Nicki Pedersen/ fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Informacja o tym, że Nicki Pedersen wraca do ścigania na Wyspach wywołała mieszane uczucia. Jedni cieszą się z powrotu Duńczyka i liczą na to, że trzykrotny mistrz świata pomoże odbudować Premiership. Inni z kolei uważają, że 42-latek niepotrzebnie pcha się do prawie zapomnianej ligi. Sam zainteresowany nie przejmuje się zbytnio opiniami kibiców.

Styl i zachowanie Nickiego Pedersena zawsze wzbudzały emocje sympatyków czarnego sportu. Część kibiców uwielbia agresywną jazdę żużlowca z Odense. Druga strona odpowiada natomiast, że Duńczyk zachowuje się chamsko zarówno na torze, jak i poza nim. – Te opinie nigdy mi nie przeszkadzały. Zawsze myślałem sobie: „Ci ludzie płacą moje rachunki!” – skomentował w wywiadzie ze speedwaygp.com trzykrotny mistrz świata.

– Wiem, że przynoszę na stadion rozrywkę i to mi wystarcza. Nie jestem po to żeby wszyscy mnie kochali. Nie obchodzi mnie to czy wszyscy mnie kochają. Jeśli kibicom podoba się to, co robię, to jest to dla mnie bonus. Jeśli nie, to mam świadomość, że wciąż jestem dla nich interesujący – dodał 42-latek.

Pedersen w sezonie 2020 będzie reprezentował barwy klubu Sheffield Tigers. Duńczyk z miejsca stał się gwiazdą drużyny, a także całej ligi. – Trzy godziny po ogłoszeniu transferu dostałem informację, że w klubie z Sheffield od 2006 roku nie mieli tak dużego ruchu na stronie. To miła informacja. To nie tak, że byłem tym zaskoczony, ale fajnie, że inni ludzie to widzą i mówią mi to. To impuls dla sportu i brytyjskiego żużla – zakończył Duńczyk.

BARTOSZ RABENDA