lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Od euforii do totalnej klęski

Ta wiadomość spadła na kibiców speedwaya z Rzeszowa i całego Podkarpacia  jak grom z jasnego nieba! Była lakoniczna: „Prezydium ZG PZM postanowiło oddalić odwołanie i utrzymać w mocy zaskarżoną decyzję odmawiającą przyznania licencji Speedway Stal Rzeszów S.A.” Zapadła w środę 19 grudnia 2018 r. To tak gwoli kronikarskiego obowiązku, bo data ta zostanie zapisana w annałach klubu sportowego spod znaku żurawia. Niestety czarnymi zgłoskami.

Pierwsze reakcje to szok i niedowierzanie, które u największych tylko optymistów mieszały się z nadzieją. Ta jak wiadomo umiera ostatnia, ale prawdziwych przesłanek do niej nie ma właściwie żadnych. Kto zna realia tego sportu, ten wie, że przełom roku, to absolutnie ostatni moment do podpisywania kontraktów i zamykania składów drużyn przed nowym sezonem. Niczego więc nie wnoszą zapowiedzi prezesa Ireneusza Nawrockiego, że będzie się od tej decyzji odwoływał gdzie się tylko da. Możliwości w tym zakresie ma bardzo ograniczone. Praktycznie żadne. Teoretycznie jakieś tam są, ale te przewidziane regulaminem sportu żużlowego trwają długo i gdyby nawet były pozytywne to nie będzie już drużyny. Ona już się rozpada. Już pojawiają się spekulacje, kto na kogo zarzucił sieci, jeszcze zanim zapadła decyzja o licencji dla Stali.

Obraz 21.12.2018, godz. 22.41

Ireneusz Nawrocki – to najgłośniejsze od kilku dni nazwisko serwisów informacyjnych w Polsce poświęconych sportowi żużlowemu. Nie o taki rozgłos mu jednak chodziło, gdy jako „człowiek znikąd” wchodził do żużla. Domyślam się, że przeżywa teraz bardzo trudne chwile i jest w tym przeżywaniu bardzo samotny. Tak normalnie po ludzku jest mi go szczerze żal i mu współczuję! Rok, który przeżył, był naznaczony wzlotami i upadkami. Prawdziwe wejście smoka miał zaledwie przed rokiem. Moja reporterska pamięć (ostatnimi czasy nieco uśpiona) zanotowała przepełnioną kibicami reprezentacyjną salę rzeszowskiego Ratusza. Za stołem prezydialnym w roli gospodarza tego miejsca wiceprezydent Rzeszowa Marek Ustrobiński (oddany i wierny od kilkudziesięciu lat fan speedwaya), jedna z legend rzeszowskiego żużla Janusz Stachyra, nie mniej znany od niego Mirosław Kowalik (przedstawiony jako nowy pierwszy trener Stali), a także najmniej spodziewany w tym gronie gość  – wybitny amerykański żużlowiec Greg Hancock. No i oczywiście główny bohater wieczoru – Ireneusz Nawrocki. W świetle kamer telewizyjnych, fleszy licznych fotoreporterów oraz przed mikrofonami kilku rozgłośni radiowych, z szerokim, rubasznym uśmiechem zapowiadał kilka tłustych lat dla rzeszowskiego speedwaya. Obiecał, że drużyna przez niego zbudowana tylko rok będzie jeździć w II lidze (i tu słowa absolutnie dotrzymał), w pierwszej lidze też nie chciałby, aby gościła dłużej niż jeden sezon. Celem nadrzędnym była ekstraklasa oraz walka o największe w niej zaszczyty. Brzmiało to wtedy pięknie i wlewało miód na skołatane serca  kibiców z Rzeszowa, sfrustrowanych spadkiem do II ligi, po dwumeczu barażowym z Motorem Lublin. Brzmiało to wtedy naprawdę wiarygodnie, a gwarantem tych planów miała być także osoba wspomnianego już Grega Hancocka, dla którego prezes przewidział rolę dużo większą niż tylko zdobywanie kompletu punktów w ligowych meczach.

O samym przebiegu sportowej rywalizacji nie będę tu wspominał. Jest on powszechnie znany. Pomimo przejściowych zawirowań i pojawiających się od czasu od czasu pogłosek o zaległościach finansowych wobec zawodników, cel główny czyli awans do I ligi  został osiągnięty. Rywal z Ostrowa Wlkp. stawił większy niż się spodziewano opór, ale koniec zwieńczył dzieło. Rytualnie spłonęła marynarka prezesa Nawrockiego, były puchary za awans od ZG PZMot. oraz od Prezydenta Miasta Rzeszowa, szampan tryskał na uradowane twarze  zawodników Stali, którzy chwilę później odbyli triumfalną rundę razem z prezesem i wokół toru.

Na tym jednak sezon żużlowy jeszcze się w Rzeszowie nie zakończył. Do rozstrzygnięcia został jeszcze cykl zawodów pod nazwą Diamond Speedway Cup – autorski pomysł Ireneusza Nawrockiego, z nagrodami wartością przerastającymi znacznie te, które otrzymują zwycięzcy cyklu SGP czyli mistrzowie świata. Poziom organizacyjny i sportowy zawodów z tego cyklu, zawirowania związane z ich obsadą oraz odwoływaniem i przekładaniem terminów rzuciły trochę cień na wiarygodność finansową i biznesową osoby prezesa Nawrockiego, ale ostatecznie zostały doprowadzone do szczęśliwego finału. Odbył się on na rzeszowskim torze, przy znacznie niższej frekwencji niż miał prawo oczekiwać jego organizator, ale zwycięzców wyłoniono, diamenty wręczono. Nie doszły mnie słuchy, aby ktokolwiek kwestionował ich autentyczność i  realną wartość. Prezes więc z obietnicy się wywiązał, ale pojawiły się wątpliwości co do zasadności takiego zadęcia finansowego przy imprezie mało prestiżowej, a kosztownej. Przy innych zaległościach, o których coraz głośniej dało się słyszeć wydawało się to zupełnie niezrozumiałe. Niektórzy mówili – kto bogatemu zabroni…

Obraz 21.12.2018, godz. 22.42

Przywołana przeze mnie na wstępie hiobowa dla kibiców speedwaya na Rzeszowszczyźnie wiadomość o nieprzyznaniu licencji na występy w I lidze przerywa w sposób brutalny marzenia o potędze rzeszowskiego żużla i strąca go, przynajmniej na jeden rok, w ligowy niebyt. W historii Stali Rzeszów tak przykrego rozdziału jeszcze nie było. Kibice tej drużyny muszą to jakoś przeżyć. Przyjdzie im tylko śledzić wyniki wychowanków tego klubu występujących w innych zespołach.

I na koniec jeszcze kilka moich osobistych, a przez to subiektywnych  słów o osobie prezesa Ireneusza Nawrockiego. Krytykował go w czambuł nie będę, bo byłoby to kopanie leżącego, a to nigdy nie leżało w mojej naturze. Do pochwał też nie ma ani atmosfery, ani za dużo powodów. Napiszę więc co sądzę o nim jako człowieku i o tym jak się nie odnalazł w nieznanym dla niego światku żużlowym. Z kilku zaledwie osobistych kontaktów mogę powiedzieć, że pan Ireneusz to człowiek wzbudzający zaufanie i wyglądający na prostolinijnego, dobrodusznego wręcz. Myślę, że jest dobrym człowiekiem, ale dobroć ta graniczy czasem z naiwnością i zbyt dużym zaufaniem do ludzi, których pewnie mierzył swoją miarą. Z twego powodu trudno mu było zachować obiektywizm i właściwą ocenę zjawisk i faktów występujących w środowisku mu dotąd zupełnie nieznanym, w którym niestety coraz częściej bierze górę prawo dżungli. Według owego prawa przetrwa ten kto silniejszy, sprytniejszy, ma lepsze układy, jest bardziej bezwzględny. Sam na własny użytek próbowałem wielokrotnie wyrobić sobie zdanie na temat wiarygodności Nawrockiego jako prezesa rzeszowskiej Speedway Stali. Jeśli w pewnym momencie wzięła górę ocena pozytywna i wiara w jego szczere intencje, to nagle pojawiała się bardzo drobna zazwyczaj sprawa, w którą angażował się niepotrzebnie całym sobą i burzył właśnie tą wiarygodność. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że chciał dobrze, włożył wiele serca, zdrowia i własnych niewirtualnych pieniędzy w rzeszowski żużel, ale to było za mało, by osiągnąć sukces. Zabrakło najważniejszego. Czego – nie potrafię na to odpowiedzieć.

TADEUSZ SZYLAR

P.S. Mile zaskoczył mnie zaproszeniem do pisania w tym miejscu Łukasz Malaka – współtwórca tego portalu i były młodszy kolega z łamów „Tygodnika Żużlowego”, tytułu, z którym byłem związany przez wiele lat od samego początku jego istnienia. Z dziennikarstwem wziąłem jednak rozbrat już kilkanaście lat temu, przez co rozleniwiłem się trochę intelektualnie. Z oporami więc przyjąłem to zaproszenie, ale postanowiłem spróbować. Powyższy powtórny debiut mam już za sobą, co stwierdzam z ulgą. Jeśli będzie ciąg dalszy, a mam nadzieję, że tak, to w następnym odcinku powspominam nieco czasy, gdy sam miałem epizod prezesowania sekcji żużlowej w Stali Rzeszów i pozyskania Marmy Polskie Folie Rzeszów na sponsora strategicznego, którym pozostawała ponad 10 lat. Lepszego ani wcześniej, ani później nie było.

2 thoughts on “Od euforii do totalnej klęski

  1. Panie Tadeuszu proszę napisać co nas kibiciow czeka teraz ? Nie chcę czytać ze rok bez ligi ale kto teraz przejmie ciężar budowania klubu od zera ? Bo jakoś nie dopuszczam do siebie takiej informacji że Pan Nawrocki nadal będzie budował klub i oszukiwał nas. Za długo chodzę na żużel żeby kolejne lata tracić. Żużel umiera w Rzeszowie to widać od 2015 roku afery za aferą, dług goni dług od Pani prezes przez prezesów. GKSZ stanął na wysokość zadania i dobił moja ukochana Stal, z jednej strony boli mnie że to my ale dłużej tak nie mogło być. Może Pan znów z kimś pociągnie ten wózek mamy jeszcze zapaleńców, kasy na początek nie trzeba dużo byle młodych nie oddać i niech jeżdżą dla Stali w 2019 a potem chłopaków ściągnąć z Polski i budować jak Leszno na swoich zawodnikach. Kończę bo się rozpędziłem. Wszystkiego najlepszego w święta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.