PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Eltrox Włókniarz Częstochowa 49:41

2020-08-10 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-08-09 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Motor Lublin 47:43

2020-08-09 16:30:00

Zakończona

Przejdź

2. Liga: OK Bedmet Kolejarz Opole – Wilki Krosno 39:50

2020-08-09 11:45:00

Zakończona

Przejdź

eWinner 1. Liga: Orzeł Łódź – Car Gwarant Kapi Meble Budex Start Gniezno 51:39

2020-08-08 19:15:00

Zakończona

Przejdź

eWinner 1. Liga: Arged Malesa Ostrovia Ostrów Wlkp. – Unia Tarnów 50:40

2020-08-08 16:30:00

Zakończona

Przejdź

Po bandzie. Gdzie zaczynał Holder, jak skończy Zagar i o świetlanej przyszłości Włókniarza

Chris Holder gościem we Wrocławiu. Hmm, gościem to on był kiedyś. Nic mu wtedy nie przeszkadzało, zresztą, jak pisze w swoim komunikacie Betard Sparta: „Holder od startów w barach WTS-u rozpoczynał swoją karierę w Polsce”. Taa, a później ją kontynuował w barach toruńskich. I jak wiemy, było super, dopóki zdrowia starczyło.

O dziennikarskich wpadkach i literówkach wspominałem przed tygodniem. No ale tu każdy dzień przynosi coś nowego. Kiedyś, gdy istniały tylko pisane media papierowe, łatwiej było się wybielić, otóż wszystko można było scedować na równie tajemniczą, co złośliwą postać, zwaną chochlikiem drukarskim. Gdy ktoś z niewiedzy i niedouczenia walnął ortografa, to się zasłaniało chochlikiem właśnie. A teraz? W internecie? Inna sprawa, że jednym ruchem można w sieci błąd naprawić i wersję zaktualizować, natomiast z wielotysięcznym nakładem papierowym był większy problem. Nie do odkręcenia. Bartek Czekański napisał swego czasu w Gazecie Wrocławskiej, że „trener został zwolniony z Iskry Ostrów, bo nie przyszedł do pracy pijany”. Bartek, wiadomo, człek ambitny i dziennikarz ze świetnym piórem, dopieszczał te swoje teksty. No i zapomniał czegoś przestawić podczas adiustacji. Nawet to zdanie było później cytowane przez Manna i Maternę w ich telewizyjnym programie. Zatem żużel dostał się dzięki temu na ogólnopolską antenę. Jak swego czasu żużel brytyjski na łamy słynnej bulwarówki The Sun. A to za sprawą Adama Skórnickiego, bo na swoim kombinezonie z ligi angielskiej wyszył napis „Maliniak the best, fuck the rest”. No więc dziennikarze tabloidu się oburzyli, że przyjechał jakiś Polak, który chwali producenta swoich kevlarów, a całą resztą pier…, znaczy ma gdzieś.  

Przy adiustacji tekstów różne niebezpieczeństwa czyhają na człowieka. We wspomnianej Gazecie Wrocławskiej mieliśmy takie zasady, że wywiady spisywało się per pan. No, chyba że rozmowa była z jakimś młodym człowiekiem, wtedy to, rzecz jasna, nienaturalne. W każdym razie zawsze znalazł się jakiś adept, który wytycznych jeszcze nie znał, a chciał np. pokazać światu, że jest z gwiazdą blisko. Bo udało się przejść na ty w trakcie rozmowy. No i te wszystkie drętwe „co myślisz?”, „co sądzisz?” trzeba było po kolei zmieniać. A wtedy to niemal pewne, że gdzieś o zmianie końcówki się zapomni. I ukazywało się swojskie „co pan o tym sądzisz?” albo „myślisz pan, że będzie dobrze?”  

No, wracamy do żużla. I do Holdera, któremu toruńskie bary może i trochę wielką karierę przystopowały, ale bardziej jednak kontuzja odniesiona w Anglii. Połamał się wtedy okrutnie, złamał m.in. miednicę oraz piętę, długo musiał się poruszać na wózku inwalidzkim. A takie urazy najbardziej odkładają się potem w głowie, która jest przecież odpowiedzialna za odkręcanie gazu. Natomiast prawy nadgarstek to tylko wykonawca poleceń.

Skoro wypożyczenie Holdera reklamowane jest jako powrót Chrisa do Wrocławia, to ludzie dziś pytają, dlaczego przed laty odszedł. Po prostu. Bo mu Jacek Gajewski obiecał w Toruniu więcej biletów Narodowego Banku Polskiego. We Wrocławiu nadchodziły akurat lata chudsze. Pamiętam, jak to wspominał Marek Cieślak. Że czując pismo nosem poszedł raz do Crumpa, gdzieś w środku sezonu, by mu powiedzieć, że trzeba pogadać z młodym. Na co Jason:

– Spokojnie, on będzie jeździł tam, gdzie ja.

No i w kolejnym sezonie Crump nadal jeździł we Wrocławiu, a Holder już w Toruniu.

Cieślak opowiadał też, jak z dyrektorem Mirkiem Buszem po raz pierwszy odbierał Holdera z lotniska we Wrocławiu. Przyjechał w trampkach, z jednym plecaczkiem i na głodniaka. Kupili mu po drodze hot-doga, którego najpierw połknął oczami. Po medal IMŚJ sięgnął na klubowym sprzęcie WTS-u, ale jaka to karta przetargowa, jeśli gdzie indziej dają więcej. Tym bardziej, że Australijczyk pomieszkiwał na poddaszu, w ciasnym pokoju starej siedziby Sparty przy ul. Mickiewicza. I przy łóżku musiał chodzić bokiem. Więc wolał pochodzić po Toruniu. Gdzie się sportowo zestarzał, by nie napisać brzydko, że został starym Piernikiem. Ale wciąż ściga Leigh Adamsa, który sam postawił sobie w Lesznie pomnik – 15 kolejnymi sezonami (1996-2010) w barwach klubu. Holder jest w Toruniu od 2008 roku, zatem to jego trzynasty rok w roli Anioła. No, powiedzmy, że Anioła. Na facebookowym profilu swoje życie prywatne śmiało może skwitować popularnym „to skomplikowane”, a to również miewa wpływ na sportową postawę. Trzymam kciuki, by okazał się naprawdę gościem, a z Betard Sparty uczynił godnego rywala Fogo Unii i Eltrox Włókniarza.

Przed sezonem wspomniałem, że mistrzostwa Polski życzę drużynie, która zdecyduje się mieć na stanie mocnego rezerwowego. Bo choć z punktu widzenia zawodników jest to pozycja wybitnie niepotrzebna i destrukcyjna, to jeszcze istnieje coś takiego, jak punkt widzenia prezesa. Jak klubowa racja stanu. Nie mogę już słuchać teorii o psuciu atmosfery w drużynie, choć, oczywiście, mam świadomość powagi sytuacji. I tego, czym jest spowodowana. Rzecz jasna, fatalnym systemem nagradzania. Nie rozumiem też obaw, że stałe pieniądze – powiedzmy, miesięczne pensje – odebrałyby zawodnikom motywację do walki. Nie odebrałyby, bo dla mnie to jasne, że na konkretne pieniądze można się umówić tylko w perspektywie najbliższego roku. Że w tym sezonie pracujesz na kolejny. I jesienią albo masz argumenty, albo nie. Tylko tak to może działać – z roku na rok.

Podam Wam pewien przykład – Fogo Unii z 2017 roku. Jeśli dobrze pamiętam, to w pierwszej części sezonu kiepsko sobie radził Grzesiek Zengota. Potrzebował czasu. W tym czasie jeździł Pedersen, a niektórzy apelowali już o wypożyczenie Zengiego. Ten się jednak spokojnie odbudowywał, był szykowany do powrotu. W miejsce Duńczyka, który sytuacji pomógł o tyle, że się poważnie potrzaskał, zwalniając miejsce w składzie bez pieniactwa, w sposób naturalny. A pamiętacie finał finałów we Wrocławiu? Te dwa zabójcze biegi nominowane, wygrane przez Byki podwójnie? No więc w pierwszym z nich jechał Zengota. Czy bez niego też udałoby się po ten pierwszy skalp hat-tricka sięgnąć? Niekoniecznie, zwłaszcza że w pierwszym meczu Zengi uzbierał dziewięć oczek. A więc na końcu często się okazuje, że o losach złota decydują jednak właśnie takie „niuanse” jak mocny rezerwowy.

Akurat w Lublinie zawodnicy bardzo źle przyjęli nowego człowieka w kadrze, głównie Zagar. No ale to specyficzny typ, ostatnio źle przyjął w swoim boksie reportera Eleven Sports. Słoweniec poproszony o pomeczową wypowiedź kazał mu wyrachowaną polszczyzną wypier… Co jednak trochę zastanawia, bo złego meczu pan Zagar nie odjechał. Przywiózł Sajfutdinowa w Lesznie. Teraz jego sprawą zajmują się już władze PGE Ekstraligi i kilka tysi pewnie wlepią. A mnie się wydaje, że za rok miejsce komandosa może zająć w Lublinie np. Zmarzlik. Takie przeczucie.

Reporterka to w ogóle niełatwy kawałek chleba. Drugi raz do tej samej rzeki postanowiła jednak wrócić Asia Cedrych, tym razem do Motowizji, która pokaże nam 2. Ligę Żużlową. Ja ją zapamiętałem m.in. z akcji zielonogórskiej. Mianowicie wybrałem się tam raz na żużel z rodziną. Eksploruję sobie przed meczem park maszyn i okolicę, zbliża się godzina meczu, aż tu nagle przybiega Asia. I pyta w nerwach, czy nie usiadłbym na wysokim stołku w parku maszyn obok Gabriela Waliszko. Bo Wardzała spóźniony, w drodze dopiero i nie zdąży. A pismaki, wiadomo, całe życie w rezerwie. No to zgodziłem się, by ratować sytuację. Usiadłem jak stałem, taki średnio raczej ubrany, naprędce mnie podmalowali. Wejście za trzy minuty, a tu… przybiega nasz kongresmen Wardzała, spocony cały. I zgłasza gotowość. Gabryś mówi wprost, że teraz, jeśli tylko chcę, to mogę już na tym stołku zostać. No ale po co mi to? By później wrogowie przekręcali rzeczywistość i mówili, że się siłą na wizję władowałem? Wspaniałomyślnie zwolniłem miejsce gościowi z dalekiego Tarnowa, skądinąd mającemu doświadczenie z wysokimi stołkami. W końcu Robert to były poseł.    

I jeszcze słówko o Włókniarzu na koniec. Otóż pod Jasną Górą afera i publiczna debata, czy klub kiepsko promuje Częstochowę poprzez sport, bo zabrano Włókniarzowi dużą bańkę z miejskiej subwencji. Wiadomo – koronawirus. Choć zauważam, że ta długa nazwa jest już passe, od kiedy nauczyliśmy się wreszcie wymawiać tę trudniejszą, choć krótszą wersję – covid. A nawet covid 19, jeśli chcemy błysnąć w towarzystwie. No ale do rzeczy – z tą promocją poprzez sport to problematyczny temat, niemniej ja, mimo wszystko, Włókniarz nasz widzę ogromny. Bo ma to, czego inni nie mają. Mianowicie, zwracam uwagę, że oto z powodu starzejących się juniorów nastąpi przez zimę poważne przegrupowanie sił. Spójrzcie tylko. Leszno straci duet Kubera – Szlauderbach, a Zielona Góra całe trio: Krakowiak, Tonder, Pawliczak. Wrocław odda w poczet seniorów Czugunowa, Gorzów – Karczmarza, Grudziądz – Turowskiego, a Lublin Trofimowa, choć zostanie ze swoim skarbem – Lampartem. A z czym zostanie Włókniarz? Z zestawem swoich perełek: Miśkowiakiem i Świdnickim, którzy młodzieżowcami pozostaną do sezonu 2022 włącznie oraz z Kowalskim 2023.

Zatem trener Cieślak, ostatnio celebrujący siedemdziesiątkę, pożyje jeszcze długo i szczęśliwie.

WOJCIECH KOERBER

  1. Nie kupuję tej wizji że Holder to złotówa bo niewdzięcznik odszedł z Wrocławia. Gdyby był takim to na kewlarze miałby już nalepek jak Duduś Fąferski na walizce.
    Także i Zmarzlik nie zajmuje miejsca Zagara, to lepiej wychowany człowiek i nie będzie rzucał mięsem.
    A że historia lubi się powtarzać to raczej martwił bym się w Częstochowie o finanse
    , bo ile można paść się na miejskiej kasie. Ten wirus którego nikt nie wiedział za chwilę rozłoży gospodarkę a pierwszy do odstrzału jest zawodowy sport dotowany ze społecznych pieniędzy.

    1. „Także i Zmarzlik nie zajmuje miejsca Zagara, to lepiej wychowany człowiek i nie będzie rzucał mięsem”. Ale tu chodzi o przyjście Zmarzlika do Lublina za Zagara a nie, że Bartek zmieni się nagle w niekulturalnego, że tak powiem, Zagara.

  2. Pan Wojtek odkąd pamiętam piszę tylko o Sparcie i zawodnikach w niej jeżdżących, fajnie byłoby gdyby klub z Rybnika jakiem cudem wskoczył do PO i trzeba byłoby “odszczekać coś” heh… Pan Wojtek już wie co… Pozdrawiam

  3. Historia o Holderze i większej kasie w Toruniu prawdziwa. Młode siuśki nie pamiętają.

    Co do Zmarzlika mam to samo przeczucie, że w 2021 to będzie Lublin, a nawet jeśli nie – to wciąż mam przeczucie że to ostatni sezon Bartka w Gorzowie i trzeba będzie ruszyć w świat, tak jak kiedyś Kołodziej z Tarnowa. Własne podwórko nie ma już nic do zaoferowania Bartkowi. No bo co? Kolejny sezon z jakimiś Iversenami o utrzymanie?

    O juniorach Włókniarza myśle też to samo. Narazie sobie wygrywają bieg juniorski a w trakcie meczu dziobią punkciki, ale już w następnych latach (jeśli Włókniarz ich utrzyma) to będzie juniorski walec.

      1. Czemu wątpisz? Ja kiedyś wątpiłem, że Tomasz Gollob odejdzie z Bydgoszczy, a jednak ktoś go wyjął i była to Unia Tarnów, która jeszcze sezon wcześniej jeździła Siergiejem Darkinem, a dwa lata wcześniej wynalazkami typu Zlatko Krznič.

        Najważniejszy czynnik przy Bartku to, tak jak pisałem, brak sportowych wyzwań w Gorzowie. Z kasą chyba jest na styk, więc jest chimeryczny Kasprzak, nijaki Woźniak itd. Raz wyjdzie, raz nie… Ciężko mi przyjąć, że Bartek będzie się kisił w takiej nijakości. Takiemu sportowcowi potrzebne jest WYZWANIE, jakiś cel – duży i wysoki. W Lublinie takie cele mają, ale potrzebny im do ich osiągnięcia zawodnik z samego szczytu. Małżeństwo doskonałe….

        Magic też odchodził z Wrocławia. Otrzaskał się na obczyźnie, liznął wielkich wyników i wrócił już jako rutyniarz.

        1. Tylko jeśli nawet zmieni klub to wciąż zostaje jazda w tej samej ekstraligowej rzeczywistości. Nawet jeśli jego nowy klub miałby walczyć o coś więcej niż o utrzymanie, czy to podniesie jego poziom? Myślę, że przeważyć mogą pieniądze, które znając Bartka mógłby spożytkować na jakieś rewolucyjne rozwiązania techniczne.

          1. Rzeczywistość być może ta sama, ale czasem potrzeba nieco świeżego powietrza. Kilka lat temu błąd zrobił Woryna. Po dobrym ekstraligowym sezonie nie odszedł z Rybnika i dzisiaj powoli notuje regres. Talentu starczy mu na więcej niż być solidnym ligowcem a niestety w takiego z roku na rok się zmienia i to jest proces, którego u wielu zawodników się nie zauważa. “Jeszcze wczoraj trzaskał komplety a dziś robi po 6 punktów”. Często słyszę takie osądy, w stosunku do wielu zawodników.
            Kiedyś do Leszna z Tarnowa przyszedł Janusz Kołodziej i odrazu zanotował mega sezon.
            Nie trzeba z klubu odchodzić w niezgodzie czy niesnanskach. Czasem potrzeba jest nowego bodźca, nowego miejsca i ludzi, aby wyzwolić w sobie coś więcej co poniesie człowieka dalej i niekiedy taka potrzeba jest dużo większa, niż tkwić w jednym i tym samym miejscu.

  4. O kulturze osobistej Mateja Zagara to już wspominał Pan Wojciech w książce o Cieślaku. W Częstochowie Słoweniec witał się tylko ze szlachtą czli Panem Prezydentem, a plebsowi czyli osobom funkcyjnym ręki już nie podawał bo to przecież polaczki – brudasy od niezbyt czystej roboty więc Matejek też potrafił ostro pogonić ze swojego boksu. Dla takich ludzi jestem właśnie przeciwny dotowaniu klubów z miejskiej kasy. Gwiazdeczki, które zwykłego kibica mają za nic. Miałem w swoim pokoju plakat Mateja zdobyty po finale IMŚJ we Wrocławiu był dla mnie nastolatka idolem i wzorem, a potem stał się w jednym momencie absolutnym zerem…Smutne ale prawdziwe. Obecnie cieszę się z każdego przywiezionego właśnie zera przez tego rajdera. Napisał Pan również kiedyś w swojej książce o Marku Cieślaku, żeby kibice nie pchali się zbyt blisko krat parkingu bo mogą się po prostu bardzo zawieźć. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami. Kluby sportowe to tylko przedsiębiorstwa produkujące emocje i nic więcej. Kasa dla zawodników i działaczy musi się zgadzać. Błagam do wszystkich kibiców nie wierzcie, że prezesi jak to mówią pracują społecznie bo tak nie jest. Często czynią z klubu prywatny folwark, a ich nepotyzm w zatrudnianiu bliskich osób z rodziny nie zna granic. Ja już dawno wyleczyłem się z fanatyzmu i jestem tylko obserwatorem ekstraligi bez zdzierania sobie gardła za mój klub. Ze sportowym pozdrowieniem.

    1. To od dawna dla mnie frajer. Mało kto pamięta, że w 2006 Matej podpisał kontrakt z Włókniarzem zarządzanym jeszcze przez Maślankę, ale nie wystartował w żadnym meczu, bo grymasił z terminami. Całą ligę zwodził kierownictwo. Nic panience nie pasowało.
      Nie mając żadnego doświadczenia nie próbował od niższych lig, tylko odrazu poszedł za wielkim szmalem do Unibaxu, ale tam wyniki miał przeciętne więc po roku dostał kopa. W tamtych latach chcąc kasować grubą forsę szło się do Rzeszowa, bo Marta zawsze płaciła za dużo i na czas. Tam właśnie zahaczył się Matej przed Gorzowem, w którym przyszły już naprawdę duże pieniądze i sponsorzy.
      W Gorzowie po sezonie 2012 trochę brakło pieniędzy, to pierwszy sie zawinął do wyjścia. W swojej pazerności nawet nie zdążył rozeznać rynku, tylko podpisał z pierwszym który zaproponował kosmiczny szmal, a tym pierwszym był przyszły bankrut z Gniezna i po sezonie wracał do Gorzowa z podkulonym ogonem.
      Zawodnik przepłacony, przereklamowany i nie warty rządanych przez siebie pieniędzy.

  5. Wszystkiego najlepszego Panie Redaktorze, Panu i pozostałym dziennikarzom portalu z okazji Światowego Dnia Dziennikarza Sportowego. Przodowania na rynku nie ma co życzyć bo już tą pozycję zasłużenie okupujecie. Nawiązując do “chochlików drukarskich” to niestety od pewnego czasu bardzo tego wiele w bliskim Panu “TŻ”. To wygląda raczej na nonszalancję i tzw. “kopiuj-wklej”. Żeby być precyzyjnym nie dotyczy to Pana, red. Czekańskiego, Jaźwieckiego, Portali. Pozostali, niestety żenada. Pozdrawiam serdecznie

    1. Fajnie, że poruszyłeś temat TŻ. Dla mnie to kultowa pozycja i żal kiedy czyta się popisy redakcyjnej młodzieży, która z poprawną polszczyzną jest na bakier. Niestety, nie wydaje mi się, że to tylko nonszalancja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.