Główny partner portalu

Facebook PKO Ekstraklasa
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Po przerwie na mecze reprezentacyjne do gry wróciły europejskie ligi, wróciła także polska PKO BP Ekstraklasa. W siódmej serii gier nie brakowało ciekawych rozstrzygnięć. Tym najbardziej zaskakującym jest zepchnięcie mistrza kraju Legii Warszawa do… strefy spadkowej.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 1:0

Spotkanie, dwóch pucharowiczów, a jednocześnie starcie, które zawsze budzi wielkie emocje – takimi hasłami można było zareklamować starcie na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Oba kluby łączy postać Jacka Magiery. Wielu kibiców pamięta, jak pięć lat temu prowadzona przez niego Legia grała w Lidze Mistrzów. Dziś Magiera jest trenerem Śląska i stara się odbudować potęgę klubu ze stolicy Dolnego Śląska. Od początku spotkania można było zauważyć, że to Legia była zespołem, który grał nerwowo. Znajdowało to odzwierciedlenie w postawie… jej szkoleniowca, Czesława Michniewicza. Ten w pierwszej połowie otrzymał dwie żółte kartki, wobec czego nie mógł pojawić się na ławce trenerskiej po przerwie. Mógł za to podejmować wiążące decyzje o zmianach, dzięki czemu w drugiej połowie oglądaliśmy debiuty nowych nabytków Legionistów: Ukraińca Igora Charatina i pochodzącego z Kosowa Lirima Kastratiego.

Osobną historię stanowi bramka zdobyta przez wrocławian. W 84. minucie Victor Garcia wykonywał rzut rożny. Piłka, po odbiciu się od nóg obrońców Legii wróciła z powrotem do Garcii, który znajdował się na pozycji spalonej. Asystent sędziego Bartosza Frankowskiego, Marcin Boniek, mylnie podniósł do góry chorągiewkę, sygnalizując, że arbiter za moment przerwie grę. Tym ruchem zmylił broniących się graczy mistrza Polski, którzy przestali atakować gracza z piłką. Garcia zatem wbiegł pod bramkę i pokonał Artura Boruca. – Moment kiedy zdajesz sobie sprawę, że nic innego jak kop na pi**ę lepszego efektu nie przyniesie… – napisał ironicznie bramkarz Legii w mediach społecznościowych, ilustrując wpis zdjęciem z meczu, na którym widoczny jest on i arbiter spotkania. Jak się okazało, był to jedyny gol w meczu, skala błędu składu sędziowskiego jest więc tym większa. Oliwy do ognia dodaje fakt, że Frankowski i jego asystenci zostali wytypowani do sędziowania wtorkowego spotkania Chelsea Londyn z Zenitem Sankt Petersburg w Lidze Mistrzów. Oby na Stamford Bridge nie popełniali już takich błędów.

Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 2:2

Wiślacy, mający ostatnio dobry okres, chcieli pójść za ciosem i zwyciężyć po raz trzeci z rzędu. Jednak na początku spotkania, mimo przytłaczającej przewagi w posiadaniu piłki, nie przekłuć swoich szans na gola. O wiele skuteczniejsi byli goście, na ławce trenerskiej których zadebiutował nowy szkoleniowiec, Tomasz Kaczmarek. Najpierw w 23. minucie odbitą przez Pawła Kieszka piłkę do bramki skierował Jarosław Kubicki, a pod koniec pierwszej części spotkania do siatki trafił Ilkay Durmus, któremu należy się pochwała za całe 45 minut i bycie liderem ofensywy Lechii. Do przerwy więc wydawało się, że gdańszczanie są bliscy wywiezienia spod Wawelu pełnej puli.

Oblicze meczu odmienił Michal Frydrych, czeski kapitan Białej Gwiazdy. Środkowy obrońca najpierw w 72. minucie strzałem z linii pola karnego zdobył gola kontaktowego, a potem w ósmej minucie doliczonego czasu gry zachował się najsprytniej po rzucie rożnym i dał podopiecznym Adriana Guli remis, mimo faktu, że kończyli mecz w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Serafina Szoty. – Lechia prowadziła już 2:0, więc nie było łatwo, ale w drugiej połowie pokazaliśmy charakter i to, że Wisła walczy do końca. Zdobyliśmy jeden punkt, który może okazać się ważny w kontekście całego sezonu – przytomnie zauważył po spotkaniu bramkarz Wisły Paweł Kieszek.

Raków Częstochowa – Lech Poznań 2:2

Rewelacja ostatnich miesięcy oraz obecny lider tabeli – starcia Rakowa z Lechem nie trzeba było specjalnie zapowiadać, bo jak na polskie warunki miał to być mecz wyjątkowy, w którym widzowie chcieli oglądać dużo klasy piłkarskiej. O tę miał zadbać chociażby Adriel Ba Loua, najwyższy transfer w historii Kolejorza – Iworyjczyk kosztował Lechitów aż 1,2 mln Euro, a w niedzielę debiutował w lidze. I rzeczywiście, w pierwszej połowie był motorem napędowym kilku groźnych akcji, jednak żadna z nich nie znalazła powodzenia. Wynik otworzył za to Raków – Barry Douglas nieprzepisowo zatrzymał w polu karnym Frana Tudora, a rzut karny na bramkę zamienił Marcin Cebula.

Pierwsze sekundy po przerwie przyniosły podwyższenie wyniku. Pierwszą asystę w nowych barwach zaliczył kreowany na gwiazdę częstochowian Fabio Sturgeon, a piłkę do bramki skierował Sebastian Musiolik. Podopieczni Marka Papszuna wypuścili jednak dwubramkowe prowadzenie z rąk. Lech oddał ledwie dwa celne strzały w drugiej połowie, oba jednak dosięgły celu. Najpierw w 57. minucie trafił wprowadzony w drugiej części Joao Amaral, a kwadrans później rzut karny pewnie wykorzystał Mikael Ishak. Za obie akcje bramkowe słowa uznania należą się Jakubowi Kamińskiemu – ten najpierw asystował przy golu Amarala, a potem wypracował karnego. – Moim zdaniem Raków to jest top naszej ligi, co widać po wynikach i po poprzednim sezonie, a organizacja gry budzi mój szacunek. Wiedziałem, że będą momenty, kiedy będzie na boisku ciężko, tak właśnie było. Cieszę się z tej reakcji i z tego, że mieliśmy trochę szczęścia, ponieważ Raków nas nie dobił trzecim trafieniem – tak komplementował swojego rywala szkoleniowiec gości Maciej Skorża.

Komplet wyników 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy:
Warta Poznań – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:0
Cracovia – Górnik Zabrze 2:2
Jagiellonia Białystok – Stal Mielec 1:1
Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 1:0
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin 0:1
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 2:2
Raków Częstochowa – Lech Poznań 2:2
Górnik Łęczna – Wisła Płock mecz dziś o 18.00
Radomiak Radom – Pogoń Szczecin mecz dziś o 20.30

Mimo remisu w Częstochowie, pierwszy w tabeli pozostał Lech. Chwilowo jego przewaga nad wiceliderem, Śląskiem, to dwa punkty, jednak może się to zmienić już dziś – jeśli Pogoń ogra na wyjeździe Radomiaka, to różnica między pierwszymi dwoma zespołami w tabeli wynosić będzie zaledwie jedno „oczko” na korzyść Kolejorza. Sensacją jest dopiero 16. miejsce Legii Warszawa. Należy jednak pamiętać, że Wojskowi, podobnie jak Raków Częstochowa przełożyli swoje dwa dotychczasowe mecze ligowe, w związku z rywalizacją w europejskich pucharach. Niżej od podopiecznych Czesława Michniewicza znajdują się jedynie dwa zespoły, które nie zaznały jeszcze w tym sezonie smaku zwycięstwa: Bruk-Bet Termalica Nieciecza oraz Górnik Łęczna. Ciekawie jest również w klasyfikacji strzelców – prowadzi w niej czterech graczy (z czterema trafieniami), a każdy z nich jest obcokrajowcem: Hiszpanie Jimenez z Górnika Zabrze i Exposito ze Śląska, Szwed Ishak z Lecha i Holender van Amersfoort z Cracovii.