Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Po bandzie. Widzę kilku kandydatów do złota DMP

Bez kibiców, bez pryszniców, bez spikera i bez muzyki. Ale wciąż z czterema samcami alfa pod taśmą, walczącymi głównie o pieniądze, ale też o przywództwo w stadzie. Drużynowe Mistrzostwa Pandemii będą ciekawą rywalizacją z… przynajmniej pięcioma faworytami do złota.   

Już jutro pierwsze wieczorne seanse żużlowego niemego kina. Zważywszy na okoliczności przyrody i niepokojącą krzywą rosnącą – jak by to określił minister Szumowski – nie powinniśmy na nic psioczyć, tylko odpalić telewizor i zapiąć pasy. Ja tak zrobię, choć – bądźmy szczerzy – nie muszę się niczym przepasać, by nie wypaść z fotela. Zawód pismaka dość mocno wyprał z emocji. Których jednak nie zabraknie.

Tego zakazu korzystania z sanitariatów będę się czepiał. Wystarczy przyjąć raz ciężką szprycę na twarz, by przejrzeć na oczy. Piłkarze PKO Ekstraklasy pojedynczo, gęsiego – zupełnie jak zazwyczaj w pierwszym biegu – mogą się pod prysznic udawać. A żużlowcy PGE Ekstraligi nie mogą. Ze spikera od prostych komunikatów też bym nie rezygnował, a i jakąś nutę zapuścił. Dla lepszego przekazu telewizyjnego. Nasi futboliści rozpoczęli bez i każdą kur…ę wykrzyczaną na boisku było słychać, jak w czasie zamkniętego sparingu. Szybko więc poproszono o podkład muzyczny i choć wszyscy wiemy, że puszczany jest z taśmy, to jednak zyskaliśmy wrażenie udziału w wielkim sportowym widowisku… Z tłumem żywo reagujących fanatyków na trybunach.

Nic to. Jak mówię, najważniejsze, że czterech gości stanie pod taśmą i ruszy do ataku po szmal, bez większego znaczenia, że w tym roku mniejszy. I choć to zwykła praca zarobkowa, to jednak wciąż mamy do czynienia ze sportem. Trzeba przecież ustalić hierarchię w środowisku – kto jest jedynką, dwójką, trójką. A więc wciąż jest to sport w najczystszej postaci. Tyle że zawodowy.

Czeka nas ekscytująca podróż w nieznane, bo nie dość, że nie wiemy, jak się ten sezon rozwinie, to mamy większą grupę challengerów. Głodnych sukcesu. I żadnego papierowego dominatora, jak w zeszłym roku, kiedy to Fogo Unia wyglądała na najlepiej zbilansowany zespół XXI wieku – i na papierze, i na torze. A czy leszczynianie oddali na wschód kraju klucz do mistrzowskiego tytułu? Czas pokaże. W każdym razie naoczni świadkowie twierdzą, że Jarek Hampel był niezwykle szybki i na treningu w Lesznie, i w Lublinie. Mógł wybrać jakiś żużlowy ośrodek spokojnej starości, a jednak wolał iść tam, gdzie będzie trzeba się trochę poprzepychać. Gdzie liczba plastronów jest mniejsza od liczby pretendentów. Czyli serce do walki jest. Natomiast silna formacja młodzieżowa sprawia, że w ekipie Koziołków już przed przyjściem Hampela widziałem jednego z kandydatów do medalu.

Drugi kandydat? Tradycyjnie Betard Sparta, od kilku lat bezskutecznie polująca na złoto. Żeniąc Czugunowa z posadą krajowego juniora urosła w siłę. A jeszcze ludzie mówią na mieście, że podobno Bewley trafił na jakiś wybitny silnik od Hollowaya, będący złotą żyłą. Pamiętacie, w 1994 roku Szuba miał taki od Weissa? Ciężko było utrzymać w ryzach narowistego rumaka. Pożyjemy, zobaczymy, ile w tym prawdy i czy samo jedzie. Hampelka też zrewidujemy w najbliższy piątek. To jedno z najpierwszych sprzęgieł Rzeczypospolitej i myślę, że Jarek zajmie w składzie miejsce Pawła Miesiąca. W każdym razie pierwsze odgłosy z boksów są takie, że nie brak prędkości jednostkom od Kowalskiego i Hollowaya.

A czy Sparta zdąży dokończyć sezon z Drabikiem? Trudno uznać, że sytuacja jest… dynamiczna, o co dba mec. Klimczyk, chwytając się kolejnych opcji odwoławczych. Kilka jeszcze ma. To bardzo problematyczna sprawa. Wierzę, że chłopak ma czyste sumienie i chciałbym go widzieć na torze, by podnosił atrakcyjność rozgrywek. Sprawa jest jednak wieloaspektowa, a problem w tym, że błędy zostały popełnione grube. Po pierwsze, złamano procedury antydopingowe. Po drugie – długimi miesiącami ani zawodnik, ani nikt z jego otoczenia nie był łaskaw sprawy wyjaśnić. A to już zakrawa na butę. Polska Agencja Antydopingowa zwyczajnie nie może puścić sprawy płazem, bo zrobi pod siebie i podważy sens swojej działalności. Stworzy przy okazji precedens najniebezpieczniejszy z możliwych.

Jako zdeklarowany zwolennik walki z dopingiem wiem, że nie można toczyć tej wojny półśrodkami. Wiecie, co się dzieje wtedy, gdy sprawy wymykają się spod kontroli? Z pewnością pamiętacie igrzyska w Londynie, na których zmagania sztangistów w kat. 85 kg wygrał wagą ciała Adrian Zieliński, później zdiagnozowany jako dopingowicz. Jego brat Tomasz był wówczas DZIEWIĄTY kategorię wyżej (94 kg). A kim jest dzisiaj? Brązowym medalistą olimpijskim z Londynu. Bo, okazało się po latach, na wspomaganiu dźwigało aż SZEŚC wózków widłowych, które znalazły się przed nim. Sytuacja kuriozalna i zagmatwana jak nazwisko gościa, który w dniu tamtej nieszczęsnej rywalizacji był piąty, a dziś się tytułuje mistrzem olimpijskim. To Irańczyk Saeid Mohammadpourkarkaragh. Swoje złoto, mocno wcześniej upaprane, otrzymał w końcu jesienią 2018 roku. Po ponad sześciu latach.  

Przy okazji – uznawanie w dzisiejszych czasach poczty tradycyjnej za wciąż obowiązującą, oficjalną drogę komunikacji to jakiś wysokiej klasy absurd. Kompletnie do rzeczywistości nieprzystający. Jest to natomiast wyśmienite narzędzie do gry na czas. No ale my tego nie zmienimy. Więc leci sobie kabarecik.

Też jestem ciekaw Betard Sparty. Taki Woffinden. W ostatnim czasie przybyła mu dwójka dzieci i kilka kilogramów. „Napisał” książkę i doznał groźnej kontuzji. Zacząłem wątpić, czy może jeszcze wrócić do roli dominatora. Ale teraz widzę zdjęcia jego wychudzonej twarzy, wycieniowanej sylwetki i czekam, co zobaczę na torze. Czy znów najlepszą wersję mistrza świata?

A więc mamy Wrocław, Leszno, Lublin. Ale to nie są jedyni kandydaci do tytułu. Przecież marzenia i plany mają pod Jasną Górą oraz w Gorzowie. W obu przypadkach uzasadnione. Stal jest głodna i może być mocna, pod jednym wszakże warunkiem – że pomogą juniorzy. Że taki Karczmarz pokaże, iż ma charakter do sportu. Bo, póki co, pokazywał, że nie ma. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę tuż przed sezonem nikomu podcinać skrzydeł, zwłaszcza młodzieży. Ale tak odbieram tę jego dotychczasową postawę. Przyznaję – myliłem się. Sądziłem, że skoro zaczął odczuwać lęk, to nie wróci już na tor. I postawienie w ten sposób sprawy bardzo szanowałem. To był, wbrew pozorom, akt sporej odwagi – przyznać się do własnych demonów i po prostu przebranżowić. A tu proszę – zawodnik zgłosił chęć powrotu. Czym, paradoksalnie, pokazał, że wciąż stoi na rozdrożu. Skoro wraca, to wierzę, że po to, aby się rozliczyć z przeszłością. Nie narzekać, a zasuwać. Nie złorzeczyć, że dowiaduje się o zmianie za późno i prezentować pretensjonalną postawę względem szkoleniowca, tylko tę szansę chwytać. Itd., itp. Przecież od 17-letniego Karczmarza, jego pięknej, ofensywnej sylwetki, nie można było oczu oderwać. Powodzenia!

Wśród faworytów ligi rzadko wymienia się natomiast Falubaz. Jakoś nie widzimy w nim kogoś zdolnego do odegrania wiodącej roli. A przecież nazwisk tam też nie brakuje. Będę nudny i zwrócę uwagę na juniorów. To znaczy trzymam kciuki, by pokazali, że zeszłoroczna inwestycja w Krakowiaka i Pawliczaka miała sens.

Generalnie chciałbym, by triumfowała koncepcja budowy składu z rezerwowym. Nie mogę już słuchać, że rezerwowy to w żużlu przekleństwo. Że promotor, który chce sobie wykupić polisę bezpieczeństwa, jest głupi, a nie rozsądny. Że niszczy atmosferę, a nie wprowadza element pchającej do przodu rywalizacji. To nie rezerwowi są złem, lecz system nagradzania. Brak spokoju i stabilizacji, regularnych miesięcznych wpływów. A schemat wydaje się prosty w obsłudze – w bieżącym sezonie pracujesz na kolejny. Przy czym nie uzależniałbym zarobków od średniej biegopunktowej, bo wrócimy do punktu wyjścia, czyli niezdrowej rywalizacji. Nie widzę też sensu w odgórnym podpinaniu wyniku sportowego pod ustalone wcześniej widełki finansowe. Należy zostawić tu miejsce na jakąś znajomość tematu, wiedzę, przeczucie. Na ocenę zawodnika nie tylko przez pryzmat aktualnych cyferek. Krótko mówiąc – na autonomiczną politykę klubu. Na strategię.

Rywalizacja. Myślicie, że gdyby istniał jeden portal o tematyce żużlowej, to też by wrzucał newsa za newsem? Nie, leżałby do góry kołami i głaskał się po pełnym brzuszku. To konkurencja zmusza do pracy. A presja? Jest składową wartości sportowca, piłkarz też ma na głowie zmiennika. Choć, to fakt, piłkarz po trafieniu na ławkę nie musi się zamartwiać, z czego opłacić sprzęt i pracowników. Stąd m.in. konkluzja, że do zmiany jest system opłacania kierowców żużlowych. Na dziś sytuację w żużlu mamy taką, że im lepszego zawodnika na dokładkę sprowadzą ci do klubu, tym bardziej koledzy będą kręcić nosami. Zatem nie liczy się dobro drużyny, lecz dobro teamu. Swojego. To paradoks.

Noo, po robocie. Idę się wykąpać.

WOJCIECH KOERBER

LVBET

13 odpowiedzi

  1. Panie Wojtku,
    obserwuję Pana od dłuższego czasu i muszę przyznać, że reprezentuje Pan wysoki poziom dziennikarstwa i bliską mi optykę oceny żużlowej rzeczywistości. Jednak szczególną i godną podkreślenia uwagę chciałbym zwrócić na fundament rzetelnego dziennikarstwa. Nie od dziś wiadomo, że jest Pan kibicem klubu z Gorzowa Wlkp. I muszę przyznać, że w swoich artykułach prasowych, wypowiedziach telewizyjnych, opiniach nigdy nie dał Pan odczuć, że w jakikolwiek sposób faworyzuje Pan właśnie klub z Gorzowa Wlkp. Potrafi Pan docenić, pochwalić, ale jak trzeba również zganić, skrytykować. A przy tym robi Pan to ze smakiem, wyczuciem, nierzadko używając barwnego języka. Co ważne, potrafi Pan krytycznie ocenić “swój” klub, ale w tej ocenie nigdy nie wyczułem wyrachowanej, dziennikarskiej złośliwości. Powiedziałbym raczej, że troskę o klub, jego rozwój, jego przyszłość. Brawo! Nie jest to przecież łatwe zadanie, a kibicem wiernym jest się zawsze, na dobre i na złe. I żeby dodać pikanterii sprawie, uczciwie i bez ogródek powiem, że jestem od 1989 r. kibicem Falubazu Zielona Góra. A piszę o tym wszystkim, gdyż po przeciwnym biegunie Pana postawy dziennikarskiej jest Pan Moskwicz z Zielonej Góry, któremu żeby było jasne, bardzo kibicuję i dziękuję za wspaniałe relacje i komentarz radiowy z meczów Falubazu. Jednak muszę też wspomnieć, że kilkakrotnie słyszałem wypowiedź/komentarz Pana Moskwicza na temat “jego” klubu z Zielonej Góry i niestety byłem lekko zażenowany poziomem złośliwości. I miałem takie odczucie, choć mogę się mylić, że była to ze strony Pana Noskowicza bardzo marna, nieudana próba wysłania w przestrzeń publiczną przekazu pt. “patrzcie, jestem bardzo obiektywnym dziennikarzem, potrafię dowalić Falubazowi, zasługuję na więcej”. I Pan Moskwicz dostaje więcej. Słyszę tu i ówdzie, że będzie komentować w telewizji Canal+ transmisję z niedzielnego starcia ROW Rybnik vs. Falubaz Zielona Góra. Panie Noskowicz to dla Pana prawdziwa szansa, żeby udownić, że się mylę. Żeby pokazać dziennikarski obiektywizm nie kosztem “swojej” drużyny, ale w sposób fachowy, profesjonalny, tak jak robi to od lat Pan Wojtek. PS. To jeszcze jedna dla Pana szansa. Pokazanie że można być obiektywnym pozostając wiernym “swojemu” klubowi i nie wstydzić się powiedzenia “tak, jestem z Zielonej Góry”, inaczej niż w przypadku Pana Rafała Darżynkiewicza, któremu moim zdaniem niestety ta misja się nigdy nie powiodła. Do zobaczenia/usłyszenia z Rybnika.

    1. Szanowny Panie, redaktor z Zielonej Góry nazywa się Maciej Noskowicz, nie wypada kilka razy w jednym tekście mylić nazwisko- kilka razy to już nie literówka…

  2. Przepraszam za literówki w mojej opinii. Edytor sprawił mi psikusa i po poprawnym napisaniu tekstu przekształcił go. Oczywiście w tekście chodzi o Pana Noskowicz, a nie Moskwicza. Jeszcze raz bardzo przepraszam.

    1. Czytam pana Wojtka już od kilku dobrych lat i niezwykle cenię jego pióro ale nigdy nie pomyślałbym, że jest kibicem Stali Gorzów. Zawsze odnosiłem wrażenie, że w sposób naturalny jest mu najbliżej do Sparty Wrocław. Ciekawe spostrzeżenie.

      1. Pan Wojtek za Sparta od zawsze. Wiadomo ze rozne akcje byly z zarzadem, zakazy itp ale klub to klub I z synem wspierana Wroclawska Sparte.

  3. Liczby i statystyki nie jadą, ale – >

    1. Leszno 12, 286
    2. Lublin 11, 930
    3. Wroclaw 11, 638
    4. Grudziądz 11, 608
    5. Gorzów 11, 159
    6. Częstochowa 11, 037
    7. Zielona Góra 10, 600
    8. Rybnik 9, 422

  4. Pan Wojtek jest kibicem Stali ?. Rozumiem Bartka ale skąd wniosek, że całej Stali. Pan redaktor napewno kibicuje dwóm klubom, co zabawne, ķtóre delikatnie mówiąc za sobą nie przepadają. Pozdrawiam .

  5. Motor Lublin, czyli dwóch świetnych liderów, jeden świetny junior, drugi bardzo dobry i kilku chimerycznych zawodników. O Play-off powalczą, ale nie o złoto.
    Mój typ na ten sezon: 1. Unia 2. Włókniarz 3. Stal 4. Sparta 5. Motor 6. GKM 7. Falubaz 8. ROW, przy czym Motor i GKM będą mieszać, a Falubaz to jedyna drużyna, którą ROW będzie mógł spróbować ugryźć.

  6. MAJEWSKI, jakim prawem mecz ROW Falubaz będzie komentował kibic Falubazu? Pytam poważnie. To lekkie przegięcie. Wyślijcie sobie tego komentatora do swojego Krosna. Tam może sobie pokomentować derby z Rzeszowem.

  7. Jeśli Pan Wojciech Koerber rzeczywiście jest kibicem Sparty Wrocław to tym bardziej szacunek, bo analizując jego wypowiedzi wyglądało mi na to, że kibicuje Stali Gorzów. Jeśli naprawdę kibicuje Sparcie Wrocław to musiał być na tyle wiarygodny i obiektywny, że się nie zorientowałem. Nie odniosłem wrażenia, że jego sercu najbliższy jest klub z Wrocławia.

    Jestem kibicem Falubazu i mogę nie być obiektywny, ale nie zgadzam się z tak niską oceną potencjału sportowego klubu z Zielonej Góry. Uważam, że Falubaz stać minimum na miejsca 4-6, a przy odrobinie szczęścia nawet na walkę o medal, choć wiem, że to bardziej życzeniowe. Prawie nikt już nie pamięta (choć Pan Wojtek o tym wspomina) z jakim fantastycznym rezultatem złoto-medalowym zaprezentowali się w zeszłym roku zielonogórscy młodzieżowcy. Odnoszę też wrażenie, że dla niektórych ekspertów Dudek i Vaculik to druga linia, a MJJ, PePe i Antonio jakby ich w ogóle w składzie nie było. Ważny może okazać się w ostatecznym rozrachunku mecz w Rybniku. Jeśli Falubaz tam przegra to tych punktów może później zabraknąć. Jeśli jednak wygra może zyskać pewną psychologiczną przewagę na dalszą część sezonu.

    1. Moze tak sie Panu wydawalo, bo Wy tam w Lubuskim macie obsesje na punkcie siebie. Jedni I drudzy ;).

      Co do Falubazu uwazam, ze bardzo duzo bedzie zalezec od Protasiewicza. Jesli Wasz kapitan bedzie jezdzil na dobrym poziomie to spokojnie Was stac na playoffy. Sadze, ze jestescie bardzo niedoceniana druzyna przez kibicow innych druzyn oraz dziennikarzy ale wedlug mnie wcale nie wygladacie gorzej niz Lublin ktory jest teraz mocno hypowany teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.