Główny partner portalu

fot. Grzegorz Wajda / 400mm.pl
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Niespodzianki nie było. Polska pewnie ograła Andorę 4:1 w przedostatnim meczu fazy grupowej eliminacji do mistrzostw świata 2022. Dwa gole dla Biało-Czerwonych zdobył Robert Lewandowski, a po jednym trafieniu dołożyli Kamil Jóźwiak i Arkadiusz Milik. Polacy jednocześnie zapewnili sobie miejsce w barażach, a na bezpośredni awans mają już tylko matematyczne szanse.

 

Po meczu kibiców można było podzielić na dwie grupy – zadowolonych z kolejnego zwycięstwa i narzekających, że ta wygrana przekonująca nie była, a ponadto Andora strzeliła nam bramkę. I chyba każdemu można przyznać rację.

Wygrana – pewna, nie podlegająca dyskusji, bo już w 11. minucie Biało-Czerwoni prowadzili 2:0. Najpierw uderzył Robert Lewandowski, a następnie dośrodkowanie Przemysława Frankowskiego świetnie zamknął Kamil Jóźwiak. Arbiter miał wątpliwości co do obu bramek – obie sprawdzał VAR, ale ostatecznie oba gole zostały uznane. Po tym, jak Polacy stracili bramkę w 44. minucie, błyskawicznie odpowiedzieli trafieniem Arkadiusza Milika, a w drugiej połowie „poprawili” kolejnym strzałem Lewandowskiego. Trzy punkty na trudnym terenie (dosłownie trudnym – Andora gra na sztucznej murawie), żadnych kontuzji i debiut Matty’ego Casha, muszą cieszyć. Nawet, jeśli naturalizowany Brytyjczyk nie pokazał pełnego wachlarza swoich umiejętności.

Z drugiej jednak strony, trzeba zaznaczyć, że Polacy od 20. sekundy grali w przewadze jednego zawodnika, kiedy błyskawiczną czerwoną kartkę za faul na Kamilu Gliku otrzymał Cucu Fernandez. Momentami tej przewagi nie było widać, a za komentarz do bramki Andory niech posłuży fakt, że Polska jest pierwszym krajem, który w roku kalendarzowym stracił bramki w starciach i z San Marino i z Andorą. A w ofensywie wszyscy ci, którzy liczyli na strzelecki popis, mogli czuć się zawiedzeni, choć jeden z goli dla Polski nie został uznany – Arkadiusz Milik był na minimalnym spalonym.

Oby stronom można przyznać rację, ale za zwycięstwo nad Andorą i nad Anglią dostaje się tyle samo punktów. Polacy zrobili swoje, zainkasowali trzy punkty, a dzięki temu, że Anglia pokonała Albanię 5:0, Biało-Czerwoni są pewni udziału w barażach. Matematycznie są jeszcze szanse nawet na pierwsze miejsce, dające bezpośredni awans, ale Anglia musiałaby przegrać z San Marino. A to scenariusz z rodzaju football fiction.

Andora – Polska 1:4 (1:3)
Bramki: Cervos 44 – Lewandowski 5, 73 Jóźwiak 11, Milik 45