Główny partner portalu

fot. pixabay.com
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Od piątku na polskich boiskach trwa drugi weekend z rodzimą piłką nożną. Dotychczasowe starcia przyniosły debiut Lukasa Podolskiego, wpadkę Legii Warszawa i mnóstwo czerwonych kartek.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań

W Zabrzu wszystko było jakoś… inaczej niż dotychczas. Wpłynął na to brak Stanisława „Leona” Sętkowskiego, zmarłego kilka tygodni temu kibica Górnika, który swoim dzwonem zawsze zwiastował, że na stadionie dzieje się coś ważnego. Teraz ten dzwonek wisi przy wejściu do szatni, a uderzać w niego przed meczem ma każdorazowo kapitan śląskiego zespołu. Innym ważnym, a na realia Ekstraklasy wręcz epokowym wydarzeniem, był debiut w Górniku Lukasa Podolskiego. Te 45 minut nie zbawiło jednak podopiecznych Jana Urbana. Ci owszem, wyszli na prowadzenie w 8. minucie po rzucie karnym pewnie strzelonym przez Jesusa Jimeneza, jednak Kolejorz szybko przejął inicjatywę nad spotkaniem, jeszcze w pierwszej połowie wyrównał Jakub Kamiński, a po przerwie Lech dołożył dwa kolejne trafienia i pewnie wygrał. Tryumfował trener Maciej Skorża, który po rozczarowującym remisie na inaugurację u siebie z Radomiakiem postawił na dokładnie tę samą jedenastkę. – Wystawiłem ten sam skład co tydzień temu, bo nie chciałem robić rewolucji już po pierwszym meczu. Gdybyśmy zdobyli gola na 1:0, to z Radomiakiem też pewnie byśmy wygrali. Jest jednak wielu zawodników, którzy pukają do pierwszej jedenastki – powiedział szkoleniowiec Lecha na pomeczowej konferencji. Nie wszystkich Poznaniaków należy jednak chwalić. Joel Pereira wyleciał z boiska za kopnięcie z twarz Ishmaela Baidoo – i trzeba przyznać, że czerwoną kartkę zobaczył zdecydowanie zasłużenie.

Radomiak Radom – Legia Warszawa

Wyjazd do Poznania na mecz z Lechem i podejmowanie u siebie Legii. Początek sezonu dla piłkarzy z Radomia miał być niesamowicie trudny. Konia z rzędem temu, kto wytypował, że podopieczni Dariusza Banasika będą mieli na koncie po dwóch meczach aż cztery punkty! Trzeba przyznać, że mistrzowie Polski, podobnie jak przed tygodniem, taki i tym razem zaprezentowali się w mocno rezerwowym składzie, nic jednak nie usprawiedliwia słabości ekipy Czesława Michniewicza w starciu z beniaminkiem. Niezwykle emocjonująca była zwłaszcza druga połowa: Radomiak natychmiast objął prowadzenie po bramce Mateusza Radeckiego, następnie podwyższył Karol Angielski, odpowiedział Maik Nawrocki, a w doliczonym czasie gry wynik na 3:1 dla gospodarzy ustalił Dominik Sokół. Powrót Ekstraklasy do Radomia po 36. latach smakował więc wyśmienicie. Znów jednak dużo uwagi poświęca się brutalnie grającym zawodnikom. Sędzia Jarosław Przybył wyrzucił z boiska aż trzech graczy, co jeszcze dolało oliwy do rozgrzanej atmosfery meczowej. – Martwi mnie nie tylko przegrana, ale też zachowanie i to, że nie potrafiliśmy się opanować. Takie zachowanie jest nieakceptowalne – wypowiedź pomeczową trenera Michniewicza należy uznać za ostrą. Czy wystarczająco wstrząśnie jego zespołem?

Jagiellonia Białystok – Raków Częstochowa

Jeden celny strzał. Kto jak kto, ale zdobywca Pucharu Polski i wicemistrz kraju powinien zaprezentować się w Białymstoku lepiej. Nawet jeśli mowa o rezerwowym Rakowie, w porównaniu z pucharowym starciem z Suduvą Mariampole trener Marek Papszun dokonał aż siedmiu zmian. Jaga dominowała, miała przede wszystkim w swoich szeregach Tarasa Romańczuka, którego twitterowi komentatorzy okrzyknęli nawet zawodnikiem kolejki (przed jej zakończeniem, co o czymś świadczy). Białorusin z polskim paszportem najpierw strzałem zza pola karnego pewnie pokonał Vladana Kovacevicia, a pod koniec spotkania wykorzystał wrzutkę z rzutu rożnego wykonywanego przez Martina Pospisila. W międzyczasie Jesus Imaz pobawił się w polu karnym z obrońcami Rakowa i także zaliczył trafienie. 3:0 – to wynik, który najlepiej obrazuje przebieg gry. Częstochowianie, mimo ofensywnego ustawienia (aż trzech nominalnych napastników: Jakub Arak, Alexandre Guedes, Sebastian Musiolik) po prosty nie był dla drużyny z Podlasia groźny. – Nie ma co ukrywać, że dzisiaj zaprezentowaliśmy bardzo dobrą grę w defensywie. Naprawdę byliśmy skoncentrowani, a z takim przeciwnikiem to ważne – celnie podsumował dobrą grę swojego zespołu również w tyłach szkoleniowiec Ireneusz Mamrot.

Komplet wyników 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy:

Zagłębie – Górnik Łęczna 3:1
Górnik Zabrze – Lech 1:3
Stal – Piast 0:2
Bruk-Bet Termalica – Wisła Kraków 2:2
Radomiak – Legia 3:1
Warta – Pogoń 1:1
Cracovia – Śląsk 1:2
Jagiellonia – Raków 3:0
Lechia – Wisła Płock: mecz dziś o 18.00

Żadna z drużyn po dwóch meczach nie ma kompletu sześciu „oczek” (czy to oznaka wyrównanej ligi, czy może jednak słabości polskich klubów?). Z czterema (zwycięstwo i remis) melduje się sześć zespołów, z czego najlepszym bilansem bramek legitymuje się krakowska Wisła i to ona przoduje w tabeli ligowej. Na drugim biegunie Górnik Zabrze – jedyny zespół, który w dwóch spotkaniach nie zdobył ani punktu.

Jest to także kolejka kartek. Sędziowie aż osiem razy wyciągnęli „czerwo”, przy czym dwie ekipy – Śląsk Wrocław i Legia kończyły swoje mecze w dziewięciu. Oby kolejne mecze przynosiły mniej negatywnych emocji.

JAKUB SZABUNIA