Liczba tygodnia

Kliknij→

Szóste miejsce zajęła reprezentacja Polski w finale Speedway of Nations

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Szóste miejsce zajęła reprezentacja Polski w finale Speedway of Nations

Piłka nożna. Efektowny sukces Lecha i pytanie o Legię, czyli wnioski po kolejnej kolejce Ekstraklasy

Facebook PKO Ekstraklasa
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Kilka efektownych zwycięstw faworytów mogliśmy oglądać w 10. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Do poziomu Lecha czy Rakowa nie zbliżyła się jednak Legia Warszawa, notując kolejną porażkę w tegorocznych rozgrywkach. Ponadto, świetne widowiska zaprezentowali kibicom piłkarze na stadionach w Zabrzu i w Krakowie.

 

Cracovia – Stal Mielec 3:3

Pasy w tym sezonie przyjęły już sporą dawkę krytyki ze strony fanów. Nie chodziło tym razem o zagraniczny zaciąg, ale o styl, którym drużyna Michała Probierza często nudziła widzów. Tym razem przy Kałuży można było obejrzeć naprawdę dobre widowisko i to pomimo tego, że naprzeciw Cracovii stanęła drużyna Stali Mielec. Krakowianie rozpoczęli mocno i już w 8 minucie za sprawą Sergiu Hanci objęli prowadzenie. Goście jednak szybko otrząsnęli się po niemrawym początku i do przerwy zdążyli aż trzykrotnie pokonać bramkarza Lukasa Hrosso. O ile trafienia Maksymiliana Sitka oraz Mateusza Maka padły po ładnych zespołowych akcjach, o tyle gol z rzutu karnego Fabiana Piaseckiego poprzedziła akcja, która pierwotnie nie skończyła się podyktowaniem jedenastki. Jak to jednak często we współczesnym futbolu bywa, do gry wkroczył VAR i po naprawdę długiej analizie materiału wideo dopatrzono się jednak przewinienia Mateja Rodina.

Trzeba oddać Cracovii, że po przerwie grała konsekwentnie. Chciała dogonić rywala i metodycznie dążyła do celu. Najpierw w 62. minucie nadzieje w krakowskie serca wlał rezerwowy Otar Kakabadze, a kwadrans potem skiksował Krystian Getinger, efektem czego było skierowanie piłki do własnej siatki. Ostatecznie po meczu zadowoleni mogli być wszyscy. Gospodarze – bo odwrócili losy meczu, goście – ponieważ wywieźli cenny punkt z trudnego terenu i wreszcie kibice, gdyż obejrzeli po prostu dobry mecz, czego niewielu się spodziewało. – Mam do przekazania tylko dwa zdania: ten remis jest naszą porażką i zrobiliśmy wszystko, żeby tego meczu nie wygrać – tymi słowami przekornie rozpoczął konferencję prasową szkoleniowiec Stali Adam Majewski, pokazując, że nie do końca zgadza się z opinią o udanym występie jego drużyny.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 4:0

Poznań i Wrocław leżą dość blisko siebie, nie tylko geograficznie (około dwóch godzin jazdy pociągiem), ale i piłkarsko. Przed pierwszym gwizdkiem sobotniego starcia obie ekipy zajmowały dwa pierwsze miejsca w ligowej tabeli. Mecz lidera (Lecha) z jedyną niepokonaną drużyną (Śląskiem) powinien przynieść wielkie emocje? Otóż nie tym razem. Poznaniacy grali po prostu lepiej w piłkę, widać było, że bardzo chcieli zmazać plamę po ubiegłotygodniowej porażce z Jagiellonią. Byli jak lokomotywa, która z olbrzymią siłą dąży do wyznaczonego celu. W pierwszej połowie zespół Macieja Skorży wypracował sobie dwubramkową przewagę, trzeba przyznać że również dzięki błędom obrońców Śląska – trafiali już w 2. minucie Joao Amaral i Jakub Kamiński. Nie trafiał za to Mikael Ishak, który najpierw spudłował w groźnej akcji, a potem był na spalonym, więc jego gol nie został uznany.

Przerwa nie zmieniła obrazu gry. Wrocławianie szybciutko mogli zapomnieć o wywiezieniu korzystnego rezultatu z Wielkopolski, bo kolejne bramki Lech zdobywał już w 54. i 56. minucie. Gole strzelali ponownie Kamiński i w końcu Ishak. Młody Polak był zdecydowanie najlepszy na boisku, wysłał tym samym mocny akces do gry w reprezentacji, choć w kadrze na nadchodzące zgrupowanie akurat się nie znalazł. Po czwartej bramce mecz toczył się już wolno i ostatecznie zakończył się wynikiem 4:0. – Czuję dumę myśląc o tym, jak walczymy i jak gramy. Wygląda to bardzo dobrze. Przy takim zwycięstwie zawsze nakłada się na siebie wiele czynników, które sprawiają, że wygrywasz tak wysoko. Mecz na pewno ułatwiła nam szybko zdobyta bramka, ale cały czas pozostaliśmy skupieni i na atakowaniu, i bronieniu – komplementował cały zespół wspomniany już Ishak, współlider klasyfikacji strzelców Ekstraklasy.

Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 3:1

Kiedy wygrywasz z Leicester City, to Lechia Gdańsk nie brzmi już tak groźnie, prawda? Jednak Legia jest w tym sezonie jak sinusoida, fantastyczne występy w Europie przeplata takimi wtopami na krajowym podwórku, jak ta niedzielna. Czy to cena jaką polski klub musi płacić za skuteczną grę na arenie międzynarodowej? Być może. Zajmijmy się jednak niedzielnym starciem. Gdańszczanie od początku chcieli uzyskać przewagę nad rywalem i, trzeba przyznać, szybko im się to udało. Ich akcje były składniejsze, szybsze i co najważniejsze – skuteczne. W 34. minucie doskonałym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Maciej Gajos, bramkarz Cezary Miszta był bez szans. To jedyna bramka w pierwszych 45. minutach, choć okazji nie brakowało, głównie po stronie Lechii.

Trener Legionistów zdecydował się zastosować niecodzienny manewr i wykorzystać cztery z pięciu zmian już w przerwie. Lecz nie zmieniło to obrazu gry. Nawet Lirim Kastrati i Mahir Emreli, czyli dwóch bohaterów mistrzów Polski ze spotkań Ligi Europy, nie pomogli. Lechia była po prostu lepsza i sukcesywnie to pokazywała. Najpierw po błędzie obrońców Legii gola zdobył Jarosław Kubicki, a potem swojego trafienia doczekał się również Łukasz Zwoliński, który wcześniej kilkukrotnie chybił celu. Legię było stać na gola Tomasa Pekharta po rzucie karnym. Mało, stanowczo zbyt mało na tak grającą Lechię. – Bardzo dobry dzień dla nas jako drużyny, klubu i kibiców. Olbrzymie komplementy dla zespołu za dobry mecz i wynik. W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze, graliśmy do przodu piłką i kontrolowaliśmy prawie wszystkie fazy meczu – mówił po spotkaniu szkoleniowiec klubu znad morza, Tomasz Kaczmarek. Pod jego wodzą Lechia jest już wiceliderem tabeli.

Komplet wyników 10. kolejki PKO BP Ekstraklasy:

Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok 0:1
Piast Gliwice – Wisła Kraków 1:0
Radomiak Radom – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:1
Cracovia – Stal Mielec 3:3
Lech Poznań – Śląsk Wrocław 4:0
Górnik Zabrze – Wisła Płock 4:2
Raków Częstochowa – Warta Poznań 3:0
Pogoń Szczecin – Górnik Łęczna 4:1
Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 3:1

Autorzy dwóch najważniejszych zwycięstw kolejki, Lech i Lechia, znajdują się na szczycie tabeli. Zwycięstwa wywindowały też w górę Pogoń i Raków (należy pamiętać, że zespół z Częstochowy ma do rozegrania jeszcze jeden zaległy mecz). W strefie spadkowej trzy ekipy z tylko jednym zwycięstwem: Warta, Bruk-Bet i Górnik Łęczna. Nieciekawa jest sytuacja Legii – pomimo świetnych wyników w Lidze Europy, Wojskowi notorycznie zawodzą na krajowym podwórku. Po kolejnej porażce zajmują ledwie 15 miejsce w tabeli, choć należy pamiętać, że mają rozegrane dwa mecze mniej niż rywale, a ewentualne dwa zwycięstwa wywindowałyby ich w okolice szóstego miejsca. Zatem jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by skreślać drużynę Czesława Michniewicza.