Główny partner portalu

fot. Uefa Euro 2020
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Już nie 24, a tylko 16 drużyn pozostało na placu boju w walce o Mistrzostwo Europy w piłce nożnej. Zakończenie fazy grupowej to dobry czas, by w telegraficznym skrócie przypomnieć sobie wydarzenia, które do tej pory odbiły się najszerszym echem podczas tegorocznego turnieju. Przypomnijmy sobie wszystkie “naj” ostatnich dwóch tygodni piłkarskich emocji.

 

Najlepszy zawodnik: Kevin de Bruyne (Belgia)

Co prawda skrzydłowy Belgów mógł zagrać jedynie w dwóch ostatnich meczach swojego zespołu, z powodu kontuzji jakiej doznał w finale Ligi Mistrzów, jednak te 135 minut (45 z Danią i cały mecz z Finlandią), w jakich mogliśmy oglądać De Bruyne pokazały, jak wiele jakości daje on swojej drużynie. Niemal w pojedynkę odmienił losy starcia z Duńczykami, najpierw podając Thorgenowi Hazardowi, a potem samemu umieszczając piłkę w siatce. Z Finami z kolei zaliczył asystę oraz dośrodkowywał z rzutu rożnego, po którym padł pierwszy gol. Kiedy był zatem na boisku, to żadna bramka Belgów nie padła bez jego udziału (żadna też nie została stracona). Jednocześnie Czerwone Diabły pokazały wcześniej pewnie pokonując Rosję, że nie są od niego uzależnione, jak na przykład Portugalia od Cristiano Ronaldo. Niezwykle ciekawe, co pokaże De Bruyne w meczu 1/8 finału właśnie z tą drużyną. Czy znów to jego jego postawa będzie języczkiem u wagi?

Najlepszy mecz: Dania – Belgia (1:2) oraz Anglia – Szkocja (0:0)

Trudno dokonać wyboru, gdyż bardzo spotkań w fazie grupowej było znacznie więcej niż tylko te dwa. Zostały one wyróżnione, ponieważ oprócz świetnego poziomu piłkarskiego niosły one jeszcze wartości, które pokazują, że piłka nożna jest czymś więcej niż tylko sportem. Pierwszy z meczów zostanie zapamiętany z szybkiej bramki Yussufa Poulsena ustawiającej Duńczykom mecz i znakomitej pogoni podopiecznych Roberto Martineza w drugich 45 minutach, którą dyrygował genialny tego dnia Kevin De Bruyne, ale również z sytuacji z 10. minuty, gdy cały stadion w Kopenhadze przekazał wyrazy wsparcia Christianowi Eriksenowi, gra na minutę została przerwana, a wszyscy obecni klaskali – to pokazało, jak bardzo w sport wpisana jest chęć pomocy drugiemu człowiekowi. Z kolei derby Wysp Brytyjskich, to starcie z niemal już 150-letnią historią. I dzięki świetnej atmosferze na trybunach, ambicji i woli walki walki do końca Dawid, czyli Szkocja, przez 90. minut toczył równy bój z Goliatem (Anglią). Co prawda tego dnia na Wembley bramek nie było, niemniej poziom emocji pokazał, że nie zawsze w meczu, który się świetnie ogląda musi paść mnóstwo goli. Oby takich spotkań było w fazie pucharowej jak najwięcej!

Największe rozczarowanie: Turcja

Turcy nie stali może w pierwszym rzędzie kandydatów do medali, jednak istniało kilka symptomów, które nakazywały widzieć w nich czarnego konia turnieju. W marcu pokonali Holandię,do tego na ławce mieli Senola Gunesa, z którym odnieśli największy sukces w historii, czyli 3. miejsce na MŚ w 2002 roku, a kilku piłkarzy, jak Burak Yilmaz, czy Hakan Calhanoglu pokazało się ze świetnej strony w zakończonym niedawno sezonie klubowym. Żaden jednak z tych atutów nie okazał się bronią na turnieju. Turcy zagrali kompletnie bez polotu, nie zdobywając ani jednego punktu w trzech meczach i szybko wrócili do domów. Nie zaprezentowali ani grama jakości, a jedyne, z czego można zapamiętać ich występ to przepychanki z Walijczykami, gdy Yilmaz nie chciał uznać jednej z decyzji sędziów. Zdecydowanie nie tak to miało wyglądać.

Największy wygrany: Węgry

Nikt nie wymagał od Węgrów tak naprawdę nic. Grupa F w jakiej przyszło im grać, była chyba najmocniejsza w historii Mistrzostw Europy. I Madziarzy istotnie, zajęli w niej ostatnie miejsce, jednak po występie, o jakim będzie głośno jeszcze długo. Dwa remisy, z mistrzami świata z Francji oraz z Niemcami na ich terenie, do tego niezwykła determinacja piłkarzy, którzy pokazywali, że gra w drużynie narodowej to dla nich prawdziwa duma. Jednak Węgrom sprzyjały też wydarzenia okołoboiskowe. Tylko w Budapeszcie lokalne władze pozwoliły na wpuszczenie na stadion kompletu fanów, zatem jedynie w stolicy Węgier panowała atmosfera wielkiej imprezy, z jaką do tej pory kojarzyły nam się mecze Mistrzostw Europy. Żywiołowy doping ponosił Madziarów i mimo że ostatecznie nie poniósł do 1/8 finału, to powiew normalności, jaki mogliśmy oglądać obserwując mecze na Puskas Arenie, z pewnością napawał optymizmem fanów piłki nożnej w całej Europie.

Największa gwiazda: Cristiano Ronaldo (Portugalia)

EURO tak naprawdę dopiero wchodzi w decydującą fazę, a Ronaldo już ma na koncie tyle bramek (5), że nawet gdyby nie dołożył żadnej będzie bardzo poważnym kandydatem do korony króla strzelców turnieju. Pobił też rekord goli zdobytych w historii Mistrzostw, wyprzedzając Michela Platiniego. Do tego jeszcze, chowając pod stolik jeden ze słodkich napojów podczas konferencji prasowej po meczu z Węgrami wywołał niemały skandal i poruszenie. Słowem, Cristiano jest w swoim żywiole – każdy o nim mówi. Mimo 36 lat na karku udowadnia, że wciąż potrafi wznieść się na poziom, którego inni nie potrafią osiągnąć. No i jako pierwszy w historii może zostać najlepszym strzelcem w dwóch turniejach (wcześniej był jednym z królów strzelców na EURO 2012). Ma więc jeszcze jeden rekord do pobicia.

Najpiękniejszy gol: Patrik Schick (Czechy – Szkocja)

Dostał piłkę około 45 metrów od bramki, zobaczył wysuniętego Davida Marshalla, bramkarza Szkotów, i niewiele zastanawiając się kopnął. Wyszła z tego bramka, którą pokazywały wszystkie telewizje świata, a Czesi mogli się cieszyć, że po wielu latach w końcu na turnieju objawia się im rasowy snajper. Smaczku dodaje fakt, że mecz odbywał się w Glasgow, zatem Schick upokorzył rywala na jego własnym terenie. Czapki z głów!

Najlepsza drużyna: Włochy

Na koniec zespół, który pozostawił po sobie najlepsze ogólnie wrażenie ze wszystkich uczestników EURO. Wiedzieliśmy przed turniejem, że Roberto Manchini odmienił piłkarzy z Półwyspu Apenińskiego, że nie jest to już drużyna grająca typowe włoskie catenaccio, ale wiedzieliśmy też, że brakuje jej jednej wielkiej gwiazdy, która mogłaby być generałem na boisku. Tymczasem Włosi zaskoczyli nas polotem, pewnością siebie i świetnymi występami indywidualnymi, jak Manuela Locatellego w meczu ze Szwajcarią. Są pierwszą drużyną w historii mistrzostw, która nie tylko zdobyła komplet punktów w fazie grupowej, ale i nie straciła żadnej bramki. Teraz tylko pozostaje pytanie, czy idealny występ w pierwszych meczach przełoży się na maestrię w kolejnych fazach EURO?

One Thought on Piłka nożna. EURO 2020: Naj, naj, naj. Podsumowujemy fazę grupową
    Piłka nożna. EURO 2020: Holendrzy zrobią kolejny krok w stronę medalu? Wielki hit w Sewilli (ZAPOWIEDŹ) - PoBandzie - Portal Sportowy
    27 Jun 2021
    8:48am

    […] z najhuczniej zapowiadanych starć fazy 1/8 finału. Mecz dwóch indywidualności, które zapadły w pamięci kibiców podczas fazy grupowej: Kevina de Bruyne, który niemal w pojedynkę rozmontował Danię i Cristiano Ronaldo, […]

Skomentuj

One Thought on Piłka nożna. EURO 2020: Naj, naj, naj. Podsumowujemy fazę grupową
    Piłka nożna. EURO 2020: Holendrzy zrobią kolejny krok w stronę medalu? Wielki hit w Sewilli (ZAPOWIEDŹ) - PoBandzie - Portal Sportowy
    27 Jun 2021
    8:48am

    […] z najhuczniej zapowiadanych starć fazy 1/8 finału. Mecz dwóch indywidualności, które zapadły w pamięci kibiców podczas fazy grupowej: Kevina de Bruyne, który niemal w pojedynkę rozmontował Danię i Cristiano Ronaldo, […]

Skomentuj