Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

O Wandzie, co jej Paweł nie chciał

Czas na złożenie dokumentów niezbędnych do startu w lidze minął 29 listopada. Wanda – po dziesięciu latach – zniknęła z mapy sportowego Krakowa. – Na ten moment klub jest zawieszony w związku z brakiem wykonania orzeczeń Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Mogę powiedzieć tyle, że 29 listopada do godziny 12 do Polskiego Związku Motorowego nie wpłynął żaden wniosek licencyjny dostarczony przez Speedway Wandę Kraków – potwierdzała w listopadzie ub. roku Grażyna Makowska, zastępca dyrektora Biura Sportu i Turystyki PZM.

Swoją cegiełkę dołożył też prezes związku zawodowego żużlowców Metanol, Krzysztof „Cegła” Cegielski, związany prywatnie z Krakowem, m.in. przez występy na koszykarskim parkiecie małżonki. – Do końca maja klub miał się rozliczyć z zadłużenia, a jeszcze bardziej pogłębiał koszty. PZM ewidentnie nie kontrolował licencji nadzorowanej na tyle, by przerwać zadłużanie. Stratni są przede wszystkim zawodnicy, którzy byli oszukiwani i zostali tylko z rachunkami do zapłacenia – wyliczał Cegielski.

A początki były obiecujące. Stadion został zbudowany w 1957 roku. Na początku istnienia, w latach 1957-1965, jako jeden z pierwszych obiektów w Polsce, został wyposażony w sztuczne oświetlenie toru. Na owalu w Nowej Hucie rozegrano dwa test mecze reprezentacji Polski. W pierwszym, rozegranym 9 lipca 1959, Polska pokonała reprezentację Austrii 73:35. W drużynie Polski wystąpili zawodnicy Wandy: Bogdan Jaroszewicz, Maciej Korus, Jan Fijałkowski i Zdzisław Zachara. W drugim meczu rozegranym 11 października 1960 Polska uległa Anglii 46:62. Mecz ten oglądała rekordowa liczba widzów – 25 tysięcy. Po reaktywacji sekcji Wandy w 1993 roku, tor został odbudowany i na powrót przystosowany do rozgrywania zawodów żużlowych. Po serii nieukończonych przez Wandę sezonów zespół wycofał się z rozgrywek w 2005 roku. Po pięcioletniej przerwie w funkcjonowaniu żużla, od sierpniu 2009 roku nastąpiła kolejna reaktywacja. Poprzedziła ją generalna modernizacja areny żużlowych zmagań – wymiana nawierzchni z żużlowej na sjenitową, zamontowanie nowej bandy standardowej oraz dmuchanej, instalacji elektrycznej, sygnalizacji, środków łączności. Zakupiono nowe maszyny startowe oraz pulpit sędziowski. Zamontowane zostały również krzesełka na przeciwległej prostej. Z okazji 60-lecia powstania Nowej Huty rozegrany został turniej indywidualny w silnej obsadzie, z Tomaszem Gollobem na czele. Jesienią 2014 rozpoczęły się prace mające na celu zbudowanie nowej trybuny z 1970 miejscami siedzącymi. Miało być optymistycznie i zacnie, skończyło się jak w czeskim filmie. Nikt nic nie wie.

Ostatni prezes Paweł Sadzikowski pozostaje praktycznie nieuchwytny. Pojawia się z rzadka, na krótko i na długo znika. Tyle są warte owe licencje nadzorowane, pozornie i przez nikogo. PZMot nie poczuwa się jednak do najmniejszej odpowiedzialności, jak zwykle. Całą winę zrzucają w Warszawie na klub. Dziś jednak trudno znaleźć dowód na to, że ów w ogóle istnieje. Prezes Paweł Sadzikowski niemal zapadł się pod ziemię. Nie udało się również dodzwonić do siedziby klubu. Na stronie internetowej nie ma aktualnych informacji na temat funkcjonowania drużyny. Jest tylko wideoklip do piosenki „Dziś jest mecz” formacji Ostatni w Raju (w nagraniu udział wzięli między innymi kibice Wandy). Meczu jednak szybko nie będzie.

Cegielski zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt braku nadzoru nad stowarzyszeniem, a w praktyce działaniami, nieskutecznymi ostatecznie, jednego człowieka. Klub z Nowej Huty nie od dziś miał problemy, głównie finansowe. Zawodnicy już wiele miesięcy temu narzekali na zaległości w wypłatach i już przed minionym sezonem przyszłość Wandy stała pod dużym znakiem zapytania. Wtedy Polski Związek Motorowy przyznał jej tzw. licencję nadzorowaną, która – takie jest założenie – ma być formą pomocy dla drużyn borykających się z problemami finansowymi. Pomocy na bazie czego, chciałoby się zapytać? I to tu Cegła ma kolejne wątpliwości. Piękne oczy prezesa wystarczyły, czy wierzono w powodzenie zrzutki zorganizowanej naprędce przed startem sezonu i z góry skazanej na niepowodzenie. Do 31 sierpnia nie udało się zgromadzić nawet 10 proc. zamierzonej kwoty. Celem było 100 tys. zł, zebrano… 8200 zł. Innych pomysłów, czy prób ratowania skóry ze strony klubu nie udało się niestety zauważyć.

W obecnej sytuacji nie ma większych szans, że zawodnicy odzyskają zaległe pieniądze. W tej sprawie często kontaktowali się z Cegielskim, jako prezesem Metanolu. On sam powtarza jak mantrę, że sytuacja zaczęła jeszcze bardziej wymykać się spod kontroli, właśnie już po przyznaniu klubowi licencji nadzorowanej: – Do końca maja klub miał się rozliczyć z zadłużenia, a jeszcze bardziej pogłębiał koszty. PZM ewidentnie nie kontrolował licencji nadzorowanej na tyle, by przerwać zadłużanie. Stratni są przede wszystkim zawodnicy, którzy byli oszukiwani i zostali tylko z rachunkami do zapłacenia – podkreślał Krzysztof dosadnie jeszcze w grudniu.

Cegielski twierdził wówczas, że razem z Wandą przegrało miasto. Tłumaczył: – Zabrakło według mnie chociaż trochę dobrej woli, żeby żużel w Nowej Hucie mógł zacząć odgrywać znaczącą rolę. To nie był klub na poziomie Ekstraligi, ale wystarczyło niewiele, by można było spokojnie funkcjonować w niższej klasie rozgrywek. Pan prezydent bywał na stadionie, zwłaszcza podczas turniejów o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa, tworząc wrażenie pomocy. Sam pomagałem sprowadzać najlepszych zawodników świata na te zawody. Pamiętam, jak kilka lat temu zaprosiłem Tomasza Golloba. Było to niedługo po tym, jak został on mistrzem świata. Wtedy na trybunach było tak wielu kibiców, że ostatecznie nie wszyscy zdołali obejrzeć zmagania na torze. Okazuje się więc, że zapotrzebowanie na żużel w Krakowie jest ogromne.

I to prawda. Historia żużla pod Wawelem jest barwna i bogata. Dirt track w Krakowie zaczął swoją działalność w roku 1956, kiedy to powstał Auto Mobil Klub Nowa Huta. Zespół został zgłoszony do rozgrywek II ligi i startował w grupie „Południe”, na inaugurację zajmując ostatnie miejsce, skutkiem czego zakwalifikowano go do nowo utworzonej najniższej klasy rozgrywkowej – III ligi. Pod nową nazwą, AMK Kraków, zespół wygrał grupę i uzyskał awans do II ligi. Przed sezonem 1958 sekcja żużlowa AMK została jednak rozwiązana i podzielona na dwa kluby: Wandę Nowa Huta i Cracovię. W ciągu dwóch kolejnych lat awans do II ligi uzyskały najpierw Wanda, potem Cracovia (w tym drugim przypadku zwycięstwo III ligi nie nabrało pełni smaku, ze względu na decyzję o jej likwidacji – wszystkie drużyny III-ligowe automatycznie zostały przeniesione do II ligi). Sekcja żużlowa Cracovii istniała do końca sezonu 1960. W tym samym roku Wanda odniosła największy sukces w historii, awansując do I ligi. Paradoksalnie jednak największy historyczny wyczyn krakowskiego żużla okazał się przyczyną jego największej porażki. W międzyczasie klub wzmocnił się pozyskanym przed sezonem 1959 ze Skry Warszawa Maciejem Korusem, który swój transfer uzależnił m.in. od… zorganizowania własnego ślubu w katedrze na Wawelu.

Awans do I ligi wywalczony w 1960 wzbudził oczekiwania, które nie zostały poparte wynikami. W gronie pierwszoligowców krakowian spotkał zimny prysznic, w postaci 12 sromotnych porażek, bolesnych zwłaszcza przed własną publicznością, a okraszonych jedynie niespodziewanym zwycięstwem w Częstochowie (44:33) i minimalną porażką z Legią Gdańsk (37,5:40,5) u siebie. Zwycięstwo na torze Włókniarza 14 maja 1961 wynikało poniekąd z osłabienia „Lwów” brakiem ówczesnego lidera, Stefana Kwoczały, który dzień wcześniej podczas rundy Złotego Kasku w Nowej Hucie, brał udział w karambolu, w wyniku którego doznał ciężkich obrażeń, co nieco później, zakończyło ostatecznie jego karierę oraz drugiego z liderów Bernarda Kacperaka.

Spadek do II ligi, po katastrofalnym w wykonaniu krakowian sezonie 1961, był początkiem końca popularności tej dyscypliny w stolicy Małopolski. Z roku na rok sytuacja Wandy była coraz trudniejsza, począwszy od osłabienia brakiem poważnie kontuzjowanego Tadeusza Fijałkowskiego w sezonie 1962, aż do brzemiennego sezonu 1965, który rozpoczęła od kuriozalnej porażki. W spotkaniu z Polonią Piła przed własną publicznością po 12 wyścigach prowadziła 36:34. Ostatni XIII wyścig przegrała jednak 0:5 ponieważ prowadzącej parze Stanisław Chorabik – Jan Fijałkowski motocykle odmówiły posłuszeństwa. Seria kolejnych sześciu porażek skłoniła działaczy Wandy do wycofania się z rozgrywek, co jeden z nich tłumaczył prasie tak: – Bezpośrednią przyczyną tego kroku są trudności finansowe. Utrzymanie sekcji żużlowej przy słabej frekwencji widzów, to sprawa wysokich wydatków, na które trudno znaleźć pokrycie.

Skąd my to znamy, chciałoby się zapytać. Deja vu? Działacze po cichu liczyli też na przejęcie sekcji żużlowej przez inny krakowski klub, do czego jednak nie doszło. Dotychczasowi liderzy krakowian, Stanisław Chorabik i Andrzej Tanaś, w serii rewanżowej zasili więc szeregi Unii Tarnów, wydatnie pomagając jej w zajęciu 2. miejsca w II lidze i awansie do I ligi w 1966 (odpowiednio 4. i 3. średnia biegopunktowa w drużynie Jaskółek). Ostatnim akordem żużlowego sezonu 1965 w Krakowie było rozegranie na obiekcie Wandy, już po likwidacji jej sekcji, dwóch swoich spotkań przez pierwszoligowca Śląsk Świętochłowice (z Wybrzeżem Gdańsk i Polonią Bydgoszcz), obydwu dlań zwycięskich.

To jednak nie koniec. Identyczny niemal scenariusz powielono pod Wawelem raz jeszcze. Motocykle żużlowe zamilkły w Krakowie na 28 lat. W roku 1993 grupa sympatyków żużla powołała sekcję na nowo, a krakowscy zawodnicy startowali w II lidze, niestety znowu niejednokrotnie wycofując się z rozgrywek w trakcie sezonu, z powodu braku funduszy. Tak aż do roku 2006, kiedy drużyna już w ogóle nie przystąpiła do rywalizacji. Z tych samych powodów, dla których Kraków zniknął w połowie lat 60. z żużlowej mapy Polski, próba jego reaktywacji w latach 90. również zakończyła się fiaskiem. Nikła frekwencja, brak promocji i pomysłu na zainteresowanie krakowian tym ekscytującym sportem, nie pozwoliły nowej Wandzie utrzymać sponsoringu firmy Realbud, ani pozyskać znaczących środków od innych darczyńców. W tej sytuacji nie pomogła nawet pomoc sprzętowa i kadrowa Unia Tarnów. Po trzech kolejnych, nieudanych próbach odjechania całego sezonu, działacze krakowscy poddali się i wycofali sekcję z rozgrywek. W 2007 roku grupa zapaleńców postanowiła jednak reaktywować speedway w Nowej Hucie kolejny raz. Pozyskano sponsora, który zorganizował kilka towarzyskich zawodów żużlowych. Sekcja planowała zgłosić Wandę Kraków do rozgrywek II ligi w 2008 roku, ale szybkie wycofanie się ze sponsoringu firmy Speedway Rider z Częstochowy oraz wymogi licencyjne, spowodowały że po raz kolejny nie udało się reaktywować żużla w Nowej Hucie.

I tak wkoło Macieju. Z takim samym skutkiem. Wtedy i współcześnie. Kiedy zbliżały się wybory i można było za free „zapunktować”, to nawet prezydent miasta chętnie korzystał z okazji, by się pokazać na trybunach, najlepiej w roli, coś tak między zbawcą a sponsorem-ratownikiem Wandy. Nie szły za tym jednak konkrety. Stowarzyszenie ponownie upadło i ponownie straciliśmy ośrodek z dobrą infrastrukturą i torem. No i znowu nie ma winnych. Jak w przysłowiu o tym, że porażka jest sierotą. Żużlowcy mogą także pożegnać się z pieniędzmi, chyba że znajdą sprytnego prawnika, a ten znajdzie kruczek, by odpowiedzialność za zadłużenie Wandy przenieść na PZMot, bazując na owej nieszczęsnej licencji (podobno) nadzorowanej, którą z nieznanych, sobie pewnie także, powodów PZMot klubowi z Nowej Huty przyznał, a potem realnie niczego nie nadzorował, czekając na rozwój wypadków. Swoją drogą trzymam kciuki za ewentualne poczynania sprytnego mecenasa, który wygrywając taki precedens mógłby zbudować sobie nazwisko i renomę. A marynarki w PZMot, gdyby przyszło im „beknąć” za swą radosną tfu!rczość, może bardziej przykładały by się do przewidywania i logicznego myślenia w przyszłości, bo na razie cała ich „działalność”, to masowe karanie wszystkich za wszystko oraz wydumane, „antysportowe” i szkodliwe, coraz bardziej rozbudowane regulaminy, które i tak nie ogarnęły choćby upadku klubu z Małopolski, mimo rzekomego nadzoru.

Park maszyn Wandy Kraków. Smutny widok…

Źródła: wyborcza.pl, K. Ziębiec – Co dalej z Wandą, Serwis kibiców Wandy Kraków, speedwaywanda.pl, Polskie kluby żużlowe, krakow.naszemiasto.pl.

CASH BROKER

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.