Główny partner portalu

Piłka nożna. Przełamanie Podolskiego, ucieczka Lecha. Tak wyglądała 15. kolejka PKO Ekstraklasy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Wielkie emocje mogli przeżywać fani polskiej piłki w miniony weekend w Mielcu, gdzie Stal dokonała comebacku w starciu z wiceliderem z Gdańska oraz w Zabrzu – tam w końcu Lukas Podolski strzelił gola, a Legia Warszawa jak zwykle w tym sezonie przegrała. Nieco w cieniu tych spotkań zapadały ważne dla losów tabeli rozstrzygnięcia w Poznaniu i Krakowie.

 

Stal Mielec – Lechia Gdańsk 3:3

Stal przed przerwą reprezentacyjną potrafiła napsuć krwi wielkim polskiej piłki, najpierw remisując z Lechem, liderem tabeli, a potem pokonując na wyjeździe Legię. Tym razem kolejny mocny przeciwnik, Lechia Gdańsk, również wyjechał z Mielca z dużym niedosytem. Podopieczni Tomasza Kaczmarka zaskakują in plus formą w tym sezonie Ekstraklasy, zatem i w sobotę upatrywano ich w roli zdecydowanych faworytów. Zapowiedzi wzięły w łeb już w 13. minucie, gdy Maksymilian Sitek wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Lechia po pierwszym ciosie wzięła się jednak w garść i przed przerwą zdążyła jeszcze dwukrotnie pokonać Rafała Strączka. Na listę strzelców wpisali się Ilkay Durmus i Marco Terrazzino, który zaczyna odgrywać kluczową rolę w nadmorskim zespole.

Gdy Niemiec o włosko brzmiącym nazwisku trafił w 59. minucie na 3:1, wydawało się, że można już powoli podsumowywać spotkanie. Nic bardziej mylnego. Już kilka minut później gdańszczanie sprokurowali rzut karny, a kontaktowe trafienie zaliczył Grzegorz Tomasiewicz, a niedługo potem Mateusz Mak wykorzystał festiwal błędów obrony drużyny przyjezdnej. – Bardzo dziękuje swoim zawodnikom za zaangażowanie, wiarę do końca. Wydawało się, że już jest po meczu gdy przegrywaliśmy 1:3, a Lechia kontrolowała przebieg spotkania – jednak my wierzyliśmy – mówił szkoleniowiec Stali Adam Majewski. Potwierdziło się zatem, że Mielec jest w tym sezonie trudnym terenem. Ostatnią porażkę u siebie piłkarze z Podkarpacia zanotowali 19 września.

Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 2:1

Portowcy dominowali nad rywalem, ale długo nie potrafili tego podkreślić wynikiem. Ostatecznie jednak odnieśli bardzo ważne zwycięstwo nad silnym zespołem, choć trzeba też nadmienić, że to już trzeci z rzędu mecz Śląska bez zwycięstwa. W pierwszej połowie nie oglądaliśmy bramek, choć okazje zdarzały się po obu stronach. Więcej ich było po stronie gospodarzy, próbowali Kacper Kozłowski, czy Jean Carlos, jednak gdy wrocławianie ruszyli z natarciem, to była najlepsza akcja pierwszych 45 minut, bowiem uderzenie Petra Schwarza zatrzymało się na poprzeczce.

Goście zostali złamani pod naporem Pogoni już na początku gry po przerwie. Luka Zahović zanotował trzeci kolejny ligowy mecz z bramką, czym chyba zaczyna potwierdzać swój potencjał, z jakim przyjeżdżał do Szczecina w ubiegłym roku. Śląsk jednak już w następnej akcji wyrównał – szybką akcję wykończył główką Rafał Makowski. Mecz na korzyść Pogoni rozstrzygnęli dwaj panowie z olbrzymim bagażem doświadczeń. Kamil Grosicki podawał, Michał Kucharczyk strzelał, a Pogoń koniec końców dowiozła trzy punkty do ostatniego gwizdka. – Drużyna broniła dobrze, choć czasem byliśmy zbyt daleko od siebie. Straciliśmy bramkę będąc w fazie przejściowej, potem zabrakło jakości, by strzelić kolejnego gola. Patrząc po przebiegu spotkania można było tu zremisować – dość optymistycznie komentował stan rzeczy Jacek Magiera, trener drużyny z Dolnego Śląska.

Górnik Zabrze – Legia Warszawa 3:2

Prawdziwa sinusoida zdarzeń spotkała kibiców zgromadzonych w niedzielne popołudnie na stadionie w Zabrzu. Pierwszy fragment meczu, mimo że Legia posiadała wyższy procent czasu gry przy piłce, był całkowicie zdominowany przez gospodarzy. Mistrz Polski nie oddał przez 45 minut żadnego strzału na bramkę! Oczywiście zabrzanie nie mogli tego nie wykorzystać. Z sześciu strzałów na bramkę wynikły dwa gole – Erika Janży oraz w końcu, po kilku miesiącach czekania, Lukasa Podolskiego. Historyczny moment dla rodzimej Ekstraklasy, pierwszy w historii gol piłkarza mającego w dorobku tytuł mistrza świata.

Po przerwie na boisko wyszła inna Legia. W końcu zaczęła dominować rywala i szybko wyrównała, w 54. minucie było już 2:2 po trafieniach Josue i Ernesta Muciego. Dość niespodziewanie Wojskowi nie poszli za ciosem, a przyjęli taktykę wyczekiwania rywala. Ta w efekcie okazała się zabójcza, a katem obrońców tytułu okazał się Krzysztof Kubica. Piłkarz o nazwisku wybitnego kierowcy najpierw zdobył bramkę nieuznaną przez arbitra Damiana Sylwestrzaka z powodu pozycji spalonej, a ostatecznie w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zapewnił tryumf Górnikowi.

– Kibice cały czas byli z nami, wspierali nas. Dziękuję im za wsparcie. Chcemy dać im radość, na którą zasługują. Ciężko pracujemy, by wrócić na nasze miejsce. Dajemy z siebie wszystko na treningach i w meczach, ale jeszcze czegoś brakuje – mówił po spotkaniu, chyba mało przekonująco, Muci. Legia już nie jest w kryzysie. To co się z nią dzieje to jest obecnie jakaś katastrofa.

Komplet wyników 15. kolejki PKO BP Ekstraklasy:
Warta Poznań – Wisła Płock 1:2
Jagiellonia Białystok – Wisła Kraków 3:1
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 3:3
Lech Poznań – Piast Gliwice 1:0
Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Górnik Łęczna 1:1
Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 2:1
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 3:2
Zagłębie Lubin – Radomiak Radom 0:2
Cracovia – Raków Częstochowa 1:0

Ostatni weekend miał tak naprawdę trzech zwycięzców. Przede wszystkim Lecha, który po dwóch remisach z drużynami z dołu tabeli w końcu wygrał, może w mało przekonującym stylu, lecz w walce o mistrzostwo liczy się przede wszystkim efektywność. Swoje zrobiła też Pogoń, która pokonała Śląsk i ciągle jest tylko 3 „oczka” za liderem z Poznania. Pomiędzy tymi drużynami w tabeli jest jeszcze gdańska Lechia, wyprzedzająca Portowców o punkt.

Słowa uznania należą się również Radomiakowi, nie tylko za przekonujące zwycięstwo nad Zagłębiem w Lubinie, ale również za cały dotychczasowy sezon (a mamy już prawie jego półmetek). Drużyna z Radomia zajmuje piąte miejsce w tabeli i trzeba już powoli zadawać sobie pytanie, czy stanie się niedługo drugim Rakowem, czy nową rewelacją ligi? Klaruje się także powoli lista drużyn, które nie powalczą już o nic więcej poza utrzymaniem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na niej są na chwilę obecną obrońcy tytułu – Legia Warszawa (choć należy pamiętać, że Wojskowi mają do rozegrania jeszcze dwa zaległe mecze), beniaminkowie z Niecieczy i Łęcznej oraz Warta Poznań.