Główny partner portalu

Fot.: Facebook Bundesliga
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Za nami czwarta kolejka piłkarskiej Bundesligi. Niemieccy fani żyli przede wszystkim starciem RB Lipsk z Bayernem Monachium, które potwierdziło wielką moc obrońców tytułu. Ciekawie było także na innych boiskach – zapraszamy na przegląd wydarzeń zza zachodniej granicy.

 

Bayer Leverkusen – Borussia Dortmund 3:4

Można było spodziewać się emocjonującego starcia na BayArenie, jednak chyba niewielu myślało, że to spotkanie będzie aż tak pasjonujące! Absolutnie mieliśmy z reklamą niemieckiej piłki nożnej na najwyższym poziomie. Ale po kolei: Aptekarze szybko objęli prowadzenie dzięki świetnemu strzałowi Floriana Wirtza. Ich radość trwała do 37. minuty. Wtedy nastąpiło przyspieszenie dortmundczyków, najpierw bramkę głową zdobył niezawodny Erling Haaland, a dwie minuty potem niemalże w bliźniaczej sytuacji trafił Jude Bellingham, jednak tego gola po analizie VAR nie uznano, gdyż wcześniej faulowany był jeden z zawodników gospodarzy. Ci jeszcze przed przerwą zdołali odzyskać prowadzenie, świetnie poprowadzoną kontrę wykończył snajper Bayeru Patrick Schick.

Piłkarze Marco Rosego zabrali się do odrabiania strat natychmiast po pierwszym gwizdku drugiej części. Nie minęły cztery minuty, a na tablicy świetlnej już widniał remis, za sprawą Juliana Brandta. Chwilę później Moussa Diaby wyprowadził Bayer po raz trzeci na prowadzenie. Decydujące ciosy jednak wyprowadzała już tylko Borussia. Najpierw bezpośrednio z rzutu wolnego trafił Raphael Guerreiro, a strzelanie zakończył w 77. Haaland, pewnie egzekwując rzut karny. – Myślę, że było to zwycięstwo, o którym zadecydowała nasza mentalność. To było szalone 90 minut i nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że może tak być. Było dużo wzlotów i upadków – mówił kapitan zespołu z Dortmundu Marco Reus. Właśnie wspomniane przez niego wzloty i upadki sprawiły, że będzie to spotkanie, które z pewnością zostanie zapamiętane.

RB Lipsk – Bayern Monachium 1:4

Podopieczni Jessego Marcha nie rozpoczęli zachwycająco tegorocznego sezonu. Zwycięstwo i dwie porażki plasowały zespół w środku tabeli. W dodatku Lipsk gościł u siebie Bayern Monachium, czyli klub, w którym trenerem jest Julian Nagelsmann, do niedawna szkoleniowiec zespołu z Saksonii, oraz gra dwóch jego byłych piłkarzy: Dayot Upamecano i Marcel Sabitzer. Bawarczycy rozpoczęli mecz w wymarzony dla siebie sposób. W 12. minucie Kevin Kampl zagrał piłkę ręką, a sędzia podyktował rzut karny, którego na gola zamienił niezawodny Robert Lewandowski. Polak w pierwszej połowie mógł jeszcze zaliczyć dwie asysty, lecz zarówno Serge Gnabry, jak i Leon Goretzka nie trafili do siatki, wobec czego Lipsk przegrywał „tylko” 0:1.

Drugą połowę Bayern zaczął kolejnym mocnym uderzeniem. Akcja młodych gwiazd bawarskiej drużyny skończyła się trafieniem Jamala Musiali. Chwilę później Bayern mógł dobić rywala, ale Lewandowski spudłował. Niemoc strzelecka nie trwała jednak długo, w 55. minucie Leroy Sane podwyższył prowadzenie zespołu Naglesmanna, co właściwie zamknęło mecz. Gospodarze próbowali, fantastyczną bramkę z dystansu zdobył Konrad Laimer, swojej okazji nie wykorzystał Andre Silva, to jednak wszystko, na co było ich stać. W doliczonym czasie gry wynik na 4:1 dla Bayernu ustalił Eric Choupo-Moting. – Mamy tylko trzy punkty w czterech spotkaniach, ale nie ma sensu spuszczać głów, przed nami długi sezon i jeszcze wiele jest do zrobienia. Oczywiście będziemy musieli przeanalizować dzisiejszą porażkę, ale w środę wracamy do gry – mówił po meczu Laimer nawiązując do trudnego terminarza swojej ekipy, która już w środę podejmie w Lidze Mistrzów Manchester City. Z kolei Bayern czeka we wtorek mecz z Barceloną.

VfL Bochum – Hertha Berlin 1:3

Klub ze stolicy Niemiec po raz kolejny jest w kłopotach, tym razem na tyle słabo rozpoczął sezon, że w trzech spotkaniach nie był w stanie wywalczyć nawet punktu. Wydawało się, że idealną okazją, by zgarnąć pełną pulę jest niedzielne starcie z beniaminkiem z Bochum, który nie jest z pewnością zaliczany do grona ligowych potentatów. Pierwsze fragmenty spotkania cechowało niskie tempo gry. Dość łatwo można było zauważyć, że spotykają się dwa zespoły o podobnych umiejętnościach, co nie powinno napawać optymizmem fanów Herthy. Piłkarze Pala Dardaia zmobilizowali się jednak przed przerwą, a najkonkretniej uczynił to Suat Serdar. Były piłkarz Schalke 04 dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, zatem berlińczycy mogli schodzić do szatni ze sporym kapitałem.

Obraz meczu zmienił się po przerwie. To gospodarze zaczęli groźnie atakować. Najpierw Danilo Soares, a potem Gerrit Holtmann byli blisko pokonania bramkarza Alexandra Schwolowa, a ostatecznie w kolejnej sytuacji Bochum dopięło swego za sprawą Simona Zollera. Była to 59. minuta, podopieczni Thomasa Reisa mieli więc wystarczająco czasu, by zmienić oblicze meczu. Ostateczny cios został zadany jednak z innej strony. Rezerwowy Myziane Maolida w swoim debiucie w barwach Herthy trafił do siatki w 78. minucie, dając swojego nowemu klubowi spokój, a przede wszystkim ustalając wynik na 3:1 dla stołecznego klubu. – W odpowiednich momentach zachowywaliśmy spokój i byliśmy niebezpieczni w grze z kontry. Byliśmy bardzo efektywni i to zdecydowało o wyniku. Taktyka z pięcioma obrońcami z tyłu działała dobrze, mogliśmy dobrze porozumieć się na boisku – mówił po końcowym gwizdku obrońca gości Niklas Stark.

Komplet wyników 4. kolejki Bundesligi:
TSG Hoffenheim – FSV Mainz 0:2
SC Freiburg – 1. FC Köln 1:1
Greuther Furth – VfL Wolfsburg 0:2
Bayer Leverkusen – Borussia Dortmund 3:4
Union Berlin – FC Augsburg 0:0
RB Lipsk – Bayern Monachium 1:4
Eintrcht Frankfurt – VfB Stuttgart 1:1
VfL Bochum – Hertha Berlin 1:3
Borussia Mönchengladbach – Arminia Bielefeld 3:1

Na szczycie tabeli bez większych zmian. Z czołówki ligi odpadł jedynie Bayer tracąc punkty z Dortmundem. Liderem i jedyną drużyną z kompletem zwycięstw pozostaje Wolfsburg, choć podopieczni Marka van Bommela mieli w tej kolejce nieco ułatwione zadanie, ponieważ mierzyli się z Greuther Furth, póki co czerwoną latarnią ligi. Poza nimi niepokonany jest Bayern oraz, co trzeba uznać za niespodziankę, Freiburg i Union. Te dwa ostatnie zespoły, z powodu większej liczby remisów, znajdują się jednak dalej w tabeli. Z ostatniej pozycji udało się z kolei wydostać Herthcie, dzięki tryumfowi w Bochum. Kibiców znad Wisły cieszy fakt, że liderem klasyfikacji strzelców z sześcioma trafieniami jest Robert Lewandowski. O jedno trafienie mniej ma Erling Haaland i wygląda na to, że pojedynek strzelecki tych dwóch panów może być ozdobą całego sezonu.