Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle tytułów indywidualnego mistrza świata wywalczył obchodzący w tym tygodniu 89 urodziny Ove Fundin.

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów zdobyła reprezentacja Polski podczas DME na torze w Poznaniu
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

22. kolejka najlepszej ligi świata, obfitowała w niezwykle istotne dla przyszłości tabeli spotkania. A przynajmniej miała. Na Etihad, City podejmowało Chelsea, a w północnym Londynie jedno z najbardziej elektryzujących North London Derby od lat, zostało przełożone, z uwagi na fatalną sytuację kadrową podopiecznych Mikela Artety. Szansę na dogonienie/przegonienie wcześniej wymienionych zespołów otrzymać miał Manchester United, a także West Ham, jednak jak mówi stare przysłowie: Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu swoich planach…

 

Manchester City – Chelsea 1:0

Za każdym razem przypatrując się maszynie Guardioli, zastanawiam się, gdzie tkwi sekret tej powtarzalności i systematyczności taktycznej. Jako podmiot ligowy, City jest absolutnym hegemonem i w chwili obecnej, kontynuując dominację przeciwko takim zespołom jak The Blues, właściwie bez pytania dopisują sobie kolejne ligowe trofeum do gablotki. Oczywiście, Tuchel pewne założenia miał, ba, było w pewnym momencie nawet blisko ich realizacji, jednakże brak w zespole „9” w optymalnej formie, poskutkował tym, że z Manchesteru wracać trzeba było na tarczy. Chelsea mam wrażenie, że cały mecz czekała na wyprowadzenie tego jednego ciosu, którego nie można było przespać, niestety, dla fanów londyńskiego zespołu, stało się inaczej. To City dominowało, to City stwarzało sobie klarowne sytuacje, jak chociażby „setka” Grealisha, czy rozmaite próby KDB, z różnych kątów i miejsc na boisku, jednak warto oddać Chelsea, że do pewnego momentu wszystko to uchodziło im płazem i dość szczelnie radzili sobie, z wyraźnie mocniejszym tego dnia przeciwnikiem. U londyńskiej ekipy niezmiennie problem jest właśnie z pozycją napastnika i jeżeli nie ulegnie to jakiejś poprawie/zmianie, może być ciężko o punkty w tak stykowych meczach jak ten.

MVP: Kevin de Bruyne

Norwich – Everton 2:1

Spotkanie na Carrow Road, jak na złość pokazało mi, że w życiu pewne są tylko śmierć i podatki. Nazywane przeze mnie „drugoligowym” Norwich nie dość, że popsuło mi kupon, to jeszcze zaśmiało się prosto w twarz i udowodniło, że oni nie mają zamiaru tak szybko po raz kolejny opuścić ekstraklasy. Podopieczni Deana Smitha w mojej obiektywnej opinii, nie wyglądali w tym meczu gorzej, aniżeli mający zdecydowanie inne ambicje Everton. Bez kompleksów, odważnie, ale też inteligentnie ograli przyjezdnych i dopisali do swojego dorobku niezbędne trzy punkty, awansując przy tym na 18 miejsce i zmniejszając stratę do 17 Watfordu do zaledwie jednego punktu! Pomijając fakt zaległych spotkań okupującej 17 miejsce drużyny, to na pewno na Carrow Road powoli zaczyna wychodzić słońce i rodzą się jakiekolwiek optymistyczne perspektywy. Czego powiedzieć z pewnością nie można o byłych podopiecznych Rafy Beniteza. Dopięło się nieuniknione, The Tofees pod wodzą Hiszpana to była istna anomalia i nieporozumienie, a klub, który ma określone ambicje, nie może kolejny raz tułać się po nizinach i oddawać punkty zespołom ze strefy spadkowej. Everton w spotkaniu z kanarkami był bardziej niż fatalny. A gol Richarlisona to taki cukierek, Tysona Furyego, który 15 sekund wcześniej nas znokautował.

MVP: Milot Rashica

Wolves – Southampton 3:1

Jak po cichu dobrać się do czołówki poradnik – Bruno Lage. Wilki pod wodza Portugalczyka to projekt niezwykle przyjemny dla oka. Mimo słabszych momentów (poprzeczka uratowała wilki przed 2:2), gospodarze wykorzystywali bardzo dokładnie serwowane przez los sytuacje. Szczególnie dopracowanym elementem, mieniącym się w kolorowych barwach są z pewnością stałe fragmenty gry, które w tym spotkaniu mocno raniły defensywę świętych. Nieobiektywnym byłoby pominięcie ekipy gości, którzy naprawdę w mojej opinii mocno nie odstawali. Był to mecz dwóch zbliżonych poziomem drużyn,  z którego dzięki inteligencji i może boiskowemu ograniu zwycięsko wyszedł zespół Lage. Dużo walki, dużo ciekawych rozwiązań taktycznych i przepiękna bramka JWP, dla takich meczy ogląda się Premier League.

MVP: Jose Sa

Brighton – Crystal Palace 1:1

To niesamowite, jak mocno trzeba się postarać, aby zremisować wygrany mecz. Moder, Welbeck, Maupay, Gross, etc. Sytuacji było aż nadto. Kolejny raz piłka nożna pokazuje, że niepotwierdzona dominacja, przechodzi do historii, jako nieumiejętność. Niemożliwością jest tracić punkty przy tak znacznej dominacji. Na początku sezonu owocowało to w punkty, jednak ostatni okres czasu to wraźny zjazd. Naturalnie, nie dziwię się temu zjawisku, bo gdyby Brighton utrzymał ówczesną formę, to pewnie biłby się teraz z Man Utd., Tottenhamem i Arsenalem o Ligę Mistrzów, jednak dziwi mnie  ta blokada w przekuwaniu zwycięskich meczy na punkty. Nie dziwi mnie natomiast drużyna Vieiry, która nawet grając największy dramat sezonu, jest w stanie uratować remis, co nie ukrywajmy, jest dość dużym osiągnięciem patrząc na grę. Dziewiąty remis Palace, dający mimo wszystko pewne utrzymanie w środku tabeli, spokojny byt i miano przeciwnika z faktycznie – średniej półki stawki. Z takich bonusowych, czysto „ProModerowych” względów, cieszy forma Polaka i wyraźny rozwój coraz bardziej wszechstronnie ukierunkowanego pomocnika.

MVP: Jack Butland

Newcastle United – Watford 1:1

Po ostatnim rozbiciu banku przez właścicieli klubu z Newcastle, którego dokonali podczas zimowego okienka transferowego aż dwóch z trzech nowych nabytków pojawiło się na boisku już od pierwszej minuty spotkania. Kieran Trippier oraz Chris Wood zaliczyli debiuty w barwach Srok. Pierwsza bramka padła po wykorzystaniu błędu obrony w 49. minucie przez Allana Saint-Maximin. Francuz po świetnym rajdzie pokonał Bena Fostera. Stracona bramka tylko zmotywowała gości, którzy w drugiej części spotkania mieli znacznie więcej sytuacji strzeleckich, a Martin Dubravka popisywał się naprawdę dobrymi interwencjami. W 88. minucie Słowacki bramkarz musiał niestety skapitulować. Bardzo dobre dośrodkowanie posłał Kiko w stronę Joao Pedro, a ten z łatwością pokonał golkiper. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i na St. James’ Park mieliśmy podział punktów. Sytuacja klubu z Newcastle nie jest najlepsza, jeżeli będą utrzymywać dotychczasowe wyniki to będą pierwszym klubem z tak zamożnymi właścicielami, który spadł z ligi.

MVP: Joao Pedro, dwa ostatnie mecze w wykonaniu Brazylijczyka były bardzo dobre.

Aston Villa – Manchester United 2:2

Obie drużyny spotkały się ze sobą już 10 stycznia, wówczas lepszy okazał się zespół prowadzony przez Ralfa Rangnicka awansując do 1/16 FA Cup. W pierwszym spotkaniu ligowym obu zespołów na Old Trafford lepszy był zespół z Birmingham wygrywając 1:0. Pierwsza bramka padła bardzo szybko po błędzie bramkarza. Bruno Fernandes uderzył sprytnie zza linii pola karnego, golkiper gospodarzy co prawda złapał piłkę do koszyka, ta odbiła się od brzucha i wpadła pomiędzy nogami przekraczając linie bramkową. Goście kontrolowali całe spotkanie a David de Gea po raz kolejny pokazywał swój kunszt. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 dla gości. Druga część spotkania była zdecydowanie lepsza dla gospodarzy, stwarzali zdecydowanie więcej sytuacji strzeleckich. W 67. minucie po błędzie Mingsa i przejęciu piłki przez Freda Czerwone Diabły mogły świętować kolejną bramkę. Buno Fernandes po dokładnym podaniu w pole karne huknął z całej siły obijając poprzeczkę i po raz drugi pokonał Emiliano Martineza. Po drugiej bramce coś pękło w zawodnikach gości. Steven Gerrard dokonał dwóch zmian, które go uratowały. Pierwszą z nich był Carney Chukwuemeka, który minutę po wejściu z ławki w 77. minucie miał swój udział przy bramce na 1:2. Wówczas Jacob Ramsey znalazł się w okolicach pola karnego po dokładnym podaniu i tym razem bez problemu pokonał bramkarza United. Druga bramka padła błyskawicznie przez nieporadność zawodników gości, Fred praktycznie wyłożył piłkę debiutującemu Philippe Coutinho, a ten miał idealną szansę i zdobył swojego pierwszego gola po powrocie do Premier League.

MVP: Drużyna AV, która po straceniu drugiej bramki zareagowała fantastycznie. Debiut Coutinho na duży plus.

Liverpool – Brentford 3:0

Oba zespoły spotkały się ostatnim razem 25 września. Wtedy na Brentford Community Stadium padł sensacyjny remis, który Pszczołom zapewnił Yoane Wissa. Na pierwszą bramkę kibice na Anfield czekali stosunkowo długo, dopiero w 44. minucie trafieniem z główki popisał się Fabinho po stałym fragmencie gry wykonywanym przez Trenta Alexandra-Arnolda. Drugie trafienie The Reds miało miejsce w 69. minucie. Wtedy wysokim dośrodkowaniem zza pola karnego popisał się Andrew Robertson dostrzegając Alexa Oxlade-Chamberlaina, ten pokonał bramkarza strzałem głową w prawy dolny róg bramki. Krótko po tym Anglik doznał kontuzji i został zastąpiony przez Takumi Minamino – strzelca trzeciej i ostatniej bramki w 77. minucie. Reszta spotkania była całkowicie kontrolowana przez graczy Jurgena Kloppa, The Reds bezlitośnie zrewanżowali się na beniaminku.

MVP: TA-A, świetna praca w ofensywie jak i defensywie.

West Ham – Leeds 2:3

Jeżeli mielibyśmy stawiać pieniądze na którąś z tych drużyn, to na pewno postawiliśmy na graczy Davida Moyes’a, którzy w tym sezonie prezentują się bardzo dobrze. Młoty spisują się perfekcyjnie pokonując wyżej notowane zespoły. W polskim pojedynku pomiędzy Leeds United to Łukasz Fabiański był zazwyczaj górą. Ale nie tym razem. Bardzo szybko sygnał do ataku dały Pawie, bowiem w 10. minucie strzelcem bramki po podaniu od Adama Forshawa, został Jack Harrison. Swój udział przy tej bramce miał również Mateusz Klich, po którego strzale Łukasz Fabiański wybił piłkę pod nogi Adama Forshawa. Na odpowiedź musieliśmy czekać dosyć długo, dopiero w 34. minucie po asyście Aarona Creswella, na listę strzelców wpisał się Jarrod Bowen. Kolejno gole zdobywali Pablo Fornals oraz dwukrotnie Jack Harrison. Anglik w całym spotkaniu popisał się hattrickiem. Warto zaznaczyć, że Mateusz Klich zdobył bramkę w 75. minucie, niestety po analizie VAR, nie została uznana, ponieważ podczas strzału Polaka klubowy kolega stał na linii spalonego. Ostatecznie decyzja sędziego nie zemściła się na gościach i dowieźli oni sensacyjne zwycięstwo.

MVP: Obsadzenie kogoś innego niż Jacka Harrisona byłoby zbrodnią. Ojciec sukcesu Leeds United.

Patryk Krawczuk,  Michał Kesler