Główny partner portalu

fot. Facebook PKO Ekstraklasy
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W 3. rundzie eliminacji Ligi Konferencji Europy polskie drużyny grały dziś domowe mecze. Śląsk Wrocław pokonał Hapoel Beer Sheva 2:1 i zbliżył się do kolejnej fazy kwalifikacji, z kolei Raków Częstochowa bezbramkowo zremisował z Rubinem Kazań.

 

Śląsk Wrocław – Hapoel Beer Sheva 2:1 (Exposito 28′, Pich 45+17′[k.] – Bareiro 45+5′)

Początek meczu zdominowali… kibice, którzy odpalając race spowodowali zadymienie stadionu, a arbiter Pavel Orel był zmuszony przerwać spotkanie na kilkanaście minut. Zejście do szatni bardziej pomogło gospodarzom, to oni przejęli inicjatywę, czego efektem był piękny gol Erika Exposito w 28. minucie. Podopieczni Jacka Magiery nie dawali za wygraną, chcieli trafić po raz kolejny, jednak to Hapoel wyrównał – po rzucie rożnym piłkę do bramki skierował Lucas Bareiro.

Wrocławianie pokazali jednak charakter. Stracona bramka nie podłamała ich, a zmotywowała do jeszcze mocniejszych ataków. Te szybko przyniosły spodziewany efekt. Robiący jak zwykle dużo zamieszania pod bramką rywala Robert Pich po jednej z szarż wywalczył rzut karny, który sam zamienił na gola. Do szatni Śląsk schodził z jednobramkowym prowadzeniem. Kolejne 45 minut to oddanie inicjatywy gościom. Ci jednak nie potrafili poważnie zagrozić bramce Matusa Putnockiego. Śląsk nie był faworytem, mimo to wygrał i wykonał duży krok ku fazie grupowej Conference League.

Raków Częstochowa – Rubin Kazań 0:0

Trzeci mecz w historii Rakowa w europejskich pucharach i trzeci bezbramkowy remis. Tym razem jednak poprzeczka powędrowała bardzo do góry. Rubin to uznana marka w europejskim futbolu, lecz na Stadionie w Bielsku-Białej nie było tego widać. Obie ekipy miały po 50% posiadania piłki, wynik więc jest dobrym odzwierciedleniem sytuacji na murawie. Pierwsze minuty były najlepszym fragmentem podopiecznych Marka Papszuna – zwłaszcza dobrze działały skrzydła. Potem do głosu doszli Rosjanie, chyba najlepszą akcję zmarnował Chwicza Kwaracchelia (świetnie zachował się Vladan Kovacević).

Plany trenerowi Leonidowi Słuckiemu pokrzyżowały kontuzje dwóch graczy już w pierwszej połowie. Obie ekipy miały jednak problem z grą ofensywną – próbował Ivi Lopez, po raz kolejny także Kwaracchelia, lecz bezskutecznie. Remis więc zasłużony, a zważywszy na klasę rywala trzeba ogłosić sukces Rakowa.