Główny partner portalu

Facebook PKO Ekstraklasa
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Ostatnie dni w Ekstraklasie zostały zdominowane przez „Derby Polski”, czyli starcie Legii Warszawa z Lechem Poznań. Zwycięstwo Kolejorza, na dodatek na terenie przeciwnika, to z pewnością najważniejsza wiadomość kolejki. Nie wolno jednak zapominać o ważnych wiktoriach Rakowa Częstochowa oraz Lechii Gdańsk i niespodziewanej wpadce Pogoni Szczecin.

 

Górnik Zabrze – Wisła Kraków 0:1

Oba, bardzo utytułowane zresztą, zespoły grają w tym sezonie dość sinusoidalnie. Zabrzanie mają na koncie tylko jeden remis, poza tym na przemian przegrywają i wygrywają. Z kolei Wisła, po bardzo obiecującym początku rozgrywek mocno przygasła i zanotowała trzy porażki z rzędu. Wydaje się, że zmierzyło się dwóch typowych w naszych polskich realiach ligowych średniaków. Lecz oba kluby mogły traktować to spotkanie jako okazję do przełamania. Sam mecz toczył się według jasnego podziału: pierwsza połowa dla gospodarzy, druga dla gości.

Decydujący cios udało się jednak zadać podopiecznym Adriana Guli. Wygrali dzięki indywidualności, jaką mają w swoich szeregach – czyli Michalowi Frydrychowi. Czech został przeniesiony z pozycji środkowego obrońcy na pomoc (to jedna z wielu zmian jakie w porównaniu z poprzednim spotkaniem zaserwował fanom trener Wisły) i po raz kolejny udowodnił swoją klasę. W 50. minucie uderzył zza pola karnego, a piłka po rykoszecie trafiła do bramki Górnika. Można powiedzieć, że to, co daje lidze Frydrych powinien dawać Lukas Podolski. Dla byłego mistrza świata było to jednak kolejne nieudane spotkanie w Ekstraklasie. Fatalnie spudłował w akcji, gdzie miał naprawdę dużo przestrzeni przed bramką Mikołaja Biegańskiego, zaś potem, nie oszukujmy się, brutalnie sfaulował Serafina Szotę. Ciekawe, czy prędzej doczekamy się bramki Podolskiego w Ekstraklasie, czy może jednak czerwonej kartki?

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:2

Dojrzały i ułożony futbol. Tak coraz częściej można pisać o sposobie na rozgrywanie spotkań jaki przyjmuje Raków Częstochowa. W meczach drużyny Marka Papszuna dzieje się albo bardzo dużo, zapadają one w pamięci, albo totalnie nic. Pierwsza połowa starcia ze Śląskiem to właśnie ten drugi scenariusz. Drużyny raziły niedokładnością i brakiem skuteczności. Na szczęście był to jednak tylko słaby support, a prawdziwy koncert mogliśmy oglądać po przerwie. W rolach głównych po obu stronach barykady postanowili postawić się Hiszpanie. Z tym, że gra jednego z nich dawała jego zespołowi zdecydowanie więcej efektywności.

Ivi Lopez był języczkiem u wagi, który spowodował że Raków wywiózł z trudnego terenu komplet punktów. Najpierw świetnie dośrodkował, a z tej centry skorzystał Vladislavs Gutkovskis, a pięc minut później sam otrzymał podanie od Łotysza, zamieniając je na gola. Erik Exposito, czyli hiszpański napastnik Śląska, tym razem mimo dużej aktywności nie był w stanie zdobyć bramki. Za to wrocławianie złapali kontakt dzięki jego asyście. Podanie na gola zamienił Mateusz Praszelik, jednak to było wszystko, na co było stać w sobotę podopiecznych Jacka Magiery. – Dobry mecz w wykonaniu obu zespołów. O naszej porażce zadecydowała zapaść na pięć minut w drugiej połowie, po tym, jak mieliśmy przewagę i prowadziliśmy grę. Wynik mógł być równie dobrze w drugą stronę. Ciężko jest po takim meczu, kiedy się przegrywa nie będąc gorszym – takie uzasadnienie porażki swojego klubu przedstawił po meczu trener Śląska.

Legia Warszawa – Lech Poznań 0:1

To spotkanie już chyba zawsze będzie wzbudzało emocje. Legia i Lech wielokrotnie w ostatnich latach miały rozgrywać spektakularne mecze, które będą pamiętane przez lata. Często zdarzało się, że poziom sportowy tych starć zawodził. Niedzielny mecz też nie był najbardziej porywającym widowiskiem sezonu, jednak mógł się podobać. Obie drużyny pokazały przede wszystkim wielkie zaangażowanie: Legia wszak jak wody potrzebuje ligowych punktów, zaś Lech ma jeden cel – mistrzostwo i sukcesywnie do niego dąży. Obrońcy tytułu pierwsi ruszyli z natarciem. Na samym początku spotkania znakomitym strzałem z woleja popisał się Artur Jędrzejczyk. Gol jednak nie mógł zostać zaliczony, były reprezentant Polski wcześniej zagrał piłkę ręką, co łatwo wychwycił arbiter. Chwilę później prowadzić mógł Lech, ale uderzenie Adriela Ba Louy zatrzymało się na słupku. To nie jedyne obicie obramowania bramki w pierwszych 45. minutach. Josue znakomicie wykonał rzut wolny. Gdyby tylko wycelował kilka centymetrów niżej, to pewnie piłka wpadłaby do bramki Lecha, a nie odbiła od poprzeczki.

To, co nie udawało się przed przerwą, udało się chwilę po niej. Lech dośrodkowywał z rzutu wolnego aż na trzy tempa. To zmyliło obronę gospodarzy, a mierzoną centrę Pedro Rebocho na gola zamienił niezawodny Mikael Ishak. Po tej akcji Legioniści poczuli, że muszą. Niestety, to uczucie częściej plątało im nogi niż pomagało. Nie sposób było nie zauważyć, że na boisku brakowało lidera, który weźmie na swoje barki ciężar gry po stronie mistrzów Polski. Warszawiacy nie tyle że nie atakowali, co mogli jeszcze stracić bramkę, jednak w doliczonym czasie gry rzut karny bity przez Ishaka obronił zmiennik Artura Boruca, młodziutki Kacper Tobiasz. – Mecz miał różne fazy, jedna i druga drużyna miała swoje okazje. Wydaje mi się, że my mieliśmy troszeczkę więcej. Cieszę się z tego, że jedną z nich potrafiliśmy wykorzystać i wygrać to spotkanie. Natomiast powiem tak, nie wszystko funkcjonowało tak, jak by mogło funkcjonować – szkoleniowiec Lecha Maciej Skorża mimo zwycięstwa nie był do końca zadowolony z gry zespołu.

Komplet wyników 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy:
Górnik Łęczna – Piast Gliwice 1:1
Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Lechia Gdańsk 0:2
Górnik Zabrze – Wisła Kraków 0:1
Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:2
Wisła Płock – Pogoń Szczecin 1:0
Cracovia – Warta Poznań 2:0
Legia Warszawa – Lech Poznań 0:1
Stal Mielec – Zagłębie Lubin: mecz dziś o 18.00
Jagiellonia Białystok – Radomiak Radom: mecz dziś o 20.30

Trzy porażki z rzędu, a cztery w ostatnich pięciu spotkaniach. Siłą rzeczy tematem, o którym najmocniej się mówi w Ekstraklasie jest potencjalne zwolnienie Czesława Michniewicza ze stanowiska szkoleniowca Legii Warszawa. Wojskowi tracą już 15 punktów do liderów tabeli, czyli Lecha Poznań. Zważywszy, że jesteśmy mniej więcej po 1/3 sezonu (11 kolejek na 34, Legia zagrała dwa mecze mniej niż reszta drużyn), to strata ta wydaje się trudna do nadrobienia. Obrońcy tytułu doznali aż sześciu porażek w dziewięciu rozegranych meczach! Ciekawa jest sytuacja w czubie tabeli. Wydaje się, że lekko odskakują od reszty trzy ekipy: wspomniany Lech, Lechia Gdańsk i Raków Częstochowa – zwłaszcza obecność w tym gronie drużyny znad morza może zaskakiwać. Szansę na utrzymanie się w tym gronie straciła za to, po niespodziewanej porażce w Płocku, Pogoń Szczecin. Drużyna Kosty Runjaicia traci już pięć „oczek” do Lecha.