jestem blisko toru, mam świetny widok na wyjście z ostatniego łuku przed metą, pewne miejsce z karnetem, mam lepszą widoczność, nie razi mnie, słońce, wiem co robić, gdy trybuna dopingująca zamierza poprowadzić doping, rozpoznaję żużlowców po częściach sprzętu jak i ubioru, mam przybliżone zasady, więc mogę skupić się na jeszcze kolejnych detalach tego sportu, który kiedyś widząc w TV kwitowałem „oo znowu skręcają w lewo”? co świadczyło o mojej niewiedzy, ignorancji i może nawet nie traktowania poważnie tego sportu. Dziś jestem tą osobą, która słysząc takie opinie na temat żużla, stara się takie twierdzenia dementować, a nawet opowiadam o żużlu w taki sposób, że niejeden ma chetkę na kupienie biletu. Może któryś z nich zostanie takim fanem, jak ja. Cieszę się, że zacząłem interesować się tym sportem, kiedy jeszcze to opakowanie nie było tak ładne i kolorowe, a moje wypociny są wyrażeniem tego, w jaki sposób związałem się emocjonalnie z tą dyscypliną. Tak samo, w kwestii Maksa Drabika, mocno ubolewam nad tym, że w jego karierze pojawiła się taka skaza. Ciężko mi czytać marne oceny i już nudną krytykę pewnej gwiazdki dziennikarskiej, która po urażonej dumie, poprzez odmówienie wywiadu przez Maksa, postanowiła „sponsorować” jemu regularnie, krytyczne treści w swoich wypocinach, karmiąc tym samym trolli internetowych, którym trzeba tylko dać powód, by znowu wylać wiadro pomyj. Dlatego przestałem czytać niektóre portale. Akurat Maksym Drabik jest dla mnie ważną postacią w żużlu, bo kiedy ja dojrzewałem jako kibic żużlowy, to on dojrzewał jako żużlowiec. Finał w 2017 roku w jego wykonaniu był dla mnie wprost mistrzowski, gdy tuż przed finałem finałów we Wrocławiu składano mu kości, by mógł pojechać. Pojechał. Zrobił najwięcej, 12 punktów i pobił rekord toru. Nigdy tego nie zapomnę. Za błędy trzeba być rozliczanym, ale ileż można odgrzewać tego samego kotleta i go w końcu przypalać. Trzeba pamiętać, że to też tylko człowiek i nie ma ludzi nieomylnych, choć czytając komentarze ws. Maksa, to myślę że żyję w czasach samych autorytetów, wirtuozów, geniuszy i filozofów. A Panu redaktorowi , który tak chętnie przyczynia się do krytyki, i nie tylko jemu, polecam świetny artykuł kolegi po fachu – „Wiktor Balzarek: Sala Samobójców. Hejter”.

    Jak co czwartek, dostałem fajną porcję lektury. Niech już to wszystko rusza i także z dystansem będę śledzić żużlowe poczynania w tych nadzwyczajnych warunkach. Pozdrawiam Wszystkich zarażonych….żużlem! 🙂

      Nίghtmare
      7 May 2020
       3:25pm

      Fajnie napisane, tak szczerze. Choć bez wodotrysków to jednak czytając czułem się jak bym sam tego wszystkiego doświadczał.
      Właściwie sam bym chętnie opowiedział swoją historię i dlaczego to żużel, jak na razie chyba by mi było wstyd, lecz może kiedyś to zrobię.
      Ale taki apel do redakcji, można zrobicie cykl dla waszych użytkowników, gdzie umieścicie ich wynurzenia: „Żużel – dlaczego na mnie padło?” ㋡

    Staleczka
    7 May 2020
     3:41pm

    Nie wiem czy na tym portalu blokują „imbecyli” ale na pewno jesteś
    pierwszym kandydatem do zablokowania.

      Nίghtmare
      7 May 2020
       3:53pm

      Widzisz przecież że pijany.
      Inna sprawa, że powinno się w pewnych przypadkach wprowadzić zakaz pisania komentarzy, poniżej pewnego wieku. Ten wiek zezwalający na wypowiedzi to … dojrzałość emocjonalna

    Łukasz UT
    7 May 2020
     4:47pm

    To jest śmieszne koronoświrus po co ta liga jedzie tylko dla swoich portfeli nie dla kibiców haha

      adamb
      8 May 2020
       3:54am

      stary, a ktoś cię do czegoś zmusza ? jest obowiązek oglądania/śledzenia ? chyba do tego jeszcze Jarosław nie dotarł… więc masz wolność wyboru 🙂
      Problem w tym, że Ty chyba jesteś zawodowy malkontent co ?

    adamb
    7 May 2020
     5:46pm

    Tak panie Wojtku, ręce myć często… a z reszty ciała brud sam odpadnie 🤣
    Gratuluję świetnego artykułu.

    Balbincia
    8 May 2020
     11:44am

    Aż mi żal, że wiele lat temu zrezygnowałam z moderowania. Z ogromną radością dałabym bana za takie teksty. Swoją drogą czy jest to ktoś kto tego pilnuje? Nie po to odchodziłam z SB I Sf żeby czytać takie komentarze.

Skomentuj

20 komentarzy on Po bandzie. Liga bez spikera oraz muzyki, czyli nieme kino. I w co gra Sparta
    Lucky Luke
    7 May 2020
     10:59am

    Obawiam się, że sama nauka nie wystarczy. Trzeba mieć jeszcze jakiś talent i predyspozycje do tej dziennikarskiej roboty…

    simon68
    7 May 2020
     11:23am

    Dajcie spokoj z porownywaniem do tego siedliska amatorszczyzny . Na SF zaspokajam swoje skrzywienie hejerskie {jakie kazdy ma} , tutaj jest rzetelny i profesjonalny portal . Latwiej jest wielbladowi przejsc przez ucho igielne niz Ostafinskiego nauczyc dziennikarstwa .

      bej
      7 May 2020
       11:50am

      Dodaj do niego jeszcze Pukę, który po wywołaniu zamętu na SF z Sajfudinowem, uciekł z powrotem na PS i tam nadal leczy swoje kompleksy związane z Unią Leszno i Sajfudinowem tak jak i Ostafiński na SF.

    R2R
    7 May 2020
     12:19pm

    Myślę o wielu wymienionych w artykule rzeczach. Czy będzie prezentacja? Czy zawodnicy wyjdą przed meczem i będą markować machanie do publiczności? Czy będą dziewczyny przed startem? Czy będzie spiker, który z werwą i entuzjazmem będzie gadał do mikrofonu w pustkę? Czy będzie muzyka w przerwach? Może to bzdury, ale jeśli braknie ich wszystkich naraz, to będzie naprawdę dziwny żużel. Nie gorszy, nie lepszy, ale całkowicie dziwny.

    Nίghtmare
    7 May 2020
     12:48pm

    Jak miło zaraz po obiedzie usiąść i przeczytać fajny, rzeczowy, obiektywny i na dodatek poruszający kilka tematów felieton w którym nie znajdziemy zawoalowanych bluzgów, wyzwisk i obraźliwych określeń, czy zachowań w stosunku do wszystkich – zawodników, trenerów, działaczy czy nas, kibiców czarnego sportu.
    Tutaj na Po-bandzie znajdziemy pełen profesjonalizm dziennikarski. ☑

    mateo71
    7 May 2020
     2:36pm

    Bardzo fajny, wyważony i pełen ciekawych przemyśleń artykuł. Oczywiście dystans i nutka szydery musi być. Nie wiem czy jestem „prawdziwym kibicem”, ponieważ jako bardzo młody fan tej dyscypliny, jeszcze „nienachapany” czarnym sportem i dość późno jak na swój wiek pochłonąłem się tym uzależnieniem. Może nie każdy rasowy kibic by mnie poczęstował swoim słonecznikiem, ale liznąłem starego klimatu Stadionu Olimpijskiego. Dziś żałuję, że nie było wcześniej mi dane i po drodze na stadion we Wrocławiu, poza jednym razem wcześniej, bodajże w 2007 roku, kiedy przyjaciel namówił mnie na Grand Prix, a wygrał wtedy Nicki Pedersen. Z ligą tak na dobre zacząłem przygodę w 2014 roku. Ten sam przyjaciel bardzo mnie namawiał na to, by pójść z nim na mecz ligowy. Powiedział coś w stylu „Mógłbyś pójść ze mną na mecz. Sparta walczy teraz bardziej o utrzymanie się, więc zobaczyłbyś tę Ekstraligę…” Chciał, żebym poszedł, żeby raz – posmakować tego sportu, dwa – by mieć do kogo „gębę” otworzyć i by był towarzysz do kibicowania, komentowania i wypicia zimnego piwka w upalny dzień. To były pojedyncze mecze. Sparta utrzymała się. I tak w 2015 roku było tego żużla już znacznie więcej, choć jeszcze jako „biedny student” nie zawsze mogłem pogodzić te „śmieszne finanse” (z dzisiejszej perspektywy), jak i konieczność bycia na uczelni co drugi weekend. To wszystko jednak wystarczyło, by w końcu… zarazić się. Nawet kiedy siedziało się na trybunie wschodniej i centralnie rażące słońce z przeciwnej strony oślepiało widok na przeciwległą i start, to klimat, emocje i poboczna trybuna sektora ultrasów oraz ich motywowanie do kibcowania innych dopingujących naszą piękną polszczyzną, powodowały że co raz częściej nie mogłem się doczekać niedzielnego Święta. Święta Żużla. W tym okresie jeszcze tak nie ogarniałem wszystkich żużlowców, zarówno Sparty, jak i z klubów przyjezdnych, ale kumpel przy każdym meczu zawsze musiał mi coś napomknąć na temat każdego zawodnika, zasad, wyjaśniania – dlaczego teraz kibice zaczęli buczeć? Bo sędzia przetrzymał start, bo kierownik drużyny przeciwnej wyszedł na tor i czegoś szuka, bo jeden drugiego wywiózł pod bandę itp. Bardzo chciałem ogarniać te wszystkie osobistości i potrafić z daleka określić żużlowca, to po motocyklu, po kasku, sponsorach itd. W celu poznawania żużlowców nie tylko po kasku, ale i też po twarzy, no i oczywiście by mieć pamiątkę, często wybiegaliśmy od razu po 15 biegu, nie po to by szybko dolecieć Pod Dęby na poczatku bram, na piwko i kiełbachę z grilla, lecz by zapuszczonymi terenami przy stadionie dostać się na tyły, od Parku Maszyn. Tam właśnie trzaskałem swoje pierwsze zdjęcia z żużlowcami i innymi osobistościami (jakie tylko się trafiły). Na pierwszy plan od razu, bez problemu i z uśmiechem poszedł czterokrotny Mistrz Świata, Greg Hancock. Cieszę się, że wtedy nie były mi znane takie określenia na temat tego sympatycznego gościa, jak: „Złotówa” lub „Zdrajca”. Później już szło taśmowo (Nicki Pedersen, Emil Sayfoutdinov, Piotr Skórnicki, Grigorij Łaguta – do którego powiedziałem po fotce „Thank You” a on z moim kumplem popadli w śmiech i Grigorij do mnie „Nie ma za co”, Tomasz Gollob, Jason Doyle, Leon Madsen, a nawet mistrz komentarza Tomasz Dryła. Oczywiście także Spartanie byli wywoływani do obiektywu, w tym bombowa fotka z młodym Maksem Drabikiem z Toi-Toi’em w tle obok). Nawet krata oddzielająca nie była nam straszna. Na koniec sezonu przyszło mi się pożegnać ze starym Olimpijskim, co zwiastowało remont obiektu i zamknięcie zachdoniej trybuny już w bieżącym sezonie. Nie mogłem przeżyć, że w 2016 roku już tramwaj na domowy mecz nie wystarczy, tylko pociąg PKP lub wyjazd autokarem z kibicami, na Golęcin, do Poznania. Zanim to nastąpiło, to pokręciliśmy się po jeszcze starym obiekcie, po ostatnim meczu. Wyprosiliśmy sympatycznego gościa, by móc sobie wejść na tor przez Park Maszyn, pozbierać zabłocone zrywki i cyknąć fotki na pamiątkę ze stadionu, nim przeszedł metamorfozę. Powrót na zmodernizowany stadion budził mieszane uczucia. Kumpel, jako kibic od co najmniej 4 roku życia, zabierany na żużel przez swojego Ojca, uwielbiał ten żużel za to jaki był za czasów starego stadionu jak i starych lat i ten dużo bardziej wyluzowany klimat. A jego wspomnienia, gdy Ojciec X kat temu z kamerką sobie chodził po Parku Maszyn i zagadywał do Tomka Golloba były już czymś odległym jak Księżyc. Obiekt w swoiej przemianie ucywilizował się. Na tyłach pojawiła się podwójna krata, więc o zdjęciach na zapleczu można było zapomnieć. Jednak największą ciekawość budził tor, który zgodnie z planem został przebudowany i miał odmienić jakość żużla na Olimpijskim. Do tamtej pory spotykałem się często z określeniami „Starta Wrocław” i że we Wrocku jest nuda, bo liczy się start i później już jazda gęsiego do mety. No i okazało się, że wcale nie było rewolucji w ściganiu i to jeszcze bardziej ochłodziło przyjęcie nowego obiektu. Jednak, jak się później okazało, poprzedni trener Rafał Dobrucki chciał zmienić nieco nawierzchnię, ale nie dostał zgody, o czym nie wiedziałem. Fakt, że rok 2017 z Nowym Olimpijskim wydawał mi się najbliższym zdobycia Mistrzostwa Polski przez Spartę. Niestety, nie udało się, lecz apetyty były jeszcze bardziej wyostrzone. W 2018 trener Dobrucki dopiął swego, udało się dosypać do nawierzchni mączki ceglanej bodajże, przez co barwa toru zrobiła się czerwonawa i to był strzał w 10! Od tamtego sezonu Stadion Olimpijski = gwarancja emocji i ścigania, co na koniec sezonu potwierdzała statystyka z największą ilością mijanek. Dziś, rzeczywiście, zasiadam już na nowej, przebudowanej trybunie zachodniej. Apetyt urósł. Jestem blisko toru, mam świetny widok na wyjście z ostatniego łuku przed metą, pewne miejsce z karnetem, mam lepszą widoczność, nie razi mnie, słońce, wiem co robić, gdy trybuna dopingująca zamierza poprowadzić doping, rozpoznaję żużlowców po częściach sprzętu jak i ubioru, mam przybliżone zasady, więc mogę skupić się na jeszcze kolejnych detalach tego sportu, który kiedyś widząc w TV kwitowałem „oo znowu skręcają w lewo”? co świadczyło o mojej niewiedzy, ignorancji i może nawet nie traktowania poważnie tego sportu. Dziś jestem tą osobą, która słysząc takie opinie na temat żużla, stara się takie twierdzenia dementować, a nawet opowiadam o żużlu w taki sposób, że niejeden ma chetkę na kupienie biletu. Może któryś z nich zostanie takim fanem, jak ja. Cieszę się, że zacząłem interesować się tym sportem, kiedy jeszcze to opakowanie nie było tak ładne i kolorowe, a moje wypociny są wyrażeniem tego, w jaki sposób związałem się emocjonalnie z tą dyscypliną. Tak samo, w kwestii Maksa Drabika, mocno ubolewam nad tym, że w jego karierze pojawiła się taka skaza. Ciężko mi czytać marne oceny i już nudną krytykę pewnej gwiazdki dziennikarskiej, która po urażonej dumie, poprzez odmówienie wywiadu przez Maksa, postanowiła „sponsorować” jemu regularnie, krytyczne treści w swoich wypocinach, karmiąc tym samym trolli internetowych, którym trzeba tylko dać powód, by znowu wylać wiadro pomyj. Dlatego przestałem czytać niektóre portale. Akurat Maksym Drabik jest dla mnie ważną postacią w żużlu, bo kiedy ja dojrzewałem jako kibic żużlowy, to on dojrzewał jako żużlowiec. Finał w 2017 roku w jego wykonaniu był dla mnie wprost mistrzowski, gdy tuż przed finałem finałów we Wrocławiu składano mu kości, by mógł pojechać. Pojechał. Zrobił najwięcej, 12 punktów i pobił rekord toru. Nigdy tego nie zapomnę. Za błędy trzeba być rozliczanym, ale ileż można odgrzewać tego samego kotleta i go w końcu przypalać. Trzeba pamiętać, że to też tylko człowiek i nie ma ludzi nieomylnych, choć czytając komentarze ws. Maksa, to myślę że żyję w czasach samych autorytetów, wirtuozów, geniuszy i filozofów. A Panu redaktorowi , który tak chętnie przyczynia się do krytyki, i nie tylko jemu, polecam świetny artykuł kolegi po fachu – „Wiktor Balzarek: Sala Samobójców. Hejter”.

    Jak co czwartek, dostałem fajną porcję lektury. Niech już to wszystko rusza i także z dystansem będę śledzić żużlowe poczynania w tych nadzwyczajnych warunkach. Pozdrawiam Wszystkich zarażonych….żużlem! 🙂

      Nίghtmare
      7 May 2020
       3:25pm

      Fajnie napisane, tak szczerze. Choć bez wodotrysków to jednak czytając czułem się jak bym sam tego wszystkiego doświadczał.
      Właściwie sam bym chętnie opowiedział swoją historię i dlaczego to żużel, jak na razie chyba by mi było wstyd, lecz może kiedyś to zrobię.
      Ale taki apel do redakcji, można zrobicie cykl dla waszych użytkowników, gdzie umieścicie ich wynurzenia: „Żużel – dlaczego na mnie padło?” ㋡

    Staleczka
    7 May 2020
     3:41pm

    Nie wiem czy na tym portalu blokują „imbecyli” ale na pewno jesteś
    pierwszym kandydatem do zablokowania.

      Nίghtmare
      7 May 2020
       3:53pm

      Widzisz przecież że pijany.
      Inna sprawa, że powinno się w pewnych przypadkach wprowadzić zakaz pisania komentarzy, poniżej pewnego wieku. Ten wiek zezwalający na wypowiedzi to … dojrzałość emocjonalna

    Łukasz UT
    7 May 2020
     4:47pm

    To jest śmieszne koronoświrus po co ta liga jedzie tylko dla swoich portfeli nie dla kibiców haha

      adamb
      8 May 2020
       3:54am

      stary, a ktoś cię do czegoś zmusza ? jest obowiązek oglądania/śledzenia ? chyba do tego jeszcze Jarosław nie dotarł… więc masz wolność wyboru 🙂
      Problem w tym, że Ty chyba jesteś zawodowy malkontent co ?

    adamb
    7 May 2020
     5:46pm

    Tak panie Wojtku, ręce myć często… a z reszty ciała brud sam odpadnie 🤣
    Gratuluję świetnego artykułu.

    Balbincia
    8 May 2020
     11:44am

    Aż mi żal, że wiele lat temu zrezygnowałam z moderowania. Z ogromną radością dałabym bana za takie teksty. Swoją drogą czy jest to ktoś kto tego pilnuje? Nie po to odchodziłam z SB I Sf żeby czytać takie komentarze.

Skomentuj