Główny partner portalu

fot. Krystyna Pączkowska / Śląsk Wrocław
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Najwięcej emocji w 7. kolejce PKO Ekstraklasy budził mecz Śląska Wrocław z Legią Warszawa. I nawet nie chodzi o samo rozstrzygnięcie na boisku – chociaż również, bo Śląsk wygrał 1:0 – ale o sytuację, po której wrocławianie zdobyli bramkę. Bez wątpienia było to najszerzej komentowane wydarzenie w tym sezonie, a teraz klub ze stolicy Dolnego Śląska wbił swoim rywalom złośliwą “szpilkę”.

 

Przypomnijmy, że cała sytuacja rozegrała się w 84. minucie spotkania. Śląsk wykonywał rzut rożny, a po dośrodkowaniu futbolówka opuściła pole karne po interwencji jednego z obrońców i spadła pod nogi piłkarza z Wrocławia, Mateusza Praszelika. Ten nie zdążył nic z nią zrobić, bowiem interweniował Ernest Muci, który wybił piłkę spod nóg rywala zagrywając ją jednocześnie pod nogi znajdującego się na pozycji spalonej innego piłkarza Śląska, Victora Garcii. Problem w tym, że skoro Legionista ostatni dotknął futbolówki, to – zgodnie z przepisami – nie ma spalonego.

Tutaj błąd popełnił jednak sędzia asystent, który na moment podniósł chorągiewkę, kompletnie myląc warszawską defensywę. Obrońcy Legii stanęli, Garcia natomiast wykorzystał bierność rywali, wpadł w pole karne i zdobył gola na wagę trzech punktów. Protesty Legionistów na niewiele się zdały, sędzia bramkę uznał, a sytuacja była komentowana w całej piłkarskiej Polsce. Przegląd Sportowy na poniedziałkowej okładce zamieścił wymowny tytuł “futbolowe jaja” sugerując, że wynik meczu został wypaczony. W podobnym tonie wypowiadała się część piłkarskich ekspertów wskazując jednocześnie, że wcześniej mistrzowie Polski powinni otrzymać rzut karny. Inni zaś wskazywali starą piłkarską prawdę, która mówi, że “gra się do gwizdka”, a że ten nie rozbrzmiał, to zawodnicy Legii sami sobie są winni.

I w poniedziałkowe popołudnie “głos” w całej sytuacji zabrał Śląsk Wrocław, który przypomniał wszystkim swoim najmłodszym zawodnikom wspomniane piłkarskie porzekadło. A konkretnie przypomniał Victor Garcia, strzelec tego gola.

To oczywiście złośliwy komentarz do całej sytuacji i odpowiedź na podważanie zwycięstwa w meczu z Legią. Jedni przyklaskują takiej “szpilce”, innym to nie odpowiada. A film jest także niejako nawiązaniem do podobnego incydentu sprzed ponad dwóch lat. W 2019 roku w meczu Lechii Gdańsk z Legią Warszawa sędzia nie podyktował rzutu karnego dla gdańszczan po tym, jak Artur Jędrzejczyk zagrał piłkę ręką w polu karnym. Kilka dni później klub ze stolicy zaprezentował specjalny film, w którym Jędrzejczyk zakłada rękawice bramkarskie i mówi “razem obronimy mistrzostwo”. I jak podkreślają kibice, wówczas była to drwina z ligowych rywali, a teraz Śląsk zadrwił z Legii.