Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle tytułów indywidualnego mistrza świata wywalczył obchodzący w tym tygodniu 89 urodziny Ove Fundin.

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów zdobyła reprezentacja Polski podczas DME na torze w Poznaniu

Piłka Nożna. Londyn stolicą frajerstwa, Norwich nie chce spaść z ligi, czyli anomalie 23. kolejki Premier League!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Istotą tej kolejki było przerachowanie na dole i na szczycie tabeli. Norwich w klasycznym meczu „o 6 punktów” rywalizowało z Watfordem, Manchester United podejmował West Ham, a w hicie kolejki, na Stamford Bridge zameldowała się ekipa Antonio Conte. Czy po tej kolejce otrzymaliśmy odpowiedzi na nurtujące przed nią pytania, odnośnie układu obu sfer tabeli? Czy wreszcie można realnie określić, kto w walce o najwyższe cele odpadnie w przedbiegach? Jednoznacznie – nie. Określić można co najwyżej, kto może zostać jeszcze większym frajerem niż jest (ekhm, Arsenal), kogo nie stać prawdopodobnie, ostatecznie na wyrwanie miejsca w TOP4 (ekhm, West Ham), czy kto ma więcej szczęścia niż rozumu (ekhm, Manchester United). Z każdą kolejką czasu będzie ubywało, a zwycięzcą w mojej opinii okaże się ten, który w gruncie wyliczeń punktowych najmniej się po drodze ośmieszy.

 

Watford – Norwich 0:3

Jakby to najdelikatniej ująć, ekipa Ranieriego nie grzeszy nawet poprawną wersją gry w piłkę. Jedyne, co wyszło gospodarzom to przedmeczowe wspomnienie postaci jednego z ich najwybitniejszych trenerów – Grahama Taylora. No i te fajerwerki przy wyjściu obu ekip też były spoko. Trochę jak w WWE. Mimo, że podopieczni Włocha kręcili się w obrębie pola karnego Kanarków, to niewiele przez cały mecz z tego wynikało, a jest to dość znamienne dla tej drużyny, że generalnie z ich gry, rzadko kiedy coś wynika. Genialny gola jednego z największych paraolimpijczyków w ekipie gości – Josha Sargenta, nijako ustawił ten mecz (sarkazm, not offense), mimo, że było to dopiero 0:1! Potem działo się tylko gorzej, wcześniej wspomniany Amerykanin na fali niosącej, zdecydował, że skieruje piłkę głową w kierunku bramki, co o dziwo zakończyło się drugim powodzeniem tego wieczoru. Trzecia bramka, to nie wymaga komentarza, bo była zwieńczeniem gry Watfordu pod Ranierim. Czego by nie mówić, o gościach, należy oddać, że jeżeli była to potyczka drużyn walczących o prawo gry w najlepszej lidze świata, to w tej chwili zdecydowanie bardziej zasługuje na nie Norwich, z uwagi chociażby na wolę walki i charakter tej drużyny, która chyba ma dość ciągłych spadków i powrotów.

MVP: Josh Sargent

Josh Sargent / fot. si.com

Leeds – Newcastle 0:1

Czy Leeds dominowało? Tak. Czy to Leeds kreowało grę i jak już coś się łaskawie działo, to z ich inicjatywy? Tak. Czy podopieczni Bielsy są w tym świetle frajerami oddając punkty? Tak. Trzy fundamentalne pytanie obrazujące cały przebieg meczu. Pan bramkarz Francuz tak wspaniale się wylał przy strzale Shelveya, że na stronkach bukmacherskich było już 60 razy pisane o ustawce. Nieobiektywnym byłoby pominąć wolej Shelveya i setkę Willocka, jednak jakie znaczenie w morzu meczowej dominacji mają te sytuacje? Jedynie pocieszające, dla fanów Leeds, w kontekście wymówki, że goście przecież też coś tam robili. Zrobili minimum i na farcie zgarnęli bezcenne punkty. Cytując Walaszka: „Jako tako i fajrant”.

MVP: Jonjo Shelvey

Southampton – Manchester City 1:1

Austriacki zawadiaka ku chwale Kloppa postanowił wepchnąć kij w trybiki zabawki Guardioli, co skutecznie zabrało mu frajdę przynajmniej na tydzień! Taktycznie świetna i tytaniczna robota podopiecznych Hassenhuttla, pozwoliła na nieoceniony w kontekście stworzenia namiastki emocji w walce o mistrzostwo remis. City niemrawe, bez pomysłu, zdominowane przez wielkiego Jana Bednarka… Tu już poniosło. Niemniej jednak taką kluczową sprawą jest wspomnienie w mojej opinii nieobecnego Riyada Mahreza – jak fantastyczny i inteligentny piłkarz to jest, że zawsze praktycznie jest w stanie wykręcić coś nieoczekiwanego, a zarazem skutecznego, to właśnie jego w sobotę zabrakło, tego nieoczywistego trybiku. Kluczowy dla Man C. będzie okres po pierwszym spotkaniu w Lidze Mistrzów ze Sportingiem, wtedy to przekonamy się, czy Klopp może zacierać ręce, razem z fanami angielskiej piłki w kontekście ostatecznej walki o tytuł.

MVP: Fraser Forster

Ralph Hasenhuttl / fot. sportsmole.co.uk

Arsenal – Burnley 0:0

Jeśli któryś/któraś z osób czytających przeoczyła to widowisko, a miała kontakt z włoskim klasykiem Milan – Juventus, to generalnie poziom sportowy i przebieg spotkania identyczny. Arsenal kolejny raz frajersko traci punkty w praktycznie wygranym meczu, a wszystko to za sprawą braku rasowego napastnika i nieporadnością, oraz przemęczeniem kadry. Sam jako kibic Kanonierów mógłbym stronniczo doszukiwać się plusów, ale fakty są takie, że Tottenham w tej chwili odjechał bardzo mocno, bo punkty wyrwane w takim spotkaniu są niemal bezcenne. Można mieć pretensje do stylu, do sędziego technicznego, że przyzwalał na taki, a nie inny obraz gry, ale największe pretensje trzeba mieć do zespołu, ewentualnie również po części do trenera, za niezbyt umiejętne rachowanie składem w obrębie posiadanej wiedzy o intensywności w danym tygodniu. Mając takie luki kadrowe, w mojej opinii trzeba było poświęcić któreś spotkanie, a wyszło, że w eter odeszły oba – zarówno z Liverpoolem jak i Burnley. Stary nieporadny Arsenal, którym należy wstrząsnąć, bo inaczej kompletnie nic z tego nie będzie. Do Burnley uważam nie ma sensu się odnosić, ponieważ z wyjątkiem umiejętności obrony i wybijania piłki nie zaprezentowali oni nic specjalnego.

MVP: James Tarkowski

Chelsea – Tottenham 2:0

Mam wrażenie, że z podopiecznych Tuchela wyraźnie uszło powietrze i powrócili do reprezentowanej wcześniej dyspozycji. Kompletnie przyćmili i zdominowali Spurs, pokazując przy tym, że miejsce w TOP3, to na chwilę obecną kompletna rezerwacja. Fantastyczny Ziyech, fantastyczny Mount, zgrana, przyjemnie grająca ekipa. Tottenham podobnie jak wcześniej wspomniany „sąsiad”, bezbarwny, bez pomysłu, nijaki, kompletnie przyćmiony. Mecz ten i tak nie zmienił bardzo dobrego położenia w tabeli ekipy włoskiego szkoleniowca, niemniej jednak, powielenie występów takich jak ten może nieść ze sobą w przyszłości negatywne skutki. Chelsea natomiast, nijako powoli zmierza ku zagwarantowaniu sobie w tym roku miejsca na podium, co w mojej opinii będzie w pełni zasłużone.

MVP: Hakim Ziyech

 

Hakim Ziyech / fot. thechelseachronicles.com

Everton  – Aston Villa 0:1

To spotkanie było starciem drużyn, które znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach pod względem mentalnym, jak i punktowym. Podopieczni Stevena Gerrarda w ostatnim spotkaniu z Czerwonymi Diabłami  w końcowych minutach wydarli remis. W ostatnim czasie dokonali również zakupu dwóch nowych zawodników, między innymi zakontraktowali Lucasa Digne z Evertonu i widać, że są w co raz lepszej formie. Z kolei Everton niedawno pozbawił Rafe Beniteza posady menedżera ekipy The Tofees, a w jego miejsce po raz kolejny rzucono koło ratunkowe w postaci Duncana Fergusona. W 48. minucie pierwszej połowy jedyną bramkę zdobył Emiliano Buendia a asystę w postaci dobrego dośrodkowania zaliczył nie kto inny, jak wracający na stare śmieci Lucas Digne. Co prawda zawodnicy gospodarzy bardzo ostro atakowali a swoje szanse na zdobycie bramki mieli Calvert-Lewin oraz Richarlison, to ostatecznie wynik do końca meczu nie uległ zmianie.

MVP: Buendia

Manchester United – West Ham 1:0

Pierwsze spotkanie obu drużyn było pełne emocji i bramek, ostatecznie 19. września ekipa, wtedy  jeszcze pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera zwyciężyła 2:1 a bramki z rzutu karnego nie wykorzystał Mark Noble. Sobotnie starcie a przynajmniej jego pierwsza część była bardzo jałowa. Obie ekipy były zdyscyplinowane a obrońcy szczelnie bronili dostępu do bramki. Druga połowa spotkania była nieco bardziej intensywna, zawodnicy podejmowali większe ryzyko i starali się praktycznie z każdej strony oddawać strzały. Jak zwykle groźne były dośrodkowania w pole karne wykonywane przez podopiecznych Davida Moyesa. Po medialnej burzy pomiędzy Ralfem Rangnickiem a Anthony Martialem, zawodnik dostał szansę i wszedł z ławki rezerwowych za Freda. Ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Po udanym pressingu w 93. minucie zawodnicy gospodarzy ruszyli do ataku. Asystę trzeciego stopnia zaliczył Francuz podając piłkę do Edinsona Cavaniego a ten prostopadle z lewej strony zagrał ją do nabiegającego Marcusa Rashforda, który praktycznie wbiegł z piłką do bramki. Stadion eksplodował, ponieważ był to gol na wagę zwycięstwa w tym spotkaniu. Sędzia jeszcze chwilę trzymał kibiców zgromadzonych na Old Trafford w napięciu, natomiast wóz VAR nie wykrył żadnych nieprawidłowości.

MVP: Marcus Rashford

Brentford – Wolves 1:2

Podopieczni Thomasa Franka po niedawnym spotkaniu z Manchesterem United na pewno nie byli zadowoleni, choć jak stwierdził sam Duńczyk, pierwsza część spotkania z Czerwonymi Diabłami to była ich dominacja. Z pewnością w taki sam sposób chcieli rozpocząc starcie z Wolverhapton. Co prawda pierwsza odsłona nie porwała kibiców, a obie ekipy nie miały pomysłu w jaki sposób sforsować obronę przeciwnika. Drugie 45. minut było już bardziej emocjonujące. Niecałe trzy minuty po rozpoczęciu drugiej częściu meczu fantastyczną bramką oraz całą akcją, popisali się piłkarze Wolves a Joao Moutinho strzelił piękną bramkę zewnętrzną częścią stopy. Na odpowiedź gospodarzy musieliśmy nieco poczekać. Po zamieszaniu jakie najpierw wprowadziła czerwona kartka dla gości a później jej cofnięcie, Pszczoły w takim chaosie znakomicie się odnalazły i bramkę wyrównującą zdobył Ivan Toney. Niecałe 7. minut później znów prowadzili goście za sprawą kolejnego Portugalczyka Rubena Nevesa, który ostatnio jest w znakomitej formie strzeleckiej. Podopieczni Bruno Lage mieli jeszcze jedną wykorzystaną okazję, natomiast po konsultacji sędziego z wozem VAR odgwizdany został spalony.

MVP: Joao Moutinho 

Crystal Palace – Liverpool 1:3

Wymarzony początek meczu zanotowali podopieczni Jurgena Kloppa, którzy już od 8. minuty prowadzili, za sprawą Virgila Van Dijka. Druga bramka padła w 32. minucie a jej autorem został Alex Oxlade-Chamberlain. Przy obu bramkach asystował Andrew Robertson. Druga połowa przebiegła pod znakiem ataków gospodarzy, którzy mieli bardzo dużo sytuacji strzeleckich a jedną z nich w 55. minucie wykorzystał Odsonne Edouard. Po tej bramce podopiecznym Patricka Vieiry urosły ogromne skrzydła a ich ataki nabrały jeszcze większej intensywności. Warto dodać, że w większości sytuacji bardzo dobrze spisywał się Alisson Becker. Niestety w 89. minucie morale zawodników gospodarzy podupadły, za sprawą kontrowersyjnego rzutu karnego, którego pewnie na bramkę zamienił Fabinho.

MVP: Robertson

fot. sport.tvp.pl

Leicester – Brighton 1:1

Pierwsza część tego spotkania zdecydowania należała do gospodarzy. Wykorzystywali błędy rywali w obronie, ale cały czas brakowało im przysłowiowej  kropki nad “i”. Lisy postawiły ją tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania, dzięki Patsonowi Dakiemu, który z dobitki strzelił pomiędzy nogami bramkarza Brighton. Bramka na 1-0  zamiast dać pewność siebie gospodarzom tylko ich zdekoncentrowała. Pewność siebie i ciąg na bramkę zyskali natomiast gracze Mew. Do zdobycia wyrównującej bramki Danny Welbeck miał conajmniej dwie sytuacje strzelecke. Trzecią z nich wykorzystał dopiero w 82. minucie, pokonując strzałem z główki Kaspera Schmeichela. Goście mieli jeszcze jedną okazję na zdobycie gola przed końcem spotkania. Leandro Trossard otrzymując podanie w środku pola karnego, zdecydował się na mocny strzał, który okazał się jednak zbyt słaby aby pokonać Duńskiego bramkarza.

MVP : Brighton, które wyrasta na bardzo solidną ekipę

PATRYK KRAWCZUK, MICHAŁ KESLER