Główny partner portalu

Fot.: Facebook Bundesliga
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Nihil novi, czyli nic nowego. Tak krótko można by scharakteryzować obecną sytuację w Bundeslidze. W weekendowym spotkaniu na szczycie Bayern Monachium wręcz zmiażdżył Bayer Leverkusen. Klubowi z Bawarii dzielnie sekunduje Borussia Dortmund, również pewnie wygrywająca swoje spotkania.

 

SC Freiburg – RB Lipsk 1:1

To spotkanie było dla gospodarzy ważne podwójnie. Raz, że rozgrywają świetny sezon, nie przegrali ani razu w lidze, lecz być może z perspektywy przyszłości ważniejszym był fakt otwarcia nowego stadionu we Fryburgu. Do tak zmotywowanej drużyny przyjechała ekipa z Lipska, będąca ostatnio w dość sporym dołku. Nowy szkoleniowiec Jesse Marsch wciąż uczy się, jak prowadzić drużynę, co widać po wynikach. Tym razem jednak początek spotkania dla zespołu z Saksonii był nad wyraz dobry. Szalał zwłaszcza Emil Forsberg, który w takiej dyspozycji nie był chyba od czasu EURO 2020 i pamiętnego, dla nas niestety, meczu z Polską. Freiburg również odpowiadał składnymi akcjami, lecz w 31. minucie, po faulu Philippa Lienharta. musiał się poddać. Niezawodny Forsberg pewnie wykonał rzut karny i Lipsk do przerwy prowadził.

W drugiej połowie rolę najaktywniejszego zawodnika przejął Lucas Holer. Gracz gospodarzy kreował wiele sytuacji, jednak ta bramkowa dla Freiburga padła po dośrodkowaniu Vincenzo Grifo. Do piłki dopadł Woo-Yeong Jeong i pewnym strzałem przechytrzył Petera Gulacsiego. W końcówce spotkania znowu odezwał się Lipsk, próbował dawać o sobie znać wciąż wracający do pełni formy Dominik Szoboszlai, ale ostatecznie końcowy wynik nie uległ już zmianie.

– Powinniśmy lepiej przechodzić do ataku, aby stworzyć szanse, które następnie musimy wykorzystać. Pomogłoby to nam w drugiej połowie. Wciąż nie jesteśmy wystarczająco konsekwentni – mówił po meczu wspomniany Gulacsi.

Union Berlin – VfL Wolfsburg 2:0

Kolejne spotkanie, które uwypukliło kryzys, z jakim zmaga się obecnie w Bundeslidze zespół Wolfsburga. Trzeba jednak przyznać, że porażka w Berlinie była dość pechowa. Gdy spojrzymy w statystyki, zobaczymy przewagę zespołu Marka van Bommela w niemal wszystkich najważniejszych elementach. Niemal, gdyż w tej najważniejszej – bramkowej, lepszy był Union. Pierwsza połowa meczu nie obfitowała w akcje bramkowe. Najlepszą z nich zmarnował w 25. minucie Dodi Lukebakio. Belgijski napastnik Wolfsburga z niedużej odległości trafił jednak w słupek, przedłużając swoją niemoc bramkową trwającą aż od 21 sierpnia, kiedy to zdobył gola jeszcze jako zawodnik Herthy Berlin.

Przerwa wyraźnie pomogła Unionowi. Już w 49 minucie ich najlepszy strzelec, Taiwo Awoniyi, posłał piłkę do siatki, otwierając wynik spotkania. Gol lekko zaskoczył zawodników Wolfsburga, jednak zaczęli oni odpowiadać na niego atakami na bramkę Andreasa Luthe. Nie były to jednak groźne sytuacje, właściwie można wyodrębnić jedną, gdy Wout Weghorst doszedł do dośrodkowania i uderzył w swoim stylu, lecz prosto w bramkarza. Gracze ze stolicy za to wyczekali przeciwnika, a następnie udanie go skontrowali. W 83. minucie Sheraldo Becker podwyższył wynik. Wtedy było już wiadomo, że nic złego nie powinno już spotkać berlińczyków. Tak też się stało.

Zespół bardzo utrudniał grę Wolfsburgowi ponad 90 minut. Byliśmy dzisiaj bardzo wydajni i mieliśmy niezbędne szczęście w obu akcjach bramkowych, które jest niezbędne, gdy grasz przeciwko takiemu przeciwnikowi – mówił po spotkaniu szkoleniowiec gospodarzy Urs Fischer.

Bayer Leverkusen – Bayern Monachium 1:5

Starcie zapowiadane jako hit kolejki zakończyło się pod względem emocji właściwie po 40 minutach. Nie sposób jednak nie zachwycić się grą Bayernu, w którym po raz kolejny pierwsze skrzypce grał Robert Lewandowski. Polak otworzył wynik gry już w 4. minucie meczu, wykorzystując podanie Dayota Upamecano. Potem, w przedziale od 30. do 37. minuty Bawarczycy zdobyli aż cztery gole! Trafiali kolejno: po raz drugi Lewandowski, Thomas Mueller oraz dwukrotnie Serge Gnabry. Pod koniec pierwszej części gry na tablicy widniał zatem wynik 0:5. Mało tego, Bayern na zdobycie pięciu goli potrzebował ledwie siedmiu strzałów na bramkę. Chyba każdej drużynie na świecie odechciałoby się grać w piłkę nożną po takiej serii bramkowej.

Druga połowa toczyła się już w wolnym tempie. Trener Julian Nagelsmann dokonał kilku korekt, na boisku ujrzeliśmy między innymi Josipa Stanisicia czy Marcela Sabitzera. Bayer szukał jeszcze okazji na zdobycie bramki, trafił raz – na listę strzelców wpisał się superstrzelec ekipy Gerardo Seoane, Patrik Schick.

– W przerwie spotkania było już po zawodach. Cieszę się jednak, bo w drugiej połowie nie straciliśmy już bramki. Teraz musimy zadać sobie pytanie, czy wszyscy daliśmy z siebie wszystko – retorycznie pytał po spotkaniu golkiper gospodarzy Lukas Hradecky. Wydawało się, że Bayer ma wszystkie możliwe karty w ręku, by powalczyć z mistrzem Niemiec. Rzeczywistość jednak pokazała, jak bardzo Bayern potrafi odjechać reszcie ligi.

Komplet wyników 8. kolejki Bundesligi:
TSG Hoffenheim – FC Koeln 5:0
SC Freiburg – RB Lipsk 1:1
Greuther Furth – VfL Bochum 0:1
Eintracht Frankfurt – Hertha Berlin 1:2
Borussia Dortmund – FSV Mainz 3:1
Union Berlin – VfL Wolfsburg 2:0
Borussia Monchengladbach – VfB Stuttgart 1:1
Bayer Leverkusen – Bayern Monachium 1:5
FC Augsburg – Arminia Bielefeld 1:1

Imponująca wiktoria Bayernu pozwoliła temu klubowi lekko odskoczyć od rywali z Leverkusen, którzy dotychczas mieli na koncie tyle samo „oczek”. Nie oznacza to jednak, że w lidze nie ma już kto gonić monachijczyków. Tylko punkt mniej w tabeli ma Borussia Dortmund, warto również patrzeć na Freiburg, który wciąż jest jedyną drużyną w lidze, która nie zaznała goryczy porażki (ma za to aż 4 remisy, dlatego plasuje go to na czwartym miejscu w zestawieniu). W poprzedni weekend po raz pierwszy od dawna wygrał mecz któryś z trzech beniaminków. Tryumf Bochum nad Gruther Furth pozwolił zespołowi z Zagłębia Ruhry na opuszczenie miejsca grożącego barażami o utrzymanie. Tę pozycję zajmuje obecnie Augsburg.